poniedziałek, 23 marca 2015

"Severus Snape, czyli piekielnie dobry lokaj" cz. III

 Witam wszystkich. Trochę zajęło mi pisanie "Lokaja", ale szkoła... Ona całkiem zabija moją kreatywność. Zabiła także pomysł na tą część. Jeśli komuś się ona spodoba, to będę w wniebowzięta. Z góry przepraszam za błędy każdego rodzaju, nikt mi nie betuje. Pamiętajcie, że nadal także się uczę...^^
Tą część dedykuje Severusowi.
Bardzo także dziękuję Alex.


Muzyka
 — Ciebie, Władymirze, pogromco inferiusów.

 Nie zrobiło to na mnie większego wrażenia, nie trudne było to do przewidzieć. Odór Czarnej Magii roznosił się po całej rezydencji, która  postawiona została na przeklętej ziemi, przesyconej złem. Cmentarzysko, a raczej dom inferiusów, które tkwiły pod ziemią jak demony, czekały na rozkaz swojego pana, by wyrwać się z otchłani Hadesu. Czułem je, choć na początku ignorowałem. Powróciły do życia, podobnie jak ja, jednak nie były nawet po części ludźmi. Stworzone, by służyć, zabijać i niszczyć. Armia inferiusów zawsze była pewnym wyznacznikiem większego Zła oraz Potęgi, która drzemała w czarnoksiężniku. Czarny Pan wykorzystał te stworzenia podczas Pierwszej jak i Drugiej Wojny Czarodziejów, Gellert Grindelwald pragnął jak i planował wykorzystać je do swoich celów. Wszyscy ci, którzy łaknęli chaosu oraz władzy czy chociażby zemsty, byli żądni tej prawie niepokonanej siły, która tkwiła w inferiusach.
 Władimir Fiodorow żywił te same aspirację co każdy czarnoksiężnik, jednak na mniejszą skalę. Pragnął  Rosji, aczkolwiek miał zbyt duża konkurencję, aby móc wprowadzić swój reżim. Pomimo tego, że był zapewne jednym z najlepszych nekromantów, jacy stąpali po ziemi to nie potrafił pokonać tych czarowników, którzy władali potężniejszą magią. Biała magia może i jest tą czystą, jednak jej przeciwieństwo jest o wiele ciekawsze, silniejsze. Pochłania tego, który się w niej lubował, ukazywała ścieżki, którymi nie mógłby podążyć jako prawilny człowiek. I sam wybrałbym ją drugi raz, jednak nie stanąłbym u boku Voldemorta, który nie potrafił jej w pełni wykorzystać. Pewność siebie, głupota oraz nieuwaga doprowadziły do jego zguby.
 Rosjanin patrzył jedynie na dziewczynę analizując jej propozycję. Wiedziałem, że się zgodzi, podobnie jak Marika. Potrzebował wojny oraz naszej pomocy, by zawładnąć magiczną populacją swojej ojczyzny.
Moja sława jest tak wielka? Jestem znany w Anglii? — parszywy uśmiech nie schodził z jego twarzy.
Nie schlebiaj sobie, Fiodorow  — prychnęła, przeczesując palcami włosy. — Tylko Rosja cię zna, jednak jeśli mi pomożesz to usłyszy o tobie cały świat. Postaramy się o to.
 Podszedł do dziewczyny, łapiąc ją za lekko za gardło. Ta zamknęła oczy, uśmiechając się lekko, mężczyzna był wściekły, jednak starał się tego nie okazywać.
 — Za kogo ty się masz, nędzna kobieto? To nie twój kraj, byś mogła tak się odzywać do mężczyzny — syknął przy jej twarzy.
— Severusie, zajmij się nim — szepnęła, otwierając oczy. Szmaragdowy pentagram ukazał się na jej oku.
 Uśmiechnąłem się sadystycznie, podrywając gwałtownie do góry. Wystarczyła chwila, aby mężczyzna został powalony na ziemię, w kolejnej już krzyczał zagłuszając dźwięk łamanych kości. Puściłem bezceremonialnie złamaną rękę, na co ten ponownie wydał z siebie jęk cierpienia.
Za kogo ty się masz, by mnie dotykać? Nie obchodzi mnie jak jest u was, w tym chorym kraju. Jeśli wyciągam do ciebie rękę do oczekuje czystego poddaństwa. Nie będziesz moim wspólnikiem, a wiernym sługą, broniącym swojej pani. Inaczej zdechniesz, Fiodrow.
Ty kurwo... — syknął, na co ona jedynie się uśmiechnęła.
Chcesz mieć złamaną i drugą rączkę? Chyba nie chcemy stracić i nóg. A może pozbędziemy się i kręgosłupa? Severus nabierze w tym wprawy. — Nachyliła się nad nim.
Zgadzam się... Pani — szepnął, odwracając wzrok od niej.
I tak nie miałeś innego wyjścia. Severusie — zwróciła się do mnie — ulecz mu kości. Ręka będzie mu zaraz potrzebna.
