poniedziałek, 15 grudnia 2014

"Severus Snape, czyli piekielnie dobry lokaj." cz.I

Witam. Dzisiaj niestety nie pojawi się rozdział, a miniaturka, którą pisze od pewnego czasu. To dopiero pierwsza część, kolejna pojawi się może za dwa tygodnie - będą ferie świąteczne, więc liczę na to, iż pokonam swojego lenia.
Co do samej miniaturki to jest to połączenie Kuroshitsuji oraz HP z moim fantastycznym wyobrażeniem piekła. Dlaczego fantastycznym? Ponieważ jestem chrześcijanką i w rzeczywistości widzę inaczej Piekło. Tak samo moim zdaniem Severus poszedł by do Nieba,gdyż żałował swoich win, także proszę nie kierować się tym tworem literackim przy kształtowaniu swojej wiary. Miniaturka bardzo odstaje od kanonu, także... Co do łaciny to tylko nadanie mocy, nic specjalnego. Nie trzeba tego tłumaczyć.
Mam nadzieję, iż mój twór choć trochę przypadnie wam - czytelnikom, do gustu.
Życzę miłej lektury oraz liczę na komentarze.


"Severus Snape, czyli piekielnie dobry lokaj."  



— Weź... to... weź... to.
 Ostatnie chwile mojego, jakże marnego, życia wyglądały żałośnie. Ledwo potrafiłem wydobyć głos z gardła, a kiedy mi się to udało, był to jedynie straszny charkot. Potter nachylał się nade mną z przerażeniem, kiedy moje wspomnienia, w postaci srebrzystego płynu, napełniały fiolkę. Czy wiedziałem, że Czarny Pan mnie zabije? Owszem. Byłem tego świadomy już od bardzo dawna, choć długo zajęło mu rozmyślanie nad tym, dlaczego Czarna Różdżka, nie działa jak powinna. Ostatnią grę, na piekielnej scenie życia, odegrałem idealnie, choć nie sądziłem, że to Nagini zakończy mój żywot. Próbowałem nie myśleć o bólu, który zabijał mnie powoli. Próbowałem nie myśleć o uczuciu, wypływającej ze mnie krwi, która zalała podłogę, tworząc przerażającą abstrakcję. Jedynie patrzyłem w te zielone oczy, skryte za szkłem okularów. Szmaragdowe oczy Lily.
 — Spójrz... na... mnie... — wyszeptałem z trudem.
  I Potter spełnił ostatnią prośbę swojego znienawidzonego wroga, a ja jestem mu za to wdzięczny, gdyż uważam to za idealny koniec.
  I nastała ciemność.
  A takiej ciemności nienawidzę najbardziej. W tym cieniu, kryje się zło potężniejsze od Czarnego Pana, potężniejsze od czegokolwiek. Ta mroczna potęga nie pochodzi z ziemi i to mnie właśnie przeraża.
  Tułałem się jak ślepiec przez minutę... godzinę... może lata. Nie byłem pewien niczego, a najbardziej niepokoiła mnie myśl, że nie umarłem. Przecież doskonale pamiętam to uczucie "wychodzenia" z ciała, kiedy moja dusza zostawiła to piekło, zwane ziemią. W tym jednym, cudownym momencie nie odczuwałem niczego, nie myślałem o niczym. Byłem wolny, po raz pierwszy odkąd zaistniałem. Jednak nie nacieszyłem się tym doznaniem, gdyż po czasie, którego nie potrafię określić, wylądowałem tutaj. Tutaj, czyli gdzie? Może to najciemniejszy zakamarek mojego, jakże ograniczonego, umysłu? Gdzie zamieszkało przerażające Zło, wraz z cuchnącym Strachem oraz infantylną Nienawiścią? Najgorsza, a zarazem najczęściej odwiedzana przeze mnie część umysłu. Jeśli moim piekłem jest spędzenie tutaj wieczności, to prawdopodobnie najboleśniejsza kara — i jakże słuszna — jaką mogłem dostać. Czyż nie ma niczego straszniejszego od spędzenia wieczności jedynie ze sobą? A gorsza jest świadomość, że to sprawiedliwy wyrok, że nikt się nie pomylił.
  Mogłem tak rozmyślać nad swoją porażką zwaną życiem, swoimi —  w większości — błędnymi decyzjami. Męczyłem się ze sobą, a to był dopiero początek. To zawsze będzie początek, skoro nie ma końca. Czułem, że Szaleństwo przybyło, zajęło miejsce obok Samotności by, wspierać mnie jakże niedorzecznymi myślami, w tej niekończącej się pokucie.
  Błąkałem się Tutaj, mając nadzieję, że wydostanę się Stąd. Nadzieja choć dzielnie towarzyszyła mi, w tej bezsensownej wędrówce to coraz częściej była szykanowana przez Beznadzieję oraz Rzeczywistość. Wiedziałem, że w końcu mnie opuści, a ja stanę się marionetką — znowu — w "dłoniach" Niegodziwej Prawdy.
  Wolałbym zniknąć niż w takim towarzystwie, przemierzać nędzny mrok przez resztę czasu.
 — Nie wolałbyś, uwierz — odezwał się aksamitny głos.
 Zastanawiałem się czy to jeden z moich "przyjaciół" otrzymał dar mowy, czy Szaleństwo zaczęło się mną bawić... Obracałem się, wokół siebie niczym planeta w tym swoim mały, ciemnym wszechświecie, jednak niczego, ani nikogo nie dostrzegłem.
 A jednak.
  I wszystko jakby zaczęło się rozjaśniać. Światło, od którego przez całe swoje życie uciekałem, było teraz dla mnie niczym zbawienie. Nie mogłem przestać wpatrywać się w ten niewielki punt srebrnego płomienia, który zaczął się mnożyć. Było ich coraz więcej, a ja choć stałem w miejscu, czułem, jakbym się przemieszczał. Może to Ciemność ucieka, odchodzi, zostawia, porzuca mnie? Dzięki ci Merlinie.
 — To nie zasługa Merlina, a moja. — Ponownie usłyszałem głos, który wyzwolił mnie od kary, która mimo wszystko mi się należała.
  Nie wiedziałem kiedy, znalazłem się w ogromnej marmurowej sali. Niewielkie punkty, które pokonały mrok, okazały się ogniem, który pożerał świece. Także pod sufitem znajdował się wykwintny żyrandol, który mimo tego, że darował światło, nadawał wnętrzu mrocznego oraz tajemniczego klimatu. Podłoga pokryta pentagramami, które towarzyszyły starożytnym runom, tworzyły jedną, spójną, magiczną całość. Spojrzałem w centralny punkt komnaty. W ogromnym, srebrnym tronie, wykonanym w gotyckim klimacie, siedział On. Uśmiechał się lekko, do mnie, jednak nie potrafiłem mu zaufać, przerażał mnie. Na pewno nie przez wygląd, który zapierał dech w piersi. Piękna istota o perłowej skórze, bez skazy oraz białych, długich włosach, które lśniły w półmroku. Wpatrywał się we mnie przymrużonymi, rubinowymi oczami, a długie rzęsy, tworzyły cienie na jego policzkach. Doskonale zbudowane ciało, dłonie niczym stworzone przez wykwintnego lalkarza, który zadbał o najmniejszy szczegół. Przyodziany w czerwono-czarną szatę, wstał ze swojego tronu z taką gracją, iż Lucjusz wydawałby się przy nim prostakiem. Nie wiedziałem jak mam się zachować, jednak coś mi podpowiedziało - może jeden z moich "przyjaciół" - że mam oczekiwać w milczeniu na jego ruch.
 — Severus Snape...
  Odezwał się głos za mną, zerknąłem na właściciela wypowiedzianych słów, a był to ów mężczyzna. Jak on tak szybko się tu znalazł?
 — Śmierciożerca, który przez miłość — prychnął — postanowił przejść na jasną stronę, by bronić jedynego potomka swojej Miłości oraz Nienawiści, czyli Złotego Chłopca.
 — Zgadza się... — potwierdziłem, choć doskonale wiedziałem, że to nie jest konieczne. Chciałem, zapytać się kim jest, gdzie jesteśmy, jednak czy to nie jest oczywiste? Zło było wszędzie, cierpienie oraz ból. Nie miałem żadnych wątpliwości.
 — Tak, jestem Szatanem.
  Stałem, wpatrzony w Pana Piekieł, choć sala ta nie wydawała się, być miejscem, gdzie trafiają takie szumowiny jak ja. Mężczyzna uśmiechał się tylko, popijając prawdopodobnie wino. Chwila, skąd on je wziął... Ach tak, to przecież Lucyfer. Potężniejszy od Czarnego Pana, to z pewności. Z jego pomocą można byłoby zdobyć wszystko - dosłownie. Czułem tą mroczną moc bijąca od niego, przyciągała mnie i to o wiele bardziej, niż kilka lat temu, magia Voldemorta. Potęga, władza, moc. On to wszystko ma...
 — Spokojnie, dam ci to, czego oczekujesz, Severusie. Choć obydwaj dobrze wiemy, że gardzisz tym wszystkim, tak samo jak tego pragniesz - przechylił głowę, dotykając językiem swoich kłów.
 — Tak... Panie. Masz rację. — Ledwo co umarłem z ręki jednego pana, by dostać kolejnego. Wieczna marionetka.
 — Marionetka? Nie wydaje mi się, choć może ty to tak odczuwasz... Wyjaśnię ci, dlaczego znalazłeś się w Transitus est a me, a nie w Niebie czy choćby tam gdzie się spodziewałeś.
  Machnął ręką, a na jednej ze ścian ukazały się ogromne, gotyckie wrota, które przerażały mnie... Demony, które rozszarpywały ludzi na kawałki, przypiekały ogniem, nabijały na pal, węże dusiły winnych i kąsały. Ból, cierpienie, przerażenie było wymalowane na wyrzeźbionych postaciach. Czyli tak naprawdę wygląda Piekło?
 — Nie. Oczywiście, że nie. Cierpienie fizyczne to domena Ziemi, życia doczesnego. Kiedy żyłeś, najbardziej obawiałeś się bólu, prawda? — Kiwnąłem głową na znak zgody. — Sam, więc widzisz. Piekło to nic innego niż, to co przeżywałeś sam w tej Przeklętej Ciemności, jednakże twoja kara została zmniejszona. Wytłumaczę ci wszystko, jednak pierw to...
