niedziela, 2 listopada 2014

Rozdział X

Witam! Przepraszam za błędy wszelkiego rodzaju i raczej niekanonicznego Severusa (trzeba jednak pamiętać, że to nie robot i ma jednak jakieś tam uczucia). Miłego czytania oraz zapraszam na mojego fp - Snape Art. Rozdział niepoprawiony.




Witaj w Hogwarcie, moja droga!
Cholera, czy Albus nie potrafił się ciszej zachowywać? Wpadał do mnie — znowu — jak do siebie i zrobił zamieszanie. Podniosłem się do pozycji siedzącej, by ujrzeć dziewczynę, która szła w stronę dyrektora. Nie miałem pojęcia czy ta nutka niechęci w jej oczach była tylko moim przewidzeniem.
Dziękuje dyrektorze — odezwała się z wdzięcznością. Uśmiech nie schodził z jej twarzy.
Cieszę się, że dotarłaś do zamku. Severus jest zdolny do wszystkiego. —Zaśmiał się. Stanąłem obok dziewczyny. Nie powinien był się tu pojawiać, a tym bardziej powinien sobie darować takie komentarze.
Dyrektorze... — wysyczałem. Niech on zacznie zachowywać się jak dojrzały człowiek.
Tak, Severusie? — Spojrzał na mnie pobłażliwie, co jeszcze bardziej podziałało na moje nerwy. Zwrócił się do dziewczyny: — Za pół godziny zacznie się kolacja. Będziesz miała okazję poznać osoby, które zatroszczą się o twoją edukację. Dzisiaj wyjątkowo każdy, obecny nauczyciel ma obowiązek pojawić się w Wielkiej Sali. Każdy Severusie, bez wyjątków. Jednak ty i tak nie masz wyjścia, ktoś musi zaprowadzić pannę Snape na kolację.
Oczywiście — powiedziałem tylko. Kłótnia była bezsensowna.
Cieszę się, że obeszło się bez krzyków. — Przetarłem oczy. Kiedyś się przez niego załamię. — Idę odwiedzić resztę przybyłych nauczycieli. Do zobaczenia na kolacji.
Wróciłem na kanapę, kładąc się tak jak wcześniej. Nie przejąłem się całkowicie dziewczyną, która zajęła miejsce, w jednym z czarnych foteli. Jestem u siebie... Mam prawo na chwilę odpoczynku, chociaż to niszczy mój wizerunek sztywnego, wiecznie naburmuszonego Nietoperza. W tej chwili z pewnością nawet nie wyglądam przerażająco, a raczej jak normalny człowiek, który pragnie chwilę odetchnąć. Nie mam zamiaru przez tyle dni kryć się ze swoją normalnością, jeśli tak to mogę nazwać.
Wpatrywałem się w dziewczynę, która rozglądała się po pomieszczeniu. Nie wyglądała na zestresowaną, raczej spokojną jednak niepewną. Merlinie ja mam z nią mieszkać... Próbowałem o tym nie myśleć, jednak w tej chwili to jest najważniejszy temat do rozważań. Przez siedem dni będę się budził, a pierwszym co zobaczę, będzie właśnie ona. Wspólne śniadania, później zwiedzanie zamku... W co ten starzec mnie wpakował.
Marika w końcu na mnie spojrzała, z zaciekawieniem. W końcu mam okazję zapytać się o tego badyla.
Snape — warknąłem. Wypowiadanie w czyjąś stronę swojego nazwiska, jest niewiarygodnie głupie. — Co miał oznaczać badyl przyczepiony do mojej torby?
Gdybym sama znała odpowiedź, na zadane pytanie, to chętnie bym powiedziała, jednak jestem bezsilna w tej sytuacji — spokój w jej głosie był nad wyraz dziwny.
Nie bądź bezczelna, nie życzę sobie więcej takich... prezentów.
Rozumiem, profesorze. Mogę o coś zapytać? — W końcu zmiana tonu! Niepewność pojawiła się w jej głosie. Kiwnąłem głową na znak zgody. — Co pan zrobił wiśnią?
Spaliłem — odpowiedziałem jedynie. W pierwszej sekundzie na jej twarzy pojawił się szok, jednak po chwili uśmiechnęła się, odwracając ode mnie wzrok.
Niszczenie piękna to bestialstwo.
Teraz ja byłem w szoku. Usiadłem, wpatrując się w Marikę, jednak ona na mnie nie patrzyła, gdyż była zajęta ogniem w kominku, który rozpaliły skrzaty po naszym przybyciu. Nie powinna się tak do mnie odzywać, ale gorsze było to, że ma rację. Nie chciałem niszczyć tego nadzwyczajnego prezentu, zrobiłem to jedynie pod wpływem impulsu. Nie obchodziło mnie, to jak ona się czuje, a raczej sam fakt, że zniszczyłem piękno. Przeczesałem włosy palcami. Minęło kilka minut, a czarownica już sprawiła, że zacząłem zastanawiać się nad swoim postępowaniem. Pięknie.
Zostawiłem jej stwierdzenie bez komentarza, wstając. Ona zrobiła to samo, wiedząc, że już czas by wyjść na kolację.
Wyszedłem z komnat, za mną podążała podekscytowana dziewczyna. Ruszyłem ciemnym korytarzem, oświetlanym przez pochodnie. Moje kwatery mieściły się niedaleko klasy od eliksirów, którą właśnie minęliśmy. Marika dorównała mi kroku, rozglądając się po korytarzu, który sam w sobie był niczym specjalnym, jednak ona uśmiechała się, jakby pokazywano jej najwspanialsze dzieło sztuki. Zaczęliśmy wspinać się po schodach, a ja przyśpieszyłem kroku — ona zrobiła to samo. Po niedługiej wędrówce, podczas której żadne z nas się nie odezwało, stanęliśmy pod drzwiami Wielkiej Sali. Dziewczyna patrzyła na wrota, które zaraz otworzyłem.
... i naprawdę mają to samo nazwisko? To niesamowity zbieg okoliczności. — Skierował dane słowa do Albusa, starszy czarodziej, którego nigdy na oczy nie widziałem. Jak mniemam nowy nauczyciel obrony przed czarną magią. Spiorunowałem, nieznanego człowieka, wzrokiem. Dumbledore dobrze wie, że ja byłbym najlepszym nauczycielem tego przedmiotu, ale oczywiście musi mi odmawiać tej posady, rok w rok od mojego zatrudnienia w Hogwarcie.
W końcu nas zauważyli, na co Albus wstał oraz klasnął w dłonie. Przewróciłem oczami, kierując się do okrągłego stołu, postawionego na środku Wielkie Sali.
W końcu jesteście — odezwał się Albus, wskazując dwa miejsca, które mieliśmy zająć. Dziewczyna ciągle była blisko mnie, wpatrując się, w dla niej, obcych ludzi. — Nie ma jeszcze Sybilli oraz Filiusa. Cóż, może zaczniemy bez nich? Siadajcie, mamy wiele spraw do omówienia podczas tej kolacji.