 Z odrazą chwyciłem go za kołnierz koszuli, rzucając na łóżko. Krzyknął z bólu, co sprowokowało cichy śmiech Mariki. Jej postawa w obecności swoich ofiar budziła respekt, nawet jeśli była kruchej budowy kobietą. Jej słowa, czyny, bezwzględność oraz przerażający uśmiech czynił z niej potwora. Kiedy zostawaliśmy sami stawała się niewinną istotą, pragnącą bezgranicznej miłości, uczucia. Z głowy trudno było wyrzucić ten nieskazitelny obraz jej osoby, tą radość i beztroskę. Trudno także nie pokochać tak czyste stworzenie, które może oddać ci całą siebie, byś tylko przy niej był.
 Uleczenie ręki mężczyzny nie trwało długo, ani nie sprawiło mi trudności. Zadowolony oraz przepełniony ulgą Fiodrow domyślił się czego dziewczyna oczekiwała od niego w tamtej chwili. Inferiusy zaprzątały jej myśli, chciała je zobaczyć. Ogień podniecenia zapłonął w jej oczach, łącząc się z nadal widocznym szmaragdem. Nieziemskie połączenie, wręcz idealne.
 Opuściliśmy rezydencję, kierując się w stronę lasu.
Powiedz mi sługo, czy zabiłeś ich wszystkich? — rozejrzała się dookoła, wpatrując się w groby umarłych. Jej zachowanie było tak swobodne jakbyśmy wcale nie znajdowali się na mieście umarłych.
Nie, moja pani. Ten cmentarz jak i rezydencja były tu jeszcze przed moim przybyciem. Ówcześnie Stalin spędzał tu swoje wakacje, a podczas drugiej wojny światowej chował wokół siebie poległych generałów. Na wschodzie jak i w Niemczech zdarza się, że czarodzieje wraz z mugolami żyją bardzo blisko ze sobą, dlatego nikogo nie zdziwiło, że wraz z moim sługą pojawiłem się tu znikąd, a na ulicach miasta nieraz pojawiały się trupy zmarłych kilka lat temu ludzi.
 Młoda kobieta słuchała z podekscytowaniem tego co mówił czarnoksiężnik. Nie ukrywałem, iż mnie również to zainteresowało. Nie znałem za dobrze świata oraz historii mugoli, nigdy nie interesowałem się ich konfliktami. Nie miałem pojęcia, że na wschodzie Europy rzeczywistość magiczna wygląda całkiem inaczej niż w Brytanii.
 Przechodziliśmy przez mroczną oraz dziką  puszczę, która mógłby spokojnie konkurować z Zakazanym Lasem. Korony drzew przysłoniły białe niebo, sprawiając, iż świat stał się czarno — biały, niczym stare fotografie.
 Dotarliśmy nad jezioro skute lodem. Wydawało się normalne, jak każde inne, jednak kiedy zamknęło się oczy, dało się wyczuć  tą najmroczniejszą magię, przeklętą. Nekromanta spojrzeniem rozkazał nam byśmy się nie zbliżali, był wyjątkowo skupiony. Jego aura się zmieniła, w końcu widzieliśmy w nim potężnego czarodzieja, poważnego, który wie do czego dąży.
 Wszedł na lód pewnym krokiem, po czym różdżką nakreślił na nim nieznane nam znaki.
Surge, et pueri mei! — wyszeptał.
 Nic się nie wydarzyło, Fiodowor wrócił do nas, ze swoim parszywym uśmiechem.
Nie baw się ze mną, chcesz by Severus wydłubał ci oczy?
 Sądziłem, ze będzie zły, albo się przestraszy, jednak on nadal emanował tą irytującą pewnością siebie.
Sed ordines a vobis.
 Zimna skorupa, która skuła jezioro pękła, rozstępując się niczym Morze Czerwone. Pan umarłych, śmiał się pod nosem, czekając na swoje sługi. Szaleństwo i jego dopadło, potęga przyćmiła jego umysł, stał się marionetką swojej własnej mocy. Był jak odwrócony Głupiec w Kartach Tarota.
 Z chłodnej, mrocznej otchłani martwego jeziora, wydostawały się gnijące, obślizgłe, stalowe ciała. Byli niczym, to zwykłe trupy, powołane do tego by służyć swojemu mistrzowi, aby być na jego rozkaz. Silne, bestialskie, nie posiadające sumienia. Pozbawione krwi, umysłu, duszy. Potrafiące jedynie mówić, jednak co takiego? Dlaczego inferiusy potrafiły mówić? Były to słowa, które przypominały sobie z przedniego życia? Słowa, które zostawiły na ich ustach ślad? Niegdyś ludzie, w tamtej chwili bezmyślne kreatury.
 Ciesze przerwał szatański śmiech dziewczyny. Była wręcz zachwycona, tysiące trupów na jej usługach, to było czym wielkim. Jej plany spełniały się, była szczęśliwa. Anglia pozna jej siłę, a ja jako demoniczny lokaj, będę jej towarzyszył. Jeśli będzie trzeba — przez wieki.
Władimirze, widzimy się niebawem Anglii. — Po tych słowach zwróciła się do mnie. — Severusie, tu zakończymy.

