wtorek, 26 sierpnia 2014

Rozdział V

Hej! Zaszła sytuacja wyjątkowa. Wasza kochana autorka nie była w stanie zostawić wam upragnionego rozdziału. Z tej racji mi, becie, przypada zaszczyt zostawienia go wam. Kolejna ważna informacja to fakt, iż następny rozdział będzie dedykowany, właśnie z tego powodu, że to ja dodaję obecny. Mam nadzieję, że wytrzymacie do tego czasu. :)




Teleportowałem się prosto do swojego salonu. Upadłem ciężko na kanapę, zrzucając z nóg buty, po czym zdjąłem pelerynę i położyłem na jednym z foteli. Różdżką rozpaliłem ogień w kominku oraz zapaliłem świece porozstawiane po całym salonie.
Panowała błoga cisza, jedynie od czasu do czasu dało się słyszeć trzask palonego drewna. Zamknąłem na chwilę oczy, by po chwili je otworzyć i spojrzeć z niesmakiem oraz nutką niepokoju na krew odznaczającą się na zielonym dywanie. Westchnąłem ciężko, ponownie zamykając oczy.
Albus jak zwykle wpakował mnie w niezłe bagno. Sądziłem, że gorzej być nie mogło, a jednak! Marika Snape to wystarczający kłopot, ale chora Marika Snape to kataklizm. Logicznym założeniem było, że czarownica nie wyzdrowiała, inaczej nie plułaby krwią na prawo i lewo (brudząc przy okazji mój dywan). Nie potrafiłem nie myśleć o promyku nadziei, który zabłysnął tylko i wyłącznie dla mnie. Gdyby rzeczywiście Marika niewyzdrowiała, to miałbym na nowo święty spokój, nie musiałbym... Chwila. Czy naprawdę byłem, aż takim potworem? Czy naprawdę życzyłem dziewczynie tego, co widziałem na zdjęciach? W głębi duszy pragnąłem śmierci niewinnego dziecka. Nie da się nie przestać byś śmierciożercą, kiedy już raz się nim zostało.
Marika była zamknięta w domu przez pięć długich lat, Śmierć torturowała czarownicę bezustannie przez cały ten czas, aby na końcu ją zabić. Aż w końcu zmieniła zdanie. Pozwoli³a jej ¿yæ i odesz³a, z obietnicą pewnego powrotu. Dziewczyna wycierpiała wiele nie tylko przez chorobę, urzędnicy z Ministerstwa Magii także pozostawili na jej duszy blizny, a ja potrafiłem pomyśleć wyłącznie o jej rychłym wylądowaniu na cmentarzu. Cudownie. Niczego innego nie mogłem się po sobie spodziewać.
Westchnąłem ponownie, po czym przeczesałem włosy palcami. Prawdę mówiąc, była to jedynie jedna z dwóch opcji. Powikłania po chorobie. Krew Mariki mogła być nadal skażona, a organizm pozbywał się jej w dość brutalny sposób. Nie powiedziałem o tym czarownicy, nie czułem takiej potrzeby. Chociaż wyglądała na przerażoną, to raczej wolałem nie dawać jej złudnej nadziei, nie byłem Albusem. Ciekawiło mnie jedynie to, ¿e nie wziê³a eliksirów. Powinna je wziąć! Nie mogła być tak głupia, w końcu nie chciałem wepchnąć Marice trucizny, a najzwyczajniej jej pomóc Odpowiadam za dziewczynę, byłem jej opiekunem. Albus zabiłby mnie... Nie to byłoby wybawienie. Dyrektor sprawiłby, że żyłbym dłużej, gdyby coś stało się pannie Snape. Na szczęście, podczas testu praktycznego wyglądała już normalnie, o ile szarą twarz z podkrążonymi oczami można nazwać normalnością.
Sięgnąłem po szatę, by wyjąć z niej eliksir, test i różdżkę dziewczyny. Magiczny patyk odłożyłem na stół, bym o nim nie zapomniał podczas odwiedzin Albusa. Już sprawdzoną pracę, położyłem obok. Napisała na 93%. Jednak coś ma w tej swojej tępej główce. Eliksir Skurczający odkorkowałem, sprawdzając od razu zapach. Był prawie idealny, barwa eliksiru w sam raz. Cóż nie najgorzej, nawet bym powiedział, że całkiem nieźle. Spodziewałem się całkiem innego wyniku, patrząc na zachowanie, i jak się domyślam niskie umiejętności Care'a. Z drugiej strony, jeśli siedziała tylko w domu, to nie miała zbyt wielu rzeczy do roboty. Nauka pewnie stała się jednym z głównych zajęć Mariki. Zerknąłem na jej różdżkę. Gdyby znalazła ją wcześniej to może Carey wraz z innymi równie inteligentnymi nauczycielami, nie nie poniżaliby czarownicy za bycie „szlamą”. Sam do końca nie wiedziałem, czy nie zachowywałbym się podobnie. Tyle lat spędzonych na usługach Czarnego Pana oraz długoletnia przyjaźń z Lucjuszem spowodowały, że czułe pewien wstręt do czarodziejów z niemagicznych rodzin. W rzeczywitoœci czułem go już wcześniej, nawet do Lily, jednak ona była tym wyjątkiem... Wyjątek potwierdza regułę. Chwalebnym cholernym wyjątkiem.
Warknąłem pod nosem, rozpinając koszulę. Położyłem się na kanapie i wpatrywałem w ogień. Powieki opadły, poczułem znużenie. Nie specjalnie teraz mi to pasowało, gdyż Albus miał niedługo się zjawić, ale Morfeusz był silniejszy. Zasnąłem. Nie wiem, co mi się śniło, lecz to było coś przyjemnego. Chyba każdy choć raz w życiu miał sen, który nie wiadomo co przedstawiał, jednak rzucał śpiącego w otchłań przyjemności. I tak wtedy było ze mną. Już na pograniczu snu i jawy, usłyszałem niesamowicie denerwujący hałas. Coraz głośniejszy i bardzo, ale to bardzo irytujący dźwięk... Choć się opierałem, to wypchnął mnie całkowicie ze snu, rzucając na kolana przed okropną rzeczywistością. Otworzyłem oczy zdenerwowany. Wydawałoby się, że nic się nie dzieje, że to tylko umysł płatał mi figle, ale nie... Zaraz ponownie usłyszałem ten cholerny szelest, choć o wiele cichszy, niż we śnie. Podniosłem się do pozycji siedzącej i już wszystko wiedziałem. Albus niczym król w moim domu, siedział w moim fotelu i bawił się opakowaniem tych okropnych cytrynowych dropsów. Rzuciłem mu gniewne spojrzenie, które doprowadziłoby do płaczu niejednego pierwszoroczniaka.
To mój dom Albusie. Nie możesz się w nim pojawiać, kiedy tylko chcesz. To prywatny teren, więc prosiłbym cię o nienapadanie mnie w czasie snu — powiedziałem poważnie z nutką irytacji w głosie. Nie tolerowałem takiego zachowania.
Dobrze wiem, że twój Severusie. Lubię go. — Rozejrzał się z uśmiechem po pomieszczeniu. — Pukałem, ale nie otwierałeś. Myślałem, że cię nie ma, więc pozwoliłem sobie na wejście do środka. Nie chciałem cię budzić, więc czekałem. — Albus nie często się tłumaczył, także doceniłem jego gest. Bez zbędnych komentarzy zapiąłem koszulę i rzuciłem dyrektorowi pytające spojrzenie. — Jak było Severusie? Opowiadaj.
Och, Cudownie — odpowiedziałem z udawaną radością. — Uwielbiam pannę Snape, a ona mnie. Od razu staliśmy się najlepszymi przyjaciółmi. Wiesz, Albusie umówiłem się z nią na wspólne bieganie po łące i trzymanie się za ręce. — Skończyłem ze zjadliwym uśmieszkiem.
Wiedziałem, że dyrektora nie zadowala moja odpowiedź, ale siedziałem cicho. Ostatnio moje zachowanie pozostawiało wiele do życzenia, lecz nie mogłem się powstrzymać, ironia sama cisnęła się nausta. Dumbledore patrzył na mnie ze zmęczonym uśmiechem.
Severusie, dobrze wiesz jak cenie twoje poczucie humoru, ale proszę, teraz rozmawiajmy poważnie. — Kiwnąłem głową na znak zgody.
Co chcesz wiedzieć, Albusie?
Opisz mi dokładnie dzisiejszy dzień.
Zacząłem swoją jakże interesującą opowieść. Od czasu, do czasu dyrektor wtrącał się i zadawał pytania. Na wspomnienie wydarzeń niedoszłej walki między Mariką a Careyem, uśmiechnąłem się mimowolnie. A mogła mu coś zrobić... Mogła. Opowiadałem dalej i byłem lekko zaskoczony, że dyrektor nie był zły za głupie i nieprzemyślane posunięcie dziewczyny. Wręcz przeciwnie, jego oczy błyszczały czystą radością i podekscytowaniem bardziej niż zwykle, choć zachował poważny wyraz twarzy. Do jasnej cholery wstawił się za nią u samego ministra, z pewnością już nie pierwszy raz. Powinien być wściekły, ta gówniara nadwyrężała jego zaufanie, czy cokolwiek... Dlaczego Albus to robi³? Jaki ma cel? Dlaczego by³em w to wszystko wplątany? Za dużo pytań, za mała szansa, abym dowiedział się czegokolwiek w najbliższym czasie. Kiedy doszedłem do momentu, kiedy teleportowałem nas do mojego domu, dyrektor uniósł brwi w geście zapytania.
Miałem tylko jedną odpowiedź na to.
Proszę cię, nie komentuj.
Pokręcił głową, śmiejąc się pod nosem. Widocznie bawiła go ta sytuacja, szkoda, że ja nie podzielałem jego dobrego humoru. Rozdrażniony kontynuowałem. Kiedy wspomniałem o ataku — czy jak to inaczej nazwać — Mariki Albus widocznie spoważniał. Iskry zniknęły z jego oczy i zobaczyłem w nim w końcu tego czarodzieja, którym zachwycał się cały magiczny świat. Potężny Albus Dumbledore martwił się. Przez chwilę oboje milczeliśmy, dyrektor dogłębnie nad czymś rozmyślał. W końcu poprosił mnie o kontynuację mojego monologu. Skończyłem informacją o dobrze zdanym egzaminie z eliksirów. Wiadomość ta podniosła w pewien sposób Albusa na duchu. Znowu zapadła cisza, podczas której starzec wyciągnął swoją torebkę z dropsami. Merlinie...
Częstuj się chłopcze.
Nie, dziękuję — powiedziałem z niesmakiem. Ohydztwo jakich mało.
Niepokoi mnie ten atak, Severusie.
Nie spodziewałem się niczego innego. Powiedziała, że podobny przeżyła tydzień temu. Wyglądała na przestraszoną, pomimo tego nie chciała wziąć eliksiru wzmacniającego.
Co to może być? Nawrót choroby? — pytałem, lecz jakby nie oczekiwał odpowiedzi.
Nie jestem medykiem Albusie, jednak gdybyś chciał wiedzieć, to moim zdaniem są dwie odpowiedzi na to wydarzenie.
Słucham, więc.
Nawrót choroby wydaje siê bardzo trafionym strza³em. Dziewczyna nadal jest bardzo s³aba, blada, wręcz szara cera, podkrążone oczy, cia³o nadal naznaczone w niektórych miejscach sinymi plamami. Szczególnie rêce. — Nawet nie zdawałem sobie sprawy z tego, jak bardzo przyglądałem się Marice. — Druga opcja jest tą lepszą, pozytywną. Organizm może pozbywać się skażonej krwi, wirusów, bakterii? Nie wiemy, co jej było lub jest. W każdym razie po wydaleniu krwi nic jej się nie działo, nie zemdlała, nie zasłabła. Widziałem zdjęcia... Nie wiem, jakim cudem nie umarła.
Także się nad tym głowie, mój drogi — mówił spokojnie. Za spokojnie. Coś ukrywa. Znowu. — Miejmy nadzieję, że to nic groźnego. A ta sprawa z Careyem, rozmawiałeś już z nią o tym?
Tak, rozmawiałem. Pomimo tego, że zachowała się karygodnie, to jestem jej wdzięczny za dostarczoną mi rozrywkę.
Także z nią o tym porozmawiam. Dobrze, że się nią zająłeś. Dziękuję. — Uśmiechnął się ciepło. Przeszedł mnie nieprzyjemny dreszcze. — Nauczyciele z ministerstwa nie są zbyt uprzejmi.
Tak sądzisz? — Powstrzymałem się przed wywróceniem oczami. Zerknąłem na stolik, gdzie zostawiłem różdżkę.
Tego szukasz? — Wyjął z kieszeni szaty własność Mariki. Kiwnąłem głową.
Marika nie posiadała swojej różdżki, dostawała bezużyteczne ścierwo na zajęcia praktyczne, które odbierali jej po skończonych lekcjach. Kiedy zapytałem skąd ją ma, odpowiedziała, że od ojca. Prawdziwego ojca. Sądziłem, że pochodzi z mugolskiej rodziny.
Interesujące.
W takim razie, dlaczego nie wydajesz się tym zaskoczony? — zapytałem sam siebie.
Czyli jest półkrwi — stwierdziłem.
Na to wygląda. — Kolejny uśmiech z jego strony.
Dlaczego ukrywała swój status krwi?
Skąd wiesz, że była świadoma tego, iż nie jest mugolakiem?
Dlaczego by miała nie wiedzieć? Nie wiedziała, że jej ojciec jest czarodziejem?
Ten świat skrywa wiele tajemnic, jak i każdy człowiek. Najdziwniejsze jest to, że nie każdy zdaje sobie sprawę, iż jego życie jest tajemnicą.
To zdanie utwierdziło mnie w przekonaniu, iż Albus coś wiedział. Powód, przez który tak stara się, by Marika znalazła się w Hogwarcie, jest mi nieznany, jednak on zdecydowanie jest istotny. Irytujące było to, że ten człowiek czasem wiedział więcej o kimś, niż ten ktoś o sobie. Dyrektor podniósł się z fotela, strzepał ze swojej szmaragdowej szaty niewidzialny kurz i uśmiechnął się do mnie promiennie.
Będę się zbierał, Severusie.
Co tak szybko Albusie? — zakpiłem.
Lubię twoje poczucie humoru. Do jutra chłopcze. — Po tych słowach zniknął. Na szczęście.
Merlinie, zero odpoczynku.

***

Słońce było ukryte za gęstymi, ciemnymi chmurami, wiał silny wiatr, któremu drzewa posłusznie się kłaniały. Głośne grzmoty z pewnością doprowadziły nie jedno dziecko do płaczu. Na tle ponurych obłoków błyskały się pioruny, przecinające niebezpieczne niebo. Niektóre z nich były tak potężne, że wyglądały jak małe wybuchy na tle szarego, a jednocześnie tak pięknego nieba.
Będzie cudowna burza — powiedziałam sama do siebie.
Stałam z kubkiem gorącej herbaty przy oknie w swoim pokoju. Starałam się nie zwracać uwagi na palący ból, który sprawiał mi napój. Odłożyłam na bok naczynie, po czym popatrzyłam na zaczerwienione dłonie.
Ból daje ci tê świadomość, że żyjesz — wyszeptałam. To moje motto.
Czerwień, która zdobiła moje dłonie, przypominała mi, o wydarzeniach, które miały miejsce w czasie pobytu w ministerstwie. Położyłam się na łóżku i zaczęłam wsłuchiwać się w pierwsze krople deszczu, które uderzały rytmicznie o szyby. Muzyka dla moich uszu. Westchnęłam głośno, zamykając oczy. Wszystko szło idealnie. Test pisemny poszedł mi świetnie, ale Carey... On zawsze musiał wszystko zepsuć. Zawsze. Ten drań przecież nie odpuściłby tak wspaniałej okazji do upokorzenia mnie. Cieszyłam się, że pokazałam mu, co o nim myślałam. Zobaczenie strachu w jego wiecznie zarozumiałym spojrzeniu było czymś pięknym. Swoista nagroda za wszystkie lata upokorzeń. Z drugiej strony zrobiłam coś niesamowicie głupiego i nieodpowiedzialnego. Nie powinnam stracić kontroli... Byłam spokojna, ale grożenie urzędnikowi? To aż zabawne, że nie znalazłam się u ministra w gabinecie. Mogłam tylko dziękować Merlinowi, że dyrektor wybrał Snape'a na mojego opiekuna... Oczywiście nie lubił mnie, ale widocznie też nie pałał sympatią do Careya. Cieszyłam się, że zabrał mnie z ministerstwa, przez co mogłam się uspokoić. I cudownie mu się odwdzięczyłam za jego dobroduszność (za dużo powiedziane). Ubrudziłam Snape'owi dywan krwią, pięknie. Po prostu pięknie.
W pierwszej chwili po wystąpieniu ataku w głowie krzątało mi się miliony myśli, a strach im wszystkim przewodził. Spodziewałam się powrotu choroby przez co, normalne życie, którego już zasmakowałam, mogło stać się ponownie tylko odległym marzeniem. Już spokojna, odczuwałam tylko palące zażenowanie; wstydziłam się tego, że Snape był świadkiem chwili mojej słabości. Na szczęście czułam się już dobrze. Jeśli takie ataki zdarzałyby mi się od czasu do czasu, to nie miałabym nic przeciwko. Przypominałyby mi to, jakie życie jest cenne.
Musiałam powiadomiæ Snape'a o tym, aby nie podawa³ mi mikstur. Dyrektor musiałam o tym zapomnieć. Eliksiry nie działały na mnie lub nie oddziaływały poprawnie. Już nie. Przez pięć lat podawano mi najróżniejsze wywary oraz lekarstwa, które niestety nieraz pogarsza³y mój i tak z³y stan. Z czasem organizm uodpornił się na eliksiry, które, aby mogły zadziałać, musiały być niesamowicie silne.
Wstałam z łóżka, po czym zeszłam na dół. Deszcz rozpadał się na dobre, jednak do tej naprawdę niebezpiecznej burzy jeszcze trochę brakowało. Założyłam trampki i cienką bluzę z kapturem, po czym wyszłam na dwór. Westchnęłam z przyjemności, gdy już pierwsze krople przesiąknęły przez ubranie i dotknęły skóry. Było zimno i to bardzo. Stałam chwilę bez ruchu, przyzwyczajając się do chłodu, następnie zamknęłam dom i rzuciłam się biegiem przed siebie. Merlinie, jak ja to kochałam! Chłodny pobudzający deszcz i odprężający wysiłek fizyczny, w połączeniu, tworzyły coś niewiarygodnie cudownego. Zimny wiatr niczym aksamit pieścił moją twarz i szeptał słowa do ucha w nieznanym mi języku. Uśmiechnęłam się szeroko i przyśpieszyłam. Nie miałam kondycji. O nie. Lata siedzenia w domu mi nie pozwoliły na cokolwiek. Musiałam co chwilę zwalniać, aby nie zemdleć. Po dwudziestu minutach dotarłam na niewielką łąkę. Szybko oddychając po ciężkim biegu, wpatrywałam się w krajobraz przed sobą. Pomiędzy zieloną, wysoką trawą rosły kwiaty, które rozjaśniały to miejsce. Gdy łąka się kończyła, zaczynał się las. Rzadko kto tam się zapuszczał, chyba że mowa o gimnazjalistach, którzy szukali miejsca do napicia się. Żałosne, że tak cudowne miejsce służyło do zabaw hołoty umysłowej. Roześmiałam się głośno, gdy kolejna błyskawica, rozjaśniła niebo swoim blaskiem.
Burza odświeżała to miejsce i dodawała jednocześnie mrocznego uroku. Przeszłam wąską dróżką i stanęłam pod Samotnym Drzewem. Gdy byłam mała, tak z koleżankami nazwałam drzewo, które stało praktycznie na samym środku łąki, daleko od swoich braci. Uśmiechnęłam się krzywo na myśl, że kiedyś miałam przyjaciół. Było to mgliste wspomnienie i mogłoby się wydawać, że tak naprawdę to tylko był sen. Tak naprawdę byłam samotna tak, jak to drzewo. Wyciągnęłam dłoń przed siebie i dotknęłam pnia. Pod opuszkami palców wyczułam nierówność wilgotnej kory, która ze starości zaczęła się sypać. Zamknęłam oczy. To było niczym magia, jednak nie taka, jak we mnie. Magia piękna natury. To drzewo żyło i było piękne samo w sobie. Cudowne.
Odeszłam od drzewa kilka metrów i wpatrywałam się w koronę drzewa. Silny wiatr, który wiał, powinien bez problemu łamać, niektóre z gałęzi, lecz te wydawały się nieuległe. Zagubione kruki schroniły się w koronie drzewa. Piękne ptaki. Po niedługim czasie stania bez ruchu i wpatrywaniu się w krajobraz zdałam sobie sprawę, że stanie pod drzewem w taką burze było nierozsądne. Zimno i wilgoć też dały o sobie znać. Ubrania były całkiem przemoczone, a cienki kaptur nie ochronił już włosów przed zmoknięciem. Zaczęłam wracać do domu, zadowolona sama z siebie. Bieganie podczas deszczu było moją ulubioną czynnością, zaraz po malowaniu.
Gdy dotarłam na miejsce, spostrzegłam samochód Alicji. Tylko jej. Alan z pewnością znowu będzie siedział do późna. Gdy przekroczyłam próg domu, od razu dobiegł mnie głos z kuchni spanikowane Alicji.
Dziecko co ci odbiło, żeby wychodzić w taki deszcz na dwór?! Następnym razem zamknę cię w pokoju na klucz. — Cicho zachichotałam, gdy usłyszałam nieudaną groźbę w głosie kobiety.
Oj przestań. Idę się przebrać i wziąć szybki prysznic. Zrób mi coś ciepłego do picia. — Zdjęłam przemoczone buty i pobiegłam na górę.
Sama sobie zrobisz, skoro biegasz w takie zimno — powiedziawszy to, od razu wstawiła wodę na herbatę.
Wzięłam szybki prysznic, po czym zeszłam na dół w szlafroku z ręcznikiem na głowie. Usiadłam na jednym z foteli, z uśmiechem wyciągając rękę po kubek z gorącą. Siedziałyśmy cicho, popijając napój i wsłuchując się w grzmoty, które nadal były dość głośne. W przeciwieństwie do mnie Alicja nienawidziła burz.
Kochanie — odezwała się mama, odkładając na stolik kubek. — Miałam Ci to powiedzieć już wcześniej, ale jakoś zapominałam. Twój ojciec zostawił coś jeszcze, nie tylko różdżkę. — Wpatrywałam się na nią w bezruchu. Tylko Alicja tak ważne rzeczy mogła zostawiać na później.
Mama wstała, podeszła do kredensu i wyciągnęła z niego małe pudełeczko, które położyła na środku stołu. — Nie za bardzo wiedziałam co z tym zrobić.
Chwyciłam małą paczuszkę w dłonie i otworzyłam ją. W środku był mały złoty kluczyk.
Myślę, że to ma jakieś znaczenie w twoim świecie, nie mam pojęcia jakie. No niby skąd miałabym wiedzieć, skoro nie jestem czarownicą. Weź go, zapytaj swojego profesora, może będzie coś wiedział. Na pewno będzie... Chyba. — Ponownie wzięła kubek ze stoliczka i zaczęła pić nerwowo.
Nie bój się, to tylko szkoła. — Alicja spojrzała na mnie troskliwie. Trafiłam. Bała się. Typowe... Na początku pełna entuzjazmu, a później niepewności, która kończyła się źle dla mnie.
Już wyzdrowiałam i nic mi nie będzie. To najlepsza szkoła dla czarodziejów i mam całkiem znośnego opiekuna. Carey i jego banda nawet nie umywają się do profesora Snape'a. Nie jest za miły, ale ujdzie. Jest naprawdę nieźle. Ja idę spać jutro kolejne testy, a tak przy okazji te z eliksirów poszły mi świetnie. Dobranoc. — Wzięłam kluczyk oraz pudełko i wspięłam się na górę. Zza sobą tylko usłyszałam ciche „dobranoc” i „powodzenia” Alicji.

***

Dzień nadszedł szybko, może trochę za szybko? Wstałam około ósmej. Przywitał mnie okropny ból głowy. Gdy tylko się podniosłam z łóżka, prawie natychmiast opadłam na nie z powrotem. Czułam się jakby, dzisiaj grawitacja przyciągała mnie z większą siłą, jakby cała moja energia ze mnie upłynęła. To nie był odpowiedni moment na taki ból. Za niedługo miał pojawić się Snape, a ja ledwo co żyłam. Wstałam, podtrzymując się łóżka i jakoś dotarłam do łazienki. Gdy stanęłam przed lustrem, lekko się przeraziłam, gdyż zdałam sobie sprawę z tego, jak strasznie wyglądam. Ach, no tak. Ja tak zawsze wyglądam.
Rozebrałam się szybko, wchodząc pod prysznic. Dokładniej, zimny prysznic. Modliłam się, aby to pomogło. Uniosłam głowę ku górze i zamknęłam oczy. Woda z całym ciśnieniem opadała na twarz, usuwając jakoś ten cholerny ból. Magiczna woda. Zaśmiałam się na tą myśl. Wyszłam spod prysznica, po czym ubrałam się szybko w cokolwiek, a włosy związałam w „artystyczny nieład”, by nie wpadały mi do przemęczonych oczu. Zeszłam na dół. Mieszkanie było puste jak zwykle o tej porze. Alan za dużo pracuje, pomyślałam. Tak, zdecydowanie za dużo. Nie wiedziałam, ile można było pracować, zadziwiające, że mamie to nie przeszkadzało. Nalałam sobie szklankę wody, zerkając na zegarek. Niedługo powinien się pojawić profesor... Za jakieś piętnaście minut. Ledwo o tym pomyślałam, a usłyszałam dzwonek do drzwi. Snape? Za wcześnie. On jest strasznie punktualny. Szybkim krokiem podeszłam do drzwi, po czym je otworzyłam. Ukazał mi się przed oczami Albus Dumbledore z promiennym uśmiechem.
Dzień dobry. Co za miły poranek.
Dzień dobry dyrektorze. — Ustąpiłam mu miejsca w przejściu, pozwalając wejść. — Co pana tu sprowadza? — Starzec wszedł do środka.
Chciałem porozmawiać, zapytać jak się czujesz, moja droga.
Przeszliśmy do salonu, gdzie dyrektor zajął miejsce w fotelu.
Napije się pan czegoś?
Poproszę herbatę z cytryną, jeśli to nie problem. Będzie pasować do moich dropsów. — Wyciągnął rękę z cukierkami w moją stronę. — Częstuj się moje dziecko.
Nie, dziękuję — odpowiedziałam uprzejmie i zniknęłam w kuchni.
Po pięciu minutach wróciłam z filiżanką gorącej herbaty, cukrem oraz cytryną. Wszystko leżało na ozdobnej tacy ze wzorem kwitnącej wiśni. Postawiłam ją przed dyrektorem, zaraz zajmując miejsce na drugim fotelu.
Dumbledore wsypał, aż trzy łyżeczki cukru i o dziwo nawet nie ruszył cytryny... Dziwny człowiek, przecież prosił... Zresztą, nie ważne. Napił się odrobinę, widocznie delektując smakiem i w końcu się odezwał, przerywając o dziwo nie niezręczną ciszę:
Gorąca — mruknął pod nosem. — Zacznijmy od tego, jak się sprawia profesor Snape? — zapytał, nie spuszczając ze mnie wzroku.
Profesor Snape jest... Dobrym opiekunem. Nie obraża mnie ani nie poniża. Zachowuje się tak, jak nauczyciel powinien się zachowywać. — Nic więcej nie potrafiłam o nim powiedzieć. Snape był mi obojętny. Dyrektor wydawał się zadowolony tą odpowiedzią.
Rozumiem. Ciesze się, że profesor Snape jest... Znośny. — Zaśmiał się pod nosem.
Kolejna sprawa. Słyszałem od Severusa, co się wczoraj wydarzyło w ministerstwie. Wiem, że jesteś młodą osobą i emocje w tobie buzują, jednak prosiłbym, abyś panowała nad sobą. — Spojrzał na mnie karcąco, a ja poczułam, jak czerwień pojawia się na moich policzkach. Zaczęłam mieć wyrzuty sumienia. Człowiek siedzący przede mną pomagał mi, a ja odwdzięczam mu się taką akcją. Miałam się odezwać, lecz dyrektor mnie uprzedził: — Nawet jeśli twoim przeciwnikiem jest taka osoba. Nie zniżajmy się do poziomu niektórych ludzi. — I tu mnie zaskoczył... Kto by się tego po nim spodziewał. Uśmiechnęłam się do niego z wdzięcznością.
Przepraszam profesorze.
Dobrze, dobrze. Nie gniewam się, ale zapamiętaj moje słowa. Przejdźmy dalej. Musisz przyznać, że mamy trochę do obgadania. — Kiwnęłam na to stwierdzenie głową, po czym usiadłam wygodniej. Dyrektor wrzucił do buzi kolejnego już cukierka i zaczął go ssać. Po jakiejś minucie przerwał ciszę:
Twoja różdżka.
Co z moją różdżką? — zapytałam niepewnie. Nadal jej nie odzyskałam. A jeśli będę mieć przez nią problemy?
Wiem, że dostawałaś różdżkę do ćwiczeń od ministerstwa, jednak nie dali ci jej na stałe. Już wiem, że dostałaś ją od ojca. Czy mógłbym dowiedzieć się czegoś jeszcze?
Profesorze ja nawet nie wiedziałam, że jestem półkrwi. Przez ten cały czas myślałam, że jestem mugolakiem. Ta różdżka to spadek po nim... Chyba mogę tak to nazwać. Przypomniałam sobie o niej niedawno, chyba mama nie chciała, bym o niej wiedziała. A właśnie! Wczoraj coś jeszcze od niej dostałam, niech pan chwilkę poczeka. — Szybko pobiegłam na górę, wzięłam kluczyk i wróciłam do dyrektora. Wręczyłam dyrektorowi złoty drobiazg.
To kluczyk do skrytki w banku Gringotta. Ciekawe — powiedział bardziej do siebie niż do mnie.
Gdy ten nad czymś rozmyślał, poczułam ból, taki jaki dopad³ mnie dzieñ wczeœniej. O nie, nie, nie! Tylko nie teraz. Zakręciło mi się w głowie, po czym złapałam się za brzuch. Cholera, dlaczego to tak bolało!. Zasłoniłam ręką usta, następnie plunęłam krwią we własną dłoń. Płyn przeciekał mi nieestetycznie przez palce, znowu brudząc ubranie. Poczułam dotyk dłoni na ramieniu — Dumbledore sprawdzał, co się ze mną działo... Nawet nie zauważyłam, kiedy podszedł. Czarne plamy uniemożliwiały mi poprawne widzenie, oddech stał się szybszy, lecz nie wiedzieć dlaczego zachciało mi się spać. Przetarłam oczy, mrużąc przy tym brwi. Dopiero teraz zaczęłam słyszeć słowa dyrektora.
...wszystko dobrze? — mówił do mnie spokojnie. Spojrzałam na mężczyznę. Z jego oczu zniknęły charakterystyczne radosne iskry, a ich miejsce zastąpił niepokój. Uśmiechnęłam się lekko.
Tak, już dobrze. — Nie kłamałam. Już czułam się w porządku, jedynie odczuwałam okropne znużenie.
No cóż, to była ostatnia sprawa, o której miałem z tobą rozmawiać — Gładził swoją srebrną długą brodę, jednocześnie wpatrując się w pustkę. — Profesor Snape zaraz tu będzie, jednak nie możemy Cię dziś wysłać do ministerstwa na testy. Myślę, że w ogóle nie powinniśmy cię już nigdzie wysyłać.
Skończył, a mi serce zamarło. Koniec? Ledwo zaczęłam, a on już... Czyli nie napisze testów, nie udam się do świata czarodziejów, do mojego świata, a co najważniejsze nie pojadę do Hogwartu. Myślałam, że się zaraz się rozpłaczę, ale nie. Ja nigdy nie płakałam. Spuściłam głowę w dół, patrząc na czerwone plamy odznaczające się na spodniach, które zaczęły już schnąć. Przeklęłam je w myślach. Szlag by to trafił. Odetchnęłam, uspokajając się przy tym. W głowie już układałam sobie przemowę protestującą. Ja muszę się dostać do Hogwartu. Już otwierałam usta, kiedy ten się odezwał.
Odpuścimy sobie testy praktyczne.
Szok, niedowierzanie i szczęście pomieszane z niepewnością. Przecież to niesprawiedliwe (jak całe może życie), za to, jak wielce korzystne.
Nie będziemy, cię przemęczasz. Jako dyrektor wszystko załatwię, nie musisz się niczym martwić. Nauczyciele i tak będą chcieli sprawdzić twoje umiejętności po przyjęciu cię do Hogwartu. Jeszcze dzisiaj porozmawiam z ministrem. Egzaminy pisemne będą tutaj w twoim mieszkaniu, jeśli nie masz nic przeciwko.
Oczywiście, że nie. — Uśmiechnęłam się i powstrzymałam przed ziewnięcie. — Mówi pan ciągle w taki sposób, jakbym już zdała, a zostało mi jeszcze wiele testów do napisania.
Bardzo dobrze. W takim razie już ustalone. Wiem też, że sobie poradzisz. Jesteś mądrą czarownicą.
Dziękuję.
Po raz drugi dzisiaj usłyszałam dzwonek do drzwi, jednak tym razem nie miałam wątpliwości, kto przyszedł. Wstawiałam, lecz dyrektor położył swą dłoń na moje ramię.
Nie wstawaj, ja otworzę. — Chciałam zaprotestować, ale nie zdążyłam. Ten już skierował się w stronę drzwi. Zamknęłam oczy, wzdychając cicho. Potrzebowałam snu... Koniecznie go potrzebowałam...

***

Stałem przed domem panny Snape. Słońce ledwo wychodziło zza szarych chmur. Nie było zimno jednak dla człowieka, który kochał słońce — czyli nie dla mnie — świat mógł wydawać się pozbawiony kolorów i jakiegokolwiek życia. Idealna pogoda dla samobójców.
Drzwi lekko się uchyliły, więc od razu przybrałem swój zwyczajny wyraz twarzy. W progu jednak nie ujrzałem młodej czarownicy, a Albusa. Merlinie...
Witaj, Severusie.
Co ty tu robisz? — zapytałem mało uprzejmie.
To samo, co wczoraj u ciebie. Przyszedłem porozmawiać, jednak byłem też świadkiem niemiłego zdarzenia. Zapraszam do środka.
Staliśmy w przedpokoju, Albus nie ruszał z miejsca, informując mnie tym samym, że chce porozmawiać ze mną na osobności.
Nie wiedziałem, że to wygląda aż tak źle, Severusie. Wprawdzie panna Snape czuje się już dobrze, jednak nie wiem, co o tym myśleć. — Czyli atak był niemiłym wydarzeniem.
Albusie wszystko wyjaśni się z czasem. W tej chwili możemy tylko obserwować rozwój sytuacji. Bądź dobrej myśli, ponieważ ja niestety nie będę.
Muszę się wybrać do Korneliusza. Proszę, popilnuj pannę Snape. Kiedy wrócę, porozmawiamy. Kilka rzeczy się zmieniło i to prawdopodobnie na twoją korzyść. — Uśmiechnął się figlarnie. — Do później, Severusie.
Teleportował się, pozostawiając po sobie kolejne pytania. Ciekawiło mnie, o czym mówił Dumbledore, jednak myślenie o tym było bezsensowne.
Z pewną niepewnością skierowałem się do salonu. Marika spała skulona na kanapie. Usnęła nadal cała we krwi, wcześniej się nie umywszy. Kretynka. Podszedłem do dziewczyny i machnąłem różdżką, a brud zniknął z jej ubrań i twarzy. Zadowolony zamknąłem na chwilę oczy — miałem święty spokój. Wyj¹³em knuta, transmutowa³em go w ciep³y koc i przykry³em zmarzniête cia³o panny Snape. Kiedy stwierdziłem, że granica mojej dobroci została przekroczona, zasiadłem w fotelu, wyczekując powrotu Albusa w błogiej ciszy.

***

W Ministerstwie Magii ciągle coś się działo. Żadnej urzędnik nie miał spokoju, wszyscy musieli ciężko pracować, dzięki czemu potrafili zapanować nad szalonym światem magii. Trzeba było pilnować, aby żaden wybryk nieostrożnych czarodziejów nie spowodował ujawnienia magicznego świata. Poszczególne departamenty miały masę nie tylko papierkowej roboty. Nielegalne zwierzę, zaatakowanie mugola, użycie nieodpowiedniego zaklęcia. Wiele spraw, których dałoby się uniknąć, jeśli ludzie tylko stali się odpowiedzialni i porządni. Jednak czarodzieje to tylko czarodzieje.
Minister Magii także nie miał łatwej pracy. Dopilnowanie wszystkiego, podpisywanie najróżniejszych dokumentów, czy dyskutowanie z głowami innych państw nie należało do najprzyjemniejszych zajęć. Jednak Korneliusz Knot miał pewną pomoc w postaci Albusa Dumbledore'a, którego potrafi³ doradzaæ się kilka razy dziennie. Każdy wiedział, że Dumbledore jako najpotężniejszy oraz najmądrzejszy czarodziej tamtych czasów, maj¹cy na swoim koncie kilka wspaniałych osiągnięć, posiadał największe szansę na zostanie Ministrem Magii. Jednak odmówił z nieznanych nikomu powodów, jednocześnie zostając dyrektorem Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie. Wtedy Knot został ministrem, ku niezadowoleniu znacznej liczbie osób. Był to człowiek bardzo ograniczony i nie potrafił podejmować zdecydowanie zbyt wielu decyzji. Albus stał się jego wybawieniem z opresji. Tylko dzięki starcowi Knot jakoś jeszcze funkcjonował.
Dumbledore pojawił się w jego gabinecie bez zapowiedzi, jak miał w zwyczaju. Nie pytał o pozwolenie, a informował Knota o zmianach w zdawaniu SUM'ów przez Marikę Snape. Korneliusz nie mógł nic na to poradzić, był jedynie ciekawy, dlaczego Albus tak bardzo troszczy się o tę dziewczynę. W końcu nie pierwszy raz zjawił się u niego w jej sprawie.

***
Usłyszałem trzask teleportacji. Wrócił. Albus wszedł do salonu, patrząc na śpiąca Marikę. Dziewczyna nawet się nie przebudziła przez ten czas. Musiała być bardzo zmęczona oraz słaba. Dyrektor przez chwilę stał w miejscu, aż w końcu ruszył w moją stronę. Cierpliwie czekałem, aż przemówi.
Panna Snape nie będzie zdawać testów praktycznych, w¹tpiê, aby w tej chwili była na siłach. Wszyscy nauczyciele sprawdzą jej zdolności jeszcze przed rozpoczęciem roku, więc nie musisz się o to martwić. — Prychnąłem. Gdzieżbym śmiał. — Testy teoretyczne odbędą się tutaj, w jej domu. Nie musicie się, wiec teleportować do ministerstwa. Będziesz pojawiał się u Mariki codziennie i pilnował dziewczyny i kontrolował jej stan. Nic więcej.
Zawsze coś — odpowiedziałem bez zbędnych słów.
Długo śpi? — zapytał, zerkając na pannę Snape.
Odkąd wyszedłeś. Nie wydaje mi się, aby dzisiejszy atak na nią bardzo wpłynął.
Całe szczęście. Severusie, chyba będziemy się zbierać.
Zostawimy ją tak? — Nie ukrywałem swojego zaskoczenia, myślałem, że poczekamy, aż się obudzi.
Napisze jej krótki liścik dotyczący jutrzejszych testów. — Wyjął z kieszeni kawałek pergaminu oraz mugolski długopis. Merlinie... Dlaczego on tak bardzo lubuje się w ich wynalazkach? Po chwili notka była już gotowa, więc zostawił ją na stoliku. Wyjął z innej kieszeni różdżkę i położył ją obok. — Możemy się teleportować.
Chwila.
Przypomniałem sobie o czymś. Wyjąłem z kieszeni dwie pomniejszone książki. Różdżką przywróciłem im normalne rozmiary. Także położyłem je na stoliku. Wczoraj dziewczyna zapomniała ich zabrać, a ja nie widzieć, dlaczego czułem potrzebę, żeby je przynieść do Mariki. Jestem idiotą i to wielkim. Nawet nie chciałem teraz widzieć miny Albusa.
Co to? — zapytał rozbawiony.
Nie twoja sprawa. Muszę wracać. Do widzenia Albusie. — Teleportowałem się prosto do domu. — Idiota ze mnie.

35 komentarzy:

  1. No cóż... Mnie cholernie ale to cholernie też niepokoi stan Mariki ( wiem to tylko ff xD)
    Nie będę się rozpisywała. Czekam cierpliwie na dalsze losy bohaterów :)
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdego niepokoi, nawet mnie a wiem co jej jest! XD
      Postaram się napisać kolejny rozdział jak najszybciej.
      Również pozdrawiam i dziękuję za komentarz ^^

      Usuń
  2. Rozdział - cudo :D

    Jestem tylko zła, że przez moich spamowiczów na czacie na fb musiałam czytać z przerwami :|. Martwią mnie te ataki Mariki, mam nadzieję, że to zdecydowanie ta druga opcja ;x

    Czekam na kolejny rozdział
    I pozdrawiam :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje ^^
      Tak bardzo chciałabym za spamować ;; ;; No cóż nie mogę XD

      Postaram się napisać go jak najszybciej ^^
      Również pozdrawiam i dziękuje za komentarz.

      Usuń
  3. Nieee...
    Miałam gotowy piękny, długi komentarz, ale genialny tablet wszystko usunął ;-;
    No to od nowa -,-
    Jak mówiłam- długa opinia ;P
    Najpierw krótka kwestia Rose ;)
    *przerzuca kartki na sam początek*
    Ok, mam:
    Jeżeli w dialogach jest coś, co nie wygląda dobrze i nie jest błędem ortograficznym to z pewnością jest to kropka stawiana przed myślnikiem [.-]. I wielokropek, który ma więcej niż 3 kropki, ale tego tu nie ma ;P
    Odpuściłby, nie odpuścił by
    ''Eliksir musiałby być niesamowicie mocny, by na mnie podziała''- podziałał*
    ''Po cym''- po czym*
    I koniec kwestii Rose ;)
    Czas na resztę *przewraca kolejne strony*
    Sev życzy Marrie śmierci? Oj nieładnie, Sev, nieładnie.
    To uczucie, gdy masz śiadomość, że spałeś w rozpiętej koszuli przed Dropsem hahah
    Hahah kocham moment, w którym Sev mówi, jacy to z niego i Marrie najlepsi przyjaciele, bieganie po łące, trzymanie się za ręce i te sprawy <3
    Dumbie jest najmądrzejszym i najpotężniejszym idiotą, jakiego znam ;P
    Ale popieram jego wstręt do urzędników xd
    ''Odpieprz się, Albusie'' hah prawidłowo ;)
    Wolałabym zjeść sałatkę ze szparagów niż tknąć te Dropsy...
    Wkurza mnie to, że Al jest taki tajemniczy. Czy prosiłabym za wiele, błagając o to, by skończył?
    Burza+kubek gorącej czekolady=relaks *.*
    Aż zachciałoby się Listopad <3
    ''Ból daje Ci tą świadomość, że żyjesz''- takie prawdziwe :)
    W małym stopniu wiem, co Marrie czuje w związku z jej chorobą. Od gimnazjum miewam straszne kłócie w całej klatce piersiowej. Nie jest to związane z okresem, po prostu zaczyna mnie kłóc w brzuchu jakby żebro mi się połamało i chciało za wszelką cenę się wydostać na zewnątrz. Do dziś nie wiadomo, co mi dolega -.-
    Bieganie w deszczu *,*
    Tsa, gimbusy... Jak ja ich nie cierpię ;/
    Kruki :D
    I groźby mamy o zamknięciu w pokoju ;>
    Skojarzyło mi się z bajkami o księżniczkach zamkniętych w najwyższej wieży i chronionych przez smoki ;p
    Tyle sekretów przed biedną Mariką i nikt nie ma zamiaru jej oświecić -,-
    Albusie, za dużo cytryn... Brakuje tylko Dolores i jej różowej chmurki ;-;
    Kolejny atak... Mam nadziejë, że jest to ta druga opcja...
    Snape woli Marike od Dropsa, czemu mnie to nie dziwi? ;p
    ''Kto zrozumi Dumbledore'a?'' Nikt, prócz niego samego -,-
    Sev przykrywa Marrie kocem, to takie miłe :D

    Myślę, że starczy. W końcu nie chcę pisać tego po raz trzeci ;p
    Pozdrowienia dla Marty, mam nadzieję, że wybaczysz mi wytykane błędy xd
    Życzę weny, więcej internetu ;p
    Pozdrawiam,
    ~Rose Lily Evans

    Ps. Za wszelkie błędy przepraszam, ale tab jest przereklamowany jeżeli chodzi o pisanie xd

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Blogger lubi sobie często robić żarty.... ;;
      Błędy... Beta następnym razem je wyłapie wszystkie xd

      Bo to jest egoista czasem ><
      No sory, ale Drops się wbija do kogoś do domu "ot tak", bo "może" >< Nie był przygotowany na to xd
      Merlinie.... Ja do tej pory mam z tego beke XD
      Starzec jest takim manipulant i kretynem a o takiej wiedzy >< Straszne...
      ''Odpieprz się, Albusie'' - kocham to <3
      "Wolałabym zjeść sałatkę ze szparagów niż tknąć te Dropsy..." ja również ;;
      Albus to jedna wielka zagadka ;;
      "Burza+kubek gorącej czekolady=relaks *.* Aż zachciałoby się Listopad <3" - tró. Urodziłam się w listopadzie <3
      ''Ból daje Ci tą świadomość, że żyjesz''- mądrości Marrie xd
      Przykro mi ;; Ale na szczęście to nic poważnego ;;
      Sama biegam w deszczu, a gimbusy są wszędzie ;;
      Kruki - ona jeszcze nie wie, że to jej patronus xd
      Tsa... Zanim się dowie czegokolwiek trochę minie. A Drops i Dolores to niezłe połączenie...
      "Snape woli Marike od Dropsa, czemu mnie to nie dziwi?" mnie również.
      Albus sam siebie tez nie ogarnia xd
      "Sev przykrywa Marrie kocem, to takie miłe" urocze xd

      Przekaże pozdrowienia xd Dziękuje kochana <3
      Pozdrawiam,
      Marika Snape

      Usuń
    2. Tsa, ale te żarty nie są zbyt śmieszne -,-
      Pożyjemy, zobaczymy ;)
      Może i następnym razem Rose coś odkryje ;p

      Czasem? Czy może czasem często? ;D

      Ehhh kulturą to on nie grzeszy.
      Taaa, a kto nie ma? hahah xdd
      Żeby nie umieć mądrze wykorzystać swojej mocy, umysłu ;-;
      Jak można być takim bałwanem?
      Ja teeż <3
      Powiedz mi, kto by je chciał jeść?
      Jedna wielka, idiotyczna zagadka -,-
      Hahah ja teeż <3 Kocham Listopad, niekoniecznie z powodu urodzin, po prostu go kocham :3
      Polubiłam tą Twoją mądrość ;)
      Gimby... Nienawidzę -,-
      Ciekawi mnie, kiedy się tego dowie *.*
      No to czekam, aż w końcu coś jej powiedzą. Najbardziej ciekawi mnie historia jej ojca... Co z nim jest? Co najważniejsze- kim on jest?
      Dolbus, Alores? Hah, czytałabym xdd
      A kogo dziwi? ;)
      Jakby nie patrzeć... No to poprawka: 'nikt go nie ogarnia' xdd
      Urocze, miłe, słodkie... Wszystko na raz ^^
      Proszę ;)

      Usuń
    3. Nie nie śmieszne, ale cóż... ;;
      Ano mam nadzieję, że nie ;;

      Czasem często :D
      No nie... Tylko przy innych, żeby sie popisać...
      Nie wiem ;; Ale da się, da się ;;
      Ano <3
      Członkowie Zakonu, którzy liżą mu dupę :D
      Zgadzam się, szczególnie z tym "idiotyczna".
      Ooo <3 JA tak samo, deszcze i chłód. Ach...
      Ja też ja polubiłam hahhahhaha xd
      JA również, a ona są wszędzie ;; Więcej ich od Chińczyków ;;
      Mnie też... Serio tego nie zaplanowałam... ;;
      Jestem w szoku, że nie wiesz.
      A ja nie i to nie przez Dolores, a Albusa ><
      Fana Dropsa xd
      Ahahahaa tak, nikt xd
      Omo ;; tyle słodyczy xd
      <3

      Usuń
    4. Wtedy Rose znajdzie inną ofiarę xdd

      Tak też myślałam :P
      Jakoś te popisy mu nie wychodzą...
      No cóż, Drops to udowodnił więc polemizować nie będę :P
      Żal mi ich :P
      Pasuje jak ulał ;)
      To tak uspokaja *.*
      Hahah ;P
      Tylko co oni chcą osiągnąć?
      Hah czyli niespodzianka ;P
      No widzisz... Zaskakujesz mnie za każdym razem więc nie stawiam sobie żadnych przykładów na to, kim on mógłby być. Wolę to przeczytać od Ciebie żeby mnie zaskoczyło ;P
      Hahah Albus odstraszacz xdd
      Taka oczywista odpowiedź hahah
      Nawet fan Dropsa xd
      Może pora przejść na dietę? :P
      Chociaż niee, i tak jest tego mało xdd
      :3

      Usuń
  4. Ekhem, ekhem *szuka trąbki do zagrania fanfarów* Część mi się podoba (odkrycie roku dajcie mi Order Merlina xd) Ten Albus...jest genialny xD Nienawidzę go w książkowej wersji, ale tutaj...cud, miód i dropsy :D Co do Severa, jeszcze trochę czasu i może się w końcu do niego przyzwyczaję....Reszta 100/5 czyli standard :D
    ~Saru~

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano ja nienawidzę Albusa ;; A on taką ważną postacią jest u mnie, ten ból ;;
      Nie lubisz Severusa? W sumie się nie dziwę Xd
      Dziękuje bardzo <3
      Pozdrawiam,
      Marika Snape

      Usuń
  5. Czekałam , , czekałam i się doczekałam!
    Blog super ! Rozdział genialny ^.^ nie mogę się doczekać kiedy Marika będzie już w Hogwarcie! *.* Bosz tylko by te ataki nie były niczym poważnym ;-;
    Pozdrawiam , weny życzę i czekam na więcej ♡ -Werdzix

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cierpliwość popłaca XD
      W ciągu dwóch rozdziałów powinna już tam trafić :D Ano ja tez się o nią boję a wiem co się z nią dzieje xd
      Bardzo dziękuję, przyda się <3
      Pozdrawiam,
      Marika Snape

      Usuń
  6. Mam się bać choroby? Oby Snape okazał się dobrym doktorkiem i druga opcja była trafna.
    Nie mogę się doczekać ich wspólnych lekcji w Hogwarcie oraz docinek. ^^ Może Mar się z kimś zaprzyjaźni?
    Czekam na kolejne rozdziały. ;3
    Pozdrawiam, Braknes.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj ja się sama boję jej, a wiem co jest Marrie. Trzeba czekać na kolejne rozdziały xd Ja też się nie mogę doczekać lekcji, choć.... Ach muszę być cicho xd
      Dziękuje za komentarz <3
      Pozdrawiam,
      Marika Snape

      Usuń
  7. Trochę martwię się Mariką... (wiem, to dziwne xD)
    I bardzo, ale to bardzo podoba mi się ten rozdział :3
    Jak ty to robisz, że tak fajnie wszystko opisujesz?
    Masz na serio wielki talent! :D
    Już nie mogę doczekać się kolejnego ^^
    Pisz! :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano to nie jest dziwne xd
      Ciesze się w takim razie. Ja osobiście nie byłam do niego przekonana... ;;
      Talent? ;; Myślę, że wiele brakuje w moich opisach ;;
      Och chyba zacznę już dzisiaj pisać :D
      Dziękuje za komentarz <3
      Pozdrawiam,
      Marika Snape

      Usuń
    2. Moim zdaniem niczego nie brakuje w twoich opisach <3
      Pisz! I to szybko! :D
      Bo ja jestem bardzo niecierpliwa ^^

      Usuń
  8. Zostałaś nominowana do Liebster Award. Więcej informacji: http://black-redstart.blogspot.com/p/na-czym-polega-liebster-award-od.html
    P.S. Zaraz wezmę się za rozdział ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Zostałaś nominowana na www.zboczenie-harry.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  10. Przepraszam, że dopiero teraz czytam i komentuję.
    Najbardziej podobają mi się twoje dialogi między Albusem i Severusem. Już wyobrażam sobie Mistrza Eliksirów biegającego po łące i zrywającego kwiatki xD
    Jednak martwi mnie choroba Mariki, chyba nie zrobisz nawrotu, co? Polubiłam ją, jak chyba wszyscy twoi czytelnicy. Jednak co ty planujesz z nią zrobić?
    Jak widać nie okazała sie idiotkę z eliksirów i dobrze, może pokaże co jeszcze umie z innych przedmiotów. Twoje przedstawienie dyrektora bardzo mi sie podoba. Z jednej strony szalony i dziwny jak zawsze (herbata, długopis), a z drugiej pomaga Knotowi i jest najwyższym magiem. Zwykle ta postać jest pomijana, a ty doskonale go oddajesz.
    No i jeszcze sama rozmowa Dumbledore'a z Mariką. Rozumiem, że nie powinna stawiać się nauczycielom, ale pomoc zaoferowana jej to dobre gest, choć sądzę, że on domyśla się czegoś o jej ojcu i jest po prostu jej ciekawy.
    Czekam na więcej, życzę weny oraz powodzenia w nowym roku szkolnym,
    Croy http://black-redstart.blogspot.com/
    P.S. Czy mogłabyś przy dłuższych opisać robić częściej akapity. Początek jest strasznie długą zlepkom tekstu i trudno było moim oczom się nie zgubić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic się nie dzieję, Ja zaraz zabiorę się za twój rozdział ^^
      Och kocham je pisać. Cięte riposty Severusa.
      To moja mała tajemnica i nikt nie spodziewa się co zrobię *-*
      Eliksiry lubi nie bez powodu. Znaczy niby nie ma powodu, ale to najłatwiejsze w jej sytuacji.
      Albus pomijany? Tsss w życiu. Nie lubię starca, ale to on nakręca całą historię wbrew pozorom. Stary manipulant.
      Albus... Jak mówiłam on nakręca wszystko...
      Dziękuję za komentarz.
      Pozdrawiam,
      Marika Snape
      P.S. Postaram się ^^

      Usuń
  11. Przeczytałem wszystkie rozdziały i przyznam że długo nie czytałem tak świetnego ff :D Z zniecierpliwieniem czekam na następny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuje to dla mnie wielkie wyróżnienie ^^
      Mam nadzieję, ze pojawi się niedługo - już wysłany do bety ^^

      Usuń
  12. Basia i jej tempo komentowania - 12 dni po dodaniu rozdziału ;-; Jestem okropna, ja to wiem.
    "Jestem cholernym idiotą" xD Jak ty to robisz, że zawsze kończysz rozdział takim tekstem, że człowiek śmieje się jak głupi? :D
    Dumbledore, zjedz Snickersa.
    Po co? Bo zaczynasz strasznie gwiazdorzyć!
    No ja nie wiem, co ten manipulator odwala! Cholera, nie chce powiedzieć niczego Severusowi, a udaje głupeigo i każe mu się zajmować Marrie, trzymając go w niewiedzy ;-; Nie znoszę go.
    Ale co tam, czekamy na więcej Sevikiiii <3 Kiedy oni zaczną się do siebie bardziej zbliżać, kiedy, kiedy, kiedy?
    Awww <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jesteś... :D
      Ano nie wiem ;; Nie sądziłam, z eto będzie śmieszne xd
      Stary manipulant..... khhh cieszę się, ze pisze z kanonem i go zabiję xd Jakby powiedział Snape'owi to... to byłoby straszne xd
      Ano on do niej? ;; Raczej ona do niego i nie wiem. Znaczy wiem, ale minie troszku...
      aww <3

      Usuń
  13. Mamo co z Mariką? :( Jejku przekonałaś mnie w 100%! To jest jeden z najlepszych ff jakie czytałam w życiu! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tajemnica :D
      Jeju bardzo dziękuję! Takie wyróżnienie .o. <3

      Usuń
  14. Wreszcie komentuje!
    Moze napisze w punktach, bo jest juz troche pozno i nieogarniam rzeczywistosci...
    1. Hm, zastanawiam sie co z Marika. Obstawiam nawrot choroby, bo to ciekawsza opcja, a o czyms przeciez trzeba pisac, haha xd
    2. Sev jest moim zdaniem zbyt nastolatkowy, ale ma to swoj urok. Nie moge przyzwyczaic sie jednak do jego braku szacunku do Albusa. Badz co badz w ksiazce z cala pewnoscia darzyl go sporym szacunkiem. Ale nic, przyzwyczaje sie ;)
    3. Albus i te jego dropsy... Nowy pomysl na parrig <3
    4. Kluczyk? Skarbiec? Marika milionerka! Hoho! Juz widze gory zlota w jej skrytce! Yolo, Swag i te sprawy, o tak! B|
    5. Nadal jest sporo bledow, ale rozumiem, ze to blogger szaleje. I tak nie jest zle! ^^
    Nie wiem czy dam rade czytac jeszcze jeden rozdzial, zasypiam. Nie chce zaczynac i nie konczyc, bo zapomne co w nim bylo. ;-;
    Caluje i przypominam o trzecim rozdziale u mnie (hogwart-moimi-oczami.blogspot.com)
    Tristesse, ktorej sie nic nie chce ;c

    OdpowiedzUsuń
  15. O Roweno, Snape dał Marice książki a ja się tym jaram jak głupia XXDDD

    OdpowiedzUsuń
  16. Ach, Severus jak zawsze uroczy. Już słyszę jego głos "Ja wcale nie jestem uroczy!"
    M.

    OdpowiedzUsuń
  17. A ja nadal czekam aż Marika ze Snapem pójdą na Pokątną *-*
    _____________

    elstella-x.blogspot.com
    bonnie-karaye.blogspot.com
    dorcas-meadowes-karaye.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  18. wychodzi na to ze nawet Snape przejawia jakies ludzkie uczucia
    .. choroba Mariki jest bardzo niepokojaca...
    www.czarnekrolestwo.blog.pl

    OdpowiedzUsuń
  19. Rozdział trochę krótszy niż poprzedni, ale mam nadzieję, że o wiele lepszy, bo czwarty naprawdę wypadałoby poprawić i dopracować. Ale o to nie mam prawa mieć pretensji, bo sama wrzucam tak niepoprawione rozdziały, jak się tylko da.
    Przypuszczałam, że Snape ma tak zaczarowany dom, że nikt nie jest w stanie tak prosto się do niego dostać. Ja wiem, że najprościej jest napisać "teleportował się" i już, bo opisy prostych podróży mogą nudzić, ale nikt nie powiedział, że wszystkie wątki w opowiadaniu musi się przyjemnie pisać. xD Jeśli jakiś wątek ma być nielogiczny, o wiele lepiej jest się poświęcić i trochę się wysilić. xD
    Trochę mnie ciekawi, dlaczego Snape sam siebie pyta o swoją "potworność". To oczywiste, że jest aż takim potworem, ponieważ sam tak twierdzi. :) To delikatna niekonsekwencja.
    Snape trochę zbyt dużo myśli o Marice. Owszem, to z pewnością był dla niego spory szok, że dziewczyna w jego domu dostała tego ataku, ale skoro Mistrz Eliksirów myśli też o innych sprawach, mogłabyś o tym wspomnieć. xD
    Wspominałam już, jak bardzo nie na miejscu są te uwagi, które Snape rzuca Dumbledore'owi? :)
    Jest to już piąty rozdział, a ja chciałabym przeczytać nareszcie coś innego niż o problemach Snape-Marika. Nie byłoby w tym nic dziwnego, bo to tylko pięć rozdziałów, ale na dwadzieścia rozdziałów te pięć, które nie są zbyt długie, to niezbyt dobra decyzja, ponieważ widzę, że fabuła i relacje między bohaterami pędzą na łeb na szyję.
    "Odpieprz się, Albus" - tego nawet nie chcę komentować. oO"
    Nie mogę zrozumieć, dlaczego Marika potrafi myśleć i przejmować się innymi sprawami (np. konfliktem z Carleyem, pogodą, swoją chorobą), a Snape myśli tylko o Marice, która jest tak naprawdę tylko jedną z setek uczennic, które na samym początku nie powinny zwracać jego uwagi w TEN sposób.
    Napiszę to już któryś raz, ale przemyślenia Mariki i to, w jaki sposób prowadzi narrację, jest o wiele lepsze niż przemyślenia Snape'a. Do niektórych rzeczy należy dojrzeć, więc być może to jeszcze nie jest Twój czas, aby pisać z punktu widzenia Snape'a?
    Coraz bardziej ciekawi mnie wątek ojca Mariki. Mam nadzieję, że jeszcze trochę pociągniesz ten wątek tajemnicy. :)
    O, widzę, że próbowałaś pisać o jakichś sprawach związanych ze światem czarodziejów. To dobrze, mimo że to krótki opis, cieszę się, że to miało miejsca, ponieważ trzeba od czegoś zacząć, a ważne, żeby jeszcze popróbować. Dlatego mam nadzieję, że w kolejnych rozdziałach takich opisów będzie więcej.

    OdpowiedzUsuń
  20. Cześć ;)
    Oto przybywa tutaj pod następnym rozdziałem. Zauważyłam, że w ten i poprzedni rozdział był dłuższy. Ahh zapomniałam w poprzednim komentarzu omówić chorobę Mariki, wiec tu się wypowiem. Juz od początku zaciekawiła mnie jej tajemnicza choroba. Sine skóra, przekrwione oczy jednak jak było widać na zdjęciu zobaczonym przez Snape'a uśmiech widniał na jej twarzy. Jej determinacja, która pomogła jej przejść ten trudny okres jej życia. Chociaż wszyscy oprócz jej mamy i Alana się od niej odwrócili to próbowała stać się normalna, a właściwie zachować pozory normalności. Często spotykamy się z odrzuceniem prze z rówieśników przez naszą odmienność lub jakąś ciężka chorobę. Czemu tak się dzieje? Dlatego, że ludzkość nie potrafi tego zrozumieć i sądzi, że jak odetnie się od tej osoby to sama się taka nie stanie lub po prostu o niej zapomni. To pokazuje tylko brak wiary w siebie i innych, nasza słabą psychikę, brak zrozumienia, brak dojrzałości, a nawet brak wrażliwości i głębszych uczuć. Podsumowując takie choroby są po prostu ciężkie i sobą, które potrafią się temu przeciwstawić zasługują na szacunek. No to teraz może przejdę do postaci. W tym rozdziale było pełno Albusa, co w sumie jest ciekawe, ponieważ przedtem w większości poznawalismy Marikę, Snape'a oraz ich zachowanie. Hmm według mnie Albusa jest strasznie przebiegłym manipulantem. Lubi owijać sobie wszystkich wokół swojego palca. To co postanowi musi zostać wykonane. Wkurzający jest w nim ten pozytywizm i optymizm, taki trochę udawać śmiech. Nie dziwię się Snape'owi, że nie potrafi czasami z nim wytrzymać, bo ja nie chciałabym żeby ktoś bez mojej wiedzy wchodził do mojego domu i decydował za mnie.
    No ty chyba na tyle. Pozdrawiam
    ~The princess of the moon

    OdpowiedzUsuń

Layout by Alessa