sobota, 9 sierpnia 2014

Rozdział III

Witam was kochani. Długo czekaliście? Mam nadzieję, że nie. Rozdział jest dość krótki, obiecuję, że z czasem będą pojawiać się coraz dłuższe teksty. W tej chwili nie wiem, czy ktoś to czyta... Znaczy, wiem, że kilka osób tak, ale jednak... Chyba każdy, kto prowadzi bloga, odczuwa potrzebę komentarzy... Wybaczcie za to jęczenie. Przepraszam za błędy wszelkiego rodzaju. Miłego czytania.





W domu... w końcu.
Zdjąłem szatę i odrzuciłem ją na oparcie kanapy. Usiadłem na fotelu przed kominkiem, po czym jednym machnięciem różdżki przywołałem do siebie kieliszek oraz butelkę wina. Nalałem drogi alkohol, wdychając jego przecudowny aromat. Potrząsnąłem lekko naczyniem, ponownie zaciągnąłem się charakterystycznym zapachem, aż w końcu pozwoliłem sobie na jeden krótki łyk. Uśmiechnąłem się z satysfakcją, czując, jak me ciało się rozluźniało.
Widocznie w moim przypadku dzień bez zdenerwowana był dniem straconym.
Marika wyśmiała mnie lub uśmiechała się... Nie widziałem różnicy, ważne, że ośmieliła się wykrzywić ohydnie usta, zakpić ze mnie i odpysknąć. Niestety dostrzegłem w niej szablonowego Gryfona — nic dziwnego, że Albus uważał, iż potrafiła się zachować. Co prawda nie wydawała się płytką dziewczyną, ale każdy, kto poczuł na sobie śmierć, staje się wrażliwszym na świat.
Z początku wydawało mi się, że mam do czynienia z osobowością à la Syriusz Black — diabeł o masce anioła. Jednak wybrała eliksiry, powiedziała, że je lubi, o ile nie było to kłamstwem. W każdym razie miałem zamiar dosadnie sprawdzić w przyszłości umiejętności dziewczyny. W głowie powstał nowy obraz Mariki. Pyskata, nietaktowna, choć umiejąca przeprosić za swoje zachowanie. Doceniająca eliksiry co świadczyło w jakimś stopniu o jej mniejszym idiotyzmie. Widziałem pewną nadzieją dla jej osoby, choć nie za dużą oczywiście. Zdziwiło mnie fakt, iż się nie bała. Stresowała, denerwowała, ale nie doświadczyła pewnego rodzaju lęku, jaki odczuwali uczniowie Hogwartu. Nie poznała mnie jeszcze, nie miała ze mną lekcji, nie wiedziała, co ją czeka.
Westchnąłem ciężko, gdy pomyślałem o naszych wspólnych wycieczkach do ministerstwa. Jak trudno mi będzie znieść jej obecność, jak trudno będzie mi wysiedzieć w budynku, gdzie zbierali się ludzie o niższym IQ niż niejeden Gryfon. Przeklęte obowiązki. Obym tracił jak najmniej czasu na dziewczynę oraz jej nauczycieli.
Marika... Marika Snape. Chryste, jak Albus mógł mnie wciągnąć w tak niedorzeczną sytuację... Bez konkretnego powodu, bez jakichkolwiek wyjaśnień wepchnął mnie w mało interesujące życie tego dziecka. Byłem sługusem (na własne życzenie), głupcem dającym się manipulować — nie miałem innego wyjścia. Marny pionek w zabawie Albusa, czy może ważna karta odgrywająca jakieś znaczące zadanie w rozgrywce dyrektora? Dumbledore był dobrym człowiekiem, to prawda, lecz jego altruizm często nie był bezinteresowny. Opieka nad dziewczyną nie jest, jedynie samą troską, to coś więcej. Choć pragnąłem wiedzieć, co kierowało Albusem, to z drugiej strony chciałem się odciąć od wszystkiego i być jednak tylko nauczycielem od pilnowania jej.
Chciałem zaprzestać rozmyślania o Marice (co było dość niemożliwe), lecz kolejne bzdurne obrazy ukazywały się w mojej głowie. Snape w Gryffindorze! Snape — nawet z przypadku — powinien być w Slytherinie.
Straciłem wiele czasu, na analizowaniu zaistniałem sytuacji, nawet nie zauważyłem, iż opróżniłem już połowę butelki. Odłożyłem napój na bok, następnie skierowałem się do biblioteki. Zaopatrzyłem się w kilka książek dotyczących eliksirów, po czym ruszyłem do sypialni. Położyłem się na łóżku i zacząłem czytać; zagłębiłem się we wspaniałym świecie wywarów oraz mikstur. Nawet się nie spostrzegłem, iż spędziłem na tym zajęciem kilka godzin.
Koło godziny szóstej wieczorem czytanie przerwało mi nieznośne pukanie. Z początku chciałem to zignorować, jednak domyślałem się, kim był niechciany gość. Wprawie byłem tego pewny. Z ogromną niechęcią podniosłem się z miejsca, by przywitać intruza. Otworzyłem drzwi, a w progu stał nie kto inny, jak Albus Dumbledore.
Witaj ponownie, Severusie. Mogę wejść? — Ten uśmieszek... Naprawdę go nienawidziłem.
A gdybym odpowiedział, że nie, to byś odszedł? — Znałem odpowiedź. Oczywiście, że nie.
Dobrze wiesz, że nie, Severusie. — Mało zaskakujące odpowiedź.
Westchnąłem ze zrezygnowaniem i wpuściłem Albusa do środka. Większego sensu nie widziałem w przeciwstawianiu się dyrektorowi. Zadowolony starzec ruszył do salonu, a kiedy się tam znalazł, zasiadł na kanapie, ruchem ręki wskazując na fotel. Kolejne westchnięcie — miłosierny Albus stawał się gospodarzem każdego domu, w którym się znajdował. To było komiczne. Dyrektor uśmiechał się ciepło, co nie robiło na mnie większego wrażenia. Manipulanci często używają tego typu grymasu do sterowania innymi. Bez jakiegokolwiek komentarza, zająłem miejsce w fotelu.
I jak? — zapytał dyrektor. Irytujące iskry nie znikały z jego oczu. Jakby skruszone gwiazdy zamieszkały na jego tęczówkach i zostały tam na wieki, by mnie denerwować.
Co jak? — odpowiedziałem pytaniem na pytanie. Nie miałem zamiaru mu niczego ułatwiać. Merlinie, zachowywałem się jak dzieciak.
Polubiłeś Marikę?
Chciałem się zaśmiać, Albus był taki zabawny. Czasami jego słowa wydawały się mową wariata. Upewniłem się spojrzeniem, czy mówił poważnie. Merlinie, on naprawdę myślał, że to mogło być możliwe?
Tak, przyjaciele z nas, niczym Słowacki i Mickiewicz. Albusie, nie wymagasz ode mnie zbyt wiele?
Dyrektor był naprawdę niepoważny. Czy ja kiedykolwiek polubiłem ucznia? Czy ja przez ostatnie lata polubiłem kogokolwiek? Szanowałem wiele postaci, potrafiłem rozmawiać z wieloma osobami, lecz sympatia była czymś całkiem innym.
W takim razie, co o niej sądzisz?
Bezczelna gówniara, która raczyła mnie wyśmiać. Irytujące dziecko. Lubi eliksiry, to zawsze jakiś plus i iskierka nadziei dla jej beznadziejnej postaci — odpowiedziałem beznamiętnie.
Rozumiem. Czyli nie jest taka zła? — Przetarłem oczy, byłem zmęczony.
Lubienie przedmiotu, którego uczę, nie jest równoznaczne z „nie jest taka zła”. Skąd też wiadomo, iż mówiła poważnie? Lizustwo się szerzy, a ja jestem jej przyszłym nauczycielem. Dedukujmy, więc.
Albus jedynie westchnął, zamknął na chwilę oczy, by po chwili znowu spojrzeć na mnie ze swoim firmowym uśmieszkiem.
Dzisiaj niewiele brakowało, a zabiłbyś ją wzrokiem. Nie miałem innego wyjścia, musiałem cię z nią zostawić sam na sam, abyś się do niej przyzwyczaił. Marika jest naprawdę miłym dzieckiem.
Nie rób tak więcej, Albusie — szepnąłem. — Tracę pół wakacji, ponieważ mnie poprosiłeś o przysługę. — Tak, jasne „poprosiłeś”. — Nie żądam wyjaśnień, a ty robisz coś takiego. Uprzedzaj, byłbym wdzięczny. I nie interesuje mnie czy jest miła.
Nie dąsaj się, Severusie. — Starzec się zaśmiał. Naprawdę miałem zamiar go zabić...
Nie dąsam się, nie jestem dzieckiem — powiedziałem zaskakująco spokojnie.
Dobrze, dobrze. Nie chce cię denerwować — mówił radośnie. Już dawno to zrobił.
Za późno.
W takim razie pójdę już, byś ochłonął.
Jak miło z twojej strony. — Ta ironia mogłaby zabić.
Do widzenia, Severusie. Spodziewaj się mnie w czwartek. Możesz przygotować jakieś ciasto i herbatę.
Tak, oczywiście. I co jeszcze? Może pójdziemy na zakupy, hmm? — Sarkastyczny uśmiech pojawił się na mojej twarzy.
Dyrektor zachichotał, mrugnął do mnie, po czym wyszedł z domu.
Co za człowiek — mruknąłem pod nosem.
Lekko podirytowany, podniosłem się z fotela i ruszyłem do sypialni, by kontynuować przerwane mi zajęcie.

***

Spędzam swój czas w ogrodzie za domem, siedząc na puszystym kocu. Dookoła mnie znajdowało się wiele porozrzucanych rzeczy: książki, farby, ołówki, kartki, płótna... Nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Wena uciekła już dawno temu, a pomysł o nauce był sam w sobie nudzący. Położyłam się na plecach, wpatrując się w bezkresne niebo. Tamtego dnia było wyjątkowo piękne błękitne, pełne małych chmurek, formujące się w najdziwniejsze kształty. Promienie słońca ogrzewały delikatnie moją twarz, zmuszając tym samym do zamknięcia oczu. Lekki powiew wiatru od czasu do czasu pieścił moją bladą skórę. Przejechałam opuszkami palców po trawie, ciesząc się nadzwyczajnym, dla mnie, doznaniem. Uwielbiałam jedwabistość tego zielonego dywanu.
Podniosłam się szybko, za szybko. Chwilowy zawrót głowy przypomniał mi, iż nie jest ze mną aż tak do końca dobrze. Choroba dawała o sobie znać, jednak ja starałam się nie zwracać na nią uwagi. Nadal czułam się słabo, szczególnie w bardziej aktywne dni. Musiałam się przyzwyczaić do takiego stanu.
Chcąc odwrócić swoje myśli od nieszczęsnych pięciu lat, spojrzałam na swój stary domek na drzewie, który zbudowałam wraz z Alanem wiele lat temu. To było moje małe królestwo, spędzałam tam całe dnie. Płakałam tam, gdy było mi smutno, chowałam się, jeśli brakowało mi samotności. To był azyl.
Spokojnym krokiem podeszłam do drzewa, dotykając dłonią kruszącej się kory. Tyle wspomnień, tyle marzeń. Uśmiechnęłam się, pod nosem, wdrapując na górę po metalowej drabince.
W niewielkim pomieszczeniu znajdował się mały stolik, na którym leżało kilka zielonych filiżanek oraz pęknięty dzbanuszek. Dwa krzesełka, półka, kredens i to by było na tyle. Z tego, co pamiętam, kilka rzeczy zostało wyrzuconych, gdyż starość nie pozwoliła na dalsze korzystanie z przedmiotów. W domku panował okropny bałagan, chaos znalazł sobie nowe miejsce. Wszędzie jakieś rysunki, kolorowanki czy książki dla dzieci, o dziwo nie znalazłam żadnej lalki. Tyle lat minęło, odkąd ostatni raz tam byłam. Nikt nie miał czasu, aby zająć się moim małym pałacem, a sama nie mogłam. Choroba zniszczyła mi wszystko.
Miałam już zrobić krok do przodu, gdy mała ruda wiewiórka przebiegła mi drogę. Pisnęłam przestraszona, jednak po chwili zaczęłam się śmiać sama z siebie. Nowi lokatorzy się wprowadzili, a dla mnie nie było już miejsca. Usiadłam pod jedną ze ścian, przeglądając swoje stare arcydzieła. Chwyciłam pierwszą lepszą pożółkłą kartkę, od razu uśmiechając się szeroko. Rysunek przedstawiał mnie samą. Na głowę przybrałam tiarę w złote gwiazdki, a w prawej ręce trzymałam patyk, który puszczał z końca srebrne iskry. Gdzieś w tle znajdowali się Alan i mama. Wpatrywałam się jeszcze w chwilę w ilustrację, a kiedy miałam ją odkładać na bok i zająć się innym swoistym dziełem, coś we mnie drgnęło.
Merlinie, jestem idiotką — jęknęłam, zażenowana.
Patyk, który puszcza iskry. Jak mogłam o tym zapomnieć? Kiedyś myślałam, że to zwykła zabawka, mugolski produkt, ale teraz... To musiała być różdżka, pytanie brzmi, jakim cudem znalazła się w rękach sześcioletniego dziecka?
Wstałam, rozglądając się cię po pomieszczeniu. Przerzuciłam wszystkie książeczki z jednego kąta do drugiego. Nic. Pod stertą rysunków też jej nie znalazłam. Otworzyłam kredens i... O tak! Uśmiechnęłam się triumfalnie, wyjmując ze środka magiczny artefakt. Przyjemny dreszcze przeszedł przez całe ciało, magia aż buzowała w mym kruchym ciele.
Jak mogłam nie pamiętać tego niezwykłego uczucia z dzieciństwa? A może lata temu całkiem inaczej to wszystko wyglądało? Dlaczego matka pozwoliłam mi się bawić tak cenną rzeczą? Skąd w ogóle posiadłam różdżkę?
Za dużo pytań, na które w tamte chwili nie miałam prawa otrzymać odpowiedzi. Przestałam myśleć, nawet oddychać (na chwilę). To było tak niecodzienne uczucie, niesamowite doznanie. Zamknęłam oczy, wypuściłam głośno powietrze z płuc, osuwając się po ścianie na ziemię. Usypiałam, było tak ciepło... Gwałtownie uniosłam powieki, wracając do siebie. To było zbyt dziwne, a jak wiadomo, dziwne często było równoznaczne niebezpiecznemu.
Musiałam jak najszybciej porozmawiać o tym z Alicją. W pośpiechu ruszyłam ku wyjściu i niewiele brakowało, a wypadłabym. Zeszłam ostrożnie po drabince, po czym pobiegłam do domu. W środku przypomniałam sobie, iż muszę czekać na powrót matki. Zirytowana całą sytuacją, swoją głupotą oraz pytaniami kłębiącymi się w mojej głowie, wróciłam do ogrodu, aby ogarnąć panujący tam chaos.


***

Dochodziła dziewiąta wieczorem. Siedziałam na kanapie, telewizor był włączony, jednak nawet nie zwracałam na niego uwagi. Wpatrywałam się w okno, przygryzając ze zdenerwowania wargę. Nie byłam cierpliwym człowiekiem, wiedziałam o tym doskonale. Każda sekunda stawała się kolejnym horrorem, przekleństwem. Przez cały dzień błąkałam się po domu, myśląc, zadając sobie pytania, katując samą siebie. Poderwałam się z kanapy, gdy tylko usłyszałam otwierające się drzwi wejściowe i zamykające się zaraz z cichym trzaśnięciem. W ciągu ułamka sekundy znalazłam w przedpokoju.
Mamo musimy porozmawiać — odrzekłam, bez przywitania. Byłam strasznie niewdzięczna.
W tym momencie? A dasz mi się najpierw rozebrać? — odpowiedziała spokojnie.
Na Alicji nie zrobiło to wielkiego wrażenia. Bez pośpiechu zaczęła pozbywać się zbędnej garderoby w postaci płaszcza. Jak dało się zauważyć, nie była zbyt chętna do rozmowy. Bycie prawnikiem wyniszcza. Codzienne spotykanie się z zakłamanymi, zdesperowanymi ludźmi nie należało do przyjemnie spędzonych chwil.
Ostatecznie ci pozwolę, ale szybko.
Nie czekając na odpowiedź, wróciłam do salonu, siadając w jednym z foteli. Po kilku minutach Alicja w końcu pojawiła się w salonie. Kobieta zajęła swoje miejsce i zamknęła oczy. Wyglądała mizernie, zmęczenie dawało o sobie znać. Wydawałoby się, iż każda zmarszczka była bardziej widoczna. W tamtej chwili poczułam się jak rozwydrzony bachor, jednak musiałam... Musiałam wiedzieć.
O czym chcesz porozmawiać? — zaczęła, przecierając oczy i powstrzymując się przed ziewnięciem.
O tym. — Wyciągnęłam z kieszeni spodni różdżkę, pokazując ją Alicji.
Myślałam, że o niej zapomniałaś. — Zmęczenie zniknęło z twarzy kobiety, a pojawiło się zakłopotanie... Strach?
Zgadza się, zapomniałam, ale zachciało mi się wejść do domku na drzewie. Tam znalazłam swoje stare rysunki i mnie olśniło. Szybko ją znalazłam. Jeśli chcieliście się jej pozbyć, to jakoś wam się nie udało.
Co chcesz wiedzieć?
Wszystko? Czasem zadawała głupie pytania.
Skąd ją masz? Skąd ja ją mam? — Kobieta chyba nie była zachwycona pytaniem, choć wiedziała, że padnie ono jako pierwsze. Uśmiechnęła się lekko.
Od twojego ojca — odpowiedziała, zwięźle.
Zamilkłam, musiałam sobie wszystko poukładać w głowie. Od ojca... Spodziewałam się wielu rzeczy, ale nie tego. Nie miałam pojęcia o tym, że człowiek, który nie żył od lat, był czarodziejem. Patrzyłam to na różdżkę, to na Alicję. W mojej głowie pojawiło się jeszcze więcej pytań, przez chwile nie wiedziałam, które zadać jako pierwsze. Zamknęłam oczy i odetchnęłam.
Mój ojciec był czarodziejem?
Tak naprawdę już znałam odpowiedź, jednak chciałam usłyszeć to od niej. Nie byłam mugolakiem, nie byłam szlamą. Dlaczego do cholery mama ukrywała tak ważny fakt przede mną?
Tak był, ale nie sądziłam, że musisz o tym wiedzieć... Po prostu rozmawianie o człowieku