                                                                        ***
Muzyka
 Spomiędzy perłowych chmur spoglądały na nas olśniewające Muzy, kusząc swoim uśmiechem. Ich wzrok przyciągał nas, hipnotyzował, odciągał naszą uwagę od brutalnej, szarej, przeklętej rzeczywistości. Mogłem dostrzec w oczach młodej kobiety łzy wzruszenia Jej wewnętrzny poszukiwacz piękna, aż krzyczał — słyszałem go. Słyszałem jej duszę. Wrażliwa na klasyczną doskonałość, majestat oraz mistrzostwo geniuszu. Czym się różniła w tamtej chwili od złocistych posągów kobiet, które stały się ofiarami Muz? Może tym, iż one dostały tą muzykę, a ona jedynie szkarłatne cierpienie. Promienie świec tutejszego słońca przygasły, by stworzyć mistyczny klimat, wspaniale komponujący się z blaskiem płomieni ze sceny. Skrzypce zabrzmiały — drgnęła. Kontrabas nie był im dłuższy — umarła. Przedstawienie rozpoczęło się — powróciła jako inna osoba.
 Magia opery jest czymś nieskazitelnie czystym, to miejsce powinno być wolne od zła, stać się twierdzą chroniącą anielskość tworów ludzi. Każdy choć raz powinien stanąć w progu tej muzycznej świątyni. Jednak świat mugoli nie interesuje się już pięknem, a wygodą — technologią. Ich oczy i dusze umarły, a tylko nieliczni mają potrzebę usłyszenia, czegoś tak pięknego w swojej prostocie.
 Panna Malfoy chciała oderwać się od swojej smutnej rzeczywistości, zapomnieć na chwilę o tym, że ma zamiar znowu zabić. Z pewnością nie będzie dla niej to łatwe, możliwe, że w trakcie wykonywania swojej życiowej misji zawaha się, co będzie jej błędem. I umrze. Marika nie może mieć wątpliwości, nie może współczuć, ani patrzeć na swoje ofiary jak na ludzi — inaczej przegra. Jednak kto wie, czy w tym chaosie myśli, jedna z nich nie wybija się ponad wszystkie. Kto wie, czy była panna Snape nie chce przegrać. Może zdała sobie sprawę z tego, że wybrała złą ścieżką, która doprowadzi ją Donikąd, a Stamtąd nie ma już odwrotu. A ona się boi, choć udaje niewzruszoną na cierpienie przyszłości i nosi maskę, której zdjąć nie potrafi — na razie. Każda maska z czasem zaczyna uwierać.
 Trzymała mnie za rękę, uśmiechała się lekko, wpatrywała w barwne postacie na scenie, aczkolwiek już dawno przestała zwracać na nie uwagę. Odczuwała niepokój, zaczęła rozglądać się po sali, w końcu jej wzrok spoczął a mnie.
— Severusie, wychodzimy.
 Opuściliśmy naszą prywatną lożę, kierują się w dół, by opuścić dom Muz. Jednak nie tylko my zrezygnowaliśmy z przedstawienia. Młody arystokrata, wraz ze swoim lokajem podążyli za nami. Demon wyczuwa innego demona. Byłem świadomy ich obecności od chwili kiedy pojawili się w Rest der Dämonen. Dobrze pamiętałem potęgę i moc, która od nich emanowała, zapragnąłem wtedy być takim jak oni. Sądziłem, że po ceremonii przemiany już nigdy nie spotkam Sebastiana oraz jego pana — myliłem się. Zastanawiałem się w jakim celu nachodzili mnie w moim nowym życiu, co zmusiło ich do tego do zainicjowania.
— Severusie, kim oni są? — zapytała, czekając aż do nas dołączą.
— Hrabia Ciel Phantomhive oraz jego lokaj — Sebastian Michaelis. Demony, jeden z nich brał udział w mojej przemianie.
— Ach, tak... Ciekawe — odrzekła uśmiechając się, znikomo.
 Młody arystokrata wraz ze swoim lokajem stanęli przed nami wyczekująco. Panna Malfoy przechyliła lekko głowę, analizując dwie postacie przed nami — wygląd, strój, spojrzenie, zachowanie.
— Będę, więc białymi i zacznę rozgrywkę, jednak to nie jest odpowiednie miejsce na szachownicę — przerwała ciszę, dając mi znak, że mam się przygotować do teleportacji.
— Podzielam twoje zdanie, panno Malfoy. To jest jest zbyt dobra lokalizacja na omawianie interesów. — Arystokrata uśmiechnął się lekko, zerkając na Sebastiana.
— Zapraszam do swojej rezydencji, w takim razie. Severus przygotuję kolację, a my będziemy mogli zająć się sprawami, które cię tutaj sprowadziły, hrabio Phantomhive.
— Chętnie skorzystam z zaproszenia.

