wtorek, 23 grudnia 2014

Rozdział XII

Witam! Spóźniałam się z rozdziałem, ale raczej nikt nie płakał z tego powodu? Ubolewam nad długością dzisiejszego tekstu - obiecuję poprawę. Miałam wenę, ale brakowało mi chęci do pisania. Cholerne lenistwo! W każdym razie życzę miłej lektury.
Rozdział nie został poprawiony.

Snape, masz się mnie pilnować, rozumiesz?
Tak, profesorze.
Wiesz, że mogłabyś zostać sama w moich komnatach, przez co nie musiałbym się o ciebie martwić? — zapytał, na co ja kiwnęłam jedynie głową. — Jednak bałem się, że zniszczysz mi mieszkanie. Z dwojga złego wolę by jakiś wilkołak cię rozszarpał, niż moje kwatery miałyby zostać zdewastowane.
Popada pan w paranoje. — Spojrzałam na niego z niedowierzaniem. Do cholery, miałam prawie siedemnaście lat, nie jestem dzieckiem. Z drugiej strony dzięki jego obsesji mam okazję pospacerować po Zakazanym Lesie, nocą!
Snape, zapominasz, do kogo mówisz — warknął na mnie. Zły pies...
Przeprasza, profesorze...
Po prostu bądź cicho, rozumiesz? W tym lesie żyje wiele niebezpiecznych stworzeń, a noc jest ich ulubioną porą doby do polowań. Oczywiście przy mnie nic ci nie grozi, jednak nie możesz odstępować mnie na krok.
Już pan to mówił.
Powtarzam, by dotarło to do ciebie. — Uśmiechnął się z wyższością, na co ja prychnęłam pod nosem. — Snape, nie prychaj na mnie.
Przepraszam... Znowu.
Nie przepraszaj, a zachowuj się, Istoto. Mimo wszystko to nie jest aż tak trudne.
Tak, profesorze — przy nim trudno jest się hamować...
Już nic więcej nie powiedział, otwierając wrota, które ujawniły mi drogę do jakby całkiem innej rzeczywistości, do świata nocą. Wyszliśmy na zewnątrz, a księżyc przywitał nas krwistym światłem, które łączyło się z przerażającą czernią natury oraz zmysłowym granatem nieba, oraz jeziora. Snape szedł przed siebie, niewzruszony, jednak ja nie potrafiłam się nie zachwycać tańcem barw oraz koncertem dźwięków. Spojrzałam na ciemne, jak szata śmierci, niebo, na którym jawił się krwawy księżyc, oświetlając świat piekielnym kolorem szkarłatu. Gładka tafla jeziora odbijała rubinowe światło, jednocześnie pochłaniając blask w odmęty mrocznych i nieznanych wód. Korony drzew były jak harfy, a niewidzialne dłonie wiatru poruszały liściaste strony, uwalniając w przestrzeń muzykę, mogącą uspokoić każdą bestię.
Zatrzymaliśmy się na skraju lasu, Snape szukał czegoś w swojej torbie. Wpatrywałam się w ciemność puszczy, która aż promieniowała tajemniczością oraz dzikością. Wydawałoby się, że nawet drzewa ożyły, jednak niczym dobrzy aktorzy ukrywali swoje prawdziwe „ja”. Coś nieznanego, strasznego i niepokojąco ekscytującego wzywało mnie, by wejść w głąb czerni Zakazanego Lasu już teraz, by zostawić Snape'a i samemu zagłębić się w idealność tajemnicy.
Profesor wyjął różdżkę, szepcząc pod nosem ciche „Lumos”. Białe światło miało wskazywać nam drogę.
Eclipsim nie rośnie w tym samym miejscu. Każdego roku muszę przemierzać znaczną część lasu, by znaleźć tą, że roślinę, więc jęki z powodu twojego zmęczenia będą uciszane zwykłym silencio, Snape.
Postaram się dotrzymywać panu kroku — odrzekłam z lekkim uśmiechem. W tej chwili naprawdę nie chciało mi się z nim dyskutować oraz reagować na jego prowokacje wobec mnie.
Dotrzymasz mi kroku, a nie się postarasz. Chodź.
Wszedł do lasu, nie oglądając się za mną. Ruszyłam za nim, rozglądając się dookoła, podziwiając piękno, które powstało z połączenia natury oraz tej mroczniejszej pory doby. Zastanawiające jest to, że nawet lasy czarodziejów są przesycone magią, bardzo potężną oraz wiekową. Prawda, w Zakazanym Lesie żyją jednorożce, pegazy czy nawet centaury, jednak widocznie ich mistycyzm przesiąkł do wszystkich roślin, docierając do korzenia każdego z nich.
Snape się nie śpieszył, można byłoby powiedzieć, że spaceruje, jednak był zbyt spięty na to określenie. Dokładnie obserwował każdy skrawek ziemi, by nie przeoczyć tak bardzo ważnej dla niego rośliny. Ja za to na nowo pogrążyłam się w czerwieni księżyca, co za skutkowało mój upadek.
Snape, ty głupia dziewucho, patrz pod nogi — syknął mężczyzna, stojąc nade mną. Leżałam na ziemi, wpatrując się w niego, nie mając ochoty wstać. Moja głowa pulsowała z bólu, przez chwilę bałam się, że skręciłam i nogę. — Nie każ mi dłużej czekać. Wstawaj — warknął.
Podniosłam się, dotykając potylicy brudnymi, od ziemi, palcami. Jęknęłam cicho, czując pod opuszkami palców już rosnącego guza. Cholera, ja i ten mój pociąg do piękna. To kiedyś doprowadzi do tragedii.
Jestem niesamowicie szczęśliwy, Snape, że raczyłaś podnieść się z ziemi. Przez ciebie marnujemy czas — westchnął, przecierając oczy, po czym jego usta wykrzywiły się w drwiący uśmiech. Nie dobrze. — Rozdzielimy się. Jeśli jakieś zwierze cię zaatakuje lub znajdziesz eclipsim, wystrzel w niebo niebieskie iskry. Jesteś na szóstym roku, z pewnością to potrafisz. Mam też nadzieję, że wzięłaś ze sobą różdżkę.
Oczywiście, że tak, ale...
Nie dyskutuj ze mną, już postanowiłem. Patrz pod nogi i staraj się nie zwracać na siebie uwagi. — Skończył mówić, a na jego twarzy nadal jawił się ten uśmieszek.
