sobota, 6 września 2014

Rozdział VI

Witam! W końcu dodaję szósty rozdział. Chce znać wasze opinię. Przepraszam za błędy wszelkiego rodzaju.
Miłego czytania.
Rozdział dedukuję Victorii Evans. Przepraszam, że dopiero teraz.




Tego dnia Albus mnie już nie odwiedził, z czego byłem niesamowicie zadowolony. Dzięki nieszczęsnemu atakowi dziewczyny miałem prawie cały dzień wolny. Spędziłem resztę dnia tak jak zawsze: czytałem, rozkoszowałem się smakiem nowego wina oraz zająłem badaniem kolejnych eliksirów. Można powiedzieć, że dzień spędzony idealnie. Wieczorem dostałem list od Lucjusza. Oczywiście nie odpuściłby sobie, gdyby nie sprawdzić jak poszedł test mojej podopiecznej, przy okazji dowiedział się o akcji z Careyem. Lucjusz określił dziewczynę jako tępego, niezrównoważonego Gryfona. Zastanawiam się, czy Carey wspomniał o tym, że Marika nie jest szlamą, a półkrwi.
Malfoy nienawidzi urzędników z ministerstwa podobnie jak ja. Cóż, ważne było też, o kim się mówiło, ale w znacznej większości nie pałał do nich sympatią. Szczególnie gardził pracownikami niższych rangą, mało znaczących, którzy nie mogliby mu się przydać w żaden sposób; którzy nie meli jakiegokolwiek wpływu na sprawy w ministerstwie. Carey należał właśnie do tej grupy, był takim urzędnikiem, nic nieznaczącym robakiem.
Kolejne dni mijały niesamowicie szybko. Codziennie wstawałem wcześniej i pojawiałem się u dziewczyny tak jak jej nauczyciele od danego przedmiotu. Marika zawsze witała mnie zieloną herbatą (skąd wiedziała, że ją uwielbiałem?). Siadałem w wygodnym fotelu i kontrolowałem stan dziewczyny. Dokładnie analizowałem jej ruchy, starając się wypatrzeć najmniejszą oznakę bólu, cierpienia. Przy okazji wychwyciłem kilka nawyków czarownicy, takich jak pstrykanie palcami, czy obgryzanie ołówków. Jak sądzę odruch artysty, kiedyś wspominała, że maluje. Jak przyszło na Ślizgona, lubiłem obserwować ludzi, zresztą w tej sytuacji to była moja jedyna rozrywka. Zauważyłem, że gdy Marika pisała test z Zielarstwa, była tak samo zadowolona, rozluźniona jak pierwszego dnia jej SUM-ów. Widocznie lubiła oba przedmioty równie mocno. Zresztą trudno się dziwić. Wiedza z Zielarstwa była niezbędna, jeśli się myślało o zaawansowanych eliksirach czy nawet o podstawie. Nie widziałem jej testów z innych przedmiotów, ale wyglądało na to, że była dość zadowolona. Czyżby wszystko wskazywało na to, że zda bez problemów? Albus zachowywał się od początku, jakby już miała testy za sobą, także... Mógłbym się założyć, że nawet jeśli oddałaby puste kartki to i tak od września uczęszczałaby do Hogwartu. Albus Dumbledore jak chce, to potrafi... A tego chciał akurat bardzo.
Przez te kilka dni nic się nie zmieniało, prócz osób towarzyszących mi w pilnowaniu dziewczyny. Poznałem kilka „osobistości”, lecz czułem się, jakbym ciągle przebywał z jedną i tą samą postacią, która zmienia wygląd z dnia na dzień. Nie różnili się niczym od Careya. Ta sama postawa, ten sam wyraz twarzy, to samo lizustwo. Rzucali gardzące spojrzenia w stronę dziewczyny, które nie ukrywając, zaczęły mnie irytować. Doskonale zdawałem sobie sprawę, iż zachowywałem się przez większą część czasu w taki sam sposób, jednak oni widzieli, jak umiera, czy nie czuli choć trochę współczucia?
Albus codziennie mnie odwiedzał — na moje nieszczęście. Chciał szczegółowych raportów z każdego dnia. Znowu byłem szpiegiem. Ciągle mówiłem to samo, gdyż nic interesującego, czy zaskakującego się nie wydarzyło. Dyrektor był niesamowicie zadowolony, że przez ten krótki czas Marika nie miała żadnego ataku. Można by powiedzieć, że wyglądała nawet lepiej, albo po prostu przyzwyczaiłem się do jej mizernego wyglądu. Żyła, a to było najważniejsze (dla mniej). 
***
Dopijałem swoją poranną herbatę. Już ubrany i odświeżony czekałem na daną godzinę, by móc wybrać się z Mariką na Pokątną. Dziewczyna wyglądała na podekscytowaną, kiedy dowiedziała się, że zdała i już oficjalnie została przyjęta do Hogwartu. Miałem okazję być przy tym, gdy dostała list z wynikami. Dostrzegłem wtedy w jej oczach łzy, lecz bez komentarza wpatrywałem się w czarownicę. Wyraz jej twarzy był spokojny, ale bez problemu dostrzegłem jej radość. Kto normalny postawiony na jej miejscu nie zareagowałby w podobny sposób (lub wiele bardziej gwałtowny)? Pamiętałem swój list i nadzieję, wyrwania się w końcu od ojca. Były to moje najlepsze spędzone lata.
Odłożyłem filiżankę do zlewu i wyszedłem przed dom. Rozejrzałem się, zachwycając widokiem należącym tylko do mnie. Zrobiłem kilka głębszych oddechów, następnie teleportowałem się pod drzwi domu panny Snape. Zapukałem i już po chwili byłem w środku. Dziewczyna ubrana w swoją zwykłą czerń, podobnie jak ja, uśmiechała się do mnie promiennie. Przywitała się cichym „dzień dobry” na, co ja odpowiedziałem skinieniem głowy. Nie dało się ukryć, że z niecierpliwością czekała, aż znajdziemy się na Pokątnej. Mogłem bez problemu zrozumieć jej radość. W końcu znajdzie się w swoim świecie po tylu latach udręki. Poprawiła torbę na ramieniu, po czym szybko sięgnęła do niej, jakby sobie o czymś przypomniała. Wyciągnęła z torby mały kluczyk.
Nie wiem, czy profesor Dumbledore panu wspominał, ale mam swoją skrytkę w banku Gringotta. Domyślam się, że będziemy się teleportować, więc najlepiej byłoby blisko niego wylądować.
To miałem w planach. Co z moją własnością? Jeszcze mi ich nie oddała, a minęło tyle czasu. Nienawidziłem pożyczać swoich cennych ksiąg, czułem się wtedy niekomfortowo.
Skończyłem je czytać, były bardzo ciekawe. Są na górze, przynieść?
Nie, później. — Zbliżyłem się do niej i złapałem za ramię.
Staliśmy teraz przed białym budynkiem, który przewyższał swoją wielkością wszystkie inne. Świat magii stanął otworem przed młodą czarownicą, która w tej chwili zapoznawała się ze swoją rzeczywistością.


***


Byłam niesamowicie szczęśliwa, w przeciwieństwie do Snape'a — on chyba nigdy nie był zadowolony — kiedy się okazało się, że zdałam i to z naprawdę dobrymi wynikami. Możliwe, że moja radość była większa niż powinna. W końcu nie były to uczciwe SUMY. Nie dopuszczono mnie do części praktycznej, nie licząc eliksirów. Dobrze wiem, że profesor Dumbledore martwi się o mnie, jednak nie czułam się nieusatysfakcjonowana. Z drugiej strony to było dla mnie bardzo korzystne, gdyż sądzę, że nie poradziłabym sobie z takim wyzwaniem. Mam małe doświadczenie w używaniu zaklęć, transmutacji... Za mało ćwiczeń przez te pięć lat, za mało pomocy ze strony nauczycieli oraz to ścierwo, które nazywali różdżką, sprawiło, że teraz jestem na niesamowicie niskim poziomie. Boję się tego, że stanę się pośmiewiskiem całej szkoły przez moje umiejętności, a raczej ich brak. Inni uczniowie mogli codziennie się doskonalić, w każdej chwili mieli do dyspozycji nauczycieli, którzy im pomagali. Ja podczas zajęć nie mogłam się nawet odezwać. Czuje swoją magię, jest silna na swój dziwny, specyficzny sposób, jednak nie potrafię nad nią panować. Może w szkole mnie tego nauczą. Może...
Testy pisemne za to nie sprawiły mi trudności. Oczywiście Zielarstwo i Eliksiry poszły mi najlepiej. Kocham te dwa przedmioty równie mocno i skarciłabym się, gdyby poszło mi źle.
Zastanawiałam się, dlaczego Snape w ogóle się zjawił się u mnie w dniu wyników. Nie było już wtedy żadnych testów, a o zdaniu testów czy też nie mógł go poinformować Dumbledore. Dziwne. Jednak nie przeszkadzało mi to, przyzwyczaiłam się do jego obecności, był moim opiekunem. W końcu miałam z nim spędzić trochę czasu. Mimo tego, że na początku czułam się przy nim źle, to teraz jest o wiele lepiej. Nie lubię go, był mi obojętny, jednak nie ma spięć między nami. I lubi zieloną herbatę jak ja. To duży plus.
W tej chwili czekałam na niego w salonie z podekscytowaniem. Siedziałam w fotelu i bawiłam się moją różdżka, która nadal była dla mnie zagadką. Musiałam ją ze sobą zabrać, bo może właśnie tego dnia miałam okazję dowiedzieć się, kim był mój ojciec. Natknęłam się w Historii Magii na informację o najsłynniejszym wytwórcy różdżek naszych czasów Garricku Ollivanderze. Prowadzi on sklep na ulicy Pokątnej, który został założony 382 roku przed naszą erą. Kierowanie nim przekazywano w rodzinie Ollivanderów z pokolenia na pokolenie. Ponoć Ollivander pamięta każdą różdżkę, którą sprzedał, pamięta każdego właściciela. Muszę przyznać, że to niesamowite i bardzo pomocne. Jeśli to prawda to dowiem się, kim jest mój tajemniczy ojciec. W końcu to nie jest normalne, bym nie wiedziała takiego czegoś! Drań, nie drań, chce wiedzieć. Ciekawi mnie też, co kryje się za drzwiami, które otwiera mały, złoty kluczyk, który teraz spokojnie spoczywa w mojej torbie. Z pewnością pieniądze, ale może ojciec czymś mnie zaskoczy.
Mam nadzieję, że Snape, pozwoli mi zwiedzić ulicę Pokątną. Chce odwiedzić każdy sklep... No prawie każdy. Najbardziej Esy i Floresy. Mogła w końcu sama kupić tyle książek, ile chciałam. Przed pierwszym września wszystkie je z pewnością przeczytam. Och na pewno. Sprawdziłam ostatni raz czy mam wszystko. Różdżka, kluczyk, mugolskie pieniądze — na wszelki wypadek, może się okazać w końcu, że ojciec nie był zbyt hojny — kilka innych drobiazgów. Jestem gotowa, Snape powinien zaraz...
Pukanie do drzwi.
Podbiegłam szybko do drzwi i wpuściłam go do środka z szerokim uśmiechem. Mimo tej jego niezadowolonej miny nie mogę inaczej reagować na jego widok. Jestem mu niesamowicie wdzięczna za to, że mi pomaga, a po akcji z Careyem zdobył mój szacunek. Poprawiłam torbę, która zaczęła mi się zsuwać z ramienia. A może on nie wie o tym kluczu? Wolę od razu mu powiedzieć. Wyjęłam go, pokazując mu.
Nie wiem, czy profesor Dumbledore panu wspominał, ale mam swoją skrytkę w banku Gringotta. Domyślam się, że będziemy się teleportować, więc najlepiej byłoby blisko niego wylądować.
To miałem w planach. Co z moją własnością?
Skończyłem je czytać, były bardzo ciekawe. Są na górze, przynieść?
Nie, później.
Zamknęłam na chwilę oczy, nienawidziłam teleportacji. Zawsze po niej czułam mdłości. Kiedy na nowo uchyliłam powieki, rozpromieniłam się cała, nie mogłam uwierzyć, że tam byłam. Po takim czasie marzenie stało się rzeczywistością. Stałam przed śnieżnobiały, wysokim budynkiem, który wyróżniał się spośród innych zabudowań. Rozejrzałam się po ulicy. Czarodzieje krzątali się w tą i z powrotem, głośno rozmawiając. Kolorowe szaty czarodziejów, powiewały lekko na wietrze. Promienie słońce odbijały się od sklepowych szyb, rażąc boleśnie po oczach. Wszędzie był gwar i ruch, jedni opuszczali dany sklep drudzy dopiero mieli zamiar zrobić w nim zakupy. Kilka starszych czarownic dyskutowały o podwyższonych cenach jakichś ziół. Dzieci biegały, wesoło jedząc przy tym magiczne słodycze, inne zajadały się lodami od Floriana Fortescue. Spostrzegłam sklep Madame Malkin, do którego akurat wchodził jakiś chłopczyk, na oko miał jedenaście lat. Jego pierwszy rok w Hogwarcie. Też powinnam w tym wieku odwiedzić ten sklep i zakupić swoją pierwszą szatę. Powinnam.
Potrząsnęłam głową, nie chcąc myśleć o tych zdarzeniach. To już za mną. Ponownie spojrzałam na Bank Gringotta, dopiero teraz spostrzegłam goblina, który stał obok potężnych drzwi z brązu. Widziałam już zdjęcia tych... stworzeń, jednak na żywo robiły o wiele większe wrażenie. Snape — o którym zapomniałam — ruszył w stronę drzwi, po białych, kamiennych schodach, a ja zaraz za nim. Goblin ukłonił nam się uprzejmie, posłałam mu uśmiech. Miałam dzisiaj wyjątkowo dobry humor. Przeszliśmy przez potężne drzwi, jednak okazało się, że są jeszcze jedne (zapomniałam o nich). Te były srebrne, to na nich zostały wygrawerowane te sławne słowa... Moim skromnym zdaniem tutaj na pewno jest smok. Przeszliśmy dalej, znaleźliśmy się w wielkiej marmurowej sali. Nie skupiałam się na wyglądzie sali, czy nad tym, co robią gobliny. Zdążyłam się już o tym naczytać, a na zdjęcia patrzyłam niejednokrotnie. Podeszliśmy do kontuaru. Goblin spojrzał na mnie chytrze, czekając, aż coś powiem. Odezwał się Snape.
Chcielibyśmy odwiedzić skrytkę panny Snape. — Patrzył na goblina z obojętnością.
Czy panna Snape ma kluczyk do swojego sejfu? — zapytał się, nie spuszczając ze mnie wzroku.
Wyciągnęłam mały, złoty drobiazg i wręczyłam go goblinowi, który chwycił go swoimi długimi palcami. Spojrzał na niego kilka razy, może się zamyślił... Podszedł do nas inny goblin o wiele lat młodszy od tego, który nas obsługiwał.
Nie, ja się tym zajmę. — Machnął ręką, na młodego goblina, który odszedł. — Proszę za mną.
Goblin zszedł ze swojego wysokiego stołka, po czym ruszył w stronę jednych z mnóstwa drzwi.
Otworzył je i weszliśmy do kamiennego korytarza. Pomimo tego, że paliły się pochodnie, poczułam się nieswojo w obcym, ciemnym miejscu. Minimalnie zbliżyłam się do Snape'a. Skrzat pstryknął swoimi długimi palcami, a przed nami pojawił się mały wózek. Wsiedliśmy do niego i ruszyliśmy. Z początku się cieszyłam, że przejadę się nim, niczym kolejką górską jednak to był błąd. Po chwili zrobiło mi się niedobrze, musiałam zamknąć oczy i zagryźć zęby. Czułam, jak wózek co chwila skręca. Prawo, lewo, lewo, prawo... Merlinie trudno się w tym połapać. Korytarze tego labiryntu ciągnęły się pod całym Londynem. To było naprawdę niesamowite. Z trudem otworzyłam oczy i zerknęłam na Snape'a, który wydałam się niewzruszony prędkością. No muszę przyznać, że trochę mi zaimponował. Nie wiem, ile przejechaliśmy, ani ile dokładnie trwało to czasu, ale w końcu wózek się zatrzymał, a ja chwiejnym krokiem wyszłam z niego. Snape mnie podtrzymał za ramię. I dobrze, gdyby nie on, upadłabym.
Dziękuje... — Nie opowiedział, tylko kiwnął głową.
Goblin w tym czasie otwierał kryptę, która wyglądała wcale nie na taką starą, jakby się wydawało. Drzwiczki, choć brudne nie wyglądały, żeby miały z więcej niż dwadzieścia lat. Goblin je otworzył na oścież, pozwalając mi wejść. No cóż miałam nadzieję, że ociec zostawi mi jakiś niemały podarunek, ale to przerosło moje oczekiwania. Cała skrytka była zawalona złotymi galeonami. Stałam i nie wiedziałam co zrobić, nie mogłam uwierzyć, że to moje. Nigdy niczego mi nie brakowało, ale to była nie mała fortuna. Snape stanął koło mnie, z tym swoim kamiennym wyrazem twarzy. Chyba się nad czymś zamyślił... Po raz kolejny rozejrzałam się i dopiero teraz zauważyłam drzwi po prawej stronie krypty. Odwróciłam się do goblina.
To, co jest za tymi drzwiami, też jest moje?
Oczywiście.
Zaciekawiona ruszyłam w stronę tajemniczych drzwiczek, chwyciłam za ukorzoną gałkę i ją przekręciłam. Zajrzałam do środka i dopadł mnie jeszcze większy szok. Tutaj było coś znacznie lepszego. Pomieszczenie było o wiele mniejsze, jednak to nie miało znaczenia. Dwie półki z książkami wystarczyły mi. Snape pojawił się za mną i tym razem nie ukrył swojego szoku. Bez pytania sięgnął po jedną księgę, ja zrobiłam to samo. Kichnęłam kilka razy przez kurz, który teraz fruwał w powietrzu.
To jest o wiele za trudne dla ciebie.
Snape przeglądał książkę, nie patrząc na mnie. Zajrzałam mu przez ramię i się przeraziłam. Rzeczywiście kochałam eliksiry, ale ten tutaj wyglądał przerażająco. Wątpię, bym mogła go na takim poziomie uwarzyć, bez wybuchu czy czegoś takiego. Zajrzałam do książki, którą ja wzięłam. Transmutacja. Niesamowite rzeczy, których na pewno teraz nie opanuję, niektórych nawet nie zrozumiem... Rozczarowana odłożyłam książkę na swoje miejsce. Nie będę mogła teraz z nich korzystać, dopiero za kilka lat, jeśli w ogóle. Jednak byłam wdzięczna ojcu, za taki prezent, to o wiele lepsze od pieniędzy. Przejrzałam resztę ksiąg. Dotyczyły każdej dziedziny magii, najwięcej było o obronie przed czarną magią. Wzięłam do ręki książkę o oklumencji, legilimencji. Strasznie trudna dziedzina magii. Pewnie tylko najpotężniejsi czarodzieje potrafili opanować tę sztukę. Już miałam ją odkładać, ale Snape mi przeszkodził.
Weź ją ze sobą. — Nadal czytał, nawet nie zaszczycił mnie swoim spojrzeniem.
Profesorze to dla mnie za trudne, zresztą to tylko teoria... — Nie wiedziałam, o co mu chodziło. W końcu zamknął księgę i spojrzał na mnie.
Nie każę ci od razu wkradać się do czyjejś głowy czy wręcz przeciwnie, blokować swoje myśli jednak możesz o tym poczytać. Reszta jest zdecydowanie nie na twój poziom, a tego może nauczyć się każdy. Trzeba mieć do tego predyspozycje, zobaczymy czy ty masz. Jak na razie radzę ci jedynie poczytać. — Zdziwiona schowałam książkę do torby, cóż może ma rację. — Czy mógłbym pożyczyć kilka książek? — mówił to przez zaciśnięte zęby, wyglądało na to, że męczy go to pytanie. Uśmiechnęłam się lekko.
Oczywiście, niech pan bierze nawet wszystkie. Jak na razie mi się nie przydadzą, a liczę na to, że kiedyś mi ja pan zwróci. — Twarz nic nie wyrażała, ale jego oczy były zaskoczone. Zabawne... Czy nawet najmniejszy gest uprzejmości względem niego jest taki dziwny? —W końcu pan pożyczył mi swoje książki. To taka wymiana.
Po tych słowach wróciłam do poprzedniej komnaty, ładując do małego woreczka trochę galeonów. Snape w tym czasie wybrał kilka książek, zmniejszył je i schował do kieszeni swojej szaty. Podszedł do mnie.
Dziękuję — powiedział z trudem. Cóż domyślam się, że jedynie na tyle go stać.
Nie ma za co. Możemy wracać na górę.
Wyszłam z krypty i spojrzałam niepewnie na wózek. Nie wiedziałam, czy przeżyję drogę powrotną, już mi się robiło niedobrze. Prędkość nie jest dla mnie. Goblin zamknął kryptę i podał mi klucz, który schowałam do torby. Profesor i nasz przewodnik zajęli już miejsca, a ja nadal stałam jak głupia. Snape sfrustrowany złapał mnie za rękę i pociągnął na miejsce obok siebie.
Zamknij oczy -—warknął.
Zrobiłam, co kazał. Ten objął mnie ramieniem, po czym dłonią zasłonił jeszcze oczy. Merlinie, w co ja się wpakowałam. Wózek ruszył, a ja się spięłam. Naprawdę nienawidziłam tym jeździć. Jednak dzięki Snape'owi było o wiele lepiej, nie rzucało mną tak... Było po prostu wygodniej, choć nadal czułam się niekomfortowo. Chciałam zakryć twarz z zażenowania, że doprowadziłam do takiej sytuacji. Dobrze, ze w tej chwili nie widziałam twarzy profesora. Z pewnością wyrażała, rządzę mordu. Próbowałam się nie ruszać, by nie sprawić mu problemu, jednak najgorsze było to, że nie mogłam się pozbyć myśli, że Snape naprawdę świetnie pachnie. Ziołami, lasem i zieloną herbatą. Cholera, chce być już na miejscu! Moje życzenie się spełniło, wózek zahamował, a Snape mnie od siebie odsunął. Wyszłam szybko z pojazdu, dziękując goblinowi za pomoc. Jak najprędzej chciałam się znaleźć wśród innych ludzi, będę się czuć pewniej. Snape nie spiesząc się, opuścił Gringotta, a ja szłam za nim. Teraz ludzi było jeszcze więcej, każdy chce zakupić wszystkie rzeczy przed pójściem do Hogwartu już teraz.
Musisz kupić podstawowe rzeczy. Chodźmy najpierw do Madame Malkin po twoje szaty.
Kiwnęłam tylko głowa i skierowaliśmy się do jej sklepu. Weszliśmy do środka. Kobieta akurat zajmowała się dwoma jedenastoletnimi chłopcami. Poczułam się głupio, że ja dopiero teraz będę miała kupowaną swoją pierwszą szatę. To będzie wyglądać nad wyraz dziwnie. Kobieta zwróciła na nas uwagę, po czym podeszła z ciepłym uśmiechem. Również uśmiechnęłam się lekko.
Witaj kochanieńka, co cię... Was do mnie sprowadza? — Nadal się uśmiechała. Już miałam odpowiadać, ale Snape zrobił to za mnie.
Podstawowe umundurowanie. Szaty robocze, tiarę, płaszcz zimowy. — Madame Malkine spojrzał na niego, przez chwilę nie odwracając wzroku, następnie kazała stanąć na stołku.
Nie powinnaś mieć już swoich szat? — Zapytała zaciekawiona.
Zniszczyła swoje rzeczy już nieodwracalnie. — Snape nie dał mi się wypowiadać samodzielnie. I dlaczego nie chciał powiedzieć prawdy? Kobieta urażona tonem Snape'a więcej się nie odezwała.
Kiedy madame Malkine mnie mierzyła, zauważyłam, że chłopcy szepczą między sobą i zerkają na profesora. Chyba Snape też to zauważył, bo spiorunował ich wzrokiem. Przestraszeni, zamilkli. Kobieta zmierzyła mnie i kazała poczekać chwilę. Po niedługim czasie dostałam swoje pierwsze, piękne szaty Hogwartu.
Po wyjściu ze sklepu Madame Maklin skierowaliśmy się po inne rzeczy takie jak kociołek. Musiałam się dowiedzieć, o co chodziło Snape'owi.
Profesorze? — Przerwałam ciszę między nami niepewnie.
Tak?
Dlaczego pan skłamał? Przecież mogłam powiedzieć, że dopiero teraz idę do Hogwartu i po problemie.
Profesor Dumbledore nie chce, aby przed pierwszym wrześniem ktoś się o tym dowiedział. To nie jest codzienna sytuacja, prasa mogłaby się tym zainteresować. Kiedy będziesz już w zamku, nikt cię nie będzie nękał. Pomyśl czasem — ostatnie dwa słowa wysyczał.
W milczeniu ruszyliśmy dalej. Kupiłam cynowy kociołek i piękny srebrny teleskop ze znakami runicznymi. Nie mogłam się powstrzymać, kiedy go zobaczyłam. Do kompletu wagę z odważnikami oraz kryształowe fiolki. Kilka zwykłych piór oraz jedno pawie od Amanuensisa trafiło do torby, obok zwojów pergaminu. Spacer był niesamowity, cieszyłam się każdą chwilą, w przeciwieństwie do Snape'a. Byłam oczarowana wnętrzami sklepów. Wydawałoby się, że są zaniedbane oraz panuje w nich bałagan, jednak po pewnym czasie dostrzegamy w chaosie niesamowity porządek i urok. Podsłuchiwałam rozmowy czarodziejów, których mijałam. Pomimo tego, że czytałam mnóstwo o świecie czarodziejów i kilka razy pochłonęłam Historię Magii, to nadal nie rozumiałam wszystkiego. To było frustrujące. Nawet małe dzieciaczki, które towarzyszyły starszemu rodzeństwu w zakupach były bardziej obeznane niż ja. Przechodziliśmy obok sklepu z różdżkami. W oczy rzucił mi się plakat finału mistrzostw świata w quidditchu. Kilkoro dzieci wpatrywało się w niego, narzekając, że rodzice nie chce się zgodzić na kupno biletów. Chętnie sama bym wzięła udział w tym niesamowitym wydarzeniu.
Weszliśmy do apteki, Snape poszedł zamówić mi podstawowe składniki do eliksirów, a ja przeszłam się po niewielkim sklepie. Próbowałam ignorować zapach, który tutaj panował. Coś strasznego. Oglądałam różne słoje, w których pływały oczy różnej wielkości, odnóża robali, czy wnętrzności zwierząt. Skręciło mnie z obrzydzenia. Obrzydliwe... Zwróciłam uwagę na piękne rękawice ochronne. Och tak, one tez były potrzebne. Sięgnęłam po parę. Były zrobione z zielonej smoczej skóry, która wyglądała na bardzo ostrą. Założyłam jedną, okazała się niesamowicie wygodna, nie krępowała moich ruchów. Wzięłam je i podeszłam do lady, gdzie Snape rozmawiał ze starszy mężczyzną o jakimś rzadkim składniku do eliksirów.
Przepraszam... — Obaj zwrócili na mnie uwagę. — Chciałabym je kupić...
Och dobry wybór moja droga, to już jedna z ostatnich par. Szybko zostały wykupione, wcale się nie dziwę. Są niesamowicie piękne i jakie praktyczne.
Snape zabrał rękawice i zaczął je oglądać. Oddał mi je i odszedł od nas. W tym czasie zapłaciłam za składniki do eliksirów i za rękawice. Merlinie, tak bardzo drogie, ale warte swojej ceny. Snape wrócił z parą identycznych rękawic, jednak większych. Ignorując moje rozbawione spojrzenie, zapłacił za nie.
Kolejnym celem naszej podróży była księgarnia. W końcu! Wyprzedziłam Snape'a i weszłam do Esów i Floresów. Podeszłam do lady. Chciałam jak najszybciej kupić podręczniki i zająć się zwiedzaniem księgarni.
Dzień dobry — przywitałam się z mężczyzną za ladą, jednak nic więcej nie powiedziałam, bo Snape podał mu rozpiskę książek.
Och szósty rok w Hogwarcie. Już przynoszę podręczniki.
Zadowolona poszłam szukać czegoś dla siebie, od razu weszłam w dział o eliksirach. Było tu tyle dzieł, że trudno się było zdecydować. Najniebezpieczniejsze trucizny XX wieku, Najciekawsze zastosowania amortencji, Jak dobrze uwarzyć eliksir, Co spowodowało wybuch twojego eliksiru?, Wywar Żywej śmierci, czyli napój nie dla idiotów. Niektóre książki, kusiły jedynie swoim wyglądem, tak pragnęłam przeczytać każdą... Wzięłam dwie — o Amortencji i truciznach — i poszłam do działu z książkami o zielarstwie. Również wybrałam dwie i wróciłam do lady. Snape ciągle tam stał niezadowolony. Kiedy zerknął na moje książki, tylko prychnął. Zapłaciłam za podręczniki, a potem wyszliśmy. Potrzebowałam tylko jakiegoś zwierzaka oraz musiałam odwiedzić Ollivandera. Tak, nie mogę o tym zapomnieć. Poprosiłam Snape o dowiedzenie jeszcze Centrum Handlowego Eeylopa oraz sklepu z różdżkami. Nie wyglądał na zadowolonego, widocznie męczyła go ta sytuacja. Cóż dla niego to nic, dla mnie ta wycieczka to bardzo dużo. Kiedy się zgodził, skierowaliśmy się do Centrum. Mijaliśmy akurat Sklep Madame Primpernelle. Przystanęłam na chwilę, wpatrując się w wywieszony plakat na drzwiach. Jedna kobieta miała brodawkę na policzku, a kiedy posmarowała się kremem, niedoskonałość zniknęła. Złapałam się za policzek, gdyby tak...
Nie radzę. — Odwróciłam się w stronę Snape'a, który patrzył na mnie z jedną podniesioną brwią i skrzyżowanymi rękami na piersi. — Naprawdę chcesz ją usunąć?
-— Szpeci mnie... — Nie aż tak bardzo, ale jednak.
Nie prawda — podziałowym beznamiętnie i ruszył przed siebie.
W Centrum Handlowym Eeylopa nie mogłam się zdecydować na sowę. Od razu wykluczyłam kota czy inne takie zwierzę. Chciałam, aby mój mały przyjaciel był nie tylko do głaskania, ale i był pożyteczny. Oglądałam puchacze, syczki, włochatki, uszatki śnieżne, ale żaden ptak mi się nie podobał. Prawie krzyknęłam, gdy na moim ramieniu coś siadło, zaskoczona spojrzałam na ptaka, a dokładniej kruka. Pięknego, czarnego kruka o inteligentnym spojrzeniu. Nie zastanawiając się dłużej, zapłaciłam za Arona — tak go nazwałam. On wybrał mnie, a ja jego. Szybko poszło. Snape patrzył na kruka zaskoczony. Siedział ciągle na moim ramieniu. Nie chciałam go wsadzać teraz do klatki.
Obładowana torbami weszłam z profesorem do ostatniego sklepu, który chciałam dzisiaj odwiedzić. Mimo tego, że sklep wyglądał dość obskurnie, to dało się wyczuć magię panującą w środku. Stosy pudełek z różdżkami ustawione były, aż pod sufit. Nawet jeśli na dworze był gwar, tutaj panowała błoga cisza. Snape stał koło mnie, czekając na Olivandera. Nagle się zjawił, pojawił znikąd tuż przede mną. Aż podskoczyłam zaskoczona. Snape niewzruszony patrzył na staruszka. Aron odleciał z mojego ramienia i usiadł na krześle.
Severus Snape, witaj chłopcze. Co cię do mnie sprowadza z tak urocza młodą damą. — Przyglądał mi się uważnie, mówiąc to.
Też chciałbym wiedzieć. — Teraz oboje na mnie patrzyli, poczułam się niezręcznie.
Pani tu jeszcze nie widziałem, nie kupowałaś u mnie jeszcze różdżki. Czyżby pani preferowała różdżki Gregorowicza? — zapytał staruszek, lekko przygnębiony.
Nie, oczywiście, że nie. Ja nie miałam możliwości kupić żadnej różdżki, jednak ja w innej sprawie. Już wiem, że pamięta pan każdego kupującego w tym oto sklepie. Pamięta pan każdą różdżkę. Przed chwilą pan to udowodnił, także mam prośbę.
Słucham, więc. — Spojrzał na mnie zaintrygowany, a jego duże, szare oczy zabłyszczały. Snape także wyglądał na zaciekawionego, choć moim zdaniem już się domyślił mojego zamiaru. Wyjęłam różdżkę mojego ojca z torby i podałam ją Ollivanderowi.
Czy to pan ją zrobił? — zapytałam z nadzieją. Mężczyzna ją oglądał w skupieniu, jednak coś mi się nie podobało w jego spojrzeniu.
Tak, to moje dzieło... — Oddał mi różdżkę, patrząc na mnie przenikliwie.
Czyja to różdżka? -— Tak blisko prawdy, chcę wiedzieć. Snape widocznie też, bo wpatrywał się w starca wyczekująco.
Niestety moja droga to tajemnica. — Szok pojawił się na mojej twarz. Jak to tajemnica? Dlaczego to jest niby taka wielka tajemnica? Każdy coś ukrywa. Mogłabym wiedzieć, co by mi szkodziło? Przecież to nic wielkiego, po prostu chciałam wiedzieć, kto podarował mi magię. Snape odwrócił wzrok i zdenerwowany zaczął się nad czymś poważnie zastanawiać.
Jak to tajemnica?...
Och z tą tajemnicą był żart. Moja droga, nie pamiętam. Już nie te lata, naprawdę. Chyba tracę swój urok. — Zaśmiał się. Kłamliwy starzec. Przecież widać, że wie i nie chcę powiedzieć. Zaprawdę, wspaniała gra aktorska.
W takim razie dziękuję. — Chciałam stąd wyjść i się uspokoić. Naprawdę mnie tym zdenerwował. Tajemnica. Kim ja jestem tak naprawdę? - Będę już szła.
Moja droga powinnaś mieć swoja różdżkę.
Mam przecież. — Uniosłam tę od ojca.
Nie. To różdżka pewniej osoby, ty nie władasz jej pełną mocą. Musisz mieć swoją, twoja różdżka musi cię sama wybrać.
Ollivander kazał wyciągnąć mi rękę, następnie zmierzył ją, jak i inne części mego ciała. Snape się tylko przypatrywał z nikłym uśmiechem. W końcu starzec dał mi spokój, po czym poszedł szukać różdżki dla mnie odpowiedniej. Chwila czekania i wrócił do mnie z dwoma pudełkami.
Dziewięć cali, orzech włoski, włos z ogona jednorożca, giętka. — Podał mi ją, po czym wyrwał. Uniosłam brwi pytająco. — Ta jest zła, spróbują tą. Jedenaście i jedna druga cala, wierzba, serce smoka, dość giętka. — Wręczył mi różdżkę i ponownie wyrwał. Cholera, co z nim było nie tak? — Nie podoba mi się twoja magia — szepnął. — Zaraz wracam.
Snape zerknął na mnie zaciekawiony, a ja nie wiedziałam, co myśleć o słowach Ollivandera. Co z moją magią jest nie tak? Wrócił tym razem z jednym pudełkiem. Wyglądało na bardzo stare. Wyjął z niej czarną różdżkę.
Trzynaście i jedna trzecia cala, ostrokrzew, włókno z serca widłowęża. Spróbuj.
Widłowęża? Myślałam, że tworzy się różdżki tylko z pór feniksa, włosów jednorożca i serc smoka..
Tradycyjne owszem, ale my, wytwórcy różdżek, lubimy eksperymentować. Tworzono już różne różdżki. Z włosem testrala, piórem ze skrzydeł pegaza czy nawet łuskami trytona. Jednak rzadko zdarza się, by taka różdżka pasowała do jakiegokolwiek czarodzieja. Na składzie mam tylko kilka takich wyjątkowych dzieł. Jak mówiłem, nie podoba mi się twoja magia, dlatego weź tą. - Wzięłam różdżkę od niego i poczułam niesamowite ciepło w palcach, nawet większe niż wtedy w domku. Pojawiły mi się mroczki przed oczami i prawie osunęłam się na ziemię, ale Snape jakimś sposobem znalazł się przy mnie.
Musisz nauczyć się kontrolować magię, nauczysz się, ale długa droga przed tobą.
Dziękuję.
Zapłaciłam za różdżkę siedem galeonów i opuściliśmy sklep. Aron wrócił na moje ramię. Nie wiedziałam co mam o tym myśleć, w głowie kłębiło mi się milion pytań. Dlaczego moja magia jest dziwna? Dlaczego Ollivander udaje, że nie nie pamięta właściciela różdżki, którą dostałam w spadku? Ach za dużo tajemnic, co z tymi ludźmi?! Denerwujące... Prędzej czy później i tak się dowiem.
Możemy w końcu wracać, czy długo tak będziesz stać i gapić się w ziemię? — warknął Snape.
I jeszcze ten mnie będzie denerwował. Poprawiłam swoje paczki i kiwnęłam głową. Teleportowaliśmy się do domu. Opadłam zmęczona na kanapę. Snape stał nade mną ze zniesmaczoną miną.
Jeśli będzie jakaś potrzeba spotkania się, wyślę do ciebie sowę. Teraz możesz wysyłać swojego ptaka. Jeśli nie ja to profesor Dumbledore na pewno cię o tym powiadomi.
Rozumiem. Dziękuje profesorze. — Wstałam. Ach jego książki dobrze, ze sobie przypomniałam. — Niech pan poczeka, jeszcze przyniosę pana rzeczy.
Zatrzymaj je. — Co za niespodzianka. Zerknęłam na profesora, który wpatrywał się we mnie bez wyrazu.
Słucham? — zapytałam głupio, sądząc, że źle usłyszałam.
Zatrzymaj je. Głucha jesteś, czy tylko głupia? — syknął sfrustrowany.
Na chwile ogłuchłam — odpowiedziałam z uśmiechem.
Bezczelna jesteś, Snape.
Przepraszam profesorze.
Daje ci moje książki, ponieważ ty pozwoliłaś mi wziąć swoje. Nie lubię być nikomu dłużny, szczególnie uczniowi.
Rozumiem.
To niesamowite Snape, zapisz sobie w kalendarzu. Do widzenia — pożegnał się i zniknął.
Kretyn... Przynajmniej miał przyzwoite perfumy.
Zaniosłam wszystko do swojej sypialni, Aron towarzyszył mi w tej krótkiej wycieczce.
Położyłam się na łóżku i przymknęłam powieki. Chwila odpoczynku została przerwana przez pukanie w szybę. Otworzyłam jedno oko, by sprawdzić co to. Duża, brązowa sowa wpatrywała się we mnie wyczekująco. Podniosłam się z głośnym westchnięciem. Przez zmęczenie nawet nie byłam ciekawa, kto do mnie napisał. Wzięłam od niej list, głaszcząc ją po piórach. Otworzyłam kopertę i zaczęłam czytać.


Droga Mariko,
Mam nadzieję, że zakupy na ulicy Pokątnej się udały, a profesor Snape nie poganiał Cię. Jest bardzo niecierpliwym człowiekiem. Nie chcąc przedłużać mam dla ciebie nie małą niespodziankę. Staram się poczuć, jak to jest wejść do Świata Magii po takim długim czasie, jednakże to tylko starania. Nikt Ci nie wynagrodzi tych straconych lat, jednak ja chcę spróbować, chociaż takim małym drobiazgiem. W kopercie są dwa bilety na finał Mistrzostw Świata w Quidditchu. Jeden dla ciebie, drugi dla twojego opiekuna, profesora Snape'a. Mecz odbędzie się za dwa dni. Do tego czasu wszystko załatwię, w końcu będzie wam potrzebny świstoklik. Już teraz życzę ci udanej zabawy. Niedługo się z Tobą skontaktuje.
Pozdrawiam
Albus Dumbledore


To będzie cudowne! Szczęśliwa zapomniałam o zmęczeniu. Cała podekscytowana zaczęłam rozpakowywać swoje rzeczy. Tak, to będzie wspaniały rok.


***
Drogi Severusie,
Razem z panną Snape za dwa dni wybierzesz się na finał Światowych Mistrzostw w Quidditchu. Marika ma wasze bilety i została już o tym poinformowana. Mam nadzieję, że prezent jej się spodobał — jak i Tobie. Nie długo poinformuję Cię o świstokliku, który dla was szykuję. Życzę miłego dnia.
Pozdrawiam,
Albus Dumbledore


Cholera jasna.


39 komentarzy:

  1. Hah xD Końcówka epicka. Czekam na kolejne tak samo ciekawe i wciągające rozdziały ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hah dziękuję xD Końcówka miała rozwalać.
      Dziekuję za komentarz i pozdrawiam.

      Usuń
  2. Tyle co przeczytałem :D Świetny rozdział, chyba najlepszy jak na razie :D Z zniecierpliwieniem czekam na następny ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano moja beta także powiedziała, że najlepszy :D Dziękuję za komentarz i pozdrawiam ^^

      Usuń
  3. Jak miło czytać tak boski rozdział w tak piękny dzień! :D
    Po prostu kocham <3
    Miałaś mi zadedykować rozdział :3 Pewnie zapomniłaś, ale to nic ^^ Liczę, że następny będzie dla mnie!
    Jak zawsze jest boski, świetny, cudowny, itp. xD
    Masz wielki talent! :D Twoje rozdziały czyta się z wielką ochotą i oczywiście uśmiechem na twarzy!
    Nic dodać, nic ująć :3
    Już nie mogę się doczekać kolejnego <3

    Nie chcę spamować, ale bardzo mi zależy, żeby zaprosić cię na mojego bloga:
    http://pottermore-after-all-this-time-always.blogspot.com/
    Niedawno zaczęłam i mam w sumie chyba 1 czytelnika :D Dodam, że opinia tak cudownej pisarki jak ty jest dla mnie zaszczytem, także jeśli będziesz miała czas, wpadniesz, przeczytasz i skomentujesz będę wniebowzięta :3
    Oczywiście nic na siłę xD
    Zapraszam także na bloga mojej kumpeli, który jest połączony z moim:
    http://potterhead-after-all-this-time-always.blogspot.com/
    Nie chcę cię prosić o zbyt wiele, ale jest jeszcze coś... Jesli byłabyś w stanie zareklamować mojego bloga, albo jego bliźniaka miałabym u ciebie dług do końca zycia! :D
    Ale nie myśl, że czytam twoje opowiadanie tylko dlatego, że chcę zareklamować swojego bloga :3 Jeśli się nie zgodzisz i nawet nie przeczytasz, to nic! :3 Ja i tak będę tu wpadać regularnie, czytać i komentować <3

    Pozdrawiam i czekam na kolejny rozdział z niecierpliwością *.*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepraszam. Piaty rozdział dodawała beta i mi się zapomniała. Teraz już poprawiłam. Teraz to twój osobisty rozdział ^^
      Dziękuję za tak miłe przymiotniki określające mój rozdział :D
      Mam nadzieję, że napisze go w ciągu dwóch tygodni.

      Mogę zajrzeć do dwóch i skomentować, nie ma problemu. Jednak jeśli to snily to nie... Nie trafię parrignu. Jeśli sama przyjaźń Severusa i Lily to nie ma problemu ^^

      Usuń
    2. Fajniee <3 Mam osobisty rozdział na tak zajebistym blogu :3
      Na miłe przymiotniki zasłużyłaś w stu procentach, więc nie dziękuj ^^
      Mam nadzieję, że napiszesz kolejny wcześniej niż za 2 tygodnie! :D

      A co do mojego bloga... Nie ma i nie będzie Snily ^^
      Ja też nie przepadam za tą parą xD

      Usuń
    3. Jednak dziękuję, ponieważ wchodzisz na mojego bloga, czytasz oraz komentujesz. Najważniejsze że mnie doceniasz. wiele omija moją stronę, bo nie interesuje ich SS/OC. Wątpię bym miała kiedyś naprawdę dużo czytelników... Także jeszcze raz dziękuję.
      Też mam nadzieję, jednak klasa maturalna boli.

      W takim razie na pewno przeczytam i skomentuje. Nie wiem dokładnie kiedy, ale oba blogi odwiedzę i cos napisze ^^

      Usuń
    4. Jak mogłabym cię nie doceniać?
      Piszesz naprawdę super <3
      Współczuję ci tej klasy maturalnej...
      Ja jestem w 1 liceum i czasem czuję się przemęczona xD
      Ale takie życie...

      Cieszę się, że wpadniesz i skomentujesz ^^ Mam nadzieję, że twoja opinia bedzie szczera xD Nawet jakbys miała skrytykować moje ciut monotonne rozdziały, to nic! :D Pisz to, co uważasz, a nie to co mi się spodoba *.* O ile uznasz, że moje wypociny zasługują na twój komentarz ...

      Jeszcze raz pozdrawiam i czekam na kolejny rozdział! :D

      Usuń
    5. Mogłabyś :D Pisze jak inni, może gorzej. Cieszę się, ze ktoś COŚ dostrzega w moich wypocinach.
      Dziękuję po raz trzeci ^^
      Och pierwsza klasa jest męcząca, jednak ja w drugiej miałam gorzej. starałam się o stypendium - wymaga najwyższej średniej w szkole. Udało mi się.

      Och ja zawsze piszę szczerze i nawet jak na początku jest "nie chce mi się rozpisywać" to komentarz jest długi. Masz chyba tylko dwa rozdziały - nie wiem ile koleżanka, nie wchodziła do niej jeszcze. Skomentuje pod prologiem i rozdziałami ^^

      Usuń
  4. Nie trudno dostrzec COŚ w twoim opowiadaniu <3
    Tak na serio twój blog jest jednym z moich ulubionych xD
    Szczerze mówiąc 1 liceum nie byłaby aż tak męcząca, gdyby nie te przedmioty muzyczne xD Bo chodzę do Liceum Muzycznego i siedzę w szkole do późna xD
    Gratuluję tego stypendium! Mogę zapytać, jaką miałaś średnią?

    No tak... Mam dopiero prolog i 2 rozdziały ^^ Moja koleżanka tak samo xD Cieszę się, że masz zamiar wpaśc i do tego wyrazić swoją opinię :3
    I po raz kolejny informuję, że czekam na rozdział! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niektórym trudno. Właściwie to widzą SS/OC i omijają bloga.
      Jeju dziękuję ;; <3
      Zazdroszczę liceum muzycznego. Ja chodzę do zwykłego... jeśli nie licząc, ze katolicki. Na jakich instrumentach potrafisz grać? A może śpiewasz? *-*
      Dziękuję! 5.3 jakoś tak. Trudno mi było ;;

      Rzadko czytam blogi, zazwyczaj to są opowiadania znajomych, ale do twojego chętnie zajrzę ^^ Przeczytałam początek i mi się podoba.

      Hah dwa tygodnie i będzie :D

      Usuń
    2. No gram na klarnecie, fortepianie i trochę śpiewam xD
      A średniej gratuluję! Ja miałam w podstawówce 5,1 i nigdy wyżej ^^
      Skoro zdołałaś w 2 liceum wyciagnąć na 5,3 to musisz być serio mądra i zdolna :3

      Cieszę się, że podoba ci się początek ^^ I, że w ogóle robisz wyjątek i czytasz moje opowiadanie <3
      Nie wiem czy wytrzymam przez 2 tygodnie bez twojego rozdziału, ale będę musiała się jakoś postarać... Chyba, że zrobisz niespodziankę i dodasz wcześniej (na co liczę! :D) ^^

      Usuń
  5. Nadal są błędy. Akurat mam trochę czasu, let's boo boo.
    Oczywiście nie podarowałby sobie, aby nie sprawdzić jak poszedł test mojej podopiecznej, przy okazji dowiedział się o akcji z Carley'em . - nie "aby" tylko "gdyby", aby wskazuje na cel; Carley odmienia się bez apostrofu ('y' wymawia się jako j, apostrof nie kasuje żadnej litery), przed kropką nie stawia się spacji.
    Miejscami zanikają Ci przecinki, np. tutaj: "Cóż zależy też kogo".
    "Szczególnie do tych niższych, mało znaczący, którzy nie mogli by mu pomóc." - dobrze byłoby napisać niższych rangą, ale to akurat najmniejszy problem tego zdania. ZnaczącyCH, jeśli masz betę, to dziwne, że tego nie wychwyciła. "Mogliby" łącznie.
    "Jednak spokój i chęć zemsty, kiedy groziła Carley'owi była przerażająco ślizgońska." - to zdanie poczułoby się lepiej z dwukropkiem lub myślnikiem zamiast pierwszego przecinka, byłoby bardziej klarowne.
    "nauczyciele od danego przedmiotu" - z tego wynika, że inni nauczyciele uczyli tylko jednego przedmiotu.
    "SUM'ów" - skróty w języku polskim odmienia się z dywizem.
    "radość była zbyt wielka niż być powinna" - "większa niż powinna" albo "zbyt wielka", choose one.
    "nie usatysfakcjonowana" - przymiotniki z "nie" pisze się łącznie, nawet te długie.
    "skarciłabym się, gdyby poszło mi źle" - naprawdę by na siebie nakrzyczała? Widzę to oczyma wyobraźni, ale nie mogę uwierzyć.
    "Z pewnością pieniądze, ale może czymś mnie zaskoczy." - to zdanie jest uroczo niezręczne, bo zaskakujący kluczyk to interesujące zjawisko; może jednak lepiej zasugerować, że zaskoczą ją drzwi.
    "Wyjęłam go, pokazjują mu." - nie
    "Miałam dzisiaj wyjątkowy dobry humor." - Tego typu błędów nieuwagi jest więcej. Word nie wychwyci, ale autor powinien.
    "Te były srebrne, na których zostały wygrawerowane te sławne słowa..." - "na nich zostały...", "których" wprowadza chaos w tym zdaniu.
    "Podszedł do nas inny goblin o wiele lat młodszy od tego, który nas usługiwał." - Serio? Obsługiwał.
    "Po chwili zrobiło mi się niedobrze, i musiałam zamknąć oczy i zagryźć zęby." - Tutaj ciekawa sytuacja, z jednej strony o przecinek za dużo, a zdrugiej - za mało.
    "-Witaj kochanieńka, co Cię..." - Zaimki małą literą, to nie list.
    "kilka razy pochłonęłam Historię magii" - Są dwie opcje: albo pochłonęła całą historię magii, co jest absurdalne, albo pochłonęła "Historię Magii" pani Bagshot, za to w cudzysłowie.
    "Kilka dzieci" Kilkoro.
    "Chenie sama był wzięła" nie
    "Sięgnęłam po jedne." - Nie wiem, czy ta forma jest niepoprawna, ale lepiej byłoby napisać "po parę", przy okazji uniknęłabyś powtórzenia.
    "Nie prawda" - Nie, prawda? W tym kontekście ten błąd jest strasznie zabawny. Wybacz.
    Ja wiem, że sowy są passe, ale można mieć w Hogwarcie kruki?
    "Pani tu jeszcze nie widziałem, nie kupowałaś" - jeśli mówi do niej pani, to niech nie mówi nagle na ty.
    "uniosłam tą od ojca" - tę
    "Bezczelna gówniara. Szacunek Snape" - Bez przecinka to wygląda, jak gdyby przezywał ją od szacunku. Ciekawy pomysł, tylko mało obraźliwy.
    "Mistrzostw Świata w Quidditch'u" - apostrof. "Światowych Mistrzostw w Quidditch'a" jest raczej nieakceptowalne.
    Zdarza Ci się łamać szyk zdania i niezręcznie posługiwać się gramatyką. Podobnie wędrujące "się" pojawia się czasem w przypadkowych miejscach. Sporadycznie bywają powtórzenia (np. oczy przy teleportacji). Podoba mi się pomysł eksperymentujących wytwórców różdżek, opisy sklepów też są całkiem niezłe. Całość stylu jest w porządku,bo wybija się spośród blogów, ale czeka Cię jeszcze dużo pracy, żeby wyrównać poziom językowo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje za taki komentarz. Ja swoich błędów nie widzę - dysleksja a program nie podkreśla mi błędów. Moja beta też człowiek plus się dopiero uczy. Doceniam takie wypowiedzi, bo wiem co robię źle, mogę to poprawić, zapamiętać na przyszłość. Jestem amatorem, ale liczę na to, ze w przyszłości będzie lepiej. Jeszcze raz dziękuje to wiele dla mnie znaczy. Poprawiłam już błędy - mam nadzieję, ze blogger nic znowu nie zepsuje ;;
      Ciesze się, że moje pomysły się podobają. Będę ćwiczyć oraz bardziej przyglądać się swoim tekstom.
      Pozdrawiam.

      Usuń
  6. <3

    Merlinie, Twoje rozdziały są coraz to lepsze :D
    Marika na zakupach z Severusem ^^
    To zaskoczenie kiedy zobaczył książki ^^

    Jeśli chodzi o tajemniczego ojca Mariki biorąc pod uwagę dużą ilość galeonów, zaawansowaną magię zawartą w książkach i "amnezję" Ollivandera sądzę że może to jakiś bogaty mężczyzna znający/używający czarnej magii, o ile nie jakiś mega czarny charakter :o

    No ale znając życie się mylę :D

    "Kretyn... Ale za to ładnie pachnie. Cholera o czym ja myślę?!"
    Hahaha <3

    No a końcówka po prostu rozbrajająca xd
    Marika i Severus razem na Mistrzostwach Quidditcha *o*

    Czekam na kolejny rodział
    Życzę weny
    I Pozdrawiam :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. <3

      Dziękuję :D
      Zakupy najlepsze!
      Niech się cieszy, ze je dostał xd

      W pewnym sensie się nie mylisz :D To oczywiste, że to będzie ktoś taki XD

      Ano Marika i jej hormony </3

      Ach tak, Albus lubi robić niespodzianki.
      To będzie ciekawe. Wymyślam sama miejsce, maskotki, ludzi, przebieg meczu. Wszystko prócz drużyn i ostatecznego wyniku.

      Dziękuję i również pozdrawiam,
      Marika Snape

      Usuń
  7. Kochana, nie musisz dziękować :3
    Cała przyjemność po mojej stronie ;)
    Niestety, były błędy ;-;
    1.Oczywiście nie podarowałby sobie, aby nie sprawdzić jak poszedł test mojej podopiecznej- Oczywiście nie podarowałby sobie sprawdzenia brzmi lepiej
    2.Pół krwi- półkrwi
    3.Szczególnie do tych niższych, mało znaczący- mało znaczących
    4.Którzy nie mają żadnego wpływu na to co się dzieje w ministerstwie- brak przecinka
    5.Cóż na pierwszy rzut tak- brak przecinka
    6.kiedy groziła Carley'owi była przerażająco ślizgońska- brak przecinka (w rozdziale bardziej widoczne)
    7.była tak samo zadowolona, rozluźniona jak pierwszego dnia jej SUM'ów- brak przecinka
    8.Cóż Albus zachowywał się od początku jakby już miała testy za sobą- brak przecinka
    9.Albus Dumbledore jak chcę to potrafi- chce*
    10.jednak czułem się jakbym ciągle przebywał z jedną i ta samą postacią- brak przecinka
    tą*
    11.jest dwunasta, więc teleportowałem się pod jej drzwi- nie stawia się przecinków przed więc
    12.kiedy się okazało się- ?
    13.Natknęłam się w Historii Magii na informację o najsłynniejszym wytwórcy różdżek naszych czasów Garricku Ollivanderze- myślnik by się przydał przed przedstawieniem jego godności
    14.który został założony 382 roku przed naszą erą- brakuje 'w'
    15.Ponoć Olivander...- Ollivander*
    16.Drań, nie drań, chce wiedzieć- chcę
    17.Mam nadzieję, że Snape, pozwoli mi zwiedzić ulicę Pokątną- o jeden przecinek za dużo
    18.Chce odwiedzić każdy sklep- chcę
    19.Wyjęłam go, pokazjują mu- pokazując
    20.Stałam przed śnieżnobiały- śnieżnobiałym
    21.niejedno krotnie- niejednokrotnie
    22.Pomimo tego, ze paliły się pochodnie- że*
    23.Drzwiczki choć brudne nie wyglądały żeby- brak przecinka x2
    24.No cóż miałam nadzieję, że ociec zostawi mi jakiś niemały podarunek, ale to przerosło moje oczekiwania- brak przecinka i ojciec*
    25.Skręciło mnie z obrzydzenia. Obrzydliwe...- to "Obrzydliwe" jest tu zbędne
    26.mi wziąć mi swoje- ?
    Nie stawia się przecinków przed więc i spacji przed myślnikami ;)

    Do bloga *nalewa świeżej kawy*
    Świetny, po prostu delektowałam się każdym słowem <3
    Snape przyzwyczaja się do Marrie, analizuje jej ruchy, poznaje przyzwyczajenia, coraz lepiej ;3
    Lucjusz słucha nowinek prosto od Carley'a, bardzo wiarygodnie źródło.
    Nie znosi urzędników, w sumie co się mu dziwić.
    Carley'owie, Carley'owie wszędzie ;-;
    Albus nieustępliwy... Ale cóż, co to byłaby za historia bez idiotów?
    I to uczucie, gdy lada chwila masz zjawić się na Pokątnej...
    I te późniejsze wrażenia, gdy tam jesteś *.*
    Przez chwilę poczułam się (w przybliżeniu) jakbym tam była <3
    Bank Gringotta
    Jazda kolejką, no cóż, ja nie wiem, jak bym zareagowała, bo bywa różnie... Ale współczuję Marrie
    Góra złota powiadasz... Na pewno mądrze je wykorzysta ;)
    Ale lepsze książki, ciekawe, kiedy Marika z nich skorzysta :D
    Widać, że Snape'owi wycieczka nie przypadła do gustu...
    Snape i poświęcenie w drodze powrotnej kolejką hahah
    Zniszczyła szaty, takie tam małe kłamstewko :P
    Rozśmieszyła mnie sytuacja w aptece, nie wiedzieć czemu o.O
    Księgarnia- na ten fragment liczyłam i się nie zawiodłam. Chwilami czułam zapach nowych książek *.*
    Tylko żałuję, że tak krótko.
    Kruk <3
    Aron, nie raz słyszałam takie imię dla kruka w różnych opowiadaniach ;)
    Olliviander, czemu nie zlitujesz się nad biedną Marrie? :o
    Tajemnica, nie, żart, zapomniałem... Bardzo wiarygodne -,-
    Różdżka, eksperymentalny egzemplarz... Taki wyjątkowy ;D
    Krótka wymiana zdań między Snape'ami hahah
    "- Kretyn... Ale za to ładnie pachnie. Cholera o czym ja myślę?!"- polubiłam to <3
    Mecz Quidditcha ze Snapem, będzie to na pewno fascynujące przeżycie xd
    Mam wrażenie, że pozna tam nasze Golden Trio z towarzyszami... Czy mam rację, się przekonam gdy jak najszybciej dodasz kolejny rozdział. A i nowe postaci na pewno będą :D
    Kilka razy pisany i modyfikowany komentarz, bo wyskakiwał błąd kodu HTML, którego tu nie było, głupi cudzysłów -,-
    Życzę wiele weny, becie oka xd
    Pozdrawiam,
    ~Rose Lily Evans

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za takie wnikliwe przejrzenie rozdziału. Chyba ci zacznę ci je wysyłać przed dodaniem :D Nie będę się usprawiedliwiać - po prostu robię błędy xd
      Och, ciesze się <3
      Snape musi, znaczy nie musi, ale mimowolnie to robi. Takie życie..
      Lucjusz musi zjehać Mariie, bo inaczej to nie byłby Lucjusz ;;
      Nikt ich nie lubi xd
      "Carley'owie, Carley'owie wszędzie ;-;" - Merlinie, broń!
      Albus - największy idiota i geniusz w jednym ;;
      Pokątna... Nie chciałam się rozpisywać, ale miałam zamiar opisać wszystko. Zapach dźwięk, dotyk... Dosłownie wszystko. Miałam odwiedzić lodziarnię itd. Jednak ile stron by było...
      Ano ja kocham kolejki, ale zawsze mam wrażenie, że umrę... Zresztą jechałam tylko raz i to nie taką straszną.
      Na pewno. To inteligentna czarownica xd
      Nie wiem czy w ogóle skorzysta. Jak pisało ona jest za głupia - a raczej za małe ma umiejętności- na nie. Nie chce robić z niej ideału. Prędzej będzie opis jak Snape korzysta - będzie na pewno hyhy
      Widać, że Snape'owi wycieczka nie przypadła do gustu...
      Nie przypadła jednak ma książki. Niech się cieszy xd
      Ano raczej przytulenie młodej dziewczyny nie mogło być AŻ tak złe xd
      Snape i kłamstwa - codzienność xd
      Ona miała być śmieszna:D Wyobrażasz sobie jak na lekcji będą mieć takie same rękawice? xd
      Księgarnia - również żałuję. Miałam nawet opisać smak kurzu osadzający się na jej ustach, ale tyle stron by było...
      Kruk - tak bardzo kocham <3
      Aron - serio? Umarłam ;; Jeju chciałam by było inne ;; ;; ;;
      Bo to kolejny manipulant ><
      Chciał podsycić w niej ciekawość...
      Mhm, ale chodziło tylko by pokazać, ze coś jest nie tak z magia Marrie. Z czasem się okaże dlaczego...
      Ano przynajmniej była jakaś rozmowa xd
      W końcu ona pierwsza ulegnie ;;
      "Mecz Quidditcha ze Snapem, będzie to na pewno fascynujące przeżycie xd" - Snape ciągle przeklinający xd taaa
      To rok 1990 czyli rok przed przybyciem Pottera do Hogwartu - w końcu Draco ma 10 lat. Finały nawet nie są w Wielkiej Brytanii. Sama będę wszystko wymyślać oprócz drużyn grających i wyników. Maskotki, miejsce mistrzostw, przebieg meczy. Wszystko ja. To trudne, ale ciekawe. Kocham opisywać wszystko :D Będą, ale nie teraz. Mogę jedynie zdradzić, ze Tonks się pojawi xd
      Jeju wybacz ;; Przeze mnie masz tyle nerwów ;;
      Przyda się xd
      Pozdrawiam,
      Marika Snape

      Usuń
    2. Miałam iść spać, ale co tam, za dużo kawy xdd
      Nie chcę odbierać Marcie roboty :P
      Taa, życie :D
      No cóż, w "Wierze" (Drarry) Lucjusz nie był Lucjuszem, ale w sumie tam nikt nie był sobą o.O
      Prócz ich lustrzanych odbić -,-
      Dokładnie, gdybym ja miała mieć takiego w pobliżu to nie ręczę za siebie;
      Gdyby geniusz przeważał nad idiotyzmem...
      A powiem Ci, że wyjątkowo czytało mi się bardzo krótko... Może to z powodu niedosytu, mało ostatnio czytam. Ale od jutra to się zmieni, 8 książek ze szkolnej biblioteki *.*
      Uwielbiam TicTaca (kolejka ze Śląskiego Wesołego Miasteczka), jednego dnia przejechałam się na niej ponad 30 razy xdd
      W to nie wątpię ;)
      Ale może w przyszłości, mniejsza. :)
      Do Snape'a się nie mg doczekać.
      Ale czego można by się po nim spodziewać? xd
      Ja tam Snape'a nie znam, ale sam fakt, że w miejscu publicznym obejmuje przyszłą uczennicę to dla niego- jak na pierwszy raz- chyba nie było... nie wiem, jakiego słowa użyć -,-
      True ;P
      Ale sama tamta sytuacja w aptece- wyobraziłam sb idącego Snape'a jak paralityk, nie wiem dlaczego. I to mnie chyba najbardziej rozśmieszyło xd
      Ale taka scena, wzrok uczniów itp... Hahahahah
      Może byłoby wiele stron, ale przestało mi to przeszkadzać. A taki dokładny opis księgarni... Raj na ziemi <3
      Lubię kruki ;)
      Ale pasuje :3
      Tylu ich na tym świecie... ;o
      Zorientowałam się, gdy powiedział, że nie podoba mu się jej magia :P
      Chociaż tyle ;D Wyzywanie od gówniarzy, upominanie się o szacunek, całkiem w stylu Snape'a :D
      Skoro jako pierwsza o nim myśli? Maluje jego oczy, podoba jej się jego zapach... *.*
      No cóż, tylko nie za dużo przekleństw, w większości przypadków wygląda to niefajnie ;P
      No tak, zapominam się. Ciężko jest spamiętać takie rzeczy, gdy siostrze w jednej chwili temperatura skacze do 39'C.Fatalna sprawa -,-
      O wiele lepiej jest czytać opis Oryginału w książce, a potem pisane na własną rękę podobne zdarzenie przez innego pisarza <3
      Wychwycenie podobieństw, różnic, przemyślenie obu opisów by stwierdzić, który bardziej się podoba ;D
      Nie przez Ciebie, to Blogger ma problemy z cudzysłowami. Nie mogę zaznaczyć cytatu, bo bierze mi to za kod HTML -,-
      Z pewnością, każdemu się przydaje ;D
      A teraz na serio lecę spać, bo znając mnie to wstanę wcześnie rano co oznacza, że się nie wyśpię, znowu ;-;
      ~Rose Lily Evans ;3

      Usuń
    3. "- To miałem w planach. Masz moje książki? - Jeszcze mi ich nie oddała, a minęło tyle czasu. Nienawidziłem pożyczać swoich cennych ksiąg, czułem się wtedy niekomfortowo. Co ja sobie myślałem?! Aby jakiejś gówniarze dawać coś mojego?!
      - Już skończyłam  czytać, mam je na górze. Przynieść? 
      - Nie, później. - Zbliżyłem się do niej po czym złapałem ją za ramię. 
       
                                                                                   ***

        nawet odezwać. Czuje swoją magię, jest silna na swój dziwny, specyficzny sposób, jednak nie potrafię nad nią panować. Może w szkole mnie tego nauczą. Może... 
       Testy pisemne za to nie sprawiły mi trudności. Oczywiście Zielarstwo i Eliksiry poszły mi najlepiej. Kocham te dwa przedmioty równie mocno i skarciłabym się, gdyby poszło mi źle.
       Zastanawiałam się dlaczego Snape w ogóle się zjawił się u mnie w dniu wyników.  Nie było już wtedy żadnych testów, a o zdaniu testów czy też nie mógł go poinformować Dumbledore. Dziwne. Jednak nie przeszkadzało mi to, przyzwyczaiłam się do jego obecności, był moim opiekunem. W końcu miałam z nim spędzić trochę czasu. Mimo tego, że na początku czułam się przy nim źle to teraz jest o wiele lepiej. Nie lubię go, jest mi obojętny, jednak nie ma spięć między nami. I lubi zieloną herbatę jak ja. To duży plus. 
       W tej chwili czekałam na niego w salonie z podekscytowaniem. Siedziałam w fotelu i bawiłam się moją różdżka, która nadal była dla mnie zagadką. Musiałam ją  ze sobą zabrać, bo może właśnie dzisiaj dowiem się kim jest mój ojciec. Natknęłam się w Historii Magii na informację o najsłynniejszym wytwórcy różdżek naszych czasów Garricku Ollivanderze. Prowadzi on sklep na ulicy Pokątnej, który został założony 382 roku przed naszą erą. Kierowanie nim przekazywano w rodzinie Ollivanderów z pokolenia na pokolenie. Ponoć Ollivander pamięta każdą różdżkę, którą sprzedał, pamięta każdego właściciela. Muszę przyznać, że to niesamowite i bardzo pomocne. Jeśli to prawda to dowiem się kim jest mój tajemniczy ojciec. W końcu to nie jest normalne, bym nie wiedziała takiego czegoś! Drań, nie drań, chce wiedzieć. Ciekawi mnie też, co kryje się za drzwiami, które otwiera mały, złoty kluczyk, który teraz spokojnie spoczywa w mojej torbie. Z pewnością pieniądze, ale może ojciec czymś mnie zaskoczy. 
       Mam nadzieję, że Snape pozwoli mi zwiedzić ulicę Pokątną. Chcę odwiedzić każdy sklep... No prawie każdy. Najbardziej Esy i Floresy. Merlinie... Będę mogła w końcu sama kupić tyle książek ile chce. Przed pierwszym września wszystkie je z pewnością przeczytam. Och na pewno. Sprawdziłam ostatni raz czy mam wszystko. Różdżka, kluczyk, mugolskie pieniądze - na wszelki wypadek, może się okazać w końcu, ze ojciec nie był zbyt hojny - kilka innych drobiazgów. Jestem gotowa, Snape powinien zaraz...
      Pukanie do drzwi.
      Już jest. Podbiegłam szybko do drzwi i wpuściłam go do środka z szerokim uśmiechem. Mimo tej jego niezadowolonej miny nie mogę inaczej reagować na jego widok. Jestem mu niesamowicie wdzięczna za to, że mi pomaga, a po akcji z Carley'em zdobył mój szacunek. Poprawiłam torbę, która zaczęła mi się zsuwać z ramienia. A może on nie wie o tym kluczu? Wolę od razu mu powiedzieć. Wyjęłam go, pokazując mu.
      -Nie wiem czy profesor Dumbledore panu wspominał, ale mam swoją skrytkę w Banku Gringotta. Domyślam się, że będziemy się teleportować, więc najlepiej byłoby blisko niego wylądować. - Po tych słowach zdałam sobie sprawę jaka ja jestem głupia. I tak musielibyśmy się tam wybrać. Skrzywiłam się w duszy... 
      - To miałem w planach. Masz moje książki? - Merlinie, ale on jest do nich przywiązany. Czy on zdaje sobie sprawę z tego, że w ciągu ostatnich kilku dni pytał o nie setki razy? Wątpię. 
      - Już skończyłam  czytać, mam je na górze. Przynieść? - Już chciałam biec na górę.
      - Nie, później. - Zbliżył się do mnie po czym złapał mnie za ramię
      " (patrz początek i koniec
      Powtarza się :)

      Usuń
    4. To się nie powtarza. To wydarzenie się opisane z perspektywy dwóch innych osób. Najpierw z perspektywy Snape'a, później z Mariki.

      Usuń
    5. Ano małe sprawdzenie nie zaszkodzi xd I tak musze poprawić poprzednie rozdziały... Merlinie nie chce mi się.
      ...A co takiego robił Lucjusz, ze nie był sobą?
      Ja takich mam na co dzień. Weź żyj z nim...
      U niego to jest raczej na równi... I ta jego manipulacja...
      Ach tak czytałam o tym xd Hmm może zacznę pisać lepsze opisy z czasem. Ogólnie chce pisać tak jak zagranica. Rozdział na dwie strony to dla mnie nie rozdział. 16-22 strony. Do tego dążę.
      Jeju... JA na takim statku co się buja w górę i w dół trzy razy była i dziękuję ;;
      To dobrze XD
      Ale może w przyszłości, mniejsza. :)
      Ja również... To będzie bardzo ważny wątek dla mojego ff.
      Niczego innego xd
      Ano tylko czy on patrzy na nią jak na uczennice? On nic o niej nie wie... Raczej jest wściekły, ze w ogóle musi jej dotknąć xd
      Hahaah teraz to i ja sobie to wyobraziłam.
      Uwierz, że uczniom to nie umknie xd
      To kiedyś jeszcze to opiszę. Dokładniej bibliotekę Hogwartu. To te ważny wątek... ile ja zdradzam...
      A ja je kocham <3
      Wiem, ze pasuje ;;
      Dokładnie ;;
      No właśnie :D To miało zwrócić uwagę xd
      Właśnie...On lubi tak szacunek wypominać :d
      *zawstydzona* on ma piękne oczy. Nie jest przystojny, raczej przez te włosy brzydki, ale kuwa oczy to ma piękne...
      Oczywiście, że tak. W końcu Severus to taki pseudo arystokrata.
      Rozumiem xd Nic się nie dzieję. Ja przez przypadek znalazłam info o tym.. I tak powstanie rozdział xd
      Czuje, że nie dorównam Rowling xd
      Ale jednak... To mój blog ;; ;; ;;
      A ja odpisuje dopiero rano xd

      Usuń
    6. Owszem, najwyżej później się to przemyśli ;)
      Dasz radę, ja też muszę popoprawiać od samego początku ;P
      Hmmm, był miły dla Ginny i Billa, którzy zostali wydziedziczeni z rodu Weasleyów i ona została Ślizgonką... Mimo tego, że tak się różniło od postaci pokazanych przez Rowling to historia niesamowita <3
      Współczuję
      Taa, u niego wszystko jest na równi -,-
      Wiem, właśnie z tego powodu czuję, że mój blog jest niewypałem. Nie umiem pisać długich rozdziałów.
      Nie cierpię statków. Jeden, jedyny raz mi wystarczy :|
      Wiem, że dobrze xd
      Podsycasz moją ciekawość ;P
      Toi fakt ;)
      Wściekły... Tak, to chyba dobre słowo ;)
      Hahahah
      Wierzę, wierzę i się nie umiem doczekać ;)
      Taak <3
      Na gacie Merlina, szczegółowy opis Biblioteki w Hogwarcie *.*
      To na 1oo% będzie lepsze od zobaczenia tego na filmie :3
      Szczerze to się domyśliłam xd
      Coś tak myślałam :D
      Cały Snape ;)
      Nie wstydź się, to normalne, że komuś podobają się czyjeś oczy ;) Dla mnie fascynujące są oczy Draco <3
      I tego się trzymam ;D
      W większości przypadków właśnie po natknięciu się na potencjalnie nieważną informację powstaje pomysł na stworzenie czegoś wspaniałego na jej wzór ;)
      Ej, zależy jak na to patrzysz. Piszesz wspaniale na swój sposób :D
      Ja odpisuje jak mam czas xd

      Usuń
  8. Oho....nowy rozdział...czytamy....
    Olivander,hmm...lubię gościa, a ten tu takie sceny odstawia ;_;
    Dumby, ehh...Jak ja go mam ochotę udusić z miłości :D Te jego pomysły *zaczyna nucić.."ty jesteś Dumbledore, na pewno Dumbledore..."*
    Aron, lubię kruki...
    Sever, co on ma z tymi książkami? Nawet ja tak nie żulę, kiedy komuś je pożyczam...no dobra, żulę :P
    Marika, blizna ma być i koniec kropka :3
    Aron, lubię kruki...
    No, opinia nie na poziomie względem tej części, ale to standard. Aha, i jeszcze jedno. Świetna część ;*
    ~Saru~

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ohohoho xd
      Także go lubię, ale zawsze kojarzył mi się z Albusem.
      Ja mu mogę przybić piątkę... W twarz.... Krzesłem.
      Także, właściwie to je kocham...
      Ja podobnie, także... Książki to moja miłość ;;
      Blizna musi być, ale każda dziewczyna chce być piękne, co nie? :D
      Ach ja się cieszę, że jest komentarz i to jedna dłuższy od standardowego :D Dziękuję <3
      Marika

      Usuń
  9. Ha, jestem znów! ^.^
    Wowo ;-; Ómarłam. Really ;-;
    O Merlinie, ten cały wątek jej i jego książek był... the best! Love it, love it, love it! <3 To było cudowne, że Severus pożyczył jej swoje książki, ale że pozwolił zatrzymać?! To genialnie! A te książki należące do marii... hm... ciekawe :D
    No i ma tyle hajsu... xD Co za posag xD Musi(ała) mieć bogatego tatusia :D
    Zła magia! Marika jest zuaaaa xD
    Kurczę, ale ten Ollivander jest, no ;-; Juz miałam nadzieję... Chociaż na jakaś wskazówkę, ale tak całkiem nic? :O
    Ach, matko, chyba najbardziej mi się podobało: "jednak najgorsze było to, że nie mogłam się pozbyć myśli, że Snape naprawdę świetnie pachnie. Ziołami, lasem i zieloną herbatą. Cholera, chce być już na miejscu!" - awww <3 No, to Marrie zaczyna się zapędzać coś za daleko :3 Wiem, że to prawie nic, ale jednak... coś :D
    I ten wiecznie naburmuszony Sev, awww <3
    Mrr <3 kocham ich, są przecudni xD
    Pozdrowionka i weny, kochana! :*
    Twoja Basia xD

    OdpowiedzUsuń
  10. Po pierwsze chciałam cię bardzo, ale to bardzo przeprosić, że czytam tak późno. To już 10 dni! Na prawdę strasznie mi przykro...
    Teraz czas na tekst. Zacznę od Severusa, jak widać inaczej już patrzy na Marike. Ma w sobie wiele że Slizgona, a jej nauczyciele... Powinno się ich nauczyć trochę rozumu. Nie chodzi nawet o to że była chora, po prostu to uczeń! Młoda dziewczyna! Nie powinni się tak do niej odnosić.
    Ale za to w następnej części moja uwagę zwróciły uwagę przemyślenia dziewczyny. To jak Severus pachnie, to że lubią tą sama herbatę. A co do uczniów to chyba przekona się, że mało z nich używa czasu wolnego do nauki. Co prawda ona może mieć problemy po tak długiej chorobie, lecz pewnie nie tak duże jak sądzi.
    No i jaj zakupy na Pokatnej. Świetny zwierzaka, Aton. Chyba jej sie przyda. Nie mówiąc już o komentarzu Snape'a przy kupnie nowej szaty.
    Jednak dla mnie najważniejsze były trzy momenty.
    Pierwszy to jej książki, które odziedziczyła. I to zdziwienie profesora, może kiedyś jej się to przyda.
    Drugie to rozdział. Szkoda, że Olivander nie pamiętał do kogo należała, jednak jej własna też jest bardzo oryginalną.
    I Trzeci czyli koncowka. Nie mogę się doczekać, kiedy będą na Mistrzostwach. Oj zapowiada się świetnie.
    Życzę wenus, wolnego czasu i powodzenia w szkole. Przepraszam jeszcze raz że pojawilam się tak późno,
    Croy

    OdpowiedzUsuń
  11. Super rozdział. Czekam na dalsze części.
    Pozdrawiam Sherlock.

    OdpowiedzUsuń
  12. Nastepny rozdzial zaliczony!
    1. Podoba mi sie zachowanie Albusa, jest swietny! Swoja dobrocia irytuje niektorych lepiej niz Severus calym swoim jadem xd
    2. Ollivander zglupial. Biedna Marika, juz ma nadzieje ze sie czegos dowie, a tu bum! Ollivander wymysla ze nie pamieta ;-;
    3. ARON ARON ARON TO NIE JEST TAK ZE JARAM SIE FAKTEM ZE MOJ MAZ MA NA IMIE AARON TO ROZNICA JEDNEGO A. A. A. A. <3
    4. Snapowa wymiana ksiazek, to urocze! Tak samo jak zapach Seva. Ahhh :3
    Mykam spac, jutro wieczorem nastepny rozdzial do nadrobienia, haha xd
    Dobranoc,
    Tris

    OdpowiedzUsuń
  13. #Różoweciasteczka
    Witaj! :D Wybacz, że komentuję dopiero teraz, ale nie mam komputera :/ No to, zaczynamy!
    Podoba mi się twoja historia! Marika jest wyjątkową osobą. Naprawdę ją polubiłam. Choroba, a tu nagłe ozdrowienie! Wkurza mnie Dumbledore, strasznie! Ale nie bierz tego do siebie. Nie podoba mi się tu Snape. Przedstawiłaś go jako pijaka, który nie ma za krzty szacunku do nikogo i nie panuje nad swoimi emocjami. Zawsze wyobrażałam go sobie wręcz odwrotnie, ale to tylko moje zdanie ;) Co do różnych scen... Podobała mi się sytuacja z nauczycielem. To było zabójcze! :D Interesujący jest też ojciec dziewczyny. Zdenerwowało mnie zachowanie Olivandera, myślę, że to człowiek, który nigdy nie da się zmanipulować. Złamać owszrm, ale nie zmanipulować. Kompletnie nie pasowało mi to kręcenie, choć rozumiem, że było potrzebne ;) Relacja między Snape'ami jest dosyć interesująca, jestem baaaaardzo ciekawa jak się rozwinie! :D
    Ze strony technicznej, uważaj, aby przy dialogach, po myślniku dopisków odautorskich nie zaczynać dużej litery ;)
    Mam nadzieję, że mój komentarz cię zadowolił i w żaden sposób nie obraził ^^ Jeśli tak to przepraszam ;) Zachęcam do ponownego wzięcia udziału w akcji Różowe Ciasteczka- może znowu na siebie wpadniemy ;D
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poruszę tylko kwestię Severusa i Ollivandera :D W kanonie zawsze widzieliśmy Severusa w sytuacjach, gdzie musiał być poważny itp. Ja go pokazuję ze strony prywatnej. Nie jest alkoholikiem, ale Severus o sobie myśli jak najgorzej. Szacunek do Albusa? Ma go, ale inny niż by się wydawało i dalej to będzie pokazane. Jeśli byłabym Severusem na pewno nie byłabym miła itp. dla Albusa, a dyrektor traktuje go jak dziecko, pobłażliwie. Także.. :D
      Ollivander nie jest zmanipulowany, to raczej on manipuluje xd
      Dziękuje za rady i komentarz ^^

      Usuń
  14. Buhahahahahahaha. Czemu nie jest mi żal Severusa ?
    M.

    OdpowiedzUsuń
  15. Uuuuu, świetnie się zapowiada ^^
    Severus jest mistrzem tego rozdziału 'u'
    _____________

    elstella-x.blogspot.com
    dorcas-meadowes-karaye.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  16. taaaa zdecydowanie Snape bedzie przeszczesliwy;p kurcze kim jest ten jek ojciec??
    www.czarnekrolestwo.blog.pl

    OdpowiedzUsuń
  17. Haha, nic dziwnego, że Dumbledore już nie odwiedził Snape'a, w końcu ten nie potraktował go zbyt miło. Dziwi mnie, że Albus sobie na to pozwala. Uważam, że Dumbledore był bardzo cierpliwy, mógł wybaczyć wiele rzeczy, ale takie zachowanie Snape'a nie jest zbyt uprzejme.
    Czekam, aż Marika pojedzie do Hogwartu. Teraz trochę wieje nudą, bo cały czas powtarza się to samo - egzamin/lekcja, rozmyślania Snape'a o Marice... Hogwart przyniósłby powiew świeżości, bo dla Mariki to cała masa nowych bodźców i wrażeń.
    Ten zegar (czy tam budzik, jak wolisz) biologiczny to chyba tylko metafora, taką mam nadzieję, bo nie sądzę, aby Severus Snape (czy nawet sam Lord Voldemort) tak doskonale wyczuwał upływ konkretnych minut. :)
    Chciałabym poczytać trochę o relacjach Mariki z Dumbledore'em, bo widzę, że ona chyba go lubi, a tak mało o nim wspomina. Powinnaś trochę pociągnąć ten wątek, ponieważ jest on bardzo ważną postacią w jej życiu, zwłaszcza ostatnio.
    Opis Pokątnej mógłby być bardziej dopracowany, ale i tak mi się podoba, bo obawiałam się, że po prostu odbębnisz to i pominiesz uczucia Mariki, która naprawdę musiała tęsknić do tego świata. Najgorsza jest świadomość (podobnie jak u charłaków), że należysz do tego świata, ale coś Cię od niego oddziela, zmusza do życia za szybą, zza której możesz to wszystko oglądać.
    Mała estetyczna uwaga - raczej nie powinno się używać cyfr w opowiadaniu (tak samo ze skrótami - OPCM), chyba że to rok. Nie dość, że wygląda to niechlujnie, to jeszcze dajesz Czytelnikom do zrozumienia, że nie chce Ci się nawet napisać słownie "dwadzieścia lat". Albo nauczyciel "obrony przed ciemnymi mocami", nie jakieś kosmiczne OPCM. Co innego w planie ramowym czy w swoich notatkach, tam możesz sobie mieć różne cuda, ale skoro już publikujesz opowiadanie, traktuj je jak książkę. A wątpię, aby jakikolwiek pisarz chciał być kojarzony z lenistwem i niechlujstwem. :)
    Nie wiem, jak inni, ale spodziewałam się, że krypta Mariki będzie wypełniona złotem aż po sufit. Trochę zapachniało mi marysueizmem. ;/
    Mimo że niedojrzałość Snape'a mnie bardzo mierzi, podoba mi się jego stanowczość (np. u Madame Malkin). Widzę, że o wiele łatwiej idzie Ci pisanie o prostszych emocjach i zachowaniach, bo kiedy Snape chce mówić jakoś sarkastycznie, robią się z tego humorki nastolatki. Ale nic się nie dzieje, ważne, żeby próbować.
    Prasa by się zainteresowała przybyciem Mariki do Hogwartu? E, Snape chyba trochę przesadzam. :) No, gdyby się okazało, że jest chora na tajemniczą chorobę, a Knot jej pomagał, można byłoby o tym wspomnieć w jakimś artykuliku w "Czarownicy" albo u Lovegooda, ale to chyba byłaby anegdotka w jakimś małym artykuliku. Ministerstwo Magii ma inne problemy, co chwilę dzieją się jakieś np. żarty z mugoli, jakieś gryzące klamki albo kurczące się klucze... Ba, eksplodujące sedesy! Tak, w świecie czarodziejów dzieje się tyle, że przybycie uczennicy do Hogwartu to nic dziwnego. Można to traktować jak wymianę studencką.
    O ile wiem, Ollivander nie lubi eksperymentować. Dobrze pamiętam, jak sceptycznie podszedł do różdżki Fleur, w której był włos z głowy wili, mimo że sama Fleur z pewnością mu się podobała, więc te dziwne rdzenie są raczej średnio kanoniczne, przynajmniej jeśli chodzi o Ollivandera. U innych różdżkarzy - nie mam żadnego problemu.
    Ta randka Snape'a z Mariką na Mistrzostwach... Pozostawię bez komentarza. Mam nadzieję, że (jak piszesz nad spisem treści) tylko te pierwsze rozdziały są trochę... dziwne.

    OdpowiedzUsuń
  18. Droga Mariko Snape. Uroczyście gratuluję ci tego, że złamałam moją najważniejszą zasadę "Kiedy czytasz ff nie komentuj wszystkich rozdziałów jak wariatka, tylko oceń całokształt". To jest genialne. Najlepsze Snape'owe ff po "Bez cukru" jakie czytałam. A końcówka epicka.
    Do zobaczenia na końcu albo wcześniej
    Amelie Rozalie

    OdpowiedzUsuń
  19. Hej ;)
    A więc znowu się tu pojawiam. Zupełnie rozwaliłaś mnie tą końcówką o meczu Quidicha. Wiadomo, że Snape nie lubił go, ponieważ sam nie potrafił w niego grać i drugi jeszcze bardzo ważny powód: w Quidicha grał James, a to juz mówi samo za siemię. Spodobało mi się w tym, że to chumorystycznie przedstawiłaś. Dumledore zawsze musi postawić na swoim i tak jakoś przypadkiem wymyśli coś co będzie bardzo przeszkadzało innym, ale on na to odpowie tym swoim uśmieszkiem + jakimś mądrym zdaniem + opowie swoją fascynującą opowieść o cytrynowych dropsach.
    Naprawdę bardzo ciekawi mnie to dlaczego Dumledore chce mieć Marike w Hogwarcie. Zazwyczaj jak kogoś chciał przyjąć do Hogwarcie tak ,, bezinteresownie i z jakimś opóźniem lub ciężką sytuacją" to ta osoba po prostu stanowiła cześć w jego planie ,, dla większego dobra". Może z pozoru był miłym staruszkiem, a tak naprawdę zachowywał się jak manipulant, robił wszystko, żeby jakoś wyjść na tym dobrze.
    Strasznie zainteresowało mnie kto jest ojcem Mariki i czemu Ollivander nie chce jej tego powiedzieć. Czy za tym kroi się jakaś rodzinna, mroczna tajemnica? A może nie mówi jej tego po to by ją chronić? Albo kontrowersyjna postać jej ojca mogła zapewnić jej złą reputacje? Mam dużo takich przemyśleń, ale myślę, że niedługo się tego dowiem.
    Zauważyłam, że wypowiedzi oraz przemyślenia Mariki są dłuższe od Snape. Może łatwiej ci się tak pisze. W sumie zobaczę.
    Wykreowałaś ciekawą relacje pomiędzy Mariką, a Snapem, jednak tak trochę mi się wydaje, że czasami za szybko ich do siebie zbliżasz, a może to tylko moje odczucia, wiec nie wiem. Sama relacja jest ciekawa. Niby się nie nie lubią, ale jednak za sobą nie przepadają, co tworzy taki fajny klimacik.
    No to chyba na tyle. Pozdrawiam ;*
    ~The princess of the moom

    OdpowiedzUsuń

Layout by Alessa