                                                                    ***


 Malfoyowie posiadali swoje posiadłości na całym świecie, Niemcy nie było wyjątkiem. Prawie każda rezydencja wyglądała inaczej, budowana oraz zdobiona w sposób charakterystyczny dla danego regionu.  Jednak ta, w której się akurat znajdowaliśmy, była idealną kopią Malfoy Manor. Dzięki temu dziewczyna czuła się swobodniej, czekając na kolejnego pionka w jej grze, a który w tej chwili znajdował się za granicą. Dopiero nazajutrz miał wrócić do Niemczech, gdzie czekała go nie miła niespodzianka. Marika wprawdzie miała już zagospodarowane te kilka godzin — opera była jednym z miejsc, które wypisała sobie na liście, aczkolwiek nie dziwię się, że zrezygnowała z każdego innego. Okazja do rozmowy z demonami była zbyt kusząca, nawet jeśli jednego miała przy sobie.
 Jak mi polecono przygotowałem kolację oraz deser, jednak nie sam i tylko dla jednej osoby. Sebastian także zostaw wysłany do kuchni, by zająć się daniem dla swojego pana. Nie zamieniliśmy nawet jednego słowa, nie zwracaliśmy na siebie uwagi. Każdy z nas wykonywał swoje zadanie, tworząc piekielnie wyrafinowaną potrawę, dla swoich władców.
 Można byłoby powiedzieć, że przypominało to swego rodzaju pojedynek, który miał na celu udowodnić dominantę jednego nad drugim. Bezsensowna rywalizacja demonów, nie przyniosła odpowiedzi na pytanie: "Który z nas jest lepszy?" Wielka szkoda, że nikt nie miał okazji zobaczyć jak nasze ciała zwinnie poruszały się po kuchni, jak ogień szalał, jak nasze dłonie obchodziły  się z niebezpiecznymi sztućcami. Wielka szkoda, doprawdy.
 W salonie rozgrywał się kolejny pojedynek, który mieliśmy okazję oglądać. Hrabia Phantomhive wraz z panną Malfoy rozpoczęli swoje rozmowy biznesowe od partii szachów. Marika była białymi, jak też obiecała w pierwszych chwilach niespodziewanego spotkania. Pomimo tego, iż nieraz stawała na przeciwko mnie w tej szlachetnej grze, to nie miała szans z demonicznym arystokratą.
— Szach  mat. — Czarny pionek zablokował ostatecznie Czarnego Króla.
— Trudno uwierzyć, że to właśnie najsłabsze ogniwo sprawiło, że przegrałam.
 Wstała, kierując się do jadali. Ciel ruszył za nią.
— Czyż to właśnie nie najsłabsi, a raczej ci pozbawieni władzy oraz przywilejów nie są podstawą każdego społeczeństwa, armii oraz innych zbiorowisk ludzi? — zapytał, choć odpowiedź była  zbędna.
— Oczywiście, bez nich nie byłoby niczego, żadnej wyższej cywilizacji. Możliwe, że teraz by nas tu nie było, gdyby nie słudzy królewscy, ścierwa pomiatane przez arystokrację, nędzne istoty, które mogłyby zgładzić każdego władcę  — skończył z głośnym westchnięciem.
 Uniosła do góry Króla oraz Pionka, który go pokonał.
— Czy ze mną właśnie tak nie będzie? Nie nie warty sługus, pokona hegemona. Severusie... — W mojej ręce znalazła się biała figura, a raczej tylko jej szczątki, niczym białe kości ofiary. — Ty mi w tym pomożesz.
 Phantomhive zaśmiał się krótko, siadając przy stole, na którym czekały już wykwintne dania.
— Nie popełniłem błędu, przychodząc tutaj. Nie pomyliłem się, kiedy powiedziałem, że zapewnisz mi pewnego rodzaju rozrywkę jak i pożywienie. Byłem pewien, że twoje działania będą czymś... wyjątkowym.
—  Hrabio, nie czyń ze mnie swojej zabawki — odrzekła, nadal rozpromieniona, choć w jej głosie dało wyczuć się wściekłość.