Ostatni raz spojrzał na mnie, po czym odwrócił się i odszedł, a jego czarna osoba zlała się z ciemnością, zostawiając mnie samą... Jestem sama w Zakazanym Lesie, gdzie niebezpieczne stworzenia są na porządku dziennym, a raczej nocnym. Ten drań zostawił samą osobę, której praktyka magiczna jest niewielka. Zostawił samą swoją podopieczną, zostawił mnie! Jak go dorwę, to umyję mu ten tłusty łeb, bo wydawałoby się, że ta specyficzna „fryzura” coś dla niego znaczy. Ruszyłam przed siebie, wyciągając różdżkę. Zaklęcie oświetlające uczyniło moją przechadzkę po lesie mniej przerażającą. W towarzystwie Snape'a było wręcz idealnie, jednak kiedy zostałam sama, poczułam się jak w piekle, przez krwawy księżyc, który dotrzymywał mi towarzystwa. Rozglądałam się, szukając tej cholernej rośliny, choć bardziej byłam skupiona na rozmyślaniu o szybkiej ucieczce, gdyby jakiś stwór mnie zauważył, po czym zaatakował. I nagle moją uwagę przyciągnęła muzyka i to nie byle jaka. Pieśń fletu rozniosła się po lesie, budząc kruki, które w gromadzie, przypominającą czarną chmurę, skierowały się ku niebu, by zniknąć w jego granacie. Ruszyłam za hipnotyzującym dźwiękiem niczym szczury wabione przez Grajka i prawdopodobnie skończyłabym tak samo źle, gdyby nie moja spostrzegawczość. Mruknęłam ciche „Nox”, po czym skryłam się za drzewem, czując pod opuszkami palców, kruszącą się korę. Oddychałam szybko, jednak na tyle cicho, by centaury nie mogły mnie usłyszeć. Jaka ja jestem durna, by podążać za muzyką, w Zakazanym Lesie podczas zaćmienia. Każdy wie, że centaury są mistrzami astronomii, z pewnością dzisiejszy dzień jest ich świętem, a pieśń fletu miała otworzyć uroczystość. Wychyliłam się zza drzewa, by spojrzeć na niewielkie stado centaurów zebrane dookoła ognia, który zmieniał swoją barwę, w zależności od rytmu granej muzyki. Wydawałoby się, że cienie mistycznych postaci oraz drzew tańczyły podobnie jak Narzędzie Szatana. W końcu ogień zatrzymał się na krwistej czerwieni, takiej samej, w jakiej ukazał się dzisiejszy księżyc na niebie, a pół ludzie zaczęli śpiewać w nieznanym mi języku. Nie powinno mnie tu być, Merlinie... Pomimo tego, że bałam się, iż mnie usłyszą, to ruszyłam do przodu, uważając, by nie nadepnąć na żadną gałąź. Gdy była dostatecznie daleko od nich, zaczęłam biec, potykając się co jakiś czas. Ponownie oświetliłam sobie drogę, by nie wpaść w jakieś drzewo, czy zwierze. Gdyby był to jakiś tani film, to centaury już by za mną biegły, aby mnie dorwać, a Snape znikąd by się zjawił, ratując mi życie. Na szczęście, a może nieszczęście tak nie jest.
Nie mam pojęcia, jak daleko byłam od szkoły, gdzie byłam i naprawdę czułam niesamowitą nienawiść wobec Snape'a. Nie obchodzi mnie, co mi zrobi, opieprzę go za jego niekompetencję, za jego idiotyzm i sadyzm... Merlinie chce do niego. Skuliłam się pod drzewem, oddychając ciężko. Moja kondycja była tak marna. Zamknęłam na chwilę oczy, by odpocząć, by nabrać sił, byle by nie usnąć. Cisza działała na mnie jak kołysanka... Minęło kilka minut, a ja nie miałam ochoty się podnieść. Eclipsim nie pozwoliło mi się odnaleźć, a przez szukanie zioła sama się zgubiłam. Ach nie, to przez Snape'a jestem, tu gdzie jestem. Gdyby nie był taką chodzącą, zmaterializowaną wrednością to może... Przestałam rozmyślać nad osobą gburowatego profesora, gdyż usłyszałam czyjeś kroki. Strach podziałał na mnie niczym kubeł lodowatej wody. Podniosłam się z ziemi, obracając dookoła, by zlokalizować nadchodzącego intruza. Niestety nie był to Snape, jego chód był niesamowicie charakterystyczny, szybki, ostry. Ten za to powolny, jakby arystokrata przemierzał swój ogród. Cudownie. Światło wydobywające się z różdżki w niczym mi nie pomagało, jedynie sprawiało, iż każdy cień drzewa wydawał mi się nieznaną postacią.
Nie masz się czego obawiać — na te słowa odwróciłam się gwałtownie, wymierzając różdżką w twarz obcego mi mężczyzny. Szkarłat jego oczy mnie zniewolił, jednak tylko na chwilę. Dobrze wiedziałam, kim jest, jaką mroczną istotą.
Oczywiście, przecież wyssanie mojej krwi nie jest niczym złym — prychnęłam, na co młodzieniec się zaśmiał.
Był naprawdę piękny. Czekoladowe włosy, spięte z tyłu idealnie pasował do jego rubinowych oczy oraz czarnych, długich rzęs. Twarz była blada, zdawałoby się, że cała krew odpłynęła do jego tęczówek. Ubrany w przepiękną, wiktoriańską szatę przechadzał się po mrocznym lesie, jako wygnana osoba ze społeczeństwa. Schował się tam, gdzie nikt nie chciał się zapuszczać. Opuściłam różdżkę, kiedy się do mnie uśmiechnął. Znam go, przecież to...
William McBlack VI z rodu Ulciscere, moja pani — przedstawił się po szkocku, kłaniając się lekko. Zaklęcie lingwistyczne nadal działało, od mistrzostw qudditcha.
Co ty tu robisz? Dlaczego? — Byłam zszokowana. To on opowiedział mi legendę o Krwawej Wojnie Miłości, której był najwyraźniej uczestnikiem. Zastanawiam się, czy gdybym dłużej pomyślała nad historią, to czy domyśliłabym się tego, iż jest to ten, co przez miłość zniszczył dwie potęgi?