  Ponownie machnął swoją idealną dłonią, a drzwi zaczęły otwierać się powoli, uwalniając potworne krzyki Winnych, jak i ciemność. Zamknąłem oczy, chciałem zasłonić uszy... Jeszcze nigdy nie słyszałem takiego cierpienia, takiego zawodzenia, wołania o pomoc. To było nie do wytrzymania, miałem ochotę płakać z żalu, choć prawie nigdy nie żałowałem ofiar, które zostały poświęcone przeze mnie, na usługach Czarnego Pana. Krzyki dotknęły mej duszy, powodując niemiłosierny ból. Upadłem na ziemię, trzymając się za serce, które zaczęło przeraźliwie szybko bić. Dźwięki te rozrywały mnie od środka, jakby kilkanaście cruciatusów rzucono w jednym czasie na moją osobę. Wyciągnąłem rękę w stronę Lucyfera, który zamknął wrota.
 — Takie cierpienie może wywołać jedynie ból psychiczny. Winni są zamknięci w swoich celach, których nie da się otworzyć. Nigdy. Miejsce za tymi drzwiami jest ich więzieniem na wieki, cierpią i będą cierpieć. Każdy z Winnych ma swojego demona, można to uznać za odpowiednik Anioła Stróża. To oni sprawiają im ból, wraz z Samotnością... Tak, Samotność to chyba ich największy wróg oraz największy Kat. Kiedyś samotnicy, dzisiaj cierpią przez Samotność.
 — Ja tam nie trafię? — zapytałem niepewnie, wpatrując się we wrota... Czy zasługuję, by tam się znaleźć? Prawdopodobnie tak.
 — Nie zasługujesz. Twoja kara została już spłacona. Wcześniej Ciemność pochłonęła cię, a Samotność nie mogła odpuścić sobie tejże uczty. Ach... Samotność to odpowiednik Dementorów, tylko w Piekle ma większą moc. Kontynuując, odpokutowałeś, jesteś czysty, jednak twoje występki nie pozwoliły ci na wstęp do Nieba, po prostu cię tam nie chcieli. Może wyda ci się to dziwne, jednak sprawiedliwość i tu panuje, a skoro zostałeś naznaczony, jako "Ten, który umarł przez Miłość" musisz być wyjątkowo potraktowany...
 — To znaczy? — Wyjątkowo potraktowany? W Piekle? Zostanę demonem?
 — Jesteś bardzo bystry, Severusie. Zostaniesz mianowanym demonem, jednym z moich sług, sługa Lucyfera, pomiot Ciemności i w końcu prawdziwym Śmierciozercą.
  Nie wiedziałem, o co mu chodzi. Wpatrywałem się w szoku, w jego piękne krwiste oczy, na co on jedynie pstryknął palcami. Jak się domyśliłem, było to wezwanie, gdyż poczułem w sali nową potęgę, mniejszą, ale jednak...
 — Jest kilka rodzajów demonów. Strażnicy, Zwodzący, Invictusi, Główne Demony, Arystokracja. Jednak ty zostaniesz Liberum Dæmonium. Względnie wolnym demonem, który będzie żył wiecznie, a twoim pożywieniem będą dusze ludzkie. Jak mówiłem, prawdziwy śmierciożerca. Sebastianie...
  Odwróciłem się, by spojrzeć na wzywaną osobę, która szła za dzieckiem... Wyglądał niczym czternastoletni Draco, jednak włosy miał szare. Młody arystokrata, o krwistych oczach, z gracją zmierzał w naszą stronę. Zdjął z głowy cylinder, lekko kłaniając się Lewiatanowi. Na mnie nawet nie spojrzał. Przeniosłem wzrok, na młodego mężczyznę, który nosił się w XIX-wiecznym uniformie lokaja. Była to piękna postać o kruczoczarnych włosach, jak moje, jednak jego były wyjątkowe... Po prostu piękne. Pierwszy raz poczułem się jak nic niewarte stworzenie z powodu, wyglądu.
 — Panie mój zapominasz, do kogo należy Sebastian. Kiedy wzywasz jego, wzywasz i mnie.
 — Młody Phantomhive... Choć już nie tak młody... Dawno cię nie wdziałem, ostatni raz spotkaliśmy się sześćdziesiąt lat temu. Jak się domyślam, nic się nie zmieniło. — Jak na Szatana był wyjątkowo towarzyski. Ledwo o tym pomyślałem, a on się uśmiechnął pod nosem.
 — Świat się zmienił... Stracił swój urok, stracił jedyne co miał, czyli piękno planety. Nienawidzę tego, co stało się z moją rezydencją, choć sam ją zostawiłem.
 — Już niedługo koniec, nie trzeba się tym zamartwiać, to tylko świat doczesny. Wybacz, że przejdę, od razu, do głównego tematu jednak Severus na pewno chce jak najszybciej rozpocząć swoje nowe życie jako demon. Sebastian to jeden z najdłużej istniejących Liberum Dæmonium, potrzebny mi jest do przemiany, jak i inicjacji.
 — W takim razie jest do twojej dyspozycji, panie. — Chłopiec usunął się na bok, a ja nie miałem pojęcia, o co chodzi, nie pierwszy raz, od kiedy tu jestem.
  Lewiatan oraz tak zwany Sebastian przeszli na środek sali, kierując się w stronę rubinowych drzwi, które pojawiły się w chwili przybycia zakapturzonych postaci, kłaniających się Lucyferowi. Otworzyły wrota, jednak nie weszły do tajemniczej sali, a zamiast tego zniknęły za drzwiami Piekła. Skierowałem się za dwoma bóstwami, wchodząc do pięciościennej komnaty, zdobionej pentagramami, runami, znakami pogańskimi, a także słowami ludzi, które pochodziły z różnych rejonów Ziemi. Czerwień oraz czerń dominowały w pomieszczeniu, tworząc, po złączeniu, różnorodne barwy, w zależności od natężenia srebrnych świec. Mroczne cienie, ogników poruszały się po ścianach, niczym poganie podczas swoich rytualnych tańców. Przeszedłem na środek sali, obserwując Lewiatana oraz Sebastiana, który zdjął jedną z rękawiczek, przy czym ukazał czarny pentagram, jawiący się na jego dłoni. Król Piekieł rzucił swoje szaty, o piekielnych barwach, na marmurową posadzkę, rozpinając, po chwili śnieżnobiałą koszulę. Ukazał tym samym swoje czyste, blade ciało, na którym zaczęły pojawiać się tajemnicze znaki całkiem mi nieznane.
 —  Abecedarium daemonia — odezwał się Lucyfer, przerywając tym samym mroczną ciszę. — Język demonów. Severusie stań między nami — powiedział to prawie szeptem, zamykając oczy.
  Zrobiłem co kazał, choć czułem się przy tym bardzo idiotycznie. Cudowną chwile wybrałem sobie, na zastanawianie się, czy nie wyglądam jak idiota, stojąc bezradnie, między dwoma potęgami. Odetchnąłem cicho, zastanawiając się, co mnie czeka. Czy rzeczywiście nie lepiej, było by zniknąć, pożegnać się z życiem, pożegnać się z myśleniem, które niszczy?
 — Severusie nie rozpraszaj się. Zaczynamy. I, qui est dux in infernum transmittere potentia mortalis huius partis. Immortalis est, pulchram potens magia infernum fient. Serviam diebus usque ad consummationem saeculi, in terra, tempus Apocalyps — skończył mówić, a znaki na jego ciele rozniosły się po komnacie, po czym czerwonym piorunem wbiły się w moje ciało. Upadłem na ziemię, zszokowany odczuciem palenia się moich wnętrzności. Mentalny ogień, spalał moje ciało, lecz bardziej dotknął mej duszy. Wypalał uczucia, które zostały, jednak inne. Wypalał część wspomnień, które kiedyś ważne, teraz nie miały znaczenia. Uniosłem głowę, wpatrując się w mojego nowego pana, czekając na kontynuację przemiany.
 — Servom inferni, confirmamus et angelus foederis inter mortalis sunt. Cogor novus daemon auxilium gratuitum, quod creatum est bonum et malum — głos Sebastiana rozbrzmiał w komnacie, pozwalając mi pierwszy raz się usłyszeć. Ponownie poczułem ból, jednak tym razem tylko w prawej dłoni. Zmiana została zapieczętowana, pojawieniem się na mojej prawej dłoni zielono - czarnego pentagramu, z wężem pośrodku, który pożerał własną głowę.
 — Wstań Severusie — powstałem, więc, patrząc w oczy Szatana. — Witaj wśród swoich, a teraz pierwsza dusza, by uczcić początek twojego, nowego życia. Wprowadzić Czarnego Pana.
  Wrota otworzyły się, a w progu stanęły wcześniejsze zakapturzone postacie. Prowadziły na łańcuchach nikogo innego jak Voldemorta, który wyglądał mizernie. Nie był już potęgą, jego oblicze nie wydawało się już tak przerażające. Był niczym, zwyczajna kupka prochu, imitacja duszy. Tyle z niego zostało.
— Podzielił swoją duszę na siedem części, teraz cierpi siedem razy mocniej. Chciwość gubi człowieka, a szczególnie tak głupiego. Częstuj się Severusie. Ta marna dusza ma jedynie zapoczątkować twój apetyt — uśmiechnął się, wskazując dłonią na moją ofiarę.
  Podszedłem do Czarnego Pana, Voldemorta, Toma Riddle'a, łapiąc go za szyję, zbliżając jego twarz do swojej, wypowiadając ciche "żegnaj". Niczym dementor pochłonąłem jego duszę, smakując jego uczuć, wspomnień, marzeń, strachów. Otworzyłem oczy gwałtownie, zdając sobie sprawę z tego, jaką jestem potęgą. Ostatni błysk zniknął z oczu Czarnego Pana, ostatnie uczucia spłynęły z jego wężowej twarzy, kiedy wzmocniłem uścisk na jego szyi, a on zamienił się w proch. Spojrzałem na swoją dłoń, gdzie spoczywał szary proszek, resztki po Voldemorcie. "Z prochu powstałeś i w proch się obrócisz". Uśmiechnąłem się pod nosem, strzepując brud, wspomnienia ze swojej bladej dłoni.
— Severusie, idź i rób, czego zapragniesz. Vos liberi.