 Młodzieniec zerknął na Sebastiana, dając mu znak, aby zdjął jego przepaskę na oko. Fiolet pentagramu błysnął na jego tęczówce, wyraz jego twarzy stał się nader poważny. Marika nie była mu dłużna, także ujawniłam pieczęć swojego kontraktu.
— Dziewiętnasty wiek to czas, kiedy byłem jeszcze człowiekiem. Człowiekiem, który doświadczył wiele cierpień od swojego bliźniego, przez co stał się nieufny. Jak na mój młody wiek widziałem wiele, rozumiałem i potrafiłem. Moja dziecięca natura musiała zostać zniszczona, bym mógł zemścić się na tych, którzy doprowadzili do mojego nieszczęścia, mojego upadku. Sebastian był zawsze przy mnie, oddałem swoją duszę, aby doprowadzić do śmierci moich wrogów — przerwał, zerkając na wiernego sługę. — Z pewnych przyczyn i ja stałem się demonem, czego często żałuje. Byłem przekonany, iż ludzie nie mogą stać się gorsi, że dotknęli dna. Myliłem się. Wiek, w którym przyszło mi żyć jest o wiele potworniejszy, bestialski.  Pełen szarości, szkarłatu oraz brudu. Dopiero w tych czasach poznałem prawdziwą naturę ludzi. Nie mogę już patrzeć na proste budynki, pozbawione piękna, na nijakie stronie, kulturę... Wszystko umiera przez technologię, przez potrzebę wygodnego życia.
 Zamilkł, ze smutnym uśmiechem. W jego oczach jawiła się tak wielka tęsknota... Jak trudno żyć z myślą, że to co było nie wróci już nigdy? Jak trudno patrzeć jak rzeczywistość w której się żyło, umarła? 
— Nudzę się, potrzebuje atrakcji, która rozświetli mi żmudne dni demonicznego życia. Pragnę kolorów złocistego ognia, rubinowej krwi, kryształowych łez. Chce poczuć odór strachu, odwagi, woli walki. Chce czuć twoją zemstę na nich, che zobaczyć pasję, która kiedyś tkwiła we mnie. Chce partii szachów, w której Król zostanie pokonany przez pionka. Daj mi to!
 Cisza zamknęła usta każdemu, kto znajdował się w tym pomieszczeniu, nie mieliśmy prawa się odezwać. Emocje zbyt szalały, ktoś mógłby powiedzieć zbyt wiele. Michaelis, który do tamtej pory był obojętny na wszystko, teraz uśmiechał się pod nosem, jego szkarłatne oczy płonęły. On również był wyniszczany przez monotonność dnia codziennego. Zastanawiałem się tylko dlaczego nie stanęli z taką samą propozycją przed Lordem Voldemortem. Może wiedzieli, że jest to istota bez duszy, a taka nie zapewni tych wszystkich niezbędnych emocji.
 Marika nie patrzyła na Ciela, była pogrążona we własnych myślach. Podniosła  kieliszek z białym winem i wdychała ze zbytnim namysłem, jakby oczekiwała, ze ten właśnie zapach przyniesie jej odpowiedź, na tak nietypową prośbę. Hrabia nic nie napomknął o swojej części mentalnej umowy, choć panna Snape dobrze wiedziała, że będzie to pomoc w walce. Jednak czy jej potrzebowała? Czy chciała, żeby jej życie stało się jedynie przedstawieniem dla znudzonych demonów, które i tak zapewne nie kiwną palcem? Czy chciała, by jej emocje, które uwolni, jej siła stały się pożywieniem dla kogoś tak nieważnego?
 Przetarła oczy, odstawiła napój, bez próbowania go. Była tak zagubiona, nie mogła podjąć decyzji w tak błahej sprawie. Uniosłem dłoń, dotknąłem delikatnie jej karku — jej spięcie oraz niepewność  odeszły.
—  Co mi dasz w zamian? — Pewność siebie przemawiała przez nią, odnalazła się.
—  Wszystko, panno Malfoy.