***
Niszczenie piękna to bestialstwo.
Nie, żeby ta gałązka była jakaś bardzo wyjątkowa, jednak musiałam przyznać, że była niezaprzeczalnie piękna. Snape jak zwykły prostak spalił ją, bo jak mniemam była właśnie ode mnie. Cóż to za człowiek... Nie patrzyłam na niego, jednak wiem, że był zszokowany moim stwierdzeniem. Nic nie powiedział, myślał przez chwilę, następnie podniósł się, a ja za nim.
Kiedy skierował się w stronę wyjścia, mój wewnętrzny spokój zniknął, a jego miejsce zastąpiło podekscytowanie oraz ciekawość, których w żaden sposób nie dało się opanować. Opuściliśmy kwatery Snape'a. Szliśmy ciemnym korytarzem, który skojarzył mi się z podziemiami w banku Gringotta. Półmrok, który panował w tym kamiennym labiryncie, sprawiał, jakby dana podróż do Wielkiej Sali była czymś wyjątkowym, czymś niesamowitym oraz tajemniczym. Pomarańcz oraz żółć, ognia pochodni oświetlał korytarz, dodając mu tylko uroku. Czułam chłód kamiennych ścian, chociaż ani razu ich nie dotknęłam. Zbroje, niczym średniowieczni rycerze, chroniły przechadzających się ludzi, czekając tylko na jakieś niebezpieczeństwo, aby wykazać się męstwem oraz odwagą. Wydawało mi się, że blaszane postacie obserwują mnie, pomimo tego, że żaden żywy człowiek nie siedzi w tym żelastwie. Wszystko zaczęło się rozjaśniać kiedy, wspinaliśmy się po marmurowych schodach. Czułam wyraźnie magię, która kryła się w każdym kamieniu, tworzący ten zamek. Snape przyśpieszy, więc zrobiłam to samo. Nie miałam zbyt wielkiej możliwości oglądania części zamku, którą przebyłam, gdyż za szybko szliśmy. W końcu stanęliśmy przed wrotami Wielkiej Sali, a mnie zaczęło bić szybciej serce. Słyszałam głosy, zza drzwi, które Snape po chwili otworzył. Moim oczom ukazał się okrągły stół, za którym siedziało przynajmniej trzynaście postaci. Długie, jak się domyślam, uczniowskie stoły były odsunięte pod ściany, aby zrobić miejsce temu okrągłemu. Wielka Sala była oświetlana przez zaczarowane świece, które uniosły się wesoło, nad naszymi głowami. Ze ścian wystawały kamienne, zwierzęta, które były patronami czterech domów w Hogwarcie. Wąż, borsuk, orzeł oraz lew obserwowały jak przez siedem lat nauki, uczniowie zmieniali się, kształcili oraz dorastali. W oczy rzuciły mi się także cztery klepsydry, które informowały o ilości punktów każdego z domów. Widziałam z daleka duchy, które przelatywały przez ściany, jakby w ogóle tam ich nie było. Na Merlina, duchy! To naprawdę był niesamowity widok, choć nic nie mogło pokonać sklepienia, którego w pewnym sensie nie było. Cóż to za piękna magia, że zamiast nudnego sufitu, mogłam patrzeć na piękne granatowe niebo, pokryte ciemnymi chmurami. Księżyc był dzisiaj wyjątkowo dobrze widoczny oraz nie był sam. Mnóstwo gwiazd towarzyszyło mu podczas tej mroczniejszej części doby.
... i naprawdę mają to samo nazwisko? To niesamowity zbieg okoliczności. — Usłyszałam. No tak... Przecież jesteśmy głównym tematem rozmów. Mogli się chociaż wstrzymać, kiedy weszliśmy do pomieszczenia. Snape ruszył w stronę innych nauczycieli, a ja za nim. Trzymałam się go wyjątkowo blisko. Nie mogłam znieść tych zaciekawionych spojrzeń obcych ludzi. W tej chwili Snape był mi najbliższy oraz to jemu ufałam.
W końcu jesteście — odezwał się Albus, wskazując dwa miejsca. — Nie ma jeszcze Sybilli oraz Filiusa. Cóż, może zaczniemy bez nich? Siadajcie, mamy wiele spraw do omówienia, podczas tej kolacji.
Zasiedliśmy do stołu, który był zastawiony srebrnymi talerzami oraz pucharami. Próbowałam na razie nie patrzeć na ludzi, którzy zapewne wpatrywali się we mnie, choć było to trudne skoro pewna przysadzista kobieta, o szarych włosach najwyraźniej była nazbyt ciekawa moją osobą. Dostrzegłam, że ma bardziej zaniedbane paznokcie, brudne w ziemi. Czyżby nauczycielka zielarstwa? Spojrzałam na nią, uśmiechając się. Odwzajemniła mi się tym samym. Dyrektor wstał, klaszcząc lekko, aby zwrócić na siebie uwagę.
Witam wszystkich w tym jakże radosnym dniu. Mam kilka ważnych informacji do przekazania. Zacznę od zmiany w kadrze nauczycielskiej. Jak widzicie, profesor Quirrell nie pojawił się dzisiaj. Powodem, dla którego się to stało, jest fakt, iż wybrał się na całoroczny urlop. Miejsce nauczyciela mugoloznastwa zajmie profesor Tavallin Cyffredin.
Przerwał, wskazując na starszą, dość pulchną czarownicę. Siwe włosy, były spięte w imponujący warkocz. Jej postawa oraz wyraz twarzy kojarzyły mi się z typową babcią. Ciepła staruszka, która jest niesamowicie opiekuńcza i kochana. Taką babcię widziałam tylko w telewizji. Obecni zaczęli klaskać, by przywitać kobietę, która wstała i kilka razy się ukłoniła.