***   
 
 Minął miesiąc od mojej przemiany, jednak nadal nie znalazłem odpowiedniej dusz, która mogłaby zaspokoić mój apetyt. Każdy człowiek wydawał się taki sam. Tak samo proste uczucia, potrzeby, strachy. Tak samo proste dusze, które nie wyrażają niczego. Szarzy, myślący, że są wyjątkowi. Nieraz obserwowałem ich z wysokich budynków, zastanawiając się, czy sam taki byłem. Nieraz spacerowałem wśród nich, zastanawiając się czy również byłem niczym szary dym, szkodzący, niepotrzebny. Nieraz wchodziłem do barów, zastanawiając się czy mój umysł był równie ograniczony co ich. Odkąd stałem się demonem, zacząłem widzieć więcej. Piękno świata nie stało mi się obce, a niebo okazało się być czymś nieosiągalnym.
  Idąc zatłoczoną londyńską ulicą, zatrzymałem się na chwile, by popatrzeć na swoje nowe ciało. Nie widziałem tam siebie, stary Severus skrył się po powłoką nowego oblicza. Nabrałem wyglądu arystokraty, nos nie wydawał się już krzywy, wszystkie niedoskonałości twarzy, jak i reszty ciała zniknęły. Czerń moich oczu pogłębiła się, czasem zamieniając się w szkarłat. Jednak najbardziej podobały mi się moje długie włosy, które opadały delikatnie na ramiona. Gdyby Lucjusz nie był w Azkabanie, zdechłby z zazdrości. Przynajmniej teraz wyglądam od niego lepiej, od tej bogatej, arystokratycznej szui. Uśmiechnąłem się pod nosem, ruszając dalej przez stęchłe miasto, pełne mentalnych trupów, zastanawiając się, czy gdzieś tam jest dusza, która mnie zaspokoi.

***

 — Severus... Severus... Dlaczego?
 Stałem na szczycie Big Bena, kiedy usłyszałem... to. Nie wiem czy było to łkanie, wołanie o pomoc, czy po prostu obce myśli, w nieznany mi sposób wdarły się do mojej głowy. Zaciekawiło mnie to. Pierwszy raz od stania się sługą Ciemności wydarzyło się coś tak dziwnego. Bardziej jednak mnie zastanawiało, dlaczego ktoś myśli o mnie. Umarłem ponad miesiąc temu jako mężczyzna znienawidzony przez wszystkich. Nikt nie miał po mnie zapłakać, nawet Potter, który poznał z pewnością prawdę. Zerknąłem w dół, na miasto jednak nie zauważyłem niczego nadzwyczajnego.
 — Snape... Severus... Mógł żyć, ale... Dlaczego pozwolił na to?
 Znany mi, głos kobiety rozchodził się w moich głowie, tworząc zamieszanie. Nie mogłem o niczym innym myśleć jak o tej tajemniczej po postaci, która łkała za mną. Ciekawość nie chciała dać mi spokoju.
   Po chwili stałem już wśród Londyńczyków, rozglądając się dookoła, po czym ruszyłem za głosem. Śmiałem się w duchu z siebie, gdyż nawet go nie słyszałem fizycznie, to wszystko działo się w mojej głowie... A mimo to wiedziałem gdzie iść, niczym słaby mężczyzna przyciągany przez wille, niczym marionetka kierowana przez Mistrza, szedłem wytyczoną mi ścieżką. Jednak cechy człowieka zakorzeniły się we mnie głęboko, skoro w tej chwili w mojej duszy rozgrywa się burza uczuć, z deszczem ciekawości spływającym po moim wnętrzu wraz z huraganem zniecierpliwienia, który zamiast niszczyć, podsyca wszystkie uczucia na swojej drodze.