                                                                   ***

—  Sądzisz, że Albert Grindelwald stanie po naszej stronie? W końcu nie różni się wielce od swojego pradziada, aczkolwiek tacy ludzie nie lubią być podwładnymi, prawda?
 Wnuk Gellerta był młodym, zdolnym czarnoksiężnikiem, posiadającym niezwykłą moc oraz chęć władzy. Jego rozwaga, inteligencja także były czymś co można pochwalić.  Nie przypominał w niczym Voldemorta, który nie grzeszył cierpliwością, starał się wprowadzić swój reżim jak najszybciej. Stowarzyszenie Riviusa Ashelback, stało się  miejscem rozwoju jego wielkiego rozwoju. Zgromadzenie to powstało na wzór Hogwartu, a raczej samego domu Salazara Slytherina. Rivius był przyjacielem jednego z założycieli, a przynajmniej tak mówiły kroniki znalezione w Niemczech. Wprawdzie nigdy nikt nie potwierdził ich autentyczności, aczkolwiek większość uznała stare zapiski za niepodważalną prawdę. Czarodzieje uczący  w tej nadzwyczajnej szkole nie potępiali czarnej magii, a wręcz zachęcali do nauki jej. Jednak obok szkolenia się w mrocznych mocach stawiali na równi umiejętność kontrolowania umysłu, emocji. Może dlatego właśnie ludzie uczący się tam nie wariowali, ich świat nie ograniczał się tylko do osiągnięcia władzy. Nieświadomy niczego świat magii nawet nie wiedział jak potężnych magów słodziło to zgromadzenie. Oczywiście nie łatwo było też się tam dostać, a podczas testów rekrutujących ginęli ludzie.
 Młoda kobieta wpatrywała się we mnie wyczekująco. Znowu wyglądała jak niewinna istota, pozbawiona jakichkolwiek problemów. Położyłem się obok niej, przyciągając do siebie delikatnie. Zadowolona, bawiła się moimi włosami, po czym wsunęła nogę między moje uda.
 —  Nie lubią, ale od czego jest moja moc? Nawet nie wiesz jak bardzo potęga przyciąga innych. Tak właśnie większość śmierciożerców, stała się sługami Czarnego Pana, pragnęli dotknąć jego mocy.
 —  Dobrze, że mam ciebie, Severusie. Ja sama nic bym nie zdziałała  — mruknęła, chowając twarz w zgięciu moje szyi.
 —  Niestety nic, ale dzięki temu właśnie jesteś tak ciekawą postacią. Kobieta o niewielkiej mocy, zniesie z powierzchni ziemi ścierwa tego świata. Czyż nie brzmi ciekawie? — zaśmiałem się, pozwalając jej usiąść na sobie.
 —  Hm... Może masz rację. Będą o mnie pisać w książkach, prawda? Sądzisz, że moje imię także będzie przeklęte? — zapytała, pełna nadziei.
 —  Możliwe, Snape — szepnąłem, gładząc kciukiem jej usta.
 —  Nie podoba mi się, że tak do mnie mówisz, jednak pozwolę ci na to — prychnęła, odwracając wzrok ode mnie.
 Demon w ludzkiej skórze, człowiek w skórze demona... Zdecydowanie do mnie pasowała druga opcja, choć przez długi czas broniłem się przed tym. Dostałem drugą szansę a wraz z nią drugą naturę, którą powinienem zaakceptować, lecz nie potrafiłem tego dokonać. Coś pchało mnie w stronę człowieczeństwa i prawdopodobnie była to ona. Karciłem się, przeklinałem w duchu każdego dnia, za moją głupotę, chciałem, by służba u niej wyglądała inaczej. Nie chciałem w tamtej chwili dotykać jej skóry i czuć się wolnym, a przy tym kochanym oraz potrzebnym. Nie chciałem całować jej ust, obojczyków, szyi i czuć się z tym tak piekielnie dobrze. Chciałem czuć odrazę za każdym razem kiedy rozbierała się, a moim oczom ukazywała się ta paleta barw oraz blizn zdobiących jej ciało. Gardziłem pożądaniem, które odczuwałem za każdym razem kiedy zbliżyła się do mnie, odrzucałem myśli, które mówiły mi, że chce ją chronić.
 —  Severusie?... — ledwo dało słyszeć się jej głos, gdyż zasłoniła twarz dłońmi.
 —  Tak, panno Snape?
 —  Możemy się dzisiaj kochać? — szepnęła.
Złapałem jej dłonie, przyciągnąłem do swoich ust, aby złożyć na nich pocałunek. Taka niewinna...
 —  Nie pytaj mnie o takie rzeczy — warknąłem.
 Nie powinna prowokować demona, nie powinna tego robić.