Profesor Cyffredin zostanie znani jedynie na rok, jednak mam nadzieję, że wszyscy ciepło ją przyjmiemy. Mamy jeszcze jednego, nowego towarzysza. Adham Svartur, mój stary przyjaciel zostanie nowym nauczycielem obrony przed czarną magią.
Mężczyzna wstał, uśmiechając się ciepło. Miał coś z dyrektora, choć był o wiele młodszy. Jego już siwe włosy z brązowymi pasmami były długie, a przy tym związane z tyłu. Mądrość była wypisana w jego zielonych oczach, jednak wyglądał na człowieka, który lubił się bawić pomimo wieku. Ukłonił się, po czym usiadł, nie przestając się uśmiechać.
Kolejnym i chyba najważniejszym tematem jest nasza nowa uczennica, która towarzyszy nam dzisiaj na kolacji. To dość niespotykane, by uczeń zjawiał się w szkole tydzień wcześniej, jednak jak wam wszystkim wyjaśniałem, było to wręcz konieczne. Panna Snape... — Zamilkł, patrząc, jak się domyślam, kolejny raz na reakcję nauczycieli. Każdy patrzył nie na mnie, a na Snape'a, który widocznie się powstrzymywałby nie krzyknąć. — Panna Snape musi poznać każdego z was, by się przyzwyczaić do nowych nauczycieli. Chciałbym was także powiadomić, że zorganizujecie dla niej zajęcia dodatkowe, by mogła nadrobić wszystko, co straciła przez te lata. Oczywiście w korzystnych dla was godzinach, liczę, że panna Snape się dostosuje. — Spojrzał na mnie z uśmiechem, wyczekująco.
Oczywiście profesorze. — Wstałam. — Będę niesamowicie wdzięczna, jeśli nauczyciele poświęcą mi swój wolny czas, abym mogła nadrobić zaległości. Nie będę ukrywać, że będzie to dla mnie ciężkie, jednak będę się starać.
Skończyłam mówić, po czym usiadłam. Snape wpatrywał się we mnie, zresztą jak wszyscy. Merlinie... To naprawdę jest krępujące. Zacisnęłam pod stołem dłonie, obserwując, jak nauczyciele szeptali coś pomiędzy sobą. Pewna kobieta, o srogim wyglądzie, której kok była tak mocno spięty, że wydawałoby się to niemożliwe, rozmawiała po cichu profesorem Dubledorem, a Svatur jedynie im się przysłuchiwał. Snape także z kimś rozmawiał. Była to kobieta o czarnych włosach, która postawą przypominała połączanie kobiety z kokiem oraz Snape'a. Westchnęłam pod nosem, naprawdę czułam się tu bardzo obco, szczególnie że Snape przestał zwracać na mnie uwagę. Kiedy usłyszałam otwierające się drzwi, odwróciłam się, aby zobaczyć, kto do nas dołączy. Kobieta, która wyglądem przypominała wariatkę, kierowała się w stronę stołu. Miała blond włosy do ramion, a na sporym nosie, nosiła duże okulary. Jej ubranie pokryte było wielobarwnymi koralikami oraz cekinami. Nie wiem, dlaczego jej strój kojarzył mi się z cyganami... Szła, jakby czegoś się bała i jedynie wyczekiwała na jakąś katastrofę.
Sybillo! Jakże się cieszę, że postanowiłaś jednak do nas dołączyć. Dobrze, wiem, że nie lubisz wychodzisz ze swojej wieży. — Albus wstał, patrząc rozpromieniony na dziwaczną kobietę.
Tak zwana Sybilla, gdy tylko mnie zauważyła, zrobiła przerażoną minę, po czym zasłoniła twarz. Zdezorientowana, spojrzałam na Snape'a mając nadzieję, że mi to wyjaśni. Jednak on patrzył na kobietę, która wskazywała teraz na mnie.
Ona kryje w sobie wielkie zło, przez nią zginą ludzie! To chodząca katastrofa! Potwór się w niej kryje... Widzę, jak się uwalnia!
Cholibka... Pani psorko, Trelawney... Straszy pani dziewczynę.
Nawet nie spojrzałam na właściciela tych słów, gdyż dobrze wiedziałem, kto je wypowiedział. Za to patrzyłam na Trelawney zszokowana, nie wiedząc co powiedzieć. Kobieta wpatrywała się we mnie przerażona, jakbym naprawdę była jakimś złem, jakby zobaczy demona. Snape nachylił się do mnie.
Spokojnie... — szepnął. — To wróżbitka, jednak jej przepowiednie są nic nie warte. Co roku mówi jakiemuś uczniowi, że umrze. Jeszcze nigdy nic się takiego nie stało. Spójrz na innych nauczycieli.
Zrobiłam, jak mi poradził. Zdziwiłam się, kiedy okazało się, że tylko ja — nie licząc imponujących rozmiarów mężczyzny, z krzaczastą brodą — jestem tak przejęta tym, co powiedziała wróżbitka. Dyrektor uśmiechał się pobłażliwie, niektórzy chichotali pod nosem, a kobieta w koku patrzyła ze złością na Trelawney, która nadal stała w miejscu.
Na miłość boską, Sybillo zajmij swoje miejsce i nie strasz nowego ucznia! — Odezwała się oburzona kobieta, która rozmawiała wcześniej z Dumbledorem. Kiedy wróżbitka usiadła, nie patrząc na mnie, kobieta koku wstała.
Już ustaliłam z profesorem Dumbledorem, że to ja zajmę się organizowaniem dodatkowych zajęć panny Snape, by nie odbywały się zbyt późno oraz by każdemu pasowały dane godziny. Sporządzę harmonogram, który rozdam za tydzień razem z planami lekcji.