***
 
 Czułem chłodny wiatr na mojej skórze, która właśnie poznała dotyk wody z Morza Północnego. Jednak jak na demona przystało, uczucia cielesne było tylko ciekawym dodatkiem, których w pewnym sensie nie było. Ból, gorąc, chłód były czymś innym, niż za czasów, kiedy byłem człowiekiem. Teraz nie miały większej wartości, nie zwracałem na nie uwagi. W tej chwili liczyła się tylko ta skulona istota. Stałem na skale, wystającej ze ściany Azkabanu, kilkadziesiąt metrów nad morzem, dokładniej nad skałami. Wpatrywałem się przez zakratowane okno na dziewczynę, której nie mogłem nazwać człowiekiem. Wyglądała jak kreatura, z poobijanym oraz zakrwawionym ciałem. Jej, kiedyś bursztynowe oczy, dzisiaj były puste, pozbawione życia.  Brudne włosy lepiły się od ziemi oraz czegoś jeszcze, jednak nie byłem pewny, co to było.
  Żywy trup siedział w jednej z celi Azkabanu, powtarzając moje imię od czasu do czasu, przepraszając oraz pytając się Przestrzeni, dlaczego ja. Znałem ją. Marika Snape była kimś nieproszonym w moim życiu, przynosiła jedynie problemy. Pamiętam to jak dzisiaj kiedy, kilka lat temu McGonagall przedstawiła mi ją jako nową uczennice. Miała szesnaście lat, nie mogła przecież w tym wieku zostać przyjętą do szkoły... A jednak mogła. Albus zawsze dostawał tego, czego chciał, a jej w Hogwarcie pragnął. Dlaczego? Tego nie wiem, jednak dane mi było poznać fakt, iż dziewczyna nie przydała mu się do niczego. McGonagall wprowadziła ją do Hogwartu, jednak to ja, jak zwykle, byłem najbardziej pokrzywdzony. Ile plotek było o mnie oraz o tej nieznośnej dziewczynie, trudno nawet zliczyć. Później dodatkowe zajęcia, prośby Albusa o pilnowanie jej, o szkolenie. Miałem dość jego manipulacji, ale robiłem, co kazał. Do czasu.
 Skończyła szkołę odeszła, nie widziałem jej aż trzy lata. Kiedy Czarny Pan powrócił, dziewczyna przyłączyła się do niego. Możliwe, że to był jej największy błąd. Riddle wiedział, że gówniara mu się do niczego nie przyda, nawet podczas walki byłaby bezużyteczna. Bellatrix ucieszyła się, kiedy dostała prezent, a dokładniej Marikę, od Voldemorta. Panna Snape stała się zabawką kobiety, która była niezrównoważona psychicznie oraz kochała tortury. Nieraz krzyki dziewczyny roznosiły się po Malfoy Manor, jednak z czasem zaczęły cichnąć, jakby panna Snape przyzwyczajała się do bólu lub jej życie powoli uciekało, stawało się coraz bledsze, cichsze. Pamiętam, kiedy pomyliłem pokoje w rezydencji Malfoy'a. Bella pożyczała Zabawkę innym śmierciożercom, a oni korzystali z niewinnej istoty, gwałcąc ja godzinami, czekając, aż ta zemdleje. Nigdy nic nie zrobiłem, nie mogłem oraz nie chciałem.
  Patrzyłem na dziewczynę, która nigdy nie skrzywdziła drugiego człowieka, która była niewolnikiem śmierciożerców, która została zamknięta w Azkabanie za to iż na lewej ręce miała wypalony Mroczny Znak. Wiele śmierciożerców uciekło, jednak ją złapali tą, która była niewinna. Niesprawiedliwość kłuła w oczy, jak i w serce ukazując mi po raz kolejny, że nadal jestem po części człowiekiem.
  — Severusie...
  Znowu wypowiedziała moje imię, znowu... O co tej kobiecie chodzi? Nie zdążyłem nawet pomyśleć, gdyż drzwi celi otworzyły się. Metal zadźwięczał, kiedy uderzył o kamienne ściany. Dziewczyna wstała, patrząc się na dwóch mężczyzn, wchodzących do środka, zamykających za sobą "klatkę".
 — Widzę, że panienka żywsza. To dobrze. Te kilka godzin będzie dla ciebie bardzo męczących — jeden z nich zbliżył się do Mariki, łapiąc ją za podbródek, po czym jedną rękę wsunął pod jej cienkie ubranie.
  Merlinie, a więc to tak... Wyszła z jednego więzienia, by trafić do drugiego, znowu jako zabawka erotyczna. Mógłbym dalej rozmyślać oraz śmiać się nad losem młodej kobiety, jednak w końcu to poczułem. Ta dusza była tu, przede mną. Nienawiść, chęć zemsty, a jednocześnie spokój jaki panował w jej wnętrzu, nie pozwalał mi odejść stąd bez panny Snape. Mimo tego, że była torturowana znaczną część życia to nie użalała się nad sobą, chciała jedynie wymierzyć sprawiedliwość, chciała być wolna, zobaczy ostatni raz las, po czym umrzeć. Dusza kobiety była jak otwarta księga. Nawet teraz, kiedy mężczyźni rozebrali ją do naga, zaczynając od zbyt brutalnej gry wstępnej, to ona myślała tylko o... kimś. O kim?
 — Severus...
 — Suko. — Drugi strażnik uderzył dziewczynę, powodując tym samym, że rany na jej twarzy otworzyły się. — On nie żyje, zamknij mordę, bo inaczej tak się zerżnę, że się wykrwawisz.
 — Sev...
 Nie zdążyła dokończyć, kiedy jeden z nich uderzył ją łańcuchem. Krzyk gwałconej rozniósł się po celi, rozniósł się w moich myślach.
  Kiedy pierwszy wchodził w nią brutalnie, rozrywają od środka, drugi walił w nią metalowym łańcuchem, zostawiając po sobie rubinowe ślady oraz połamane żebra. Krew spływała z niej niczym deszcze, a spomiędzy nóg wypływał szkarłatny strumień, tworząc gdzieś dalej krwawe jezioro. Ciało pokryte było galaktycznymi odcieniami oraz zielenią. Sina, blada, zakrwawiona. Tyle z niej zostało. Paleta barw, na kawałku mięsa. Jednak ta dusza! Tak inna, niż wszystkie.
 — Severusie proszę... — błagalny ton, pełen nadziei pozwolił mi stawić się na wezwanie.
  Już po chwili znalazłem za mężczyznami, dziewczyna mnie ujrzała. Uśmiechnęła się — może myślała, że to sen lub koniec. Wyciągnęła do mnie rękę, jednak jeden z mężczyzn złapał za nią, łamiąc jej kruche palce. Kolejny krzyk, kolejny strach w duszy. "Oby to nie była prawa ręka, jak będę malować" powtarzała jej dusza, a oczy były skupione na mnie w wyczekiwaniu.
 — Zabij ich, zabij! — udało jej się krzyknąć, a ja z chęcią przyjąłem rozkaz.
  Chwyciłem jednego z oprawców, ciągnąc do góry. Był zaskoczony, przerażony. Zanim z kręciłem mu kark, uśmiechnąłem się, po czym odrzuciłem truchło w kąt celi. Chrupnięcie kości pierwszego mężczyzny oraz jego strach dodał mi tylko zapału do zabicia drugiego sukinsyna.  Podszedłem do niego spokojnie, bez pośpiechu. Chwyciłem go za szyję, po czym wbiłem swoje szpony w jego ohydne, miękkie  ciało, szukając serca. Babrałem się w jego wnętrznościach, czując metaliczny odór krwi. Ślizgałem się palcami po jego narządach, co było wyjątkowo zabawne. Złapałem za serce, po czym ścisnąłem je lekko. Pulsowało w mojej dłoni, nadal pompując krew, nadal pracując dla tego śmiecia. Serce, symbol miłości... a może kawał mięcha? Nie ważne, wylądowało w ocenie, a drugi trup leżał na pierwszym. Cóż za artystyczny nieład.
  Dziewczyna leżała z zamkniętymi oczami, chyba się modląc. Wierząca? Zadziwiające.
 — Zgadzasz się? — zapytałem, po czym ukląkłem przy niej, okrywając jej ciało swoim płaszczem.
 — Zabiłeś ich? — wyszeptała z zamkniętymi oczami. Usta jej wykrzywiły się w lekki uśmiech.
 — Zabiłem, ale czy...
 — Bali się? — przerwała mi.
 — Byli przerażeni, panno Snape. — Podniosłem ją z ziemi, na co ta syknęła, nadal nie otwierając oczu. — Zabiorę cię stąd, jednak najpierw musisz na mnie spojrzeć.
  Podniosła powoli powieki. Uśmiechnąłem się za zadowoleniem, kiedy spostrzegłem, iż na jej prawym oku widniał pentagram, taki sam jak na mojej dłoni. Kontrakt został podpisany, kiedy zabiłem jej gwałcicieli, a posiądę jej duszę, po tym jak zabiję resztę ludzi, którzy sprawili jej ból.  Jednym machnięciem dłoni, rozwaliłem ścianę Azkabanu, po czym z gracją skoczyłem do morza. Nowy okres w życiu panny Snape właśnie się rozpoczął.