                                                                       ***


 —  Albercie, czy moglibyśmy porozmawiać?
 Zaskoczony młodzieniec wpatrywał się w nieznane postacie — nas. Czuwaliśmy pod jego skromnym mieszkaniem od godziny, czekając na jego powrót. Marika starała się nie okazywać podniecenia, jakie sprawiała jej ta wizyta. Każda, jej mniemaniem, niesamowita osoba stawała się  mimowolnie dla niej pewnego rodzaju mistrzem, z którego chciała wycisnąć jak najwięcej dla swoich celów. Brak w niej wtedy było szacunku, czy powściągliwości. Chciała mieć swojego mistrza wyłącznie dla siebie. Tak było z Władimirem, ze mną i tak będzie z Albertem.
 Podeszła do niego, kłaniając się lekko. Tym razem chciała rozegrać to inaczej, bez grożenia śmiercią, bez przemocy.
 —  Kim jesteście oraz skąd mnie znacie? —zapytał, nie spuszczając wzroku z dziewczyny.
 —  Hm... Nosisz znak Insygnia Śmierci na szyi podobnie jak twój dziadek... Może tego nie wiesz, ale peleryna należy do Harry'ego Pottera, wybraniec również zniszczył Czarną Różdżkę, a Kamień wskrzeszenia zaginął. W tej chwili jest to bezwartościowy symbol. — Uśmiechnęła się smutno, bezustannie patrząc mu w oczy.
 —  One istniały? Wiedziałem, byłem tego pewny. Mój dziadek ją miał, prawda? Widziałem go zaledwie kilka razy w życiu, jednak nigdy bym nie zapomniał tego kawałka drewna, którym szczycił się tak często w mojej obecności. To mi wystarczy.
 W ogóle nie przejęty informacją o legendarnych artefaktach, zdarł z szyi wisiorek, który spalił się w jego dłoni.
 —  Kolejna przeszkoda złamana — mruknął pod nosem, po czym zwrócił się do nas. —Powtórzę pytanie: kim jesteście?
 —  Z pewnością mnie nie znasz, jestem nikim ważnym, choć moje nazwisko może wydać ci się znajome... Masz przyjemność z Mariką Malfoy, niezamierzoną dziedziczką Lucjusza, aczkolwiek nie jestem z nim spokrewniona. Nie należałam i nie należę do tego rodu, jednak skradłam mu wszystko, a głowa wymarłej już krwi służy mi.
 —  Zaintrygowała mnie panna tą wypowiedzią —zaśmiał się dźwięcznie, przeczesując palcami złociste włosy. — Nie stójmy tak na zewnątrz, zapraszam do środka. Domyślam się, że tak interesująca osoba, nie znalazła się przed moim domem bez powodu.
 —  Oczywiście, że nie.
 Przepuścił nas w drzwiach, kłaniając się lekko. Mieszkanie jego nie było duże, a wydawało się jeszcze mniejsze, dzięki setką książek, które zajmowały znaczną część podłogi, szaf, półek, a nawet kanapy. Pergaminy walały się niechlujnie po salonie, kartki z tajnymi zapiskami, u plamione tuszem, towarzyszyły im. Unoszący się kurz błyszczał, dzięki słońcu, które wpadało leniwie do prosto wyglądającego pokoju. Większość rzeczy była, po prostu rzucona w kąt, zapomniana przez właściciela. I pomimo panującego tam bałaganu,  dom był ten  przytulny, ciepły i przejemy — posiadał swój urok.
 —  Cóż za niesamowita kolekcja — odrzekła dziewczyna, zachwycona widokiem tylu książek.
 —  Czytanie to moja pasja. Mam nadzieję, że kiedyś wiedza współpracująca z inteligencją da mi władzę.
   — To może nadejść o wiele szybciej niż myślisz, Albercie. — Zasiadła w fotelu. — Jestem tu po to, by przedstawić ci propozycję nie do odrzucenia. Severus zdobył o tobie wiele informacji, jak i o stowarzyszeniu, którego jesteś członkiem — zamilkła, kiedy zauważyła w jego oczach niedowierzanie. Pokręciła lekko głową, miał się tym nie przejmować. — Twoje umiejętności sprawiły, że zapragnęłam cię zdobyć do mojej armii.
 —  Severus Snape? Człowiek, który zabił Albusa Dumbledore'a, który został oczyszczony z zarzutów, gdyż okazało się, że był podwójnym szpiegiem? Severus, który nie żyje?
 Tak, umarłem i żyję. Niedowierzanie ludzi było takie zabawne, nie mogłem się doczekać kiedy inni zobaczą mnie w moim lepszym ciele, doświadczą mojej zdobytej mocy. Odczuwałem potrzebę ukazania swojej prawdziwej, czystej, diabelskiej potęgi, drzemiącej we mnie. Chciałem, by ludzie, którzy gardzili mną, teraz bali się demonicznego Severusa Snape'a.
 Wpatrywałem się w chłopaka, jednak nie miałem zamiaru się odezwać. Wszystko wskazywało na to, iż dziewczyna myślała podobnie. Skrzyżowała ręce na piersi, sfrustrowana.
— Sądzę, że to najmniej istotna sprawa. Z czasem się dowiesz wszystkiego, ale teraz...
— Raczej powrót do życia nie jest mniej ważny, od twoich osobistych celów — przerwał jej, na co spiorunowała go wzrokiem.
— To nie horkruksy, nie kamień filozoficzny, ani inne znane czy nie znane ci sposoby. Nawet nie nasza magia, więc i tak nic nie wskórasz. Odradzam też szukania drogi do nieśmiertelności. Znam osobę, która została na to skazana, a teraz piekielnie się nudzi.
— Jesteś taką słabą osobą, a wydaje mi się, jakbyś była w stanie zniszczyć pół świata...
— To nie moja siła się liczy, a moich sojuszników oraz poddanych. Nigdy nie będę władać potężną magią, ale mają ich przy swoim boku, mogę wszystko.
— Kim są oni?
— Dowiesz się, jeśli do mnie dołączysz. Nie mogę zdradzać jeśli sobie tego nie życzą, prawda? — Wstała, zbliżając się do Alberta. — Chce obalić Brytyjskie Ministerstwo Magii, zemścić się na aurorach oraz na tych, którzy doprowadzili do mojej śmierci. Odrodziłam się jako nowy człowiek, dzięki niemu — wskazała na mnie. — Taka sama, a jednak inna... Nikt mnie nie zna, nikt się nie spodziewa, sądzą, że to tylko nieustępliwi śmierciożercy... Marzenia ściętej głowy.
— Co z tego będę mieć? Nie wystąpię przeciwko Anglikom, bez ważnego powodu.
— Doświadczenie oraz wiedzę. Możliwe, że Severus zdradzi ci kilak tajemnic, jeśli go ładnie poprosisz — zaśmiała się, kiedy dostrzegła ciekawość budzącą się w jego oczach. — A nie tylko on jest taki ciekawy.
— Nie interesuje mnie walka w tak młodym wieku, jednak chyba będę musiał się zgodzić, skoro taka nagroda mnie czeka — westchnął, przecierając oczy. Nie był do końca zadowolony z zaistniałej sytuacji.
— Wiedziałam, że nie będzie z tobą większego problemu. Wyczekuj wiadomości ode mnie, Albercie.
— Oczywiście... — mruknął pod nosem, odwracając się do niej tyłem.
 Marika spojrzała na niego z wyższością, zbliżając się do mnie. Potomek Grindelwalda nie był zadowolony z roli jaka przyszło mu grać.
— Severusie, wracamy do domu, do Anglii.