Obecni jedynie kiwali głowami, pokazując tym, że zgadzają się, aby właśnie ta osoba zajęła się ustaleniem godzin zajęć. Surowo wyglądająca kobieta zwróciła się do mnie.
A ciebie Mariko witam serdecznie w Hogwarcie. Jestem profesor McGonagall, opiekunka Gryfonów, zastępca dyrektora. Każdy tu z obecnych wie, przez co musiałaś przejść, więc tym bardziej mam nadzieję, że będziesz czuła się w szkole niczym w domu, a inni uczniowie staną się dla ciebie rodziną.
Dziękuje, pani profesor — uśmiechnęłam się ciepło.
Teraz każdy niech się przedstawi, po czym zaczniemy jeść. Muszę przyznać, że jestem niesamowicie głodny — zaśmiał się Dumbledore, gładząc swoją brodę.
Obecni zaczęli się przedstawiać. Nauczyciel obrony ponownie powstałby jedynie znowu się przedstawić. Obok niego siedziała bibliotekarka — Irma Prince — a dalej Bathsheda Babbling, która uczyła starożytnych run. Aurora Sinistra — nauczycielka astronomii — musiała być jej bliską znajomą, gdyż wcześniej ciągle ze sobą rozmawiały. Gajowy Hagrid przywitał ze mną najbardziej radosnym głosem, który sprawił, że chociaż po części mój stres zniknął. Obok niego zasiadł Silwanus Kettleburn, który musiał być bardzo oddany swojemu przedmiotowi — ciągle czytał książkę o magicznych zwierzętach. Poppy Pomfrey była kolejną osobą, która wywołała we mnie pozytywne uczucia, co było bardzo korzystne dla jej zawodu. Ciepło wyglądająca kobieta była pielęgniarką, a to ważne by takie osoby wzbudzały zaufanie. Kobieta siedząca po mojej lewej stronie — Pomona Sprout — jak się domyślałam, była nauczycielką zielarstwa. Podała mi nawet dłoń, a ja bez skrępowania uścisnęłam ją zadowolona. Snape, który zajmował miejsce po mojej prawej stronie, nie przedstawił się — co raczej było oczywiste. Septima Vector uczyła numerologii. To ona wcześniej rozmawiała ze Snape'em i trudno się dziwić, że znaleźli wspólny język. Podobna postawa, czarne włosy oraz szaty. Vecotr wyglądała jak damska wersja Snape'a, tylko że ładniejsza. Kiedy dowiedziałam się, czym zajmuje się Rolanda Hooch, rozpromieniłam się cała. Cóż, samo myślenie o lataniu na miotle sprawiało, że ogarniała mnie niesamowita radość. Kobieta niepewnie uśmiechnęła się do mnie, jednak co chwilę zerkała na Trelawney. Widocznie nie była zachwycona, że musiała obok niej zasiąść. Wróżbitka, podobnie jak Snape nie odezwała się. Przyszła pora na ostatnią osobę, czyli Cyffredin, którą już znałam. Dowiedziałam się, iż profesor Binns jest duchem, oraz że trudno go złapać, także nikt się nie fatygowałby go zaprosić, a dodatkowe lekcje z nim nie są konieczne. Zabrakło także profesora Filiusa Flitwicka, który, prawdopodobnie nie wrócił jeszcze z wakacji.
Dyrektor zaklaskał w dłonie, a na stole pojawiło się najróżniejsze jedzenie. Na sam widok zrobiło mi się niedobrze. Nigdy nie jadłam dużo, a taka ilość pożywienia, jedynie mnie odrzucała. Nałożyłam sobie niedużo pieczonych ziemniaczków oraz pożywną sałatkę. Nauczyciele zachowywali się całkiem inaczej, niż mogłam się tego spodziewać. Sądziłam, że kolacja przebiegnie w niezręczniej ciszy, jednak każdy rozmawiał ze sobą. Może i byłam jedyną osobą — nie liczyć Sybilli — z którą nikt nie rozmawiał, jednakże podobała mi się atmosfera, która panowała przy tym stole. Widać, że nauczyciele — nawet Snape — w jakiś sposób się lubią oraz na pewno szanują. Nawet nowi członkowie kadry nauczycielskiej byli wciągnięci do rozmowy. Jadłam powoli, przysłuchując się rozmową, z których jednak nic nie wywnioskowałam.
Panno Snape? — odezwała się Bathsheda Babbling. — Pomimo tego, że profesor Dumbledore mówił nam o tym, to jednak jestem ciekawa... Czy to zbieżność nazwisk?
Snape, który w pierwszej chwili nie odwrócił się, teraz patrzył wrogim wzrokiem w stronę nauczycielki starożytnych run. Merlinie... Czy ona nie wie, że on się tym bardziej przejmuje niż ja?
Oczywiście, że tak. To panieńskie nazwisko mojej matki. Po tym, jak pierwszy mąż ją zostawił, przy drugim związku nie chciała łączyć się i nazwiskiem. Niech pani uwierzy, że była równie zdziwiona, kiedy się dowiedziałam, że dzielę z profesorem Snape'em nazwisko — odpowiedziałam spokojnie, z lekkim uśmiechem szukając aprobaty Mistrza Eliksirów. Kiwnął lekko głową, na co odetchnęłam z ulgą.
Profesor Snape się tobą zajmował przez ostatni czas, czyż nie? — Tym razem zadała pytanie Sinistra.
Tak, pani profesor.
To bardzo dziwne, że mówisz to z takim spokojem moja droga. Severus jest znany jako Postrach Hogwartu. Nie jednego pierwszoroczniaka doprowadził do płaczu — niektórzy zachichotali, a jednym z nich był Dumbledore. McGonagall jedynie odchrząknęła, jedząc w spokoju.
Profesor Snape był naprawdę dobrym opiekunem w przeciwieństwie do... — zacięłam się, gdyż nie wiedziałam, czy w takim gronie mogę obrażać urzędników, jednak dyrektor kiwnął głową, bym kontynuowała. — Do nauczycieli z ministerstwa. Nikt nie chciałby mieć z nimi bliższego kontaktu, ja niestety nie miałam wyjścia.
Nikt nie będzie zaprzeczał, panno Snape. — Sprout poklepała mnie lekko po ramieniu. — Widziałam wyniki twoich SUM-ów. Muszę przyznać, że jestem zachwycona twoimi osiągnięciami, pomimo tego, że był to jedynie test teoretyczny.
Też jestem trochę zawiedziona, że udało mi się jedynie wziąć udział w teście praktycznym, który dotyczył eliksirów. Muszę przyznać, że zielarstwo to mój ulubiony przedmiot, właśnie obok wcześniej wspomnianych eliksirów. — Uśmiechnęłam się szeroko. Brzmi trochę jak lizustwo, ale skoro mam okazję złapać dobry kontakt z nauczycielami, to dlaczego by tego nie wykorzystać?
Jakże się cieszę moja droga. Niewiele jest osób, które doceniają zielarstwo. Tak samo, jak eliksiry, prawda Severusie.
Trudno się nie zgodzić, Pomono — mruknął jedynie Snape.
Może wyszkolisz Marikę na Mistrzynię Eliksirów — komentarz Sprout, spowodował, że Snape prawie się zachłysnął jedzeniem. Nauczyciele zaczęli się śmiać.
Raczej nie chce doprowadzić profesora Snape'a do śmierci poprzez zadławienie — powiedziałam niepewnie, na co obecni znowu zachichotali. — Bardziej interesuje mnie kariera uzdrowiciela. Dobrze wiem z doświadczenia, jak ważne jest leczenie innych, ile daje to radości, a próby dodają nadziei, która jest niezbędna w życiu.
To piękna myśl, panno Snape — tym razem skomentował moją wypowiedź Dumbledore, unosząc do góry kielich, po czym się z niego napił.
Dalej kolacja przebiegła w naprawdę przyjemnej atmosferze. Pomimo tego, że zdawałam sobie sprawę, że jestem wśród nauczycieli, naprawdę doświadczonych ludzi to czułam się lekko i bez skrępowania. Później nastąpił deser, który został zjedzony w ciszy. Każdy wyglądał na zmęczonego, jednak zadowolonego. Niektórzy po kryjomu ziewali, a ja wcale im się nie dziwiłam. Sama byłam niewiarygodnie zmęczona i marzyłam jedynie o wygodnym łóżku, po czym budziłam się, kiedy przypominałam się o wspólnej sypialni ze Snape'em. W końcu odeszliśmy do stołu, wychodząc z Wielkiej Sali. Życząc sobie dobrej nocy, skierowaliśmy się do swoich kwater. Szłam ledwo przytomna za profesorem, który nie wyglądał na zmęczonego. Dotarliśmy do jego mieszkania, Snape otworzył drzwi, przepuszczając mnie w przejściu.
Pierwsze spotkanie z kadrą, wypadło ci bardzo dobrze, Snape. — Spojrzałam na niego zdziwiona, że w ogóle się do mnie odezwał. — Za każdym razem, kiedy ktoś cię zapyta, o nazwisko masz odpowiadać tak jak dzisiaj.
 — To oczywiste, profesorze — przetarłam oczy, ze zmęczenia, jednak Snape nie wyglądał, jakby miał zakończyć rozmowę. Usiadł na kanapie, a ja zajęłam to samo miejsce co wcześniej.
 — Jeśli myślisz, o zostaniu uzdrowicielem to musisz porządnie wziąć się za eliksiry oraz zielarstwo, jednak skoro to są twoje ulubione przedmioty, raczej nie będziesz mieć z tym problemów.
 — Bycie uzdrowicielem to i tak jakby zajęcie awaryjne...
 — To znaczy? — Zaciekawiony, patrząc na mnie, rozpiął dwa pierwsze guziki swojej koszuli.
 — Chciałabym zostać uznaną artystką w świecie mugoli. To raczej trudniejsze od zostania uzdrowicielem, patrząc na liczbę osób, która tworzy sztukę, jednak muszę spróbować.
 — Rozumiem. Idź do łazienki pierwsza, Snape.
Kiwnęłam jedynie głową, po czym ruszyłam do sypialni. Wzięłam swoją piżamę, czyli po prostu luźną koszulkę oraz krótkie spodenki, po czym zniknęłam za drzwiami łazienki. Od razu rzuciły mi się w oczy szampony oraz inne kosmetyki Snape'a, a ja zaczęłam się zastawiać, że jeśli tak bardzo dba o higienę, to niby w jaki sposób ma tłuste włosy? Ciężki przypadek jak widzę. Pomieszczenie było dość duże oraz wyjątkowo jasne. Ogromne lustro, ozdobione wężami, sprawiało mi pewien dyskomfort. Duża wanna oraz osobna kabina prysznicowa, były luksusem. Zdecydowałam się na szybsze wyjście, czyli szybki prysznic. Woda rozbudziła moje ciało oraz zmysły i dobrze wiedziałam, że już tak szybko nie zasnę. Umyta zniknęłam pod kołdrą, patrząc na drzwi sypialni, zastanawiając się, gdy Snape przekroczy jej próg i pójdzie się myć. Dziesięć minut, piętnaście, dwadzieścia... Na nowo zaczynałam ziewać, a Snape się nie pojawiał. Chyba nie ma zamiaru spać na kanapie?


***


Nie miałem zamiaru iść się myć, kiedy młoda jeszcze nie zasnęła. Zazwyczaj nie spałem w koszuli, a wizja dziewczyny oglądającej mnie półnagiego nie była zachęcająca — ciekawe tylko dla kogo. Ogólnie nie chciałem kłaść się do łóżka z myślą, że ktoś może mnie obserwować. To już szczyt beznadziejności czuć się niekomfortowo w swojej własnej sypialni. Przetarłem oczy zmęczony. Może tego nie okazywałem, ale ta kolacja była niesamowicie wyczerpująca. Wiadomość Albusa o dodatkowych zajęciach wcale mnie nie zaskoczył, a wręcz przeciwnie — potwierdziła jedynie moje domysły. Marika poradziła sobie w tej niecodziennej sytuacji, a jako jej opiekun poczułem dumę. Tyle lat bycia opiekunem Ślizgonów robiło swoje, a pochwalenie się, wychowaną podopieczną było czymś naprawdę przyjemnym. Jak zawsze rozmawiałem z Septimą, która już zaprosiła mnie na pierwszą partię szachów w tym nowym roku szkolnym. Z Vector utrzymywałem skomplikowane stosunki. Nie nazwałbym jej przyjaciółką, tak samo jak ona mnie, jednak często rozmawiałem z nią na różne tematy, a kobieta wysłuchiwała mnie bez zbędnych komentarzy. Była to rozważna osoba, o trzeźwym umyślę, która miała ostre zasady i prawdopodobnie była drugą najbardziej nielubianą nauczycielką, zaraz po mnie, oczywiście. Oprócz gry w szachy ćwiczyliśmy od czasu do czasu także szermierkę, wymienialiśmy się książkami, czy po prostu piliśmy alkohol, rozmawiając o nieudolności uczniów.
Chyba najbardziej podczas tego spotkania rozbawiła mnie reakcja Trelawney. To było tak absurdalne, a jednocześnie tak przewidywalne, jeśli chodzi o jej osobę, że trudno było nie uśmiechnąć się pod nosem. Jednak coś w spojrzeniu Albusa nie dawało mi spokoju, jakby nie potrafił zaprzeczyć, wyśmiać tego, a jedynie patrzył na Sybille pobłażliwie, co miało mówić " i tak ci nikt nie uwierzy". W każdym razie, jeśli chodzi o Trelawney, to nie może być prawdą. Co roku komuś grozi śmiercią, jednak do tej pory nikt nie zginął, a tym bardziej tragiczną śmiercią. Głupia kretynka, a cała ta dziedzina magii zwana wróżbiarstwem jest tak bezsensowna, że trudno to nawet wyrazić słowami.
Wypiłem kieliszek wina przed pójściem do łazienki. Zajrzałem ostrożnie, czy dziewczyna już śpi. Wydawałoby się, że właśnie tak jest, chociaż nie byłem pewny. Zniknąłem za drzwiami łazienki, od razu pozbywając się ubrań. Momentalnie spostrzegłem zmiany, panujące w tym pomieszczeniu. Obcy szampon, żel, obca szczoteczka, ręcznik. Inny zapach panujący w łazience. Obce ubranie w koszu... Przysiadłem na skraju wanny, zastanawiając się, dlaczego tak mi z tym źle, jednak w inny sposób niż można byłoby się spodziewać. Nie znałem odpowiedzi na to pytanie, a nie chciałem rozmyślać o tym na noc.
Po półgodzinie wyszedłem z łazienki, kierując się do swojego łóżka. Ułożyłem się wygodnie twarzą do dziewczyny. Patrzyłam na nią chwilę, czując się dziwnie, jednak nie byłem zdenerwowany. Wręcz przeciwnie, przemawiał przeze mnie pewien spokój.
Dobranoc, profesorze. — Nagle otworzyła oczy, uśmiechając się lekko, zaspana. Prychnąłem.
Dobranoc, Snape. — Odwróciłem się do niej, plecami i zasnąłem.
Ranek nadszedł szybko, mógłbym powiedzieć zbyt szybko. Wstałem, nie patrząc na moją współlokatorkę, skierowałem się do kuchni. Nie miałem zwyczaju odświeżać się przed śniadaniem. Usiadłem na kanapie, biorąc ze stolika Proroka Porannego, którego dostarczały mi skrzaty. Pstryknąłem palcami, a jeden z nich się pojawił.
Tak, sir?
Jajka w koszulkach, tosty francuskie oraz bekon. Do tego sok pomarańczowy. Oczywiście podwójna porcja.
Tak jest, sir. Mufinek zaraz przyniesie.
Skrzat zniknął, zostawiając mnie z myślą, czy obudzić dziewczynę. Już miałem wstawać , gdy ta pojawiła się w progu sypialni, przecierając oczy.
Dzień dobry, profesorze. — Ziewnęła, po czym skierowała się w moją stronę. Siadła w fotelu, nadal wyglądając na nieprzytomną. Nawet nie zwróciła uwagi na to, że jestem bez koszuli.
Dzień dobry. Nie musiałaś jeszcze wstawać. — Wcale nie musi wiedzieć, że chciałem ją zaraz obudzić. A nie jednak niech wie. — Mogłaś wstać za jakąś minutę, gdyż właśnie miałem cię budzić na śniadanie.
Nie odpowiedziała na to. Siedziała, kryjąc twarz w dłoniach. Przewróciłem oczami, zdając sobie sprawę, że jedynie w mojej obecności jest taka bezczelna, jakby czuła się dobrze w moim towarzystwie... Melinie, to niemożliwe! Na pewno nie. Przeglądałem Proroka, jednak ja zawsze nie było w nim nic ciekawego. Odłożyłem gazetę na bok i właśnie w tej chwili pojawił się skrzat z jedzeniem, które zostawił na stoliku, kłaniając się, po czym zniknął. Zabrałem się do razu do jedzenia, układając w głowie plan dzisiejszego zwiedzenia. Chciałem jak najszybciej mieć to za sobą, by później dziewczyna już sama wędrowała po zamku, gdzie chce i kiedy chcę.
Snape, jedz, bo zrobi się całkiem zimne. — Marika otworzyła oczy, po czym sięgnęła po jednego tosta oraz sok. — Mogłabyś usiąść jak normalny, wychowany człowiek? Nie mam zamiaru patrzeć, jak jesz niczym, bachor pozbawiony manier. Zachowaj kulturę w moim domu, z łaski swojej.
Usiadła prosto, zawstydzona. Przeczesała włosy, palcami oraz po raz ostatni przetarła oczy.
Niech pan wybaczy, to się więcej nie powtórzy.
Zjedliśmy w ciszy, po czym wysłałem dziewczynę do łazienki. Wyszła z niej dość szybko, ubrana jak zwykle w czerń. Po niedługim czasie i jak byłem gotowy do wyjścia.
Zaczniemy od klasy eliksirów, gdyż w moim interesie jest, abyś nie spóźniała się na mój przedmiot. Już wczoraj ją mijaliśmy, choć nie zdziwię się, jeśli jej nie zauważyłaś.
Nie zwracałam uwagi na takie rzeczy, profesorze.
Tak myślałem — odpowiedziałem z wyższością. — Chodź za mną, a w klasie niczego nie dotykaj, rozumiesz?
Oczywiście...
Wyszedłem z kwater, a dziewczyna podążała za mną. To będzie długi dzień.

14 komentarzy:

  1. Rezerwuję miejsce na bardzo długi komentarz. Ces.

    Też Cię kocham <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Witaj Mariko (?)
    W takim momencie kończyć rozdział? Zżera mnie ciekawość. Jak sobie poradzisz na pierwszych lekcjach?
    Komentarz nie jest extra superowy, ale jest. Pozdrawiam, czekam na następny rozdział i życzę weny oraz zapraszam do siebie:
    http://synpana.blogspot.com/
    Riddle

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, mam na imię Marika w realu xd
      Na razie to tylko tydzień przez rozpoczęciem roku, lekcje jeszcze daleko xd
      Każdy komentarz jest świetny :D
      Pozdrawiam,
      Marika

      Usuń
  3. Rozdział wspaniały! Gdybym ja miała razem z nauczycielami jeść kolację to bym chyba nic nie ruszyła xd Jestem bardzo ciekawa do jakiego domu trafi Marika. Chciałabym aby tiara wybrała dla niej Slytherin, ale coś w środku mówi mi, że będzie to Gryffindor.
    Czy tylko ja mam takie wrażenie, że Dumbi chce ich zeswatać?
    Życzę dużo weny!
    Czekam na nexta!
    Pozdrawiam ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ^^
      Och akurat ja lubię rozmawiać z nauczycielami, a wspólna kolacja z nimi byłaby naprawdę ciekawym doświadczeniem. Nie lubię nauczycieli jako nauczycieli, ale jako ludzi XD
      Ja kocham Slytherin <3
      Ano Albus na pewno ma w tym jakiś motyw, ale żeby swatać nauczyciela i uczennice? xd
      Pozdrawiam,
      Marika Snape <3

      Usuń
    2. Kolacja z nauczycielami? Gdzie?! Jestem gotowa! *z torbą w ręku i ze swetrem naciągniętym na głowie staje przed drzwiami*
      Nauczyciele to też ludzie, sama chcę zostać nauczycielem. Uwielbiam z nimi rozmawiać i aż mi ślinka cieknie na myśl, ile bym się o nich dowiedziała, gdybym miała możliwość zjeść z nimi kilka razy kolację.
      ZNACZY. Obiad już ze swoją wychowawczynią jadłam, czekając na swoją klasę (bo przez to, że jestem chora my na góry wjeżdżałyśmy kolejką, a moja klasa musiała się wspinać, to my byłyśmy godzinę-półtora wcześniej na szczycie). A z nauczycielami z gimnazjum tak często jem jakieś desery, obiady etc. Z historyczką zamawiamy zwykle to samo, a jej syn nazywa mnie siostrą. Teściowa polonistki mnie uwielbia (polonistka ma chyba lekko dosyć).
      To jest takie ciekawe zawsze, można się tyle rzeczy dowiedzieć!

      #tenkomentarzpowstałpotożebyMarikadostałapalpitacjiserca
      #znowu
      #złaCassiejestzła

      Usuń
  4. O jejku...jejku. Biedna Sally,leży chora w łóżku,a tu taka miła niespodzianka (nienawidzę niespodzianek, ale jeśli chodzi o opowiadania, mam kilka wyjątków).
    Dumbledore...stary, aczkolwiek pełny wigoru człowiek. Lubię go w tym opku *mówi to po raz 879879273992374987947292*
    Sybilla....w tej części strasznie mi przypomina pewną nauczycielkę z mojej mugolskiej szkoły. Niby nauczycielka, ale wszyscy mają ją w nosie </3 Też kiedyś tak skończę :D
    Hagridzik ^_^ Miło, że się pojawił.
    "- Niszczenie piękna to bestialstwo." Dzięki.... mów mi bestia ^^
    Jaka ta Marrie odważna :O *uuuu....zajechało Gryfonem* (miła jestem :D ) tak sobie wygłaszać poglądy przy nauczycielach....Sally tchórz by dawała tylko lakoniczne odpowiedzi :P
    Nooo....to chyba tyle. Pozdrawiam i weny życzę.
    ~Sally

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeju... Zdrowiej moja droga <3 Ja też ostatni chorowałam, także rozumie co przeżywasz w te zimne, jesienne dni.
      Mnie go trudno lubić ;; On zawsze jest pełen wigoru, mówię ci te dropsy coś w sobie mają xd
      Nie skończysz, ona jest wariatką (choć często słusznie gada) jednak innej, gorszej kategorii xd
      Musiałam go wcisnąć! On dodaje takiej radości wszędzie :D
      Gdyby Snape miał lepsze z nią kontakty, pewnie by tak odpowiedział.
      Ale za to jak kulturalnie! To jedynie ocena bez wyzwiska i przede wszystkim na spokojnie. Gryfoni tacy nie są xd
      Dziękuję i również pozdrawiam,
      Marika Snape

      Usuń
  5. Nowy rozdział! *O* Jestem uszczęśliwiona. :3 Przeczytałam i... chcę więcej! ;o
    Więc od czego by tu zacząć...
    Genialny i super szatański plan, aby Marika spała w jednym pokoju z profesorem który... nie sypia w koszulce. :D Hahaha, uśmiechałam się do monitora jak powiedziała mu dobranoc. ;)
    Zauważyłam parę literówek (na ortografii czy interpunkcji kompletnie się nie znam), w sumie to mi one nie przeszkadzały, ale pomyślałam, że Ci o nich napiszę. ;)
    "Profesor Snape był naprawdę dobrym opiekunem w podobieństwie do... " - tu chyba chciałaś dać w przeciwieństwie :D
    "Przetarłem o czym, zmęczony."
    "abyś nie nie spóźniała na mój przedmiot" - jedna literka ale co tam też napiszę :D
    Ale kogo obchodzą jakieś błędy - Sevikaaa <333
    Marika jesteś genialna! :3

    Pozdrawiam serdecznie i życzę duuuużo weny, której jak widzę nie brakuje. <3 ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. A ja się czuję jak gdyby Severus sam do siebie mówił "dobranoc Snape" xD

    OdpowiedzUsuń
  7. Wreszcie wzięłam się za nadrabianie Twojego opowiadania i miałam skomentować jak już skończę, ale nie mogłam się powstrzymać.

    "- Może wyszkolisz Marikę na Mistrzynię Eliksirów - komentarz Sprout, spowodował, że Snape prawie się zachłysnął jedzeniem. " Mistrzostwo! Czytałam to kilka razy i za każdym razem mnie to śmieszyło, bo bardzo wyraźnie wyobrażam sobie tę scenę. ;P

    Oczywiście jest sporo drobnych błędów, ale Twoje ff jest na tyle fajne, że nawet za bardzo nie psuje przyjemności z czytania. xD

    Dam moim oczom trochę odpocząć (te literki są takie małe, że musiałam powiększyć, serio, czuję się jak stara babcia, chyba niedługo wyląduję w okularach xd) i biorę się za dalsze czytanie. :)

    Pozdrawiam, Hermione z W.E.S.Z.

    OdpowiedzUsuń
  8. Przepraszam za przerwę w komentowaniu, ale byłam chora (choć naprawdę nigdy się nie przyznam, że jestem chora, więc mówię to w tajemnicy xD). Postaram się szybko nadrobić, zwłaszcza że Marika dotarła do Hogwartu, więc z pewnością będzie o wiele ciekawiej niż wcześniej. :)
    A przez chwilę myślałam, że ten kwiatek to prezent od jakiejś innej kobiety, byłby fajny wątek poboczny. :D
    Nie sądzę, aby Snape w ogóle przejął się kwiatkiem od Mariki, a nawet jeśli by tak było, to nie bawiłby się w jego palenie, po prostu prychnąłby pod nosem i wywalił go do śmietnika.
    Nie rozumiem plotek na temat Snape'a i Mariki. U mnie w szkole była taka nauczycielka (wszyscy się jej bali jak Snape'a), a w mojej klasie dziewczyna o identycznym nazwisku, co ona. I nikt nie plotkował. :)
    Podoba mi się opis Hogwartu pisany z perspektywy Mariki, nareszcie skupienie się na czymś innym. Wydaje mi się, że piszę to już... dziesiąty raz - wolę świat Mariki niż Snape'a, bo wydaje mi się on dojrzalej odbierany (o dziwo).
    Nauczyciel obrony przed czarną magią przedstawiony (ciekawe, co będzie powodem jego odejścia), więc ucztę czas zacząć.
    Po co ta ekspozycja Mariki przed całą szkołą? Nie rozumiem. Najpierw Marika zjawia się w Hogwarcie tak, aby nikt jej nie widział, odbiera się jej możliwość przejechania się (jak zwykła uczennica) pociągiem z innymi dziećmi, żeby gazety nie podchwyciły tematu, a teraz nagle trzeba ją przedstawić? Marika to nieśmiałe dziewczę, Dumbledore to wie, a nie ma nic gorszego od takiej publicznej ekspozycji kogoś, kto jest nieśmiały. Wiem to z własnego doświadczenia. Dumbledore właśnie wykastrował śmiałość Mariki.
    I jeszcze ta wypowiedź... Normalna uczennica spłonęłaby rumieńcem i kiwnęła głową, ewentualnie wydukała jakieś podziękowanie, do Hogwartu chodzi jakieś 1000 nastolatków, a nie 200, jak było to przedstawione w filmie. 1000 osób - wyobrażasz sobie?
    Ale skoro postanowiłaś zrobić jakieś przedstawienie Mariki, to mogłabyś urozmaicić ten wątek o opis uczuć dziewczyny.
    Z tego, co pamiętam, chyba nie było żadnego przedstawiania się nauczycieli, Dumbledore po prostu mówił, kto nowy doszedł do grona nauczycielskiego, kto je opuścił... I nic poza tym. Ale podejrzewam, że chciałaś po prostu wrzucić jakiś opis, a lepsze to niż masa dialogów.
    Marika siedzi przy stole nauczycielskim? Czy coś mi umknęło? Dlaczego? Gdzie ceremonia przydziału? Jestem jeszcze trochę nieogarnięta, ale wydaje mi się to trochę... nielogiczne.
    I dlaczego, do jasnej ciasnej, Marika śpi u Snape'a?
    ;_;
    Trochę nie ogarniam tego rozdziału. Myślałam, że kiedy Marika przyjedzie w końcu do Hogwartu, znajdzie sobie towarzystwo w gronie rówieśników, zacznie żyć szkolnym życiem. Wydaje mi się, że ona pragnie normalności jak nikt inny w tym opowiadaniu, a cały czas jest traktowana jak upośledzona. Jakby sama sobie nie mogła poradzić. Skoro Marika jest na tyle chora, że nie może żyć w Hogwarcie normalnie, to po co w ogóle poszła do szkoły? ;_;

    OdpowiedzUsuń

Layout by Alessa