Niedaleko stąd jest moja posiadłość. Hogwart mieści się w Szkocji, wiesz? Nie każdy zdaje sobie z tego sprawę. W każdym razie pamiętasz jeszcze legendę, prawda? Szkocja to mój dom od wieków, a Zakazany Las jest moim ulubionym miejscem do przechadzek. Noc Krwawego Księżyca jest jednym z tych okresów podczas roku, kiedy nie muszę polować. Jednak co młoda, dość urodziwa, panna robi o tej porze w miejscu, w którym nie powinno jej być? — Nachylił się, wpatrując się w moje oczy, jakby chciał dostać się do moich myśli, mojej duszy. Odwróciłam wzrok.
Szukam eclipsim wraz z profesorem Snape'em, z którym się rozdzieliłam — mruknęłam cicho. Powiedział, że nie musi polować, jednak kto wie, czy nie zechce?
Ach, rozumiem. — Uśmiechnął się szeroko, ukazując mi swoje białe kły. — Chodźmy więc. — Wyciągnął do mnie rękę, a ja po chwili zastanawiania się, czy nie jest to mój przyszły morderca, złapałam za nią. — Zanim ruszymy, proszę, zgaś różdżkę.
Zrobiłam o, co mnie prosił, po czym ruszyliśmy przez ciemny las, który najwidoczniej był dla niego drugim domem. Pomimo tego, że sama nic nie widziałam, to on szedł, omijając każdą przeszkodę. Był wampirem, posiadał lepszy wzrok lepszy od jastrzębia, a słuchem dorównywał nietoperzowi... Mimo wszystko, to nadal było dla mnie niesamowite.
Williamie?... — odezwałam się niepewnie.
Tak, panienko? — Zatrzymał się, uśmiechając się ciepło.
Czujesz się samotny? — W jego oczach pojawił się ból, spojrzał gdzieś dalej, w pustkę, przypominając sobie zapewne swoją ukochaną oraz wojnę. Jak to jest żyć z takim poczuciem winy?
Czasami, ale wiesz, zdarza mi się spotykać takie osoby jak ty. Dlaczego nie uciekłaś, wiedząc, kim jestem? Dlaczego nie obraziłaś mnie, nie rzuciłaś uroku? Dlaczego nie wezwałaś swojego opiekuna? Dlaczego mi zaufałaś? — Zbliżył się do mnie, wyczekując odpowiedzi, której nie usłyszy. Nie wiedziałam co mu powiedzieć. — Odpowiem ci dlaczego. Bo jesteś Istotą Ciemności jak ja. — Odsunął się ode mnie, ruszając przed siebie.
O czym ty mówisz? Jestem czarownicą, człowiekiem. Nie żadną Istotą ciemności... — Byłam zdezorientowana, nie wiedziałam, o czym wampir mówił, nienawidziłam nie wiedzieć o sobie czegoś istotnego.
Nie powiedziałem, że nie jesteś czarownicą, nie mówiłem też, że jesteś wampirem, elfem czy wilkołakiem. Uważasz, że nie możesz być Istotą Ciemności? Dlaczego? — mówił, nawet na mnie nie patrząc. Może to i lepiej.
Jestem zwyczajna, za zwyczajna. Nie wyróżniam się niczym szczególnym, a czy Mroczna Istota nie powinna być kimś niesamowitym, kimś, kto posiada dużą moc? Ja takowej nie posiadam i ciesze się z tego.
To właśnie ci najmroczniejsi nie rzucają się w oczy ludzi, by nie obudzić w nich strachu. Co ty o sobie wiesz, panienko? — zapytał się, a w jego głowie było słychać kpinę. Czułam się wręcz cudownie, że nie potrafiłam mu na to odpowiedzieć. Cholera. — Tak też sądziłem. Nie myśl też, że jesteś kimś wyjątkowym. Jesteś po prostu Istotą Ciemności i nic ani nikt tego nie zmieni.
Niesamowicie pocieszające, Williamie — Nie wiedziałam, czy śmiać się, czy płakać.
Jesteśmy na miejscu. — Puścił moją dłoń, by wyjąć szablę.
Ostry kawałek metalu przeciął rośliny, który uniemożliwiały nam dotarcie na... piękną polanę, skąpaną w blasku księżyca, porośniętą srebrnym kwieciem eclipsim. Mogłam wpatrywać się godzinami w ten niesamowity widok, jednak jednorożec, który właśnie pojawił się po drugiej stronie polany, stał się ciekawszym obiektem obserwacji. Śnieżnobiałe, magiczne zwierzę, stało w swojej całej okazałości, nie przejmując się mną oraz Williamem. Do czasu. Jednorożec zwrócił na nas swoją uwagę, wpatrując się najpierw w mężczyznę, po czym we mnie. Spłoszone zwierzę uciekło w ciemność lasu.
Jednorożce to dobre i czyste stworzenia. My je przerażamy — odezwał się Will, uśmiechając się smutno.
Przestań, jestem tylko człowiekiem — syknęłam cicho, wpatrując się w ziemie. Chce być tylko sobą, nikim więcej nikim mniej. Sobą.
Przeczytaj Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć. Jednorożce nie boją się czarownic. — Spojrzałam na niego błagalnie, chciałam, by przestał. — Przepraszam. Wezwij swojego profesora, ja muszę wrócić do swojej posiadłości, panienko. Było to dla mnie uroczo byłe spotkanie. Miejmy nadzieję, że kiedyś to powtórzymy — pocałował mnie w dłoń, po czym odszedł w mrok.
Jeszcze przez chwilę patrzyłam na miejsce, gdzie przed chwilą stał wampir, po czym westchnęłam głośnio, przecierając oczy. Uniosłam różdżkę, uwalniając z niej niebieskie iskry. Teraz pozostało mi tylko czekać na Snape'a.
***
Dobrze się spisałaś, Snape — odezwał się profesor, poprawiając swoją torbę na ramieniu. — Na szczęście się nie obijałaś ani nie wróciłaś do zamku. Byłem pewny, że to zrobisz. Co za idiota, który jest nie do końca wyedukowany, wędruje sam po Zakazanym Lesie, nocą?
Pan jest niemożliwy! Gdybym nie poszła, na pewno dostałabym kolejny szlaban — byłam oburzona, tym co mówił. Naprawdę, nie mogłam pojąć logiki tego człowieka.
Siedziałam na ziemi, wpatrując się w Snape'a, który obserwował mnie z góry. Wcześniej wolałam mu nie przeszkadzać podczas zrywania rośliny — to wszystko wyglądało na skomplikowane i wymagające skupienia.
Z pewnością by tak było, Istoto. — Uśmiechnął się drwiąco, pod nosem. — Wstawaj, Snape. Musimy jeszcze wrócić do zamku. Masz na tyle siły, by tego dokonać, czy masz zamiar zostać pożywieniem dla wilkołaków?
Myślę, że jednak dam rade, profesorze. — Wstałam, otrzepując spodnie z ziemi. Merlinie, byłam cała brudna od tej przechadzki po lesie.
Wielka szkoda. I jeszcze jedno, Snape. — Zbliżył się do mnie.
Tak, profesorze?
Wyglądasz okropnie.
Odwrócił się ode mnie, po czym ruszył w stronę zamku.
***
Snape, wstawaj! — obudził mnie krzyk, profesora oraz chłód, który ogarnął moje ciało, kiedy ten zabrał mi kołdrę.
Która godzina? — zapytałam zaspana, przecierając oczy oraz powstrzymując się przed ziewnięciem. Siadłam na skraju łóżka, obejmując się rękoma.
Istoto, nie wiesz, że mieszkasz w lochach, w których jest zimno? Zacznij ubierać się w coś innego niż krótkie spodenki — skomentował oburzony, mój strój. Co w ogóle go to obchodziło. — Nie ważne. Jest ósma, idź się ubierać.
Ósma? Przecież wróciliśmy po piątej, ledwo trzy godziny... Nie ma mowy, bym teraz... Ał! — Złapał mnie za ramię, prowadząc do łazienki.
Ubierzesz się sama, czy ja mam ci w tym pomóc?! — wrzasnął na mnie, łapiąc za moją bluzkę.
Profesorze! — Zamknęłam drzwi, siadając na brzegu wanny. Co tego człowieka dzisiaj ugryzło do cholery?! I niby jak mam się ubrać, skoro może rzeczy są szafie? Uchyliłam drzwi, jednak Snape'a nie było w pomieszczeniu na całe szczęście. Wyjęłam z szafy jakiekolwiek ubranie, po czym skierowałam się z powrotem do łazienki. Już miałam zamykać drzwi, kiedy usłyszałam rozmowę profesora ze Svarturem.
Nie możesz ot tak, wchodzić do moich kwater żądając spotkania z moją podopieczną — Snape warknął na starszego mężczyznę, który jedynie się zaśmiał.
Albus opowiadał mi o tym, że jesteś nerwowy, jednak nie sądziłem, że aż tak.
Nie jestem nerwowy! Jakim prawem chcesz się z nią zobaczyć? W jakim celu? Jest pod moją opieką, rok szkolny się jeszcze nie zaczął, więc...
Dobrze wiem, Severusie, że panna Snape jest teraz twoim oczkiem w głowie — przerwał mu. — Jednak mam zamiar rozpocząć nasze lekcje już dzisiaj. — Chwila ciszy, nikt nic nie mówił.
Chętnie bym się jej pozbył już teraz, jednak mamy plany, których ona z pewnością nie będzie chciała zmienić. Eliksiry są dla mniej bardzo ważne, Svartur.
Severusie jesteś dla mnie chodzącą zagadką. Sądziłem, że sam wepchniesz mi ją w ręce, uwalniając się od balastu, który na tobie ciąży.
Może tego nie wiesz, jednak biorę na poważnie swoje obowiązki.
Zamknęłam drzwi łazienki. Jeszcze kilka godzin wcześniej Snape chciał mojej śmierci, a dzisiaj nie chce mnie oddać pod opiekę innego nauczyciela. Co z nim jest nie tak?
***
Wpatrywałem się z czystą nienawiścią w człowieka, który zabrał mi posadę, którą chciałem zajmować od początku zatrudnienia w tej szkole. Adham Svartur był mężczyzną, któremu nie miałem zamiaru niczego ułatwić, nawet lekcji z Istotą. Już pominę fakt, iż naprawdę nie lubię zmieniać swoich planów. Wraz z Istotą miałem zamiar, uwarzyć dzisiaj eliksiry do Skrzydła Szpitalnego i mimo wszystko chciałem zobaczyć, czy poradzi sobie z tym zadaniem. Jeśli ma predyspozycję do zostania jednym z Mistrzów, to moim zadaniem jest jej pomóc, nawet jeśli mam ochotę potraktować ją nieraz jakimś urokiem.
Snape wyszła, z sypiali, ubrana w czerń — jak zwykle.
Dzień dobry, profesorze — przywitała się ze Svarturem, który uśmiechnął się ciepło. Ten człowiek za bardzo przypomina mi Albusa...
Witam, panno Snape. Pozwoliłem sobie obudzić cię o tak wczesnej porze, gdyż chciałem już dzisiaj rozpocząć twoje dodatkowe lekcje. Jednak profesor Snape sprawia problemy, więc zostawiam wybór w twoich rękach — skończył, wyczekując jej odpowiedzi.
Niech pan nie zrozumie tego źle, jednak wolę zostać z profesorem Snape'em. Naprawdę chcę mu pomóc przy tworzeniu eliksirów.
W takim razie, czy mógłbym z tobą porozmawiać na osobności? — Marika spojrzała na mnie. Kiwnąłem głową na znak zgody.
Po chwili oboje wyszli z kwater, a ja zostałem sam, zastanawiając się, o co temu starcowi chodzi. Po kilku minutach wrócili, Marika zabrała głos.
Profesorze, czy eliksirami możemy zająć się trochę później? Profesor Svartur okazał się bardzo przekonujący — poinformowała mnie niepewnie o swoich planach.
Snape myślisz, że będę czekać, aż skończysz swoje zajęcia? Jeśli zajmę się tym teraz, będę miał z gło...
Bardzo mi na tym zależy — wtrąciła mi się w zdanie.
Nie przerywa się, bezczelna Istoto — syknąłem na nią. — Mogę się zgodzić pod warunkiem, że będę obecny podczas tych zajęć.
Nie widzę w tym żadnego problemu, Severusie — odezwał się starzec.
***
Znajdowaliśmy się w dość dużej sali, która nie należała do żadnego z nauczycieli. Miało to być miejsce, gdzie Istota będzie miała dodatkowe lekcje. Marika stała niepewnie na środku pomieszczenia, za pewnie zastanawiając się, co ją czeka. Svartur wyglądał na zadowolonego, że już dzisiaj może zająć się dziewczyną. Im szybciej, tym lepiej lub Albus mu kazał. Kto wie, w co bawią się oboje.
Zdaje sobie sprawę, iż przez te pięć lat niewiele miałaś praktyki, jednak moim zadaniem jest wyszkolić cię na porządną uczennice. Pamiętaj, nawet jeśli proste zaklęcia sprawią ci trudność, to nie masz cię czego wstydzić. Akurat ty nie. Rozumiesz?
Tak jest, profesorze...
Dobrze, więc. Czas rozpocząć zajęcia.

25 komentarzy:

  1. Marika mym bogiem, Sevika nałogiem! <3 Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozdział taki trochę bylejaki, ale da się przełknąć(nie, że jest zły xD)
    _____________________

    elstella-x.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten rozdział jest.... bvfbuBubcbubjbfzbhjhvbjbuag *.*
    Te twoje cudne opisy! Jakbym ja tak chciała pisać, naprawdę! <3
    Głupi Sev... Kazał jej tego szukać i miał to, za przeproszeniem w dupie czy ona to znajdzie, czy nie i czy w ogóle nic jej się nie stanie. Jakby nie patrzeć, to mogłaby się przed nią pojawić harpia i ona wysłałaby ten sygnał. Ale kurde w mgnieniu oka to on się nie pojawi. Zanim by tam dotarł to z Mariki już by nic nie zostało. Opiekun od siedmiu boleści xDDD
    Krótki? W sam raz, chociaż ja to bym mogła Sevikę czytać 24h na dobę xDDD
    Czas na wytypowanie ulubionego cytatu z tego rozdziału:
    "- Tak, profesorze? - o co mu znowu chodziło?
    - Wyglądasz okropnie."
    Hahahaha pozdro z podłogi xDDDD
    No i oczywiście Istota musi być - rozwalasz tym system ISTOTO xdddd
    Awww.... Snape to taki tatusiek. Niby jej nie chce, ale jak ktoś inny się zjawi to kurde Mariki nie odda. Och, Sev, Sev <3333333
    Wesołych Świąt! Dużo prezentów pod choinką, uśmiechu na twarzy, aby w tej szkole cię tak nie męczyli i żeby wena ci dopisywała.
    Pozdrawiam serdecznie ;*****
    (zachwycona rozdziałem) BlackBerry

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ahaha dziękuje kjshjkdksjdksjdklsjk :D
      Ano da się wyćwiczyć chyba... Po prostu trzeba się w czuć w naturę.
      Severus po prostu jest draniem, choć tak by nie było. On może się teleportować na terenie Hogwartu (poprzednie rozdziały), Zakazany Las zna. Przy dziewczynie znalazł by się wręcz od razu. Ona jednak nie musiała o tym wiedzieć :D
      Ano dla mnie za krótki... chce pisać długie rozdziały xd
      Ano Snape taki szczery C':
      Dokładnie. Mimo wszystko nie odda podopiecznej byle komu. Jednak gdyby McGonagall go prosiła to by sam dziewczynę popchnął w jej ręce.
      Życzę ci miłego 2015 ^^
      Pozdrawiam,
      Marika Snape

      Usuń
    2. Zostałaś nominowana przeze mnie do LBA! Więcej tutaj ->>> http://rebecka-williams---tom-riddle.blogspot.com

      Usuń
  4. Marika jak rozumiem ma nowy pseudonim :D
    Snape broni swojego jak widzę. Czasami zastanawia mnie czy on sam wie czego chce xD
    Nie lubię tego Svartura czy jak mu tam, wydaje mi się.. dziwny.
    Marika jako istota nocy *O* McBlack mnie zaintrygował. Myślę, że jeszcze się pojawi.
    Nie mogę się doczekać początku roku i ceremonii przydziału. Jestem ciekawa jak to opiszesz.
    Twoje opisy i sposób pisania nieziemski. Rozdział cudowny jak zwykle chociaż krótki. Myślę jednak, że będzie ważny.
    Następny szybciej, prawda?
    Nie napiszę takiego długiego komentarza jak BlackBerry bo nie umiem.
    W każdym razie życzę ci Wesołych Świąt, dużo weny i czasu na pisanie, Severusa, komentarzy, prezentów i co tam jeszcze chcesz. No i zaczepistego Sylwestra :D
    ~Vichi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście :D
      Ano nie odda dziewczyny komuś kogo nienawidzi, czy ma urazę. Gdyby to była McGonagall sam by wepchnął Marikę w jej ręce.
      Ano cóż.. Troszku jest, taki Albus trochę.
      Jest choć to się wyjaśni później. Pojawi się ^^
      Cóż opis już mam w głowie, choć pewnie co do czego przyjdzie to będę się męczyć.
      Dziękuję. Cóż, naprawdę brakowało mi chęci ;;
      Ano myślę, że niestety nie C':
      Nic nie szkodzi :D
      Miłego 2015 roku ci życzę :D

      ~Marika

      Usuń
  5. Rozdział jak zwykle świetny i tym razem nie będę ostrzegać cię przed tym komentarzem :D Kurde a jednak to zrobiłam ! xD Jak widzisz postanowiłam ( mimo minimalnych umiejętności pisanie komentarzy) spróbować znowu! Znalazłam przerwę moich przygotowaniach do wigilii (kocham piec ciasta). Chociaż zbytnio nie lubię sprzątać, zapraszać ludzi to każda okazja do jedzenia to dobra okazja.:) Ale wracając do bloga . Chyba zrobię listę najlepszych cytatów z tego ff. McBlack? Łał <3 Kurde, znowu ta "istota" kocham to serio :* Rozdział nie jest krótki, dziwie się że tak myślisz , skoro niektóre rozdziałów ff są takie jak komentarze twojego xD Nie martwię się zbytnio tym że się spóźniłaś, bo zajęłaś mi czymś czas, kiedy ciasto jest w piecu. Twoje opowiadanie jest takie genialne, że zadroszczę wszystkim postaciom , które dodajesz xD ( tak , wiem jestem nienormalna) . robisz świetne opisy, ale nie dajesz ich multum, więc przebijasz samego Tolkiena!
    Życzę ci weny, chęci do pisania, wynalezienia leku na lenistwo ( ja też poproszę!) , tego żeby Severus nie był upierdliwy.
    Annabeth :p
    P.S. UWAGA! kolejne pytanie o Syriusza. <3 W jakim czasie mam się go spodziewać ? (Wolę być przygotowana psychicznie) + Będzie przedstawiony jako dobry czy zły?
    Buziaczki :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, iż się podoba :3
      Nie umiem gotować... W ogóle C':
      Och to by było ciekawe! :D
      McBlack jest chyba ważny ^^
      Ale ja jestem chyba ambitna i chce pisać długie rozdzialiki .o.
      Ahahahah nie ma czego xd
      Nie, jego na pewno nie! .o. ale dziękuję ^^
      Ano Snape musi być upierdliwy xd

      ~Marika

      P.S. Zapraszam na Snape Art lub moje oficjalne konto, przybliżę ci jego postać.

      Usuń
  6. Rozdział całkiem ciekawy, ale coś mało w nim akcji...
    Hmm, to kiedy kolejny rozdział?
    Pozdrawiam Tristis (Rue z facebooka)

    OdpowiedzUsuń
  7. Słodkie :* Tylko tyle :P

    Zauroczony
    Lysander

    OdpowiedzUsuń
  8. Czy ty zdajesz sobie sprawe z tego co mi zrobiłaś?! Przez ciebie rodzice mnie ochrzaniają za nieodrywanie wzroku od telefonu, zaniedbuję swojego bloga i jeszcze nie potrafię sie normalnie wykompać bo zawsze do wanny zabieram telefon żeby przeczytać do końca twoje opowiadania! Przez ciebie sie uzależniłam! Nienawidze cie! <3
    P.S. Rozdział boski, z resztą- jak każdy ^^ Podziwiam cie za to, że potrafisz z takim wyczuciem wrzycać do tekstu opisy i to nie byle jakie. Twój język literacki po prostu rozwala. Fabuła świetna, wszystko dzieje sie pomału, jak powinno w przeciwieństwie do innych blogów. REWELACJA <3
    ~leviooosa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ahahahah przepraszam, ale to mnie rozwaliło. To śmieszne, a jednocześnie kochane <3
      Jej dziękuję, staram się pisać jak najlepiej, jednak nadal się uczę. To mój pierwszy tekst poza szkolny xd
      DZIĘKUJE! <3

      ~Marika

      Usuń
  9. *usunęła dwa poprzednie komy, bo blogger zmienił całą ich treść*
    Nie chce mi się pisać po po raz trzeci....uroczy rozdział...wampirów nie cierpię, choć mam dwa w domu, ale tego zniosę. Severus taki gwałtowny się zrobił, nie dobrze....xd
    No....to chyba tyle. Powodzenia w 2015 :D
    ~Sally

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wampiry są znoś.. Czasami. Gwałtowny, bo był zły. Ogólnie taki nie będzie.
      Dziękuję i nawzajem ^^

      ~Marika

      Usuń
  10. Jejku... świetny rozdział! Najlepszy był wampir! <3 Szczerze nie wiem, w co ten Snape gra... I do tego jeszcze te zajęcia? Będą zwykłe, a może niezwykłe? *.*
    Wybacz nieogarnięty komentarz, ale padam na twarz _._
    Pozdrawiam ;)
    http://miniaturkidosme.blogspot.com/ zapraszam na kolejną miniaturkę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ^^ Wampiry są zawsze świetne! Snape? Akurat on w nic nie gra, to pionek. Nie mam pojęcia jeszcze. Znaczy mam, ale nie do końca :D
      Pozdrawiam,
      Marika Snape

      Usuń
  11. Znam cię z fb, z grupy Hogwart i od jakiegoś już czasu wiem o Sevice, jednak nie interesowała mnie jakoś xd dzisiaj mi się nudziło, więc włączyłam... I przeczytałam całego bloga naraz, nie można się oderwać. *-* swietnie piszesz, cudowne opisy i ogólnie fabuła. Od dziś czekam na każdy następny rozdział <3
    Pozdrawiam cieplutko c:

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sevika - nikogo nie interesuje na początku.
      Bardzo się ciesz, że jednak nie zawiodłam ^^ Dziękuję bardzo <3
      Pozdrawiam,
      Marika Snape

      Usuń
  12. Witaj, Mariko. O Boże jak oficjalnie :D. Ostatnio tak zamierzałam skubnąć coś tej wychwalanej Seviki, ale zważając na fakt, że nie interesuję się historią Snape'a to jednak sporo czasu mi to zajęło. Wiedz jednak, że zachęciłaś mnie zarówno do czytania jak i samego pana Nietoperza (nie wiem dlaczego, ale lubię ten tytuł xD). Fabuła jest rozbudowana, poukładana, ściśle ze sobą powiązana wydarzeniami, czyli tak jak czytam najbardziej. Nie spodziewałam się, że czytając coś o Snape'a potrafię się roześmiać. Szczególnie, jeśli chodzi o jego ironię albo wzrok. Hah, pokochałam tego pana, którego wykroiłaś spod pióra Rowling. Zielona herbata? Wielki plus, pasuje mi to do niego idealnie :D. Czasami także pijam. Dumbledor'ku Ty stary pryku, nie denerwuj mnie XD. Opowiadanie jest świetne, czasami pouczające i co najważniejsze - przemyślane. Co do miniaturki. 3x TAK. Czekam na II część. Lucyfer jest dla mnie taki raawr xD. Wiem jestem dziwna :D. Życzę weny i wiedz, że zdobyłaś nową czytelniczkę, pozdrawiam cieplutko,
    aliven

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam ^^
      Staram się przedstawić Severusa jak najlepiej, a fabuła idzie powoli tak jak powinna, w każdym ee... Romansie?
      Och nie możesz go pokochać, bo jest mój. Chyba, że to wykreowanie go, czy jak to inaczej określić C':
      Herbata bardziej do niego pasuje, niż kawa. Zazwyczaj w ff on kocha kawę.
      Albus ma denerwować :D
      Ano cieszę się, że się spodobało. Miniaturka jest w trakcie pisania ^^
      Pozdrawiam,
      Marika Snape

      Usuń
    2. Tak, chodziło mi o sam charakter i... upodobania? To chyba dobre słowo. Nie lubię eliksirów, bo od małego nie lubię trzymać się przepisów, dlatego kucharka ze mnie żadna xD. Zaklęcia ewentualnie OPCM *-*. Nie masz się co przejmować mną, bo konkurencja ze mnie nijaka, a jednocześnie uważam, że najgorsze co kobieta może zrobić kobiecie to konkurencja o jej faceta. Moim skromnym zdaniem to już mleko bardziej by pasowało do niego niż kawa :D. Czekamy na następne rozdziały i oczywiście miniaturkę, pozdrawiam,
      aliven

      Usuń
  13. ,,Istota" sobie z nim pogrywa. Nie ze Snape'em takie numerki *ma skojarzenia* (͡° ͜ʖ ͡°)

    OdpowiedzUsuń
  14. Rozdział krótki, więc szybko go czytam i uciekam na zajęcia, bo za godzinę zaczynam.
    *Boże, umieść w tym rozdziale chociaż jednego ucznia*
    Wiesz, nagle pojawiła się w mojej głowie myśl: to droczenie się Snape'a i Mariki (biorę to za nieudany słowny flirt) byłoby nawet urocze, gdybyś napisała, że są to rówieśnicy. Gdyby był w wieku Mariki, spokojnie mógłby się tak zachowywać, ale on jest dorosły. DO-ROS-ŁY. Dodatkowo jest Snape'em. A to nie jest snejpowe zachowanie.
    Nie ma sensu, żeby Marika szła z nauczycielem do lasu. Ten fragment byłby świetny, gdyby Snape poszedłby sam, oddałabyś mu wtedy konkretną część jego charakteru. On jest samotnikiem, nie potrzebuje przylepy!
    Nie chcę demonizować Snape'a, ale jego relacja z Mariką przypomina trochę relację Edwarda i Belli ze Zmierzchu. :/ Ostatnio oglądałam pierwszą część i trochę się kisiłam z dziwnością tych bohaterów.
    Takiego Hogwartu jeszcze nigdzie nie widziałam. W żadnym fanfiku. Nope. Gdzie są uczniowie? Gdzie jest atmosfera? Proszę, wróć nam zwyczajny, dobry, stary Hogwart. Brak kanonu w fabule jest okej, ale niektórych rzeczy po prostu nie należy zmieniać.

    OdpowiedzUsuń

Layout by Alessa