                                                                         ***
Muzyka
Si deus me relinquit, Ego deum relinquo.
Solus oppressus nigram clavem habere potest.
Omnias ianuas praecludo, Sic omnias precationes obsigno Sed, Qui me defendet: Ab me terribilissimo ipse?
— Severusie, skąd to znasz? — zapytała, łapiąc mnie za rękę.
— Nie wiem, nie pamiętam — odpowiedziałem, z lekkim uśmiechem.
 Marika siedziała na ziemi, operacją się o moje nogi. Czytała Proroka Codziennego, jednak nie wyglądała na zainteresowaną tekstem. Jednocześnie starała się ułożyć plan dalszego działania oraz kończyła pisać list do swoich sojuszników, czy jak wolała panna Snape — poddanych. Chciała mieć już wszystko przygotowane, czekała tylko na odpowiedni moment oraz powrót Lucjusza z misji.
— Rozumiem. Mam tak samo, nie mam pojęcia, gdzie usłyszałam tą piosenkę. To podejrzane, prawda?
— Nawet nie zdajesz sobie sprawy z tego jak bardzo, lecz domyślam się, że w końcu odkryjemy resztę kart.
— To znaczy? — Zaskoczona, odłożyła pióro na bok.
— To znaczy, że ktoś obserwuje nasze poczynania, chce zniweczyć nasze plany. Tak podejrzewam, mogę się mylić.
— Ech... Tak myślałam. Wszystko jest zbyt proste...
 Charakterystyczny dźwięk teleportacji, przykuł naszą uwagę. Lucjusz pojawił się w salonie z zadowolonym wyrazem twarzy, był wyraźnie z siebie dumny. Ukłonił się Marice, po czum usiadł obok niej. Przyzwyczaił się do swojej roli, która nie była aż tak zła jak się spodziewał. Panna Snape była wyjątkowo miłosierna dla byłego kata, co i mnie zaskoczyło. Ale właśnie to ją odróżniało od Voldemorta, była po prostu inna.
— Lucjuszu? — Wróciła do przerwanego zajęcia, wyczekując dobrych wieści.
— Opierali się, jednakże staną po twojej stronie, pani. Poplecznicy Czarnego Pana wracają do Anglii, będą wyczekiwać twoich rozkazów.
— Cudownie, a jednak czuje się z tym źle. Gdyby odmówili, byłabym pewna zwycięstwa, ale mam wątpliwości. Idzie nam zbyt dobrze, Severusie.
— Teraz o tym nie myśl, prędzej czy później ujawni się wróg demonów.

                                                                    ***

— Czerwień, wszędzie czerwień! Cóż za piękny ogień, niech pali się wiecznie, niech spali ludzkość. Niech zabawi ziemię, niech spali ją na popiół! Will, widzisz jaki jest on piękny?!
— Przestań się bawić i zajmij się robotą, nie mamy całego dnia. Trudno uwierzyć, że zajmujesz to samo stanowisko co ja, potrafisz jedynie irytować i się obijać.
— Will, nie bądź taki ostry dla mnie, łamiesz mi serce... — Czerwony shinigami, jęknął, po czym zawiesił się na ramieniu swojego partnera.
— Nie waż się mnie więcej dotykać — warknął z odrazą, odpychając go. — Zajmij się ludźmi z budynku lub zrób coś pożytecznego i sprawdź, czy nowy demon nie posunął się zbyt daleko w swoich planach.
— Lepszego zadania nie mógłbym dostać, jest prawie tak idealny jak Sebcio. Tak dawno go nie widziałem — jęczał, co irytowało Williama T. Spearsa.
— Zamknij się, idioto! Idź już stąd, mam dość twojego nieznośnego głosu. Sprawdź ich.
— Tak jest, Willuś. — Posłał mu pocałunek, na co ten się skrzywił, po czym ruszył w stronę Malfoy Manor. — Si deus me relinquit, Ego deum relinquo. Solus oppressus nigram clavem habere potest...

8 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Przeczytałam :D
      Świetne :D Uwielbiam Piekelnego Lokaja ^^
      Teraz pozostaje czekanie na dalsze zdarzenia :D

      Usuń
  2. Omg *-* nadal zachwycam się nad tym jak połączyłaś moje ulubione światy <3. Zauważyłam kilka literówek jak np. kilak zamiast kilka. Czekam na dalszą część i życzę weny ^^.

    OdpowiedzUsuń
  3. " — Za kogo ty się mas, nędzna kobieto? To nie twój kraj, byś mogła tak się odzywać do mężczyzny — syknął przy jej twarzy. "
    Literówki, no ale widzę, że się starałaś pisać Lokaja i nie miałaś za bardzo czasu na przeglądanie, chyba :|
    Super ((:

    OdpowiedzUsuń
  4. Grelluś <3 Zauważyłam kilka błędów ale co tam... Jestem zbyt zachwycona i zbyt wdzięczna za to, że kontynuujesz to opowiadanie:) Spotkanie z Cielem i Sebastianem genialne. Ciel przedstawiony tak jaki powinien być. I muzyka prze-genialnie dobrana <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo fajne piszesz. Mam nadzieję, że będzie rozwijała tę pasje!
    Pozdrawiam,
    Acratello- klik

    OdpowiedzUsuń
  6. Witam :D
    Strasznie podoba mi się ta miniaturka, z ciekawości nawet zaczęłam oglądać Kuroshitsuji xD
    Grell był bardzo dobrym pomysłem, za każdym razem mnie rozwala i teraz nie było inaczej xD
    Bardzo, bardzo, bardzo podoba mi się twój styl pisania. Nie mogę się doczekać kolejnej części :)

    Pozdrawiam i życzę weny,
    Dralia Malfoy

    OdpowiedzUsuń
  7. Ano przeczytałam kiedyś, komentuję dzisiaj. xdd
    Miniaturka bardzo fajna, spodobała mi się *-*
    Parę błędów było, ale co tam, treść najważniejsza ;3
    Czekam na kolejne części :3
    Pozdrawiam i życzę weny.! <3

    OdpowiedzUsuń

Layout by Alessa