***

 — Severusie, czy wszystko zostało załatwione? — Stała w progu mojej hotelowej sypialni, uśmiechając się lekko.
 — Oczywiście, pani. Zaraz wyruszymy do twojego nowego domu.
 — Czy zostałam uniewinniona? Co z morderstwami strażników?
 — Tak. Inny więzień został o to oskarżony, a twoje akta zostały wyczyszczone, pani. Masz też nową tożsamość.
 — Cudownie. — Klasnęła w dłonie. — Od dzisiaj jestem Mariką Malfoy? Rezydencja oraz majątek Malfoy'ów są przepisane na mnie?
 — Tak. Zdobyłem potrzebne dokumenty oraz sfałszowałem dowody. Nikt z ministerstwa nie zorientował się, iż tak naprawdę  masz niewiele wspólnego z Malfoy'ami, pani. Lucjusz dostał wyrok dożywotniego pobytu w Azkabanie, Draco został zamordowany, podobnie jak Bellatrix, a Narcyza trafiła do św. Munga. Nie mogła przeboleć tak wielkiej straty, więc wybrała najprostszą drogę — oszalała. Byłaś jedyna osobą, która mogła zdobyć majątek tego starego rodu, pani.
 — Nie jest mi jej szkoda. Nigdy mi nie pomogła, kiedy jej siostra zabawiała się mną, kiedy cięła mnie, kiedy... — przerwała, przecierając oczy. — Nie ważne. Chodźmy już. Chce już być w domu.

                                                                       ***
  Nigdy nie sądziłem, iż zostanę lokajem, że będę usługiwał byłej uczennicy. Jako człowiek uznałbym to za wielkie poniżenie, jednak jako demon czuję, że jestem do tego stworzony. Życie na usługach panny Malfoy, okazało się naprawdę ciekawe. Żyłem w miejscu, gdzie spotykałem się z moim byłym panem oraz "przyjaciółmi". Jednak teraz Malfoy Manor nie było mroczną rezydencją, która cuchnęła śmiercią, złem oraz tchórzostwem. Był to świat Mariki, która chętnie opowiadała o tym co robili jej śmierciożercy.
 — Severusie... — Lubiła wypowiadać moje imię, mówiła mi o tym nie raz. Zazwyczaj podczas kolacji zbierało jej się na zwierzanie się. Tym razem nie było inaczej. Siedziała przy stole jedząc ciasto czekoladowe — jej ulubione.
 — Tak, pani?
 — Nie sądziłam, że będę mogła tu mieszkać. Udawałam odważną, ale Strach wciąż był ze mną. Wyczułeś to, prawda? Bałam się, iż wspomnienia zawładną moim umysłem i nie będę mogła dalej żyć, jednak pomogłeś mi. Oczywiście nie z miłości — nagle jej ton głosu przybrał na powadze. Wstała. — Moja dusza cię przyciąga prawda? Nie widzę w niej nic wyjątkowego, to wrak.
  Skierowała się do salonu, po czym siadła w jednym ze skórzanych foteli. Wpatrywała się w ogień w kominku, jednocześnie podwijając swoją koszulę. Dostrzegłem jedno z poparzeń, zdobiących jej blada skórę.
 — Zastanawiam się, czy Lily Evans także by cię kusiła. Była dobra, prawda? Uratowała Harry'ego. Kochałeś ją... — Spojrzała na mnie, wyczekując mojej reakcji, jednak ja nic nie czułem. Evans stała się odległym wspomnieniem, a miłość starego Severusa zniknęła, podczas przemiany. Była dla mnie nikim.
 — Moja pani, Lily Evans to odległe wspomnienie.
 — I dobrze — rzekła zadowolona. — Siadaj i słuchaj. — Zrobiłem co kazała, zająłem miejsce w drugim fotelu. — W Azkabanie są inne szuje, które miały czelność mnie dotykać, chce się ich pozbyć. Nie wiem ile nam zajmie szukanie śmierciożerców, którzy uciekali, jednak oni teraz nie są ważne.
 — Zajmiemy się nimi, jednak musisz wypocząć. Twoje żebra nie są w idealnym stanie, niektóre rany jeszcze się nie zagoiły. Nie chcesz ich zabić w takim złym stanie, prawda?
 — Prawda, Severusie. Zapomniałeś o dodaniu "moja pani" jednak wybaczam. To brzmi idiotycznie, mów mi po imieniu.  Właśnie... Jak to jest służyć osobie, którą kiedyś sam poniżałeś, miałeś za nic? Czujesz się może choć trochę zażenowany, czy twoja nowa natura nie pozawala ci na to? — uśmiechnęła się z wyższością, podchodząc do mnie.
 — Nie muszę się czuć zażenowany, jeśli w zamian dostanę to... — Wskazałem na kobietę, na co ta zmrużyła jedynie oczy.
 — Nie zadowala mnie ta odpowiedź.
 — Doskonale o tym wiem. — Usiadła mi na kolanach, nadal wpatrując się w ogień.
 — Zawsze chciałam mieć cię na własność, zawsze. Wiesz o tym, że kiedy okazało się, iż nie posiadam żadnych specjalnych umiejętności Dumbledore przestał się całkowicie mną interesować?
 — Wiem o tym, nie dało się nie zauważyć.
 — Właśnie, jednak na pewno nie wiesz, że to on mnie wysłał do Czarnego Pana. Kazał mi mieć na ciebie oko. Wiedział, że jesteś mi bliski...
  Słuchałem nie wierząc w to co mówi, choć tak naprawdę Albus był zdolny poświęcić młodą kobietę dla informacji o mnie. Wykorzystał głupie zauroczenie Mariki, wepchnął ją do piekła na ziemi. Cóż za parszywe stworzenie, jak się cieszę, że to ja pozbyłem się tego sukinsyna.
 — W każdym razie skończyło się tak, że  zleciał sobie z wieży przy twojej pomocy — uśmiechnęła się po nosem — i nikt nie mógł mnie uratować. Po pewnym czasie Zakon miał się mną zająć, jednak nie udało się. Po upadku Czarnego Pana, po krótkim procesie wtrącili mnie do Azkabanu. Jedynym dowodem na moje rzekome zbrodnie było to.  U
niosła lewą rękę, podwijając koszule. Mroczny znak jawił się na jej poranionej skórze.
— Wielka sprawiedliwość. A kiedy sądziłam, że zdechnę w więzieniu to znowu mnie gwałcili każdego dnia. — Wstała. — Świat magii, tak bardzo kurwa piękny. Niedobrze mi się robi. Żadna strona nie była dobra. Dumbledore nie różnił się niczym od Voldemorta. Zakon od śmierciożerców. Jedyne co ich odróżniało od siebie to użycie innych słów, by przerzucić naiwnych ludzi na swoją stronę. Piękne idee tak zwanej dobrej strony były tylko mamieniem, Czarny Pan przynajmniej się nie krył, że chce większość zabić — uśmiechnęła się do mnie, kierując się na piętro. — Przygotuj mi kąpiel, pomożesz mi się umyć.
  Wstałem ruszając za nią. Kim stała się osoba idąca przede mną? Aniołem z sercem Szatana. Sama nie wiedziała, czy kocha ten świat i mu wybacza, czy każdego nienawidzi i chce zemsty. Jednak nawet jeśli wybierze to pierwsze to zemsta i tak się dokona. Z mojej ręki.
  Rozpiąłem jej koszulę, która opadła na marmurowe płytki, łazienki. Uniosłem ją lekko, wsadzając do ciepłej wody, na co cicho odetchnęła. Marika już dawno przestała się wstydzić nagości wobec mnie, jeśli w ogóle kiedykolwiek tak było. Dobrze wiedziała, ze nic jej nie zrobię, sama też była przekonana, że nie było na co patrzeć. Blizny zdobiły jej całe ciało, a niektóre cięcia były ciągle otwarte. Kolorowe  siniaki, wycięte fragmenty skóry, rany kłute i wiele innych.  Wszystko to próbowałem uleczyć poprzez eliksiry, jednakże nie jestem Bogiem czy Szatanem, niektóre skazy na ciele zostaną z nią do końca życia.
 — Severusie zmieniłeś się, wiesz? Podoba mi się twój nowy wygląd, jednak jako straszny drań z lochów podobałeś mi się bardziej. Nie tęsknisz za tym jaki byłeś?
 — Po tym co przeżyłem w Piekle, nie.
 — Jak tam jest? — zapytała zaciekawiona, uśmiechając się lekko. Bawiła się moimi włosami.
— Nie chcesz wiedzieć, a nawet jeśli, to niczego ci nie zdradzę. Przyzwyczaj się do myśli, że twoja dusza nie trafi nawet do piekła po tym jak spełnię warunki kontraktu.
 — Wiem o tym, przestań mi o tym przypominać, Snape. Denerwuje mnie to. Gdybyś się wtedy nie pokazał to nadal miałabym szansę na Niebo, ale demony mają za zadanie kusić, prawda?
 — Taki jest nasz żywot.
 — Innemu bym odmówiła, ale nie tobie. Może też spłacę u ciebie dług...
 — Dług? Nie wydaje mi się, bym kiedyś ci pomógł — prychnąłem.
 — Nie miałeś umrzeć, starzec mnie oszukał. Męczyłam się z twoją śmiercią, przez dłuższy czas.
 — Słyszałem — przez chwile była zdziwiona, jednak po chwili się rozpromieniła.
 — W to nie wątpię, Severusie. Umyj mnie.
 — Oczywiście.

***

 — Położysz się ze mną?
 — Powinnaś przestać zadawać to pytanie. Usypiasz w moich ramionach od pierwszego dnia kiedy stałem się twoim sługą - rzuciła we mnie poduszką, obrażona.
 — Wyjdź stąd, śpię sama. Jutro chce się wybrać do Ministerstwa Magii. Prorok Codzienny powinien poznać prawdę o Albusie Dumbledorze, prawda?
 — Oczywiście, o której mam cię obudzić?
 — Nie fatyguj się, to ja obudzę ciebie. Moimi krzykami, będę mieć koszmary. Teraz wyjdź.

***

— Snape obudź się, obudź... Już ich nie ma... — krzyczała, rozdrapując swoje rany. Pościel była zakrwawiona, tak samo jak jej ciało. Zaczęła się uspokajać, szybciej oddychać. Głos jej był zachrypnięty, złapała mnie za rękę.
 — Już nie jestem Snape, a Malfoy, Severusie. Zapomniałeś?
 — Nie  pasuje ci to nazwisko. Nie będę tak się do ciebie zwracał — zaśmiała się.
 — Miałeś mi służyć, a i tak się sprzeciwiasz. Niech ci będzie. Zmień pościel, chce spać.
  Po niedługiej chwili Marika spała wtulona we mnie. Minusem bycia demonem jest brak snu. Mogłem się tylko wpatrywać w kobietę leżącą obok mnie, która jeszcze  chwilę temu krzyczała, jak wtedy w celi w Azkabanu. Teraz była spokojna, uśmiechała się lekko. Wydawać by się mogło, że do szczęścia jestem potrzebny jej tylko ja.

***

— Mówi, więc pani, że Albus Dumbledore był zwykłym mordercą? — Młody mężczyzna, słuchał z niedowierzaniem opowieści Mariki. Stałem za nią, przez nikogo nierozpoznany, czekając, aż skończy się ten żałosny wywiad. Dziennikarz wydawał się być idiotą. Widocznie w tej branży każdy musi się odznaczać wyjątkowym debilizmem, by dostać daną posadę.
 — Niewyraźnie mówię? Albus Dumbledore zlecił mi misję, skazując mnie na tortury z ręki Bellatrix Lestrange oraz innych śmierciożerców. Po jego śmierci nikt mnie nie uratował ponieważ, nie wiedział, że byłam wtyczką. Po upadku Czarnego Pana Zakon wtrącił mnie do Azkabanu, po czym strażnicy gwałcili mnie. Pan jest debilem? —  zapytała tego idiotę, który nie wiedział co odpowiedzieć.
 — Jest, wyjdź stąd Mark, ja się zajmę panią. — Rita Skeeter. Marika aż się rozpromieniła na jej widok. Dobrze wiedziałem dlaczego. Jej artukył zadowoli jej pragnienie zemsty na całej organizacji Albusa. Ośmieszy Pottera jak i resztę. Marika Snape dopiero rozpoczyna swoją zemstę.

28 komentarzy:

  1. Cudowne, wystarczająca ilość opisów, fajny pomysł i wykonanie.:) Masz dusze artysty... te rysunki, opowiadania :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeju bardzo dziękuję. Nie zaprzeczę - mam dusze artysty. Jedyne z czego jestem dumna.

      Usuń
  2. Cudoooooooo, chcę więcej, ten niedosyt :) <3
    Dzięki za link do tego bloga...
    i (może trochę bezczelnie) zapraszam do siebie
    http://za-co-jestem-gotowa-umrzec.blogspot.com/
    Pozdrawiam i weny życzę
    Dominika- Tristis

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za twa tygodnie pojawi się kolejna część ^^
      Nie ma za co :D
      Dziękuję, również pozdrawiam,
      Marika Snape

      Usuń
  3. Cudo! Sory, że tak krótki, ale piszę ten komentarz już 63778229razy No.. Stwórz osobny blog o tym *_* to tyle
    (Ciekawa ta nasza "konwersacja" pod twoim postem xD)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano bardzo dziękuję <3 Osobny blog? ;; Ano raczej nie nadaje się na coś dłuższego ;;
      Bardzo ciekawa :D

      Usuń
  4. Och Boże. Połączenie mojego ulubionego anime i Sevika to już samo w sobie mnie przyciągnęło. Genialny pomysł. Zakochałam się w tym opowiadaniu a to dopiero pierwsza część :D Czekam bardzo, bardzo niecierpliwie na następne części ( na główne opowiadanie również) i życzę bardzo, bardzo bardzo dużo weny i czasu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano także kocham Kuroshitsuji <3 Planuje ich góra trzy, także będzie co czytać :D
      Bardzo dziękuje i pozdrawiam,
      Marika Snape

      Usuń
  5. Um *-* Marika tak bardzo nie podobna do siebie, ale co tam! Na potrzeby opowiadania można wszystko :D Cudo, serio <3 I Sebuś był i panicz Ciel :3 Co prawda mało, ale zawsze coś! Nie mogę się doczekać kolejnej części, pani Snape ^^
    Tylko nie leń mi się w przerwę świąteczną!
    Weny życzę
    pani Holmes

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano o to chodzi - w tym sensie, że taka bym była w takowej sytuacji. Trudno być grzecznym, jeśli się "troszkę" przeżyło xd Ano postaram się ich władować do kolejnych części xd
      Ano dobrze, mamo ;;
      Dziękuje i pozdrawiam,
      Marika Snape

      Usuń
  6. Ło ja! Ja tu sprawdzam fejsbuczka rano a tu niespodzianka! Jest miniaturka u Seviki! Jupi! Niestety internety w telefonie mnie nie lubią :( i dopiero w domciu jestem wstanie przeczytać to cudeńko!"Artystyczny nieład" oraz "istota" nadal na liście słów które mnie rozwalają :D
    Według mnie najlepiej wyszedł Ci opis piekła *Q* <---dosłownie moja mina XD
    Weny! Powiadam Ci weny!
    (Kojarzysz może taki kanał na yt "z dupy"?)
    Zocha i jej Smoki >3<

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jaka radość <3
      Cóż, Snape musi być chociaż po części sobą w tej mini xd
      Ano starałam się, naprawdę lubię opisywać takie miejsca :D
      Dziękuję <3
      Kojarzę, a co? .o.

      Usuń
  7. "Ostatnią grę, na piekielnej scenie życia, odegrałem idealnie, choć nie sądziłem, że to Nagini zakończy mój żywot" - po gre zbedny przecinek. i po życia też.
    "Próbowałem nie myśleć o uczuciu, wypływającej ze mnie krwi, która zalała podłogę, tworząc przerażającą abstrakcję." - po uczuciu zbedny przecinek.
    "Czułem, że Szaleństwo przybyło, zajęło miejsce obok Samotności by, wspierać mnie jakże niedorzecznymi myślami, w tej niekończącej się pokucie. " - zamiast po by przecinek powinien być przed, a po myslami zbedny przecinek.
    "Nadzieja choć dzielnie towarzyszyła mi, w tej bezsensownej wędrówce to coraz częściej była szykanowana przez Beznadzieję oraz Rzeczywistość. " - po to przecinek.
    "Wolałbym zniknąć niż w takim towarzystwie, przemierzać nędzny mrok przez resztę czasu." - po towarzystwie zbedny przecinek.
    "Zastanawiałem się czy to jeden z moich "przyjaciół" otrzymał dar mowy, czy Szaleństwo zaczęło się mną bawić... " - darmowy.
    "Obracałem się, wokół siebie niczym planeta w tym swoim mały, ciemnym wszechświecie, jednak niczego, ani nikogo nie dostrzegłem. " - przed wokół zbedny przecinek. przed ani tez.
    "Nie mogłem przestać wpatrywać się w ten niewielki punt srebrnego płomienia, który zaczął się mnożyć." - punkt.
    "Dzięki ci Merlinie. " - przed Merlinie przecinek.
    "Uśmiechał się lekko, do mnie, jednak nie potrafiłem mu zaufać, przerażał mnie." - po lekko zbedny przecinek.
    "Wpatrywał się we mnie przymrużonymi, rubinowymi oczami, a długie rzęsy, tworzyły cienie na jego policzkach." - po rzesy zbedny przecinek.
    "Przyodziany w czerwono-czarną szatę, wstał ze swojego tronu z taką gracją, iż Lucjusz wydawałby się przy nim prostakiem." - haha, Lucjusz wymiękasz tutaj. XD
    "Stałem, wpatrzony w Pana Piekieł, choć sala ta nie wydawała się, być miejscem, gdzie trafiają takie szumowiny jak ja." - przed być zbedny przecinek.
    "Potężniejszy od Czarnego Pana, to z pewności." - pewnością.
    "Młody arystokrata, o krwistych oczach, z gracją zmierzał w naszą stronę." - przecinek przed o i z.
    "Sebastian to jeden z najdłużej istniejących Liberum Dæmonium, potrzebny mi jest do przemiany, jak i inicjacji. " - Acrimonia ma brudne myśli.
    "Czerwień oraz czerń dominowały w pomieszczeniu, tworząc, po złączeniu, różnorodne barwy, w zależności od natężenia srebrnych świec." - po tworzac zbedny przecinek.
    "Król Piekieł rzucił swoje szaty, o piekielnych barwach, na marmurową posadzkę, rozpinając, po chwili śnieżnobiałą koszulę." - po szaty zbedny przecinek. po barwach też. i po rozpinając też.
    "Cudowną chwile wybrałem sobie, na zastanawianie się, czy nie wyglądam jak idiota, stojąc bezradnie, między dwoma potęgami. " - po sobie zbedny przecinek. po bezradnie tez.
    "Czy rzeczywiście nie lepiej, było by zniknąć, pożegnać się z życiem, pożegnać się z myśleniem, które niszczy? " - po lepiej zbedny przecinek.
    "- Servom inferni, confirmamus et angelus foederis inter mortalis sunt. Cogor novus daemon auxilium gratuitum, quod creatum est bonum et malum - głos Sebastiana rozbrzmiał w komnacie, pozwalając mi pierwszy raz się usłyszeć." - z tego zdania wynika, że Severus się usłyszał.
    "- Wstań Severusie - powstałem, więc, patrząc w oczy Szatana. - Witaj wśród swoich, a teraz pierwsza dusza, by uczcić początek twojego, nowego życia. Wprowadzić Czarnego Pana." - po powstałem zbedny przecinek. i powstałem z dużej. i po wstać przecinek. i po Severusie kropka.
    "Minął miesiąc od mojej przemiany, jednak nadal nie znalazłem odpowiedniej dusz, która mogłaby zaspokoić mój apetyt." - duszy.
    "Szarzy, myślący, że są wyjątkowi. Nieraz obserwowałem ich z wysokich budynków, zastanawiając się, czy sam taki byłem." -przed czy zbedny przecinek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. miałam dalej napisać te błedy, ale prawdę mówiąc, mam je teraz w dupie.
      chcę napisać o wszystkim, co do tej pory przeczytałam. xd
      wiem, że jest już kolejny post, ale ja się wróciłam do tego.
      po kolei.
      Marika bardzo fajnie jest kreowane i zdecydowanie nie na Mary Sue. przynajmniej na razie. fajnie, że maluje i fajnie, ze lubi eliksiry. swoja droga, tez je lubie. Bardzo mnie zainteresowała ta jej chorobę, ale to już wiesz, bo kiedyś Ci coś chyba napomniałam, że chciałabym usłyszeć o niej więcej. Fakt, że dużo przeszła, a jednocześnie nie jest przysłowiową sierotką Marysią, stawia ją u mnie w bardzo dobrym świetle. Mam o niej naprawde bardzo dobre zdanie. No i jej historia. Wydaje się być wszystko naprawdę całkiem dobrze przemyślane. Myśleli, że jest szlamą, a tu oj! jednak półkrwista. To z tym ojcem jest jednym z najbardziej pożądanych przeze mnie wątków. I to w tą różdżką! Na Merlina! Co oni do cholery ukrywają? Bardzo mnie to ciekawi. Ale może omówię jej charakter jeszcze. Trochę z tym zejdzie. Bardzo lubię jej postawę przy Severusie. Jest taka... niby opanowana i stara się uważać, ale jednak uwielbaim jej pytania, czym chyba go trochę wkurza. Nie ma sie co dziwić, bo w końcu spędziła tyle czasu bardziej po mugolsku, a jednak będąc osobą ze społeczności magicznej. No i ten spadek w banki. Zabierzcie mnie tam :'C
      Severus tu trochę pokręcę nosem. na poczatku - w ogole do mnie nie trafiała jego postać, bo jego myśli przypominały z deka myśli takiego podlotka. Naprawdę. Tak uważałam. Osoba, której nic się właściwie nie podoba i jest zły na każdego za całe zło świata. Z czasem... zaczął jakby innych sformułowań używać i stał się bardziej... dorosły. Bo naprawdę, nie mogłam go początkowo znieść. Liczę, że mnie za to nie utłuczesz, ale no. No i wspomnę, że bardzo podoba mi się to mówienie Istoto. Zabawne na pewno. No i oczywiście nie mogłabym nie wspomnieć o tym wyjeżdzie. To jak razem wyszli do tego namiotu już nie pamiętam jakiego, ale bardzo mi się spodobało. No i to z tymi przy ognisku podczas tych Mistrzostw. Jedne z najlepszych scen. Ach, no i jeszcze. Ona jest w Hogwarcie. Kurde, jak ja czekam już na rok szkolny i te ploty, jakie na pewno będą.
      Albus tak, to osoba, o której nie sposób nie wspomnieć. taki ucieszony starszy pan z brodą. on jest zadowolony ZAWSZE. ja sie wcale nie dziwie Snape'owi, że się wkurza, mnie też by szlag trafił z takim człowiekiem. nigdy nie daje mu wyboru i stawia przed faktem dokonanym. no co człowiek. ale jednak... co by zrobili bez takich ludzi? niby przywódca i coś zrobić, ale i tak wkurza.
      Jest wiele rzeczy, o których mogłabym wspomnieć i żałuję, że nie robiłam jakiś notatek na drodze czytania, bo połowe tego, co chciałam powiedzieć, już nie pamiętam. Przede mną jeszcze jeden rozdział. Więc zaraz się za niego biorę.
      A miniaturka była cudowna. Tak się ją świetnie czytało. Ten klimat. Piekło, diabeł... kurde, naprawdę fajnie przemyślane. Severus... Marika. No i ta jej śmierć wtedy jako śmierciożerczyni. Naprawdę mi się podobało.
      Acrimonia.

      Usuń
  8. Cudo XD chce dalej :P Ach Mariko przez ciebie moja siostra nie wychodzi z pokoju zreszta nie tylko przez cb xD No i nie mamy zreszta i tak duzo czasu. Cheh czekam na kolejne posty razem z siostra

    Twoj arystokratyczny
    Lysander di Angelo :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano dziękuję <3
      Dlaczego nie wychodzi? Co się dzieje? .o.

      Usuń
  9. NAJLEPSZA MINIATURKA JAKĄ KIEDYKOLWIEK W ŻYCIU CZYTAŁAM!
    TO.JEST.BOSKIE!!! <3
    Od czego tu zacząć? Może najlepiej od początku :3
    - Snape w piekle? Tego to że ja się nie spodziewałam xDD
    Nie wiem czemu, ale nie potrafiłam sobie wyobrazić przemienionego Severusa. Ciągle przed oczami stawał mi Alan Rickman z czarnymi włosami i szatą z Hogwartu xDDD
    - Snape demonem? I to takim, który zapomniał o Lily? W głowie się nie mieści! Cudowny pomysł! <333
    - Marika jaka inna niż w rozdziałach. Ech... Współczuje jej. Codzienne tortury... Aż mnie w sercu zabolało :(
    - Dumbi, czarny charakter? Świetnie przemyślane, ale mam nadzieję, że nie będzie taki w fanfiction? Bo jak tak to przez tą miniaturkę wiemy już wszystko. Ale jednak jestem myśli, że zostało to tylko stworzone dla miniaturki :)
    - I chyba to co najbardziej spodobało mi się w tej miniaturce... SNAPE LOKAJEM! Rozwaliłaś mnie tym xDDD Cudowny pomysł, jak ja ci zazdroszczę takiej wyobraźni ;-;
    Dobra, rozpisałam się. Mam nadzieję jednak, że się z tego cieszysz xd
    Życzę dużo weny i z niecierpliwością czekam na nowy rozdział, jak i na drugą część miniaturki!
    Pozdrawiam ciepło ;***

    Zapraszam także do siebie http://rebecka-williams---tom-riddle.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano jeju wielkie dzięki! <3
      - Na potrzeby miniaturki musiałam go tam wpakować ;; Ano nie widzę Severusa jako Alana. wykreowałam sobie jego własny, osobisty wygląd :D
      - Demon, demon xd W miniaturce będzie o niej pamiętał ciągle, do samego końca. tutaj jednak to było zbędę, także... dziękuję xd
      - Inna, gdyż inna historia, musiałam wczuć się i w tą rzeczywistość XD Tak... Czasem się boję, sama siebie - w końcu w pewnym sensie pisze o sobie.
      - Nie, spokojnie. Tylko w miniaturce taki będzie. Ff pisze pod kanon. Rozpoczynam rok przed Harrym w Hogwarcie a skończę na "dziewiętnaście lat później" xd
      - Ano to jest na podstawie Kuroshitsuji, więc nie do końca moja wyobraźnia. Raczej połączenie dwóch serii C': Niestety.
      Cieszę się bardzo! <3
      Dziękuję (po raz setny) <3

      Pozdrawiam,
      Marika Snape

      P.S. Jeśli będę mieć to wpadnę. Już kilka razy czytałam opis twojego bloga i mnie zaciekawił :D

      Usuń
  10. Miałaś mnie informować. Ciesz się, że wpisał mi się w wyszukiwarce nie ten link, co powinien i przekierowało mnie na Twojego bloga, bo mój blogger jak zwykle zarządza listą czytelniczą, jak mu się żywnie podoba i o nowym rozdziale nie miałam przez niego pojęcia. A do rozdziału wracając...
    Jedno pytanie - skąd wzięłaś tę łacinę? Wcześniej walnęłam tu wywód, ale zdecydowałam się z nim wstrzymać dopóki nie otrzymam odpowiedzi. Więc proszę, powiedz mi skąd ją wzięłaś. O błędach wspomniała Ci koleżanka na górze, więc ja o nich mówić nie będę.
    Ogólnie zamysł genialny, bardzo mi się podoba. Świetny wstęp, Sevuś błądzący w ciemnościach, jego przemyślenia, wszystko na prawdę fajnie zrobione, klimat odpowiedni, ogólnie jestem bardzo na tak.
    Michaelis.... Nie, nie jestem psychofanka (co nie zmienia faktu, że jak bym miała okazję, to zgwałciłabym go bez wahania), po prostu wielbię jego postać. Ten mrok, ten charakter, ah... Wgl to jest niezwykłe, że tak wiele osób widzi Ciela i Sebastiana razem, a dla mnie to jest jedyne połączenie, którego nie widzę w kategoriach yaoi (nawet wiedząc, że pierwotny zamysł na tę mangę to było właśnie yaoi, ale ostatecznie pomysł nie przeszedł, bo manga yaoi na pewno nie zyskałaby takiego rozgłosu). Jakoś tak nie wiem... Oni są wspaniali tacy jacy są. Niczego więcej od nich nie chcę.
    Nie masz pojęcia jak się ucieszyłam, kiedy obaj pojawili się w tym rozdziale. Ah, to było takie... no czysta ekstaza.
    Doszło już nawet do tego, że zaczęłam wyobrażać sobie Sevusia w stroju demonicznej odmiany Sebastiana, wiesz te szpileczki i tak dalej... ciekawy widok xd
    A co do samej fabuły... Podoba mi się bardzo. Pomijając fakt, że jestem wielką fanką Kurosza (choć do Dogsów się to nie umywa), to wykonanie. Przedstawienie Albusa i Mariki - takie! - no, no, nie powiem, zaskoczyłaś mnie. Niezwykle pozytywnie mnie zaskoczyłaś. Naprawdę jestem na "tak" i czekam na kolejną część.
    Jak tak patrzę do góry to bolą mnie jednosłowne komentarze. To takie... na odwal się. Chociaż i tak lepsze to niż nic.
    Weny~~

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, ale nie chciałam do razu się na ciebie rzucić, a odczekać chwilę... Bo jeszcze by to wyglądało, że proszę się o uwagę... ;;
      Łacinę wzięłam z tłumacza gogle - tak wiem, największy błąd ever. Ogólnie chodziło mi o to by wczuć się w demona, by być w pewnym sensie świadkiem przemiany, więc nie martwiłam się tak bardzo o tłumaczenie. Chodziło jedynie o klimat - jeśli wiesz o co mi chodzi. Przez chwilę myślałam, czy by nie wymyśleć własnego języka na potrzeby miniaturki.
      Zbrodnia wymaga i kary - stąd ta ciemność. Sevuś musiał pocierpieć, nie ma tak łatwo.
      Nie lubię Sebastiana, w sumie nie ma pojęcia dlaczego. Nie przypadł mi do gustu. Ciela naprawdę lubię, bawiłam się w niego itd. Nie wiedziałam, że to mało być yaoi, ale nie trudno się domyśleć w sumie... A co do samej mangi jest cudowna i nie da się zaprzeczyć. Jedna z najlepszych xd
      Mam nadzieję, że w następnej części będzie ich więcej C':
      Musiałam pokazać Albusa jako chuja, no musiałam. Nie lubię go jak cholera, a ten cały jego Zakon to mięso armatnie.
      Mnie troszku, ale cieszę się, że w ogóle ktoś skomentował :D
      Dziękuję bardzo za komentarz!

      Usuń
    2. Tak właśnie podejrzewałam, że to właśnie tłumacz google. Rozumiem, że chodzi o klimat, dlatego jestem delikatna i nie oskarżam o herezję xd Po prostu jako osoba, która zna łacinę na tyle, by ogarniać koniugacje i deklinacje dosyć nieźle, miałam ochotę umrzeć, jak przeczytałam tę inkantację. Ale nie czepiam się o nią, w końcu buduje to nastrój, a nie masz przecież obowiązku uczyć się tego języka. To moja wina, że tak go kocham.
      Możesz rzucać się śmiało, proś o uwagę, mnie to nie przeszkadza, naprawdę.
      Fakt, Kurosz jest naprawdę dobrą mangą, ale gdybym miała porównać ją do Death Nota, Dogsów, albo Durarary, to niestety na podium wejść nie może. Ale i tak ja kocham. Ma genialny klimat, no i wgl sam pomysł *kocha wszystko, gdzie pojawia się motyw Shinigami* Nic dodać, nic ująć, naprawdę świetna manga.
      *wystawia rękę* przybij piątkę~! Ja też nie lubię Albusa, nie rozumiem ludzi, którzy ryczą za każdym razem przy scenie jego śmierci. Może mam serce z kamienia, ale... bez jaj no, on naprawdę nie był wspaniałą postacią.
      Czytałam kiedyś takiego bloga, który jest już obecnie zakończony, nazywał się chyba "Siostry Riddle". Znasz może? G.e.n.i.a.l.n.y. Albus jak antagonista, Voldi jako protagonista - istna ekstaza! Serio, jeden z najlepszych blogów HP, jakie miałam okazję czytać. Wgl sam pomysł powala na kolana.

      Usuń
    3. Znasz łacinę?! Zazdroszczę... Pomożesz mi z nią w przyszłości? Znając mnie jeszcze nie raz będę chciała jej użyć w ff czy miniaturkach.
      Death Note - mistrz. Dogsów nie czytałam na tamo jak DRRR. DRRR jedynie anime znam... I powiem szczerze, anime dla inteligentnych.
      Soul Eater - jest tam shinigami xd
      *pjona* Albus był niczym Czarny Pan, tylko ten drugi nie oszukiwał nikogo, że będzie zabijał.
      Nie znam niestety, czytam mało ff - brak czasu, może i chęci. Dobija mnie fakt ix ludzie piszą tak genialnie a ja się nie potrafię wybić z przeciętności XD

      Usuń
  11. Mój pierwszy komentarz C;.Jestem trochę nie śmiała i niem mam nic ambitnego do napisania.No cóż liczy się gest.Naprawdę pięknie piszesz.Kiedy skończy się czytać czuję wielki niedosyt.Co jeszcze mogę napisać ? Weny w malowaniu i pisaniu.Jeśli jeszcze do czegoś jej potrzebujesz to do tego też :3.Pozdrawia Sucretta.

    OdpowiedzUsuń

Layout by Alessa