poniedziałek, 1 grudnia 2014

Rozdział XI

Witam. Miałam już zawiesić bloga. Samopoczucie nie dopisywało, przez co nie miałam ochoty niczego stworzyć. Jednak rozdział jakimś cudem powstał, sama jestem zszokowana. Nie oszukujmy się, szału nie ma. Wręcz przeciwnie. Nie jestem z niego zadowolona i trochę mnie boli, że go dodaję, jednak minął prawie miesiąc, więc... Cóż. Jeśli będzie tragicznie to obiecuję, że poprawię.
Rozdział nie został poprawiony.




 Wyszliśmy z kwater Snape'a rozpoczynając naszą długą, męczącą, ale na pewno bardzo ekscytującą podróż po zamku. Przynajmniej z mojej strony tak to wyglądało, dla Snape'a z pewnością jest to nużąca codzienność, jednak ja będę odkrywać nowe miejsce. Miejsce, które stanie się dla mnie domem. W Historii Hogwartu powierzchownie jest opisane jak potężni Założyciele, tworzyli tą wspaniałą budowlę, aby młode umysły kształciły się na wielkich czarodziejów. Mury tego zamku były jak wielka księga uczuć oraz magii, którą można było przeczytać w każdej chwili, jeśli się tego chciało. Tajemnica była zapieczętowana w kamiennych ścianach, proszą się o odkrycie jej, o odpowiedź. Czyż nie można porównać Hogwartu do edukacyjnego labiryntu, pełnego humoru ze szczyptą niebezpieczeństwa? Niezliczona ilość korytarzy znanych oraz tych zakamuflowanych, prowadzą do skarbów, które zdobywali uczniowie przez wieki. Znikające schody, drzwi, które nigdzie nie prowadzą, ślepe zaułki, klasy, z których nikt nigdy nie korzystał. Wszystkie komórki mojego ciała, aż proszą o to, bym rzuciła się do biegu, aby jak najszybciej zająć się tajemnicami Hogwartu. Ledwo wyszłam z komnat profesora, a już czułam to nieokreślone uczucie, potrzebę spenetrowania całego zamku.
— Snape, słuchaj mnie. Do kogo ja mówię? — Z rozmyśleń, gwałtownie, wyrzucił mnie mój opiekun, który nie wyglądał na zadowolonego moją nieuwagą. Nie jest to wprawdzie dziwne.
— Przepraszam — odezwałam się ze skruchą. Spiorunował mnie wzrokiem. Znowu.
— Jak już mówiłem, w lochach jest wiele korytarzy, jednak rzadko kto się w poniektóre zapuszcza, gdyż nawet Ślizgoni, a może raczej Gryfoni nie są, aż tak szaleni. Znajdują się tu klasy, w których wieki temu były odrabiane szlabany, w sposób dość interesujący...
    — Jaki? — zapytałam niepewnie, gdyż na jego twarzy pojawił się sadystyczny uśmieszek.
 — Uczniowie byli przykuwani łańcuchami do góry nogami. Dla twojej wiadomości nasz woźny Filch nadal walczy, by przywrócić ten rodzaj kary. Prawdopodobnie byłaby to jedna z jego rozrywek, obok śledzenia uczniów oraz maniakalnego opiekowania się swoim wyleniałym kotem — wręcz wysyczał dwa ostatnie słowa. Widocznie nie znosił tego sierściucha.
 — Tak, już pan wspominał o tym dziwacznym fetyszu, jednak w taki sposób jakby nadal było to praktykowane. — Spojrzałam na niego z uniesioną brwią.
 — Snape nie patrz, w tak bezczelny sposób, na mnie — warknął, na co ponownie go przeprosiłam. Kontynuował: — Zdradzę ci, że nauczyciele lubią straszyć uczniów, szczególnie profesor Trelawney. Doświadczyłaś tego wczoraj na kolacji i nie dało się nie zauważyć, że Sybilli się udało. Byłaś przerażona.
 — Raczej zdziwiona! — podniosłam głos zbulwersowana. — Patrzyła na mnie niczym na demona.
 — Czyli jak na każdego — prychnął.
 — A pan? Straszy uczniów? — Merlinie... Boję się temu człowiekowi zadawać pytania. Zabija mnie za każdym razem, kiedy patrzy na mnie, wzrokiem rzucającym mentalne sztylety raniąc moją duszę...
 — Nie muszę używać takich metod jak profesor Trelawney. Jestem chodzącym Postrachem Hogwartu.
 — Co za zaszczytny tytuł, profesorze. — Zaśmiałam się, jednak on na to nie zareagował. Wyglądał na dość zadowolonego.
 — Wracając do głównego tematu. Korytarzy jest mnóstwo, stare laboratoria, nieużywane klasy, puste kamienne pokoje. Niektóre pomieszczenia są zapieczętowane, jak się domyślam, przez samych założycieli. Nie wiadomo, co się za nimi kryje i niech tak zostanie. Niektóre tajemnice są piękne same w sobie, nie potrzebują odpowiedzi, by stać się idealnymi. Tym bardziej, iż zagadki kryjące się za poniektórymi drzwiami, mogą być niebezpieczne.
 — Cudowne słowa profesorze — zgodziłam się.
 — Snape... Z łaski swojej, daruj sobie takie komentarze. — Otwierałam już usta, by się obronić, jednak on mi na to nie pozwolił. — Milcz Istoto i mnie słuchaj. Nie mamy całego dnia...
 — W gruncie rzeczy mamy...
 — Nie przerywa się, bezczelna Istoto — syknął, niczym wąż, który reprezentuje jego były dom.
 — Dlaczego pan mówi na mnie „istoto”? Mam imię.
 — To niesamowite oraz bardzo poruszające, Istoto, jednak moja uwaga nie jest tania, więc nie mam zamiaru tego wysłuchiwać. Jeszcze raz mi przerwiesz, a trafisz pod opiekę pana Filcha. Gwarantuję ci, że nie będzie dla ciebie tak pobłażliwy, jak ja.
Wpatrywał się we mnie, czekając na jakąś uwagę z mojej strony, jednak ja milczałam. Co za kretyn i te triumfujące spojrzenie, które mówiło: „Dobrze, ty głupie dziecko, pokażę ci, jaka jesteś bezradna oraz durna”. Miałam ochotę uderzyć go w ten tłusty łeb, udowadniając mu, że nie jestem taką osobą. Ile on jest ode mnie starszy? Dwanaście, trzynaście lat? Co to jest? W świecie czarodziejów to naprawdę niewielka różnica. Widocznie zapomniał o tym, przybierając postawę gburowatego prostaka.
Odetchnęłam, uspakajając się. Nie mogłam zapomnieć, że to mój nauczyciel, mój opiekun. Osoba, do której mam szacunek, która będzie dzieliła się ze mną wiedzą, jak i doświadczeniem. Jakież trudne jest przywołać to do świadomości, w momencie, kiedy obok nas prawie zmaterializowała się pewność siebie mężczyzny — śmierci.
 — Widzę istoto, że nie jesteś tak durna i niektóre słowa trafiają do twojego opornego rozumu. W takim razie możemy kontynuować. Jak mówiłem, jest wiele miejsc w lochach, których nie powinno się odwiedzać. Są takie, które nie są niebezpieczne, czy zakazane, jednak uczniowie z założenia nie powinni się tam pojawiać. Takim miejscem jest kuchnia. To teren skrzatów, które gotują, sprzątają oraz wykonują znaczącą pracę w zamku. W takim razie pada pytanie, co robi stary Filch? — Wydawałoby się, że mówi sam do siebie.
Zatrzymaliśmy się przed jakimiś drzwiami, jak się domyśliłam, prowadziły do klasy eliksirów. Zastanawiam się, w jaki sposób nie zauważyłam ich wczoraj wieczorem. Weszliśmy do środka, a mnie przywitał przeraźliwy chłód, który przedarł się przez moją skórę, gładząc tym samym moje kości. Merlinie, dlaczego tu jest tak zimno?!
 — Odpowiem na pytanie, które zapewne pojawiło się w twojej głowie. Przed wyjazdem, na okres wakacji do mojego domu, rzucam zaklęcie, które utrzymuje stałą, chłodną temperaturę. W taki sposób nie muszę zabezpieczać, każdego słoja czy składnika, osobno.
Zaczęłam się rozglądać po kwadratowym, kamiennym pomieszczeniu, które nie wyglądało zachęcająco. Przynajmniej tak mógłby pomyśleć przeciętny człowiek — ja nie. Eliksiry to moja pasja, tak samo jak zielarstwo. Lubuję się w miejscach, które odrzucają, wilgocią, dziwnym zapachem oraz samą mroczną atmosferą. Tak samo tylko niektórzy mogą docenić, dojrzeć piękno ważenia eliksirów. Nie każdy dostrzega wspaniałą grę barw, zapachów oraz smaków.
Wchodząc do klasy, nie tylko zimowy chłód wita, odwiedzającego. Można poczuć mistyczną oraz wiekową magię, która ukryta jest w wielobarwnych płynach, o różnorodnych zdolnościach, bezpiecznie spoczywających w kryształowych fiolkach. Z tego co wiem, wiele czarodziei uważa, że eliksiry to nie magia, że mugole wykonują coś podobnego, nazywając to chemią. Co za bzdury. Kiedy tylko o tym pomyślę, mam ochotę rzucić takim człowiekiem o ścianę, podając mu wywar żywej śmierci, by więcej nie mógł głosić takich herezji. To niesamowita umiejętność wymagająca precyzji, skupienia i oczywiście rozumu oraz podstaw matematyki.
Wróciłam do oglądania sali, w której zapewne będę spędzać wiele czasu. Klasa nie była niczym szczególnym. Mały zlew krył się w kącie sali. W klasie znajdowała się również klapa, zapewne prowadząca do małej piwniczki, w której prawdopodobnie przetrzymywane są rzeczy potrzebne na lekcje. Szafki, w których nie miałam pojęcia co może się kryć, może fiolki oraz zapasowe kociołki, książki? Na półkach jawiły się słoje, w których pływały najróżniejsze części ciała martwych zwierząt, które na pewno nie spodziewały się, że ich szczątku posłużą jako składnik do eliksiru. Przygnębiające. Zbliżyłam się do jednej półki, wyczuwając nieprzyjemny zapach połączenia ziół i grzybów. W naczyniu, na który patrzyłam, w lepkiej, przezroczystej mazi, pływały zakrwawione oraz puste oczy, prawdopodobnie wilka. Cóż za bestialstwo. Oburzona oraz zniesmaczona, odwróciłam się, spoglądając na Snape'a, który zasiadł za biurkiem. Przyglądałam mu się chwilę, po czym musiałam stwierdzić, że w roli strasznego człowieka z lochów było mu „do twarzy”. Nawet bardzo. Nienawistna postawa, wściekłe spojrzenie, skóra ziemista, prawdopodobnie zniszczona przez wieloletnią pracę przy eliksirach. Na dłoniach jawiły się różne plamki, które potwierdzały status Mistrza Eliksirów. Oddał się swojemu zajęciu bezgranicznie.
 — Istoto, wiem, że jestem interesujące, jednakże takie intensywne wpatrywanie się w moją osobę mi przeszkadza — syknął, lecz ja idealnie go słyszałam. Podeszłam do jego biurka, opierając się o nie delikatnie.
 — Przepraszam, ale ile pan zajmuje się eliksirami? — Zadawanie pytań temu człowiekowi jest jak igranie z wulkanem. Tylko czekać aż wybuchnie, zalewając mnie parzącą lawą wyzwisk.
 — Nie interesuj się, Snape. Do czego wykorzystasz tę informację? — Spojrzał na mnie, jakbym była jakimś rosyjskim agentem. Merlinie...
 — Do niczego, po prostu to naprawdę imponujące, że tak młoda osoba, posiada tytuł Mistrza, prawda? — Na dosłownie sekundę zdziwienie pojawiło się na jego twarzy. Nie trudno jest go podejść, widać, w życiu nie usłyszał wielu komplementów.
 — Od dziecka zajmuje się eliksirami, istoto. A teraz siadaj w pierwszej ławce i słuchaj.
Zrobiłam, co kazał, uśmiechając się. Gburowaty sadysta, jednak zna się na eliksirach. Nie jest zły, w porównaniu do tych skretyniałych, pseudo nauczycieli z ministerstwa, jest aniołem. Przesadziłam, zdecydowanie. Raczej upadłym aniołem.
 — Snape znowu mnie ignorujesz. Przeszkadzam ci? Mam wyjść? Wiesz o tym, że jesteś naprawdę irytującą oraz bezczelną osobą? — Sfrustrowany, wpatrywał się we mnie, wyczekując mojej odpowiedzi.
 — Nie, gdyż tak nie jest. Mogłabym się sprzeczać, jednak wiem, że nie wygram z panem potyczki słownej.
 — Jak i każdej innej. Skup się teraz. W lochach jest jeszcze jedno miejsce warte twoje uwagi. To mój gabinet, do którego zaraz się skierujemy. Musisz widzieć gdzie meldować się na szlabany — przerwał, wykrzywiając usta w kpiący uśmieszek. Zmrużałam brwi niezadowolona.
 — Wątpię, abym znalazła się tam kiedykolwiek...
 — Gdyby nie fakt, że nie rozpoczął się rok szkolny, miałabyś już zagwarantowany szlaban ze mną przez tydzień.
Wpatrywałam się w niego zdumiona? Naprawdę zrobiłam coś niestosownego? Czy moje słowa są na tyle obraźliwe, by skończyć na szlabanie? Jeśli powiedziałam coś niestosownego, to po chwili przeprosiłam, więc o co mu chodzi?
 — Za co? — zapytałam jedynie.
 — Denerwujesz mnie oraz próbujesz ze mną rozmawiać, wprowadzasz nas w niepożądaną przeze mnie konwersację. Masz jedynie słuchać.
 — Dostałabym szlaban za rozmowę z nauczycielem? — Czy on jest nienormalny?
 — Snape, milcz. Nie chce cię więcej słyszeć — warknął, wstając. Podszedł do ławki, w której zasiadłam, nachylając się nade mną. — Nie mam zamiaru dyskutować z głupią dziewczyną, która nie rozumie moich poleceń. Obiecuję ci, że jeśli nie zamilkniesz, to konsekwencje tego będą bolesne.
Spojrzałam na niego z nutką obojętności. Dlaczego oni wszyscy tacy są? Zastraszanie, poniżanie, pogarda. Jako dziecko bolało mnie takie zachowanie, każde złe słowo skierowane w moją stronę. Nie mieli podstaw, on także ich nie ma, by mnie tak traktować. Jeśli dla nich takie metody wychowawcze są skuteczne, to się mylą, w głowie jedynie rodzi się nienawiść i chęć odegrania się. Jednak od dawna wiem, że tylko słabi ludzie ulegają Zemście, która nie jak ognień pożerająca zdrowy rozsądek oraz ludzkie odruchy. Jeśli tak bardzo przeszkadzają mu moje słowa, to zamilknę, nie wygram z nim.
 — Tak, profesorze — spokój, który dźwięczał w moich słowach, dotknął i jego. Odsunął się, ponownie przybrał maskę obojętności. Dziwny człowiek.
 — Nie wspomniałem ci jeszcze o wspólnych pokojach Puchonów oraz Ślizgonów, które mieszczą się w lochach. Jednak nie wskażę ci miejsca, w których się znajdują, jest to tajemnica, a ty nie masz jeszcze przydzielenia do domu. Nie uśmiecha mi się by potencjalny Gryfon lub Puchon, wiedział, gdzie znajdują się kwatery uczniów domu węża — odraza pojawiła się na jego twarzy oraz czysta nienawiść w oczach, kiedy wspominał o podopiecznych McGonagall.
 — Dlaczego według pana Gryfoni są gorsi? — Chyba jednak nie zamilknę.
 — Rozwydrzone dzieci, które nie mają szacunku, ani krzty rozumu. Myślą jedynie o dobrej zabawie oraz o tym, jak wpakować się w kłopoty, czy też inne osoby. Gryfon to synonim słowa idiotyzm. Rzucają się, zachowują, jakby nie mieli granic. — Najwyraźniej go poniosło. Wściekłość jawiła się w jego oczach, a spokój był już odległym wspomnieniem. Merlinie, mogłam go nie prowokować.
 — Snape! Co ja ci mówiłem o tym, abyś się nie odzywała? Jesteś istnym Gryfonem.
 — Z pana opisu wynika, że właśnie tak nie jest, ale przytaknę panu dla świętego spokoju.
 — Bezczelna gówniara — powiedział  i skierował się do wyjścia. Wstałam, idąc za nim.
 — Raczej pokojowo nastawiona osoba, nie miałam na celu pana zdenerwować. Jedynie ciekawość mnie zżerała. Już od pierwszego spotkania, nie ukrywa pan, że nienawidzi Gryfonów. W żaden sposób nie chce pana pouczać, ale czy nauczyciel nie powinien być neutralny? — Ostatnie słowa wypowiedziałam szeptem. Snape odwrócił się gwałtownie, zbliżając do mojej twarzy.
 — Widocznie jestem bardzo złym oraz niesprawiedliwym nauczycielem, panno Snape. Przygotuj się na to, dla takich jak ty nie ma taryf ulgowych — wyszeptał, piorunując mnie wzrokiem. Czerń jego oczu, chciała wedrzeć się do mojej duszy, zarażając ją złością oraz strachem. Nie dzisiaj.
 — Rozumiem. — Cofnęłam się.
— Gratuluję, Istoto. — Odwrócił się, po czym wyszedł z klasy, trzaskając drzwiami.
Westchnęłam pod nosem, przecierając oczy. Co za kretyn. Wyszłam z sali, biegnąc za nim, gdyż ten skierował się w stronę schodów prowadzących na parter. Widocznie zapomniał o swoim gabinecie.
Tak jak wczoraj, wspinaliśmy się po marmurowych stopniach, słysząc jedynie echo naszych kroków oraz szelest ubrań. Zamek wydawał się pusty, opuszczony, choć ciągle miałam wrażenie, że ktoś nas obserwuje.
 — Wielką Salę już widziałaś, a na zewnątrz dzisiaj nie będziemy wychodzić. Zostawimy to na jutro — mówił, idąc przed siebie. — Zaraz pokażę ci drugie miejsce, gdzie będziesz odrabiać swoje najgorsze szlabany, oczywiście zaraz po moich.
Skręciliśmy w jakiś korytarz, który całkiem różnił się od lochów. Nie było tu tak zimno, a miejsce pochodni zastąpiły ozdobne i z pewnością wiekowe świeczniki. Ściany były pokryte najróżniejszymi obrazami, a postacie, które były sportretowane ruszały się oraz rozmawiały ze sobą. Nieznani mi ludzie, którzy byli uwiecznieni na płótnie, przechodzili swobodnie od ramy do ramy, odwiedzając swoich przyjaciół. Zastanawiające jest to, czy oni żyją... Jak to w ogóle działa? Uśmiechnęłam się pod nosem, zdając sobie, po raz kolejny, sprawę z tego, jak bardzo magia jest tajemnicza oraz piękna. Za zasłonami, które mijaliśmy, musiało się coś kryć. Drzwi? A może po prostu ściana, która donikąd nie prowadzi.
W końcu zatrzymaliśmy się przed gabinetem woźnego. Nie spodobało mi się uczucie, które ogarnęło moje wnętrze oraz mówiło, iż za tymi drzwiami nie znajdę niczego przyjemnego.
 — Nie będziemy tam wchodzić, spokojnie. Mnie też się to nie uśmiecha. — Skrzywił się. — Na końcu tego korytarza trzeba skręcić w prawo, by odnaleźć Pokój Nauczycielski. Mam nadzieję, że zapamiętasz, nie mam zamiaru podprowadzać cię pod same drzwi każdego, ważniejszego miejsca w Hogwarcie.
 — Zapamiętam, profesorze.
Kiwnął głową, po czym skierował się z powrotem w stronę Wielkiej Sali. Szłam za nim, nie zwracając uwagi na, to kiedy skręcamy, gdzie idziemy. Byłam jak marionetka, ciągnięta przez niego, zachwycająca się wyglądem, względnie normalnych korytarzy. Nagle zatrzymał się, przez co na niego wpadłam. W konsekwencji warknął coś pod nosem, co brzmiało jak „nierozważna idiotka”. Przewracając oczami, wyszłam zza niego, uśmiechając się promiennie. Zrobiłam kilka kroków do przodu, patrząc w górę, na wielką „klatkę schodową”, która samym wyglądem zapierała dech w piersi. Na każde piętro prowadziły marmurowe, ruchome schody. Schody, które niczym żywe stworzenie, poruszały się, nieraz nie pozwalając przejść komuś w docelowe miejsce. Hogwart nie tylko posiadał pewnego rodzaju duszę, ale miał także "wolną wolę". Nikt nie mógł nad nim panować, żył własnym życiem, zapewne nie raz uprzykrzając życie uczniom. Nie da się, nie pokochać tego magicznego, owiniętego tajemnicą miejsca.
W tym miejscu obrazów było znacznie więcej. Piętrzyły się przez wszystkie siedem pięter, aż pod sufit, który muszę przyznać, ledwo widziałam. Pomimo tego, że w przejściu na „klatkę schodową” staliśmy tylko my, a w pobliżu nie było żadnej żywej osoby, dało się słyszeć rozmowy. Postacie z bliższych portretów wpatrywały się we mnie, zaciekawione. Widocznie nie często uczniowie odwiedzali Hogwart wcześniej niż pierwszego września. Co za zaskoczenie...
Ramy obrazów były pokryte kurzem, tak samo, jak lampy, które oświetlały schody, pomarańczowo — żółtym blaskiem. Pomimo tego, wątpię, żeby ktoś pomyślał, iż zamek jest zaniedbany. Kurz wydawał się elementem zamierzanym, który miał jedynie dodać mrocznego uroku temu miejscu. Tak samo, jak niektóre zniszczone drzwi, czy zjedzone przez mole kotary. Sala od eliksirów też nie wyglądała na nową, jednak nie czuło się tej starości, która kojarzyła się z kruchością oraz końcem żywotu. Wręcz przeciwnie, w tym wszystkim tętniło życie, które sprawiało, że czułam w duszy miłe, ciepło, spokój oraz chęć pozostania tutaj jak najdłużej. To naprawdę jest dom.
 — Stąd dostaniesz się na każde piętro, jeśli nie będziesz mogła odnaleźć danej klasy, czy znajdziesz się w innej kłopotliwej sytuacji, to wspomóż się wiedzą obrazów. One wskażą ci drogę. Możesz zastosować ten chwyt na terenie całego zamku, portrety zazwyczaj są chętne do takich wycieczek. Rzadko kto chce z nimi rozmawiać, pomimo tego, że często opowiadają niesamowite historie. W końcu nie wiszą tutaj do wczoraj, ale czasem i do wieków.
 — Na pewno skorzystam z rady, profesorze. Dziękuję.
I nagle całe ciepło zniknęło na rzecz lodowatego odczucia, przeszywającego moje biedne ciało. Skuliłam się w sobie, kiedy niewidzialny lód, ślizgał się po pierw po mojej skórze, po czym zatopił we wnętrznościach, rozpływając się tam, jakby go nigdy nie było. Spojrzałam pytająco na Snape'a, który nie wyglądał jakby, ktoś wrzucił mu za koszulę śnieg z Syberii.
 — Profesorze Snape, madame Pomfrey prosiła pana o przyjście do Skrzydła Szpitalnego — zerknęłam na właściciela wypowiedzianych, cichych słów. Przezroczysta postać, nie z tej epoki, wpatrywała się w czarnowłosego pustym spojrzeniem. Jego szata była pokryta srebrzystą krwią, która sprawiała, iż w głowie pojawiało się pytanie: „Jak to się stało?”
 — Dziękuję Krwawy Baronie, akurat miałem tam się skierować — odpowiedział, po czym zwrócił się do mnie. — Snape, za mną.
Mężczyzna ruszył przed siebie, wspinając się po schodach. Przez chwilę stałam w miejscu, wpatrując się w przerażająco przygnębiającą postać, która tak samo, jak ja, nie poruszyła się. Duch spojrzał na mnie i mimo tego, że moje ciało przeszedł nieprzyjemny dreszcze, to zrobiło mi się żal zjawy. Cierpienie oraz tęsknota zniknęła z jego oczu, tak szybko, jak się pojawiły. Odwrócił się, po czym zniknął za ścianą.
 — Snape, ile ja mam na ciebie czekać?! — Krzyk profesora, rozniósł się echem po zamku.
 — Przepraszam, już idę — dogoniłam go, wyrzucając z głowy obraz zjawy, która skojarzyła mi się z Dziadami Adama Mickiewicza.
Snape jedynie westchnął, po czym bez kolejnych słów ruszył do Skrzydła. Rozglądałam się po korytarzu, który względnie wyglądał tak samo, jednak mój charakter nie pozwalał mi się nie zachwycać, tym co widzę. Magiczne obrazy mnie fascynowały. W jaki sposób postacie się ruszały? Zapragnęłam stworzyć coś takiego tu i teraz, choć nie miałam pojęcia co to za rodzaj magii.
Snape pchnął stare, drewniane drzwi do przodu, po czym weszliśmy do, jak mniemam, czegoś w rodzaju poczekalni. Krzesła były poustawiane pod ścianami, a na małym stoliczku, leżały jakieś stare numery Proroka codziennego oraz Czarownicy. Przeszliśmy dalej, kierując się do izby głównej. Skrzydło szpitalne przypominało staroświecki szpital, w którym znajdowały się jedynie łóżka ze śnieżnobiałą pościelą, szafki na różne drobiazgi chorych oraz parawany, by choć trochę zasmakować przerywalności. Było tutaj niewiele świec, gdyż imponującej wielkości okna wpuszczały wystarczającą ilość światła do pomieszczenia, które mimo wszystko miało swój urok. Ozdobne sklepienia, kilka obrazów o tematyce szpitalnej, zajmowały miejsce na ścianach. Jedynie raz byłam w mugolskim szpitalu i muszę przyznać, że trudno porównać te dwa miejsca. Szpitale dla mugoli są przepełnione elektroniką, hałasem oraz żalem i smutkiem. Lekarze krzątają się po korytarzach, próbując ratować ludzi, z którymi z dnia na dzień jest coraz gorzej. Czarodzieje mają o wiele prościej, mimo, iż niektórych obrażeń czy zatruć nie da się wyleczyć. W każdym razie w mugole przebywający w szpitalu odczuwają jedynie strach i niepokój, gdyż miejsce to jest zimne, pozbawione pozytywnych odczuć.
Moje myśli niepotrzebnie skupiły się na różnicach, całkiem sobie odmiennych światów, przez co nie zauważyłam, kiedy pielęgniarka zjawiła się na sali.
 — Severusie, dobrze, że jesteś — odezwała się kobieta, notując coś w swoim zeszycie. — Dokładnie posegregowałam, po czym przeliczyłam eliksiry, które znajdują się w skrzydle. Jest ich o wiele za mało jak na początek roku szkolnego. Sądziłam, że zostało ich o wiele więcej. Odkąd do Hogwartu przybyli bliźniacy Weasley, nie mam ani chwili spokoju. Przynajmniej trzy razy w tygodniu lądują w Skrzydle! Jeśli dalej tak pójdzie, to zabraknie leków dla innych uczniów. Minerwa jest dla nich zbyt pobłażliwa — skarżyła się kobieta, nadal zapisując coś w swoich notatkach. Snape jedynie przetarł oczy. Widocznie sytuacje ze wspomnianymi chłopcami, nie są mu nieznane.
 — Minerwa zawsze miała słabość do takich osobników, nawet jeśli wyrządzają większe szkody na rzecz Hogwartu niż Irytek. Jej szlabany są surowe, jednak nie na tyle, by przystopować tych gryfonów. — Skończył poirytowany. Wszystko jasne, uczniowie domu lwa.
 — Przynajmniej nie jest tu tak smutno, Severusie. Oni przypominają mi Jamesa oraz Syriusza, jedynie robią większy bałagan — zaśmiała się, jednak Snape zrobił się przeraźliwie poważny. Zaniepokoiłam się, bo jego humor wpływa na przebieg całego mojego dnia. Madame Pomfrey wyrwała kartkę z zeszytu, podając ją profesorowi. — Oto lista eliksirów, których brakuje, mam nadzieję, że nie zajmie ci to dużo czasu.
 — Jutro rano powinny pojawić się na twoim biurku. Czy to wszystko?
 — Tak, tak oczywiście. — Uśmiechnęła się ciepło, za to Snape patrzył na nią z obojętnością, która z pewnością raniła bardziej niż nienawiść. Jednak medyczka nawet nie zwróciła na to uwagi, kierując swój wzrok na mnie. — A tobie kochana, jak podoba się Hogwart?
 — Jest niesamowitym miejscem — odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
 — Severusie, trafił ci się wyjątkowo grzeczny uczeń — Snape prychnął, na ten komentarz.
 — Oczywiście — nie dało się nie wyczuć tego sarkazmu. — Wybacz Poppy, mamy jeszcze siedem pięter do zwiedzenia.
 — Ach tak, idźcie, idźcie. Tylko pojawcie się, na objedzie.
 — Prawdopodobnie zjemy u mnie w komnatach, więc nie czekajcie na nas. Snape, za mną. — Kiwnął głową do kobiety, po czym opuścił salę. Pielęgniarka jedynie przewróciła oczami.
 — Co za człowiek, jednie zamyka się w tych lochach i siedzi tam w samotno... — Zamilkła, gdy zdała sobie sprawę z tego, że jeszcze tu jestem. Zarumieniła się lekko, po czym wróciła do swojego gabinetu. Nie przejmując się za bardzo jej słowami, czy zachowaniem ruszyłam za profesorem.
Szybko przemierzaliśmy korytarze, Snape nie chciał tracić czasu. Zrównałam z nim kroku. Miałam okazję zaliczyć przedwczesną lekcję eliksirów, nie mogłam nie skorzystać z okazji.
 — Profesorze, czy mogę panu pomóc? — zapytałam nieśmiało, wyczekując jego odpowiedzi.
 — Jeśli masz na myśli warzenie eliksirów, to odpowiedź brzmi nie. Nie ma takiej opcji.
 — Ależ profesorze, to naprawdę pomoże naszej dwójce. Ja poćwiczę tworzenie eliksirów, a pan upora się z tym znacznie szybciej.
 — Powiedz mi Snape, jakie korzyści będę miał z tego, że skończę pracę wcześniej? — Zatrzymał się na środku korytarza, lustrując mnie wzrokiem.
 — Wolny czas? — zapytałam niepewnie, na co prychnął.
 — Tak, miałbym czas wolny, jednak jeśli ciebie by nie było. Jesteś największym kłopotem. Muszę na ciebie patrzeć, znosić cię oraz słuchać. Wolę postać dłużej przy eliksirach, którymi, jak może się jeszcze nie domyśliłaś, fascynuję. Zdecydowanie wybieram tę opcję niż twoje towarzystwo. — Skończył mówić, po czym ruszył przed siebie.
 — To także jest błędnym myśleniem. Nie oderwie się pan ode mnie przez ten tydzień, nie zamknie mnie pan w łazience...
 — Niestety — wtrącił się.
 — ... czy w innym miejscu — kontynuowałam. — Jest pan moim opiekunem i jeśli pan pójdzie do laboratorium, jak pójdę za panem. Czy nie lepiej będzie, jeśli panu pomogę, niż będę stać bezczynnie?
 — Snape, zamknij się. Jeśli zrobisz choć jeden błąd podczas warzenia eliksirów, to oddam cię pod opiekę innego nauczyciela.
 — Zapewne niejeden gryfon cieszyłby się z takiej groźby — skomentowałam zadowolona z siebie.
 — Zapewne. — Pchnął drzwi, które właśnie mijaliśmy. — Tutaj odbywają się zajęcia z transmutacji. Obok tej sali znajduje się gabinet profesor McGonagall.
Weszłam do okrągłego pomieszczenia, które nie wyróżniało się niczym specjalnym. Chyba że mam uznać za dziwne ponad dwa tuziny pustych klatek, różnej wielkości, jak i materiału, z którego zostały wykonane. Spojrzałam na Snape'a pytająco.
 — W nich są trzymane magiczne zwierzęta, które podczas lekcji transmutuje się w najróżniejsze przedmioty. W wakacje zwierzętami zajmuje się Hagrid, który rzadko opuszcza Hogwart — odpowiedział mi na niezadane pytanie i wyszedł z klasy.
Ostatni raz spojrzałam na salę, w której nie licząc klatek, mieściły się jeszcze ławki, biurko oraz katedra, po czym opuściłam ją. Snape wznowił podróż, jednak po chwili się zatrzymał, przed kolejnymi drzwiami.
 — Sala historii magii. Nie będziemy jednak tutaj wchodzić, gdyż spotkanie profesora Binnsa, może skutkować jego kilkugodzinnym towarzystwem.
 — Rozumiem... To źle?
— Jeśli jesteś zwolennikiem historii o niepodległości goblinów, czy innych wytworów natury, to nie.
 — W takim razie nie skorzystam, wolę sama o tym poczytać... Jeśli jakimś sposobem mnie to zainteresuje.
 — Klasa mugoloznawstwa, znajdująca się na tym piętrze, nie interesuje nas, iż nie będziesz uczęszczać na te zajęcia. Nie mam zamiaru tracić niepotrzebnie czasu, na coś tak bezsensownego.
 — Nauka o mugolach jest bezsensowna, według pana? — Interesujące, czyżby miał podejście do mogli takie jak Carey?
 — A nie? Jeśli się od nich odcięliśmy to jakim prawem młodym, zdolnym umysłom mamy zaprzątać niby głowę? — zapytał, jednak takim tonem głosu, jakby w ogóle nie oczekiwał ode mnie odpowiedzi.
 — Nie lepiej zapoznać się ze zwyczajami swojego wroga?
Nie byłam do nich wrogo nastawiona, mugole tez ludzie. Merlinie, moja matka to mugol i jakoś nie mam zamiaru jej przez to dyskryminować. Jednak jeśli Snape nie może ich znieść, to niech wyznaje typowo, wojenną zasadę. Snape wpatrywał się, we mnie ze spokojem, co mnie dziwiło. Myślałam, że znowu uzna to za bezczelną odzywkę.
 — Liczyłem na taką odpowiedź, Snape. Jednak myślisz, zadziwiające.
 — Teraz pytanie brzmi czy mam podziękować, czy nie...
 — To już od ciebie zależy, Istoto. Może w to nie uwierzysz, jednak nie zależy mi na podziękowaniach. Chodź. Na drugim pietrze ważnym miejscem jest jedynie gabinet nauczyciela przed czarną magią, czyli w tym roku profesora Svartura — wysyczał. Widocznie nie przepadał za tym człowiekiem. Pytanie brzmi, czy on w ogóle kogoś toleruje? — W takim wypadku skierujemy się od razu na trzecie piętro, gdzie znajduje się sala zaklęć oraz pomieszczenie, które jest do dyspozycji madame Pomfrey, jednak ono tez nas nie interesuje.
Po niedługim czasie znaleźliśmy się pod drzwiami klasy profesora Flitwicka, którego nie miałam okazji jeszcze poznać. Weszliśmy do pomieszczenia, które się niczym nie wyróżniało. Ławki były poustawiane naprzeciwko siebie w systemie piramidy, by lepiej widzieć nauczyciela. Przy katedrze był ustawiony stos ksiąg, który widocznie spełniał jakieś zadanie. Przeszliśmy do sali obok, która łączyła się z tą częścią pomieszczenia. Po przekroczeniu progu od razu zwróciłam uwagę na imponującą powierzchnię tejże sali. Sufit był wysoko nad nami, z którego zwisały tarcze, różniej wielkości oraz kształtu. Towarzyszyły im manekiny, które zapewne nie jednemu człowiekowi skojarzyły się z przeklętymi z drzewa wisielców. Pomieszczenie nie było niczym innym jak po prostu miejscem do zajęć praktycznych, salą treningową. Po katach jawiły się inne manekiny, na kółkach, które zapewne za zadanie miały uciekać przed rzucającym urok. Zawalone kąty z najróżniejszymi przedmiotami, także tymi zepsutymi. Widocznie tutaj nic się nie zmarnuje. Kilka książek z półkami, na które z pewnością nikt nie zwracał uwagi podczas ćwiczeń. Może znajdowały się tutaj z premedytacją, aby każdy na tyle kontrolował swoje zaklęcia, by nie zniszczyć ksiąg?
Opuściliśmy klasę, po czym skierowaliśmy się do najbardziej pożądanego przeze mnie miejsca. Myśli o bibliotece Hogwartu uprzykrzały mi życie już od pierwszej minuty znalezienia się w zamku. Czasy wiecznego proszenia się o jakąkolwiek lekturę, która może poszerzyć moją wiedzę, skończyły się. Od tej chwili mam udostępnioną jedną z najlepiej zaopatrzonych bibliotek czarodziejskiego świata. Cała wiedza, magia ukryta na pożółkłych stronach ksiąg już niedługo zostanie mi ujawniona. Stanęliśmy przed ogromnymi dębowymi drzwiami ze srebrnymi ornamentami, które były przejściem do miejsca, gdzie niejeden uczeń przez wieki, odkrywał tu tajemnice świata magii, szkolił swój umysł lub po prostu ukrywał się w ciszy oraz spokoju przed głośnym światem. Na drzwiach wisiała tabliczka z ciekawym napisem.
Jeśli te książki podrzesz, porwiesz, postrzępisz, pogniesz, pozaginasz, pomażesz, pobrudzisz, poplamisz, poślinisz czy popaćkasz, jeśli nimi ciśniesz lub upuścisz albo w jakikolwiek inny sposób zbezcześcisz, uszkodzisz czy potraktujesz bez należytego szacunku, możesz się spodziewać najbardziej surowych kar, jakimi dysponuje.*
Irma Pince, bibliotekarka Hogwartu
Zaśmiałam się pod nosem, kiedy zauważyłam, że profesor uśmiecha się sadystycznie, czytając zapewne po raz setny, to złowrogie ostrzeżenie. Pomimo tego, że na wczorajszej kolacji bibliotekarka wydawała mi się miłą oraz przyjazną kobietą, to po przeczytaniu tego jednego zdania, zaczynam mieć wątpliwości.
Tym razem to ja prowadziłam, wchodząc jako pierwsza do biblioteki. Echo cichego trzasku, zamykających drzwi sprawiło, że chwila, kiedy wpatrywałam się w oczarowaniu, z błyszczącymi oczami, jakby gwiazdy znalazły sobie nowy dom, w Hogwarcką bibliotekę, stała się jeszcze bardziej, niesamowita niż mogłam sobie to wyobrazić. Stałam jak spetryfikowana naprzeciwko ogromnego okna, które wpuszczało do pomieszczenia złociste promienie słońca, przez co każdy, najmniejszy pyłek kurzy był doskonale widoczny. Niczym malutkie duszki, osiadały magicznych księgach oraz książkach. Czułam nieprzyjemny smak kurzu na moich ustach, jednak nie miałam odwagi ich się pozbyć. Bałam się, że jeśli to zrobię, to wszystko to zniknie. Ruszyłam do przodu, słysząc w przestrzeni echo moich oraz Snape'a kroków. Rzędy, drewnianych, epokowych półek, rozciągały się przez całą długość biblioteki. Patrząc na nie, wyobraziłam sobie, że mają świadomość, że są strażnikami wiedzy, ukrytej w księgach, które dźwigały, by nie upadły, gdyż żadna książka nie zasługuje na to by być tak sponiewieraną. Skręciłam w jedną z alejek, by znaleźć się między dwoma wysokimi półkami. To było przytłaczające... Ile osób, które znalazły się w tym miejscu, miało ochotę zapoznać się z każdą książka, znajdująca się w bibliotece? Tysiące kartek czekało na spenetrowanie, na dotyk opuszków palców czytającego. Zamknęłam oczy, czując niesamowity, wręcz uzależniający zapach ksiąg, które były niczym amortencja.
 — Snape? — Otworzyłam gwałtownie oczy kiedy, głos profesora rozszedł się po bibliotece.
 — Słucham? Czy coś nie tak? — zapytałam niepewnie, czując się strasznie głupio. Musiałam wyglądać teraz jak kretynka, stojąc tutaj z zamkniętymi oczami, wdychając zapach biblioteki.
 — Ile razy byłaś w jakiejkolwiek bibliotece? — To mnie zaskoczyło, nawet bardzo. Nie spodziewam się takiego pytania. Snape jednak wyglądał poważnie.
 — Jest to mój pierwszy raz, profesorze...
 — To wszystko wyjaśnia — Wykrzywił usta w coś pomiędzy zrozumieniem a uśmieszkiem.
 — Co wyjaśnia? Nie rozumiem — Zbliżyłam się do Snape'a, trochę się chwiałam. W tej chwili czułam się jak alkoholik w puszony do sklepu monopolowego. Podobny stan odczuwam, kiedy jestem na głodzie artystycznym. Kiedy wena nie dopisuje, a ja pragnę coś stworzyć. Oba te uczucia są męczące, a jednocześnie tak przyjemne...
 — Twoje zachowanie. Większość Krukonów zachowuje się po wejściu do biblioteki, tak zachowują się osoby, które kochają książki oraz każde miejsce, z nimi związane.
 — Profesorze?
 — Tak? — Uniósł brwi w geście zapytania.
 — Czy możemy tu zostać? — Tak bardzo pragnęłam spędzić tu więcej czasu, by chociaż zwiedzić część tego miejsca.
 — Severusie? — Podskoczyłam, słysząc głos bibliotekarki, która stanęła za Snape'em. — Och jesteś w końcu. Szukałam cię, a ty byleś tutaj... W każdym razie mam dla ciebie dość przyjemną wiadomość.
 — Słucham, więc Irmo — zwrócił się do niej, z zaciekaniem, choć wydaje mi się, że dobrze wiedział, o czym kobieta chce go poinformować.
 — Albus niedawno zamówił nowe księgi, które właśnie dzisiaj dotarły. Jak na razie są porozkładane na stolikach, muszę je najpierw przejrzeć. Z tego, co wiem, nie zapomniał też o tobie, Severusie. Zaopatrzył bibliotekę w nowe, zagraniczne książki dotyczące eliksirów. Czy w swojej kolekcji posiadasz Elixirs exclusivement pour Champions, Pociones y hechizos, czy Donkere drankjes en hun macht**? To jedynie niektóre tytuły.
Snape przez chwilę nic nie mówił, myśląc nad czymś intensywnie. Mogłabym przysiąść, że w tych czarnych oczach dostrzegłam błysk radości i podniecenia. Po chwili zwrócił się do mnie.
 — Panno Snape myślę, że jutro dokończymy zwiedzanie Hogwartu. Czy panna coś przeciwko?
 — Ależ sama to zaproponowałam, profesorze. Chętnie zostanę w bibliotece. — Muszę zapamiętać, że książki są środkiem na tego mężczyznę. Merlinie, zapewne zaraz wróci do siebie, ale ten stan jest taki zabawny.
Bibliotekarka uśmiechnęła się, po czym kiwnęła głową, byśmy szli za nią. Już po chwili patrzyliśmy na stos książek, spojrzałam na Snape'a, który o dziwo patrzył na mnie. Dobrze wiedziałam, o czym myśli, dokładnie o tym samym co ja.
 — Zostawiam was z lekturą, mam kilka spraw do załatwienia.
Ledwo kobieta odeszła, a oboje zajęliśmy miejsce przy stole, przeglądając książki. Snape odnalazł każdą książkę dotycząca eliksirów, odsuwając ją na osobny stos, by żadnej nie zgubić. Wiedziałam także, że zanim on ich nie przeczyta, to ja nawet nie będę mogła ich dotknąć. Snape to istny egoista. Zadowoliłam się takimi tytułami jak Zielarstwo, czyli coś, czego się nie docenia, Rośliny, które skuteczniej zabiją niż klątwy, Co i kiedy hodować. Ułożyłam się wygodnie, po czym zagłębiłam się w lekturze, która od razu mnie pochłonęła. Czułam się jakby, ktoś zatrzymał czas, jakby wszystko dookoła zniknęło. Liczyła się jedynie treść książki, która pochłaniała mnie z każdą sekundą coraz bardziej. Stawałam się jej częścią, mimo że to lektura naukowa. Nigdy nie zapomnę doznań, kiedy po raz pierwszy czytałam Cierpienia Młodego Wertera. Zmieniłam się przez nią, zaczęłam dostrzegać niewidoczne, słyszeć niewypowiedziane.
Zerknęłam na Snape'a, który podczas czytania wyglądał inaczej, był spokojny, rozluźniony. Nie dało się nie zauważyć, że podczas studiowania książki, analizował każde zdanie, przetwarzał informacje, by sprawdzić zgodność z własną wiedzy lub po prostu zapisać w głowie nową, istotną treść. Miło była patrzeć na swojego opiekuna, kiedy ten mnie nie zabija wzrokiem. Jednak wybrałam sobie zły czas na wpatrywanie się bezczelnie w niego, gdyż ten nagle spojrzał na mnie znad książki, niczym wilk na ofiarę.
 — Snape, czytaj. Inaczej zabiorę ci książki. — Skończył mówić, po czym wrócił do lektury. Miałam zrobić to samo, jednak zapragnęłam przejść się po bibliotece.
 — Profesorze mogę pozwiedzać?
 — Mhm, nie zgub się — mówiąc to nawet wzroku, znad zapisanych kartek.
Wstałam, odłożyłam książkę na bok, po czym odeszłam od profesora, znikając w jednej z alejek. Mijałam różne działy z księgami, takie jak zielarstwo, czy wróżbiarstwo, kończąc na zdrowiu oraz bajkach dla dzieci. Czułam się tutaj swobodnie, a jedynie patrzenie na książki, już sprawiało mi radość. Kierowałam się z coraz dalsze rejony biblioteki, dobrze wiedząc, co czeka mnie na końcu. Dział Ksiąg Zakazanych był zbyt interesujący, by ot tak go pominąć. Zdawałam sobie sprawę z tego, że prawdopodobnie się tam nie dostanę, ale warto spróbować. Skręciłam w prawo, a moim oczom ukazały się metalowe, zimne kraty oraz brama, przez którą można się dostać do najmroczniejszych dzieł w tej bibliotece. Dało się wyczuć bijącą potęgę oraz moc, która wzywała do siebie. Stanęłam jak najbliżej przeszkody, wpatrując się w ciemność, która kryła tajemniczą widzę. Popchnęłam lekko bramę i... Merlinie! Jest otwarte. Zadowolona ruszyłam przed siebie, wchodząc coraz głębiej w mrok, kiedy ktoś złapał mnie za ramię. Odwróciłam się gwałtownie z rządzą mordu.
 — Nie można tu wchodzić uczniom bez zgody nauczyciela. Nie obchodzi mnie, że dyrektor cię faworyzuje oraz pozwala na więcej, ja mam zamiar traktować cię jak każdego innego podopiecznego. Gdzie profesor Snape? — Mówiła zjadliwie, a patrzyła na mnie niczym Carey. Wyrwałam się jej, piorunując ją wzrokiem.
 — Czyta, przy stolikach.
 — Chodź za mną.
Przeklęłam w duchu, po czym ruszyłam za czarnowłosą kobietą. Dopiero po chwili zdałam sobie sprawę z mojego zachowania. Co się ze mną stało przed chwilą?
 — Severusie ta mała chciała wejść do Działy Ksiąg Zakazanych. — Vector usiadła na krześle obok Snape'a, wpatrując się we mnie z zarozumiałym uśmieszkiem. Mężczyzna poderwał się z miejsca, odkładając książkę na bok.
 — Snape, do cholery czy ty jesteś zidiociałą kretynką? Na pewno wiesz, że nie można ci tam wchodzić, a jednak to zrobiłaś! Durna dziewczyna z ciebie, masz szlaban na książki.
 — Ależ profesorze! — oburzona podniosłam głos.
 — Bez dyskusji, już postanowiłem.
Wściekła, usiadłam na krześle naprzeciwko nich, jednak nie mogli mnie zobaczyć. Stos książek stał się moją barierą. Położyłam, załamana, głowę na stole, przysłuchując się ich rozmowie.
 — Sinistra każe ci przekazać, że dzisiejszej nocy będzie Krwawy Księżyc.
 — Teraz mi to mówi? Na Salazara, jeszcze niczego nie przygotowałem, ta kobieta jest tak nieodpowiedzialna. Będę musiał przełożyć warzenie eliksirów, dla Poppy, na jutro. Zbieranie eclipsim jest zdecydowanie ważniejszą sprawą.
 — Zważając na to, że zioło to można zerwać jednie w zaćmienie księżyca, to tak, jest ważniejsze. Poppy to zrozumie, zresztą, jest tyle czasu do rozpoczęcia roku. Jedna noc ją nie zbawi.
 — Dobrze o tym, wiem, jednak nie lubię zmieniać swoich planów. Snape — warknął na mnie, na co ja wychyliłam się zza książek — dzisiaj w nocy odwiedzimy Zakazany Las. Mam nadzieję, że się cieszysz. Z tego, co już mi wiadomo lubisz wszystko, co zakazane.
Nie odezwałam się, nie skomentowałam tego. Przeżywałam mój szlaban na książki. Dobrze, że zostają mi jeszcze płótna i farby.
***
Po rozmowie z tą jakże przyjemną, kobietą wróciliśmy do kwater Snape'a, który zaczął przygotowywać rzeczy do zbierania, rzadkiego zioła, eclipsim. Czytałam o nim, jednak nie przywiązywałam do niego większej uwagi. Używa się go do zaawansowanych eliksirów, których na pewno nie będziemy ważyć na lekcji, co mimo wszystko jest dołujące. Eclipsim stosuje się najczęściej do trucizn lub bardzo silnych eliksirów leczniczych. Ogólnie ma wzmacniać działanie danego napoju, jednak zioło to jest drogie i rzadko spotykane właśnie przez porę jego zrywania. Nie każdy zna się na astronomii, by przewidzieć zaćmienie księżyca. Trudno także je wyhodować, przez co tylko ci zostają mistrzami herbariorum, którzy potrafią zapanować nad tą, względnie prostą roślinką.
Było dobrze po północy, kiedy w końcu mieliśmy opuścić zamek. Wyszliśmy z kwater, minęliśmy klasę od eliksirów, wielką salę. Stanęliśmy przed wrotami Hogwartu. Zobaczenie zamku w czasie nocy, będzie przyjemnym doświadczeniem.
— Snape, masz się mnie pilnować, rozumiesz?
— Tak, profesorze.


* Ostrzeżenie z książki Quidditch przez wieki
** Elixirs exclusivement pour Champions — Eliksiry wyłącznie dla Mistrzów
Pociones y hechizos — Eliksiry i zaklęcia
Donkere drankjes en hun macht — Mroczne napoje i ich moc
eclipsim — zaćmienie 

33 komentarze:

  1. To tak... Twoje opowiadanie baardzo mnie zaciekawiło, choć nie lubię połączenia Snape'a z kimkolwiek c: Nie żebym była jakąś jego fanką. Ogółem masz ciekawy styl pisania, jest taki realny ^-^. Postanawiam skomentować dopiero teraz, ponieważ opowiadanie przeczytałam jednym tchem. Pozdrawiam i życzę weny ~ Hotaru ( jak kto woli Panna Riddle c; )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano, ale w twoim ff tez była pani Snape XD Dziękuję, cieszę się, iż się podoba. Oj nic nie szkodzi, dobrze, że ktoś to w ogóle czyta. Teraz ty weź się za pisanie moja droga ^^

      Usuń
  2. Rozwalił mnie moment z "istotą" xD
    "- Z pana opisu wynika, że właśnie tak nie jest, ale przytaknę panu dla świętego spokoju."
    A to zdanie jest po prostu epickie xdd
    Te teksty Marrie są na prawdę śmiechowe <3
    Kocham twoje opisy i życzę dużo weeny <3
    PS: Dzięki za polecenie książek xd

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak każdego! XD
      Ano ona/ja taka jest/jestem xd Tyle, że z Severusem nikt nie wygra ^^
      Dziękuję <3
      Jakie książki? .o.

      Usuń
  3. Echh... Jak ja.nienawidzę komentować z telefonu. Ale jak trzeba to trzeba.
    Cuuudo *,* Rozwalasz mnie z tą istotą XD
    Snape jest taki... prawdziwy! Kocham cię za to, że nie zrobiłaś z niego takiej ciamci <3333
    Marika jak zwykle świetna. Jak ona.pyskuje :3
    I ten szlaban na książki XDD Pozostqje nam tylko się za nią pomodlić XDD
    Nananananna Marika i Severus idą do Zakazanego
    Lasu nananaana:D Wiem, mam coś z głową, ale to twoja wina! Twoje opowiadanie tak na mnie działa XDD
    Nwm co mam dalej napisać. Sorry za błędy, ale jak pisałam wyżej jestem na telefonie i trochę mi się śpieszy, więc nie mam czasu na sprawdzanie i poprawianie.
    Dobra, kończę już. Życzę mnóstwo weny i czekam na kolejny rozdział ;***
    Pozdrawiam <3
    P.S. Dałam mojej przyjaciółce linka do Snape Art kazała przekazać, że zakochała się w twoich rysunkach ( zresztą ja teź xd) i pozdrawia cię :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano ja tak samo, dlatego bardzo dziękuje. że się poświęciłaś! :D
      Ano chyba każdego to rozwala xd
      Snape i ciamcia ;; Proszę cię, nieraz wpadałam na takie ff, gdzie Severus śmiał się i płakał ;;
      Dla niej to nie jest pyskowanie, właśnie. Powinnam to napisać XD
      Szlaban na książki <3

      Podziękuj przyjaciółce i sobie XDD

      Usuń
  4. opowiadanie bardzo fajne.:)
    zapraszam do mnie http://czarodziejsnape-opowiadania.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ^^
      Dlaczego same Sevmione? ;;

      Usuń
  5. Było super chcę więcej!!
    Świetne było to z Istotą. Ciekawe czy na lekcjach też tak będzie mówił

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już niedługo pojawi się kolejny. Baardzo dziękuję :D
      Zobaczy się, hyhy.

      Usuń
  6. Na początku ostrzegam, że komentarz piszę w trakcie pisania toteż może być trochę nieskładny.
    ‘Istoto’ –to był tak bardzo typowy Snape xd
    I to jak tłumaczył czemu nienawidzi Gryfonów- bezcenne.
    Snape w twoim opowiadaniu jest po prostu genialny, Marrie cięte riposty, ale z Mistrzem Eliksirów nikt nie wygra.
    W końcu on zawsze ma rację a jeśli nie ma racji patrz punkt pierwszy ;P
    To co opisujesz jest tak realistyczne, uczucia są wręcz namacalne.
    Ten fragment o obrazach az razi mnie niesprawiedliwością tego jak były traktowane. W końcu były świetnym źródłem informacji, historii, wydarzeń. Czemu Hermiona o nich nigdy w ten sposób nie pomyślała? Podobno była inteligentna. No cóż, w końcu Gryfoński ciasny umysł.
    Uświadomiłaś mi jak ważną rolę pełnił Severus w zamku. Znaczy wiedziałam, że bez jego eliksirów byłoby krucho i w ogóle jednak dopiero teraz załam sobie sprawę jak ciężką pracę wykonywał. Przed twoim blogiem nie interesowała mnie zbytnio postać Snape’a dopiero kiedy zaczęłam czytać zapragnęłam zagłębić się w jego psychikę, spróbować go zrozumieć. I dziękuję ci za to.
    Pani Pince zawsze tak bardzo szczera xD Ksiązki w końcu najważniejsze.
    To zainteresowanie biblioteką. Pamiętam jak ja się czułam kiedy poszliśmy z klasą do biblioteki po raz pierwszy <3 Takich przeżyć się nie zapomina. Są idealne, jedne z najlepszych. Takie małe rzeczy a tak bardzo cieszą.
    Szlaban na ksiązki- jakie to okrutne .-. Nie wytrzymałabym na miejscu Mariki.
    Hogwart nocą <3
    Reasumując ten rozdział jest idealny, boski, przecudny.
    Odwołując się teraz do całości strasznie podoba mi sie twój styl pisania. Niczego nie dajesz za dużo: opisy, dialogi, to wszystko jest w świetnych proporcjach. Nie przynudzasz jak to robią niektórzy. Ta historia jest piękna, nie mogę się doczekać jej dalszej części. Chciałabym wiedzieć jak to się potoczy i muszę uzbroić się w cierpliwość bo naprawdę jest warto czekać na kolejne rozdziały.
    Uwielbiam twoje opowiadanie i postaram się teraz stale komentować.
    Pozdrawiam i życzę weny
    ~Vichi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oo a co piszesz? ^^
      Ano bardzo typowe xD
      Tak. Chciałam to ukazać, że z nim się nie wygra mimo wszystko.
      Ano ja bardzo Hermiony nie lubię i momo wszystko dla mnie nie jest inteligentna. Bardzo mądra, potrafi logicznie myśleć, ale to nie inteligencja.
      Ciesze się z tego bardzo. Ja w Severusa "wchodzę" już kilka dobrych lat, mieliśmy też podobne dzieciństwo, dlatego łatwiej mi za niego pisać. Lubię ukazywać ważność jego osoby ^^
      To diabeł, nie kobieta! xd
      Biblioteki, nawet mugolskie mają w sobie magię. Kocham je i musiałam to ukazać w ff. Domyślam się, że każdy czytelnik tak ma, kiedy wchodzi do tej skarbnicy przygód czy wiedzy.
      Szlaban jest okrutny i to bardzo ;;
      Dziękuje bardzo. Cieszę się, iż się podoba. To mój pierwszy blog, pierwszy dłuższy tekst, więc naprawdę wiele to dla mnie znaczy ^^
      Dziękuję raz jeszcze!
      Pozdrawiam,
      Marika

      Usuń
  7. Witam ^^
    Na samym początku stwierdzam iż masz ogromniasty potencjał i potrafisz go dobrze wykorzystać ;D Świetny rozdział. Nie jesteś z niego zadowolona? Nie masz przypadkiem gorączki?? Wszystkie twoje rozdziały są cudowne! Istoto!
    Już nie mogę się doczekać rozdziału, w którym Marika zacznie swoje pierwsze lekcje no i oczywiście w jakim domku się znajdzie c:
    Nie wierzę, że chciałaś zawiesić bloga. Każdy ma czasem zły dzień ;) Zjedz sobie cytrynowego dropsa i Ci przejdzie ;D

    Bardzo gorąco pozdrawiam i życzę weny,
    Dralia Malfoy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam ^^
      Ano nie wiem tego, trudno oceniać samego siebie, jednak dziękuję :D
      Zawsze tak chyba jest, że autor nie jest do końca zadowolony z tego co stworzy xd Istoto!
      Już niedługo ^^
      Cytrynowe dropsy </3 ;;

      Również pozdrawiam i dziękuję,
      Marika

      Usuń
  8. Tak więc to znowu ja... Niedługo powinien pojawić się rozdział o Kath *czyt. dzisiaj* tak więc można uznać bloga za oficjalnie odwieszonego! http://kathrin-riddle-corka-czarnegopana.blog.pl ~Panna Riddle

    OdpowiedzUsuń
  9. No hej~♡
    Rozdział-cudo w każdym słowie *u* epitet "istota" powalił mnie i rozdrobnił na atomy XD AHA... nieeeeeeeeeeeeeeeee uuusuuuuuuuuwajjjjjjjjjj bloooooooooga! Kofffamy Cię! A na rozdział będę czekać ile trzeba... ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aww widzę, że "istota" każdemu się podoba :D Bardzo dziękuję i nie usunę, to na pewno nie :D

      Usuń
  10. Po pierwsze przepraszam za to, że ten komentarz jest nierozgarnięty i może dziwny, ale nie umiem pisać komentarzy :P
    Siema. Więc tak szczerze- nie lubię pisać komentarzy i serio ;_; Ale twój blog jest świetny i tym o to postem przekonałaś mnie do pisania komentarzy. Gratuluję ! Strasznie podoba mi się to , jak ukazujesz charakter głównych postaci. Severus jest idealny! <3 Sev jest moim 2 ulubionym bohaterem książki (zaraz po moim mężu Syriuszu :D ) Tak jak większość zauważa, epitet z "istotą" trafił w ich serce! W moje również jak widzisz :) Mogę cię poinformować, że wchodzę tu prawie codziennie :D Uwielbiam twojego bloga! Zastanawiam się jak zlikwidujesz fakt iż Sev ma umrzeć ;_; Nie usuwaj bloga! Co będzie mnie trzymać przy życiu?! Po za tym opowiadanie jest bardzo realistyczne i można by powiedzieć, że jest jednym z niewielu w którym można się wczuć ! Boże ile bym dała żeby umieć tak pisać . I jak pewnie zauważyłaś - jestem niezrównoważona mózgowo , ponieważ piszę dużo emotikonek. :D Staram się je ograniczać, ale cóż :C "Podkreślają moje uczucia" Blog bardzo ładny i czytelny so...... lubię, a nawet kocham go czytać. Okey... To chyba wszystko. Ale mam jedno ważne pytanie : Czy Syriusz będzie w twoim opowiadaniu? <3

    Kocham buziaki i coś tam, życzę weny ! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za komentarz, a te nieogarnięte są świetne, bo ukazują wszystkie emocje czytelnika ^^ Emotki nie są złe xd Naprawdę dziękuję <3
      Co do pytanie o Syriuszu to... TAK! Zdecydowanie. Nie lubię go, ale to będzie dość ważna postać.

      Usuń
    2. :O Yey! Właśnie mnie ucieszyłaś <3

      Usuń
  11. Ahh... no nie wiem co powiedzieć! Muszę przyznać, że Twoje opowiadanie to CUDO! "istota" świetna! :D Sev taki okrutny dla Mariki :c Jestem ciekawa kiedy będzie jakiś przełom i miłość... ;>

    Pozdrawiam serdecznie i czekam na nowy rozdział! ;*

    OdpowiedzUsuń
  12. No więc, tak jak kiedyś obiecałam, jestem. Przybyłam, przeczytałam i komentuję.
    Od czego zacząć, hmm...? Może zacznę od shocików.
    Choć przeczytałam je na samym końcu, dopiero po tym rozdziale, to jeśli patrzeć na nie z perspektywy całości bloga, stanowią fajne wprowadzenie do historii właściwej. Taaak, pewnie zastanawiasz się teraz, gdzie podział się mój mózg, jeśli uważam te shoty za wprowadzenie, przecież to zupełnie inna historia i wgl... No i masz rację. Ale mi nie chodzi o wprowadzenie do fabuły, tylko do samego paringu. Choć teoretycznie z reguły wprowadzenia do jakiegoś nowego/ryzykownego połączenia powinno robić się łagodne, a w porównaniu z tempem w jakim rozwija się akacja w właściwym opowiadaniu, raczej to ono właśnie jest łagodne, to ja shoty za łagodne uważam, ponieważ jestem przyzwyczajona do czytania shotów, w których często seks wychodzi na pierwszy plan. Nic do niego nie mam, dopóki jest dobrze opisany, a sama fabuła ciekawa, zresztą sama lubię akt opisywać, ale shoty nie skupiające się na cielesności też są dobre. Nie licząc drobnych pocałunków i sugestii, Ty bardziej skupiałaś się w nich w shotach na emocjach postaci, za co ogromy plus *odzywa się nałogowy ćpun opisów wewnętrznych*
    Czy mam do czegoś zarzut? Poza błędami, nie. Wszystko jest tak, jak powinno. Fabuła jest ciekawa, opisy zadowalają moją niewyżytą opisowo naturę, postacie barwne i nieprzerysowane. Czyli naprawdę dobrze.
    Przed (chyba pierwszym) shotem zaznaczyłaś, że Sev jest u Ciebie nie Snape'owski. Wiesz, kreowanie postaci zgodnie z kanonem, dodając jej pewne uczucia i cechy, ale wciąż w charakterze kanonicznym pozostając, jest cholernie trudne. Wiem z doświadczenia. Pisząc np; takim Akashim staram się utrzymywać w ryzach kanonu, ale modyfikowanie go na takiego, jakiego chcę jest trudne, kiedy chcę by pierwotne cechy zachował. Eh... życie takie brutalne. Ale bo ja tu już dywaguję, a nie dość, że pewnie nie masz pojęcia o kim mówię, to jeszcze odbiegłam kompletnie od tematu.
    Wracając do źródła - powiedziałam, że utrzymywanie się w kanonie jest trudne, co sprawia, że do osób, którym się to udaje mam ogromny szacunek. Niemniej podobne uczucia żywię względem autorów, którzy potrafią daną postać tak zmodyfikować, by swoim zachowaniem kompletnie odbiegała od pierwowzoru, a mimo tego i tak posiadała w sobie to "coś". Choć czytając jakieś ff, mam przed oczami postać, którą znam z książki/filmu/gry/mangi/anime, to mogę się zakochać w postaci, której modyfikacji bym sobie wcześniej nie wyobrażała. Wszystko zależy od tego, jak ktoś to zrobi. Od stylu i formy. A Tobie się to udało. Fakt, Sevuś z Twoim shotów, to odbiega od kanonu, ale to nie jest złe. Ponieważ jest bardzo dobrze wykreowany. Konstrukcja jego postaci niezwykle mnie u Ciebie urzekła, mogę nawet powiedzieć, że mnie oczarował, co dziwne, bo zazwyczaj względem modyfikacji jego postaci mam bardzo wysoki wymagania i oczekuję pewnych elementów zawartych w charakterze postaci. A jednak Tobie udało się mnie zaskoczyć. Twój Sevuś jest naprawdę świetny. Co tu dużo mówić, za jego zmodyfikowaną kreację masz u mnie bardzo duży plus. Nie wiem, czy się przypadkiem nie powtarzam, ale nie chce mi się, sprawdzać komentarza od początku.
    Przechodząc dalej. Jeśli chodzi o shoty, to jeden cytat mnie niezwykle urzekł.
    "Na granatowo- czarnym tle wiły się różnokolorowe galaktyki, które wyglądały jak błyszczące wiry, niesamowicie błyszczące gwiazdy czerwone, złote i niebieskie. planety i asteroidy. Blask bijący z ciał niebieskich nie roznosił się jakimś cudem po sali, w której było ciemno jak nigdy. Dopiero teraz zauważyłem małe świetliki, czy Bóg wie co to było, które krążyły po Wielkiej Sali i układały się w różne kształty. Wybuch jakiejś planety zwrócił moją uwagę, nie mogłem uwierzyć, ze to się dzieje naprawdę. Czułem się jakbym w jedne chwili zjawił się w kosmosie i jakoś chciałem stamtąd wracać."

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Opisy to mój mały fetysz. Nie ważne, czy opisują uczucia, krajobraz, seks, postać, jakieś wydarzenie, dla mnie tematyka nie ma znaczenia, dopóki urzeka. Tak, jestem wymagająca, jeśli chodzi o opisy. Uwielbiam się nimi zachwycać, ale musi być czym się najpierw zachwycić. Nie ukrywam, że moją ulubioną formą opisów, są opisy przeżyć wewnętrznych, krwi i oczu (jak ja się jaram opisami oczu - heterochromia, wielbmy heterochromię!), ale zaraz potem w kolejności są kolory. Czy to na obrazie, czy jakieś wolne, tak po prostu, ja je uwielbiam. Te galaktyki, to niebo (właśnie, niebo - kolejna rzecz, której dobre opisy mnie jarają niezmiernie) no coś cudownego po prostu. Uwielbiam!
      Bardzo spodobał mi się też fragment z oczami. Kiedy Sevuś powiedział, że jej oczy mogłyby spokojnie konkurować z gwiazdami. Piękne, naprawdę. Uwielbiam fragmenty w shotach, gdzie dana postać zwraca uwagę na niezwykłość oczu drugiej. To tak, jakby pod mieniącym się, chwilowym złotem jej tęczówek Sev dostrzegł fragment jej duszy zmaterializowany w lśniący kolor. Cudowne. Tak, uwielbiam nadinterpretację, przyzwyczajaj się, to jeszcze się może w tym komentarzu nie raz powtórzyć. I nie, nie kłamię z tymi oczami. Naprawdę jara mnie ten opis, naprawdę czytając go, nie skupiam się na samym kolorze, a na uczuciach Seva ukazanych w ten sposób. Żeby nie było wątpliwości - "Obdarzasz moje ciało czułym spojrzeniem. Tak szczerym i rzadkim jak zaćmienie słońca. Uwielbiam, gdy patrzysz na mnie w ten sposób. Wtedy zdaję sobie sprawę, że twoje oczy są moim najcenniejszym skarbem. Tak drogim memu sercu, że chciałbym ci je wyłupić i zatopić w krysztale. Tak bym już zawsze mógł je podziwiać." Cytat w kwestii dowodu, żeby nie było. Bo niektórzy mi nie wierzą, że opisy oczu w kwestii przedstawienia uczuć postaci mogą mnie tak jarać. I zarzucają mi, że jestem nieszczera. No rzesz kurwa, gdyby coś mi się nie podobało, to bym się nie rozpisywała na tego temat, proste. Logika niektórych jest zadziwiająca. Napiszą dobry opis i dziwi ich, że moja wyobraźnia pracuje i nadinterpretuję i się nim zachwycam. Doprawdy, intrygujące. Gdyby nie jarały, to sama też bym ich nie pisała. A więc to w kwestii ewentualnego potwierdzenia, choć akurat Ty nie wyglądasz mi na osobę, która by go potrzebowała xd O przedostatnie zdanie z autocytaciku nie pytaj, wiem, że poronione, ale ja mam zryty mózg. Ah i wybacz mi, że przytoczyłam autocytat na Twoim blogu, ale żeby nie było, to nie miał być żaden spam.
      Przechodząc dalej, czyli już do opowiadania właściwego.
      Przyznam szczerze, że na początku mnie to nie powaliło jakoś szczególnie. Błędy oczywiście robiły swoje, skutecznie przeszkadzając w czytaniu, ale nie czepiam się o nie Ciebie, wiem, że jesteś dyslektykiem, to raczej lekka sugestia w stronę bety, by troszeczkę bardziej się skupiła podczas sprawdzania. Do niczego nie zmuszam, ale sugeruję.

      Usuń
    2. Dlaczego opowiadanie mnie nie zachwyciło? Zastanawiałam się nad tym i nie znam w sumie jakiegoś konkretnego powodu. Właściwie na płaszczyźnie fabularno-opisowej nie mam mu kompletnie nic do zarzucenia. Sev, momentami kanoniczny, momentami nie, ale jego kreacja tutaj również bardzo mi się spodobała. Wina Mariki? Też nie. Polubiłam obie perspektywy, którymi piszesz. Czyli nie Sev, nie Marrie. No to co? Co takiego sprawia, że tekst mnie od początku nie powalił? Nie wiem. On chyba po prostu nie miał "tego czegoś". Czytało mi się fajne, lekko i wgl, nie musiałam robić przerw, bo dłuższe fragmenty mnie męczyły. Pod tym względem wszystko było w porządku. Po prostu opowiadanie nie miało tej iskry. Nie odczuwałam, podczas czytania żadnego impulsu, kompletnie nic. Ciekawiło mnie co się stanie dalej, ale spokojnie mogłabym odejść od opowiadania i nigdy do niego wrócić. Choć wszystko było w porządku. Przy siódmym rozdziale już się chyba pogodziłam ze świadomością, że to nie jest opowiadanie dla mnie. Lubię obyczajówki w klimacie fantasy, ale tutaj nie czułam nic. Nie każdy potrzebuje aż tak silnego bodźca do czytania, ale ja lubię, kiedy coś mnie pcha do przodu, byle tylko przeczytać kolejny rozdział. No, a u Ciebie tego niestety nie czułam. Przy shotach - a i owszem, ale w opowiadaniu? Nie.
      No i co, pojechali na te mistrzostwa. No spoko, wszystko fajnie, opis meczu jak dla mnie bardzo dobry, jaram się i tak dalej, ale wciąż nie czuję nic. Siedzę w fotelu, popijając białą herbatę, i parząc ile czasu mi jeszcze zostało. "Powinnam przerwać, żeby się pouczyć" - tak myślę. Ostatecznie zdecydowałam się dokończyć rozdział i potem oddać się słodkim objęciom chemii. A teraz pytanie życia; czy zrobiłam to, czy nie? Dadadadadam, jestem zła, potrzymam Cię jeszcze chwilę w niepewności...
      Lalalalalala, trararararararaaaaaaaa......
      No więc, nie, nie zrobiłam. Nie przerwałam czytania, po tamtym rozdziale. Czemu? W którym momencie nastąpił przełom? W historii Wiliama i Asterii. Siedziałam, jak zaczarowana, czytając o tej dwójce. Historia, którą opowiedział im wtedy ten Szkot, klimat jaki wytworzył ogień i Twoje opisy, ah... coś pięknego po prostu. Niesamowicie mnie to urzekło. Jeden fragment, jedna historia (ale jak opowiedziana), a tak wiele zmienia. Naprawdę mnie urzekła. Od tego momentu patrzyłam na opowiadanie inaczej. Choć teoretycznie po opowieści powinno wrócić do stanu, w której mnie nie zachwycało, nie stało się tak. Opowiadanie nabrało do mniej tej głębi, której szukałam, tej, której znaczenie znam tylko ja (bo dla każdego wyjątkowość teksu, posiadanie "tego czegoś", jest czymś innym) i nagle zaczęłam patrzeć na nie zupełnie inaczej. Już nie jak na dobry tekst, który mogę poczytać, kiedy nie mam żadnych innych pozycji pod ręką. Wciągnęłam się w niego i po skończeniu rozdziału od razu chciałam poznać ciąg dalszy. Masz mnie.
      Teraz mogę z ręką na ręką na sercu powiedzieć, że Twój blog (tak, cały) spodobał mi się. Choć początkowo sądziłam, że nie jest dla mnie, to jednak naprawdę urzekł mnie styl, sposób kreacji postaci i głębia. Wiesz, co jeszcze dodatkowo bardzo zaplusowało? To, że akcja rozwija się w tak idealnym tempie. Nie ma od razu wielkiej miłości, nie ma nawet podtekstów. Skupiasz się na fabule w sposób godny podziwu, fabuła nie schodzi na dalszy plan, nie jest tłem dla romansu. Romansu zresztą tutaj właściwie nie ma. A czy będzie? Któż to może wiedzieć, chyba tylko sam autor xd
      Naprawdę za takie tempo budowania akcji masz u mnie wielki plus.
      Jest kilka cytatów, które chciałabym przytoczyć.

      Usuń
    3. "Na płótnie znajdował się król zwierząt - lew - oraz potępiony przez świat gad - wąż. Zwierzęta umieszczone były naprzeciwko siebie i wyglądały jakby szykowały się do walki. Artysta, który jak widać bardzo był utalentowany, sprawił, że im dłużej patrzy się na postacie to zdaje nam się jakby się ruszali i biegli w swoich kierunkach. Pomimo tego, że to zwierzęta, to widać na ich pyskach pasję, gniew, złość. Niesamowita gra emocji. Kolorystyka też niczego sobie. Czerwień i zieleń łączyły się ze sobą w pewnym momencie tworząc nową barwę. Pomimo tych żywych kolorów, obraz był mroczny i nie każdego by zachęcił."
      Przepiękny opis obrazu. Uwielbiam sztukę, jej wyrażanie i opisy w tekście. Wykonane dobrze są naprawdę piękne. A Twój taki jest.
      "Ból daje ci tą świadomość, że żyjesz." Ah, jak dobrze mi znana myśl. Lubię ją. Uważam dokładnie tak samo. To po części powód (ale tylko po części i to tej mniejszej), dla której mam tatuaż. W każdym razie, wracając do Ciebie, cieszę się, że tą myśl umieściłaś w tekście. Bardzo mnie to cieszy. Od razu uśmiech ciśnie mi się na usta.
      "Sceneria wyjęta, jak z jakiegoś filmu, trudno to właściwie opisać. Jednak najbardziej spodobał mi się mini ogródek japoński oraz mały strumyk, przepływający przez całe pomieszczenie. Po wodzie dryfowały zwierzęta wykonane z papieru - origami. Ruszały się delikatnie pod rytm powolnej muzyki. Papierowe żurawie fruwały pod sufitem namiotu, co jakiś czas sfruwając do goszczących w lokalu."
      Kultura Japonii to coś, co szczerze kocham. Jest zachwycająca, kiedyś zamieszkam w tym jakże pięknym kraju. Będę patologiem w tokijskim prosektorium. Wiem, ambitne plany xd W każdym razie opis śliczny. Szczególnie fragment z origami. Bardzo mnie to urzekło.
      "Rzędy, drewnianych, epokowych półek, rozciągały się przez całą długość biblioteki. Patrząc na nie, wyobraziłam sobie, że mają świadomość, że są strażnikami wiedzy, ukrytej w księgach, które dźwigały, by nie upadły, gdyż żadna książka nie zasługuje na to by być tak sponiewieraną. Skręciłam w jedną z alejek, by znaleźć się między dwoma wysokimi półkami. To było przytłaczające... Ile osób, które znalazły się w tym miejscu, miało ochotę zapoznać się z każdą książka, znajdująca się w bibliotece? Tysiące kartek czekało na spenetrowanie, na dotyk puszków palców czytającego. Zamknęłam oczy, czując niesamowity, wręcz uzależniający zapach ksiąg, które były niczym amortencja."
      Opisywanie książek. Ich zapach. Dźwięk, z jakim przewracane są karty pergaminu. Litery układające się w słowa. Każde niosące ze sobą przesłanie, głębię. Każde magiczne, jak furtka do świata poza chmurami, ucieczka do innego świata. Kocham. Kiedy ktoś opisuje książki/bibliotekę, rozpływam się. Ciesze się jak dziecko, kiedy ktoś zwraca na te cudowne papierowe istoty uwagę. Naprawdę. A ten opis był taki prawdziwy, taki... czuły. Ta miłość do książek aż z niego biła. Jest zachwycona.
      Ogólnie cały tekst jest bardzo realny. Te problemy, uczucia nic nie jest naciągane, wszytko układa się w idealnie ucharakteryzowaną całość. I za to kolejny, ogromny plus.
      No, także tym akcentem kończę swoją wypowiedź, mam nadzieję, że nie zabijesz mnie za jej długość, ale jak się czasem rozpiszę, to ciężko mnie zatrzymać, taki ze mnie mały, rozpędzony czołg. A blogger ogranicza ilość znaków w jednym komentarzu do 4096, stąd ten komentarzowy spam. Mam nadzieję, że Ci to nie przeszkadza.
      Jest jeszcze jedna rzecz, o którą chciałabym zapytać. Opowiadanie nie ma tytułu. Szukałam, patrzyłam i nie ma. Czy to może zdanie z belki bloga? Bo niezwykle mnie ten fakt braku tytułu ciekawi.

      Usuń
    4. Chcę Cię prosić o jedną rzecz. Mogłabyś mnie w miarę możliwości informować o nowych rozdziałach? Nie wiem, na ile starczy mi czasu na regularność, ale cóż I’ll try. A proszę Cię o to z tego powodu, ponieważ blogger mnie nie lubi. Pomijając fakt, że muszę się z nim strasznie użerać, żeby raczył opublikować moje posty, to bawi się moją listą czytelniczą, jak chce. Co z tego, ze obserwuje blogi, jak informacje o nowych postach zamieszcza na mojej liście miesiąc, albo dłużej po ich publikacji, albo nie robi tego wcale? Mam zamiar zając się ustawieniami i przejrzeć jego głębiny, ale cierpię tak bardzo na brak czasu. Może uda mi się coś z tym zrobić, kto wie. Bo to strasznie denerwujące, kiedy tak mi się blokuje. Więc zostawiam link na bloga http://porzeczkowysmakyaoi.blogspot.com/ i gdybyś mogła mnie informować, byłabym naprawdę wdzięczna. Info możesz zostawiać w zakładce SPAM. Do przeczytania bloga chętnie bym Cię zaprosiła, ale wspominałaś ostatnio o odwyku, więc się powstrzymam. Choć ja osobiście nie widzę koligacji między taką tematyką, a wiarą. Sama jestem katoliczką i uważam, że Bóg jest tolerancyjny. Poza tym tak wiele rzeczy jest według Biblii niewłaściwych, że jeśli nie stosuję się do jednej (dajmy na to np.; przeklinanie) do czemu mam postępować inaczej w z stosunku do drugiej? Nie, nie jestem hipokrytką, mogłabym wyjaśnić to obszerniej, ale blogger oskarżyłby mnie wtedy o ewidentny spam komentarzami. Więc sobie odpuszczę, zresztą to teren dywagacji i raczej nie miałabyś ochoty tego słuchać xd
      A jeszcze jedna rzecz. Względem estetyki bloga. Jakoś tak jak patrzę na szablon (którego nagłówek jest nawiasem bardzo ładny – photoshop prawda? W gimpie inaczej wygląda po nałożeniu tekstur) to nie podoba mi się jedna rzecz. Kolumny boczne mają ramki, a tło posta już nie. Nie zawsze, ale zazwyczaj jak nakłada się border to nakłada się na wszystko. Nie mówię, że tak jak jest, wygląda źle, ale wydaje mi się, że lepiej byłoby, gdyby wszystko miało zaznaczony border. Ale to tylko taka luźna sugestia z moje strony xd
      A, jeszcze coś. Nie lubię, jak ktoś robiąc zakładkę postacie, daje tam zdjęcia osób publicznych jako wygląd kogoś z opowiadania, oczywiście chodzi mi tu o przypadek, kiedy są to postaci własnego autorstwa. Własne rysunki - jak najbardziej, ale zdjęcia osób publicznych? Jakoś za tym nie przepadam. Zdjęcia i opis postaci z książki/filmu czy czegokolwiek na podstawie czego jest ff, to tak, ale te własnego autorstwa... jakoś nie. No bo kreujesz postać własną, a potem dajesz zdjęcie kogoś obcego. Czy to trochę nie przeczy jedno drugiemu? No chyba, że kreując, wzorowałaś się na danej osobie, wtedy to uzasadnione. Niemniej, mimo że tego nie lubię, plus za Jake'a Abela. Lubię go. Dobry aktor i ma śliczne, niebieskie paczałki, huehue.
      No, to by było na tyle. Kończę wywód, mam nadzieję, że coś z niego zrozumiałaś xd
      Napisz jeszcze jakoś niedługo jakiegoś shota. Może Gwiazdkowy szpeszjal?
      Pożyczę Ci jeszcze dużo weny i cierpliwości, no i przede wszystkim dużo czasu.
      P. S Usuń weryfikację obrazkową! To takie wkurwiające gówno.
      Do następnego!



      Usuń
  13. Nareszcie znalazłam czas, żeby ten rozdział przeczytać. Dręczyło mnie to dość długo...
    "Zadawanie pytań temu człowiekowi jest jak igranie z wulkanem. Tylko czekać aż wybuchnie, zalewając mnie parzącą lawą wyzwisk." - wypisz wymaluj Sally xD Nie cierpię, gdy ktoś co chwilę mnie o coś pyta...
    " Jeśli te książki podrzesz, porwiesz, postrzępisz, pogniesz, pozaginasz, pomażesz, pobrudzisz, poplamisz, poślinisz czy popaćkasz, jeśli nimi ciśniesz lub upuścisz albo w jakikolwiek inny sposób zbezcześcisz, uszkodzisz czy potraktujesz bez należytego szacunku, możesz się spodziewać najbardziej surowych kar, jakimi dysponuje..." - oho, czyli jednak nie skończę jako stara polonista z kortami, przez które kopnę w kalendarz..zostanę bibliotekarką xd
    Rozdział cudowny *.* jeśli jeszcze raz napiszesz, że ci się rozdział nie podoba, będę zmuszona zrobić ci mocne kuku *albo ziaziu, jak wolisz :D*
    Chciałabym umieć tak pisać...ale jak tu warsztat sobie wyrobić??
    Standardowo pozdrawiam i weny życzę :*
    ~Sally

    OdpowiedzUsuń
  14. Witam serdecznie,
    chciałabym na samym początku dodać, że czytam Twój blog od samego początku i nie wiem, dlaczego dopiero teraz zostawiam po tym ślad... .
    Skończyłam stęp, teraz rozwinięcie. Świetny rozdział. Uwielbiam to, jak pokazujesz Severusa. Dobrze, że nie zamieniasz go w takiego pudelka, za przeproszeniem. Ma charakter. Jest świetny. Marika, Marika - cudowna i przeurocza dziewczyna. Najprawdopodobniej przyszła Ślizgonka!
    Trzymam kciuki za następne rozdziały i zapraszam serdecznie do siebie.
    http://monsters-remine.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  15. Błagam, nie zawieszaj bloga. Z początku byłam sceptycznie nastawiona, ale po przeczytaniu 3 pierwszych rozdziałów stwierdziłam, że jest ciekawe a po kilku następnych, że muszę znać zakończenie. Błagam. Dużo weny życzę :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Normalnie nie komentuję, więc potraktuj to jako wyraz mojego absolutnego uwielbienia dla twojego bloga. To naprawdę było przeznaczenie;)
    Masz świetny, taki lekki styl pisania i potrafisz doskonale ubrać w słowa myśli Snape'a i Mariki. W pewnym stopniu się z nią utożsamiam, może i nie ubieram się podobnie (chociaż czasem tak), ale rozumiem i podzielam jej miłość do książek. Bogowie, jak ja bym chciała trafić do hogwardzkiej biblioteki...
    Miałaś świetny pomysł na to opowiadanie. Nie spotkałam się jeszcze z takim. Tym bardziej chcę poznać zakończenie. I mimo że łączenie Snape'a z... kimkolwiek wydaje mi się dziwne, to twój blog mnie wciągnął i z niecierpliwością czekam na więcej. Nawet nie waż się rezygnować! Weny, weny!
    Weronika z komentarzy o Sevmione;)

    OdpowiedzUsuń
  17. Czekam na kolejny rozdział! c:

    OdpowiedzUsuń
  18. Interpunkcja wciąż mnie boli, ale w rozdziałach betowanych widzę więcej błędów niż w niebetowanych XD Jest kilka literówek, ale spoko.
    Idą do Zakazanego Lasu... (͡° ͜ʖ ͡°) *pedofilski uśmiech na twarzy* Będą robić zakazane rzeczy? (͡° ͜ʖ ͡°)(͡° ͜ʖ ͡°)(͡° ͜ʖ ͡°)
    Ciąg dalszy tych bredni nastąpi

    OdpowiedzUsuń
  19. Widzę, że tu nie tylko ja nadrabiam czytanie. :)
    No i znowu Snape i Marika, niech to dziewczę w końcu zacznie się zadawać z rówieśnikami. Odnoszę wrażenie, że w tej szkole nie ma ani jednego ucznia.
    Nie podoba mi się chamstwo, z jakim Snape zwraca się do Mariki. Kiedy się nie odzywa, jest znośnie, ale kiedy otwiera usta, wychodzi z niego prostaczek rodem z Huty, nope, nie godzę się na taką kreację Snape'a. Jego słowa zawsze są wyważone i przemyślane, ja zawsze czekałam na to, co Snape w książce/w filmie powie, bo to zawsze coś znaczyło, a u Ciebie on papla trzy po trzy, wyzywa dziewczynę bez powodu... Nie podoba mi się to, co się w jego kreacji zadziało, ponieważ w początkowych rozdziałach był znacznie dojrzalszy i snejpowy, a teraz wychodzi z niego cham i prostak. Już nawet nie dzieciak, jak mi kiedyś pisałaś, a zwyczajny burak. Naprawdę niewiele mu brakuje do mojego współlokatora.
    Opisu Hogwartu ciąg dalszy, podoba mi się, że zwracasz na to uwagę, bo to jedyna rzecz, która łagodzi moje serce po tej tragicznej kreacji Snape'a. :)
    Ech, to był ciężki rozdział, chociaż nie rozpisałam się o nim wystarczająco. Chyba jeszcze nie do końca wyzdrowiałam, bo nadal walczę z lenistwem i lekceważeniem. Ciężko mi wykrzesać coś pozytywnego na temat tego rozdziału (poza pochwałą opisów), musisz go zdecydowanie poprawić.

    OdpowiedzUsuń

Layout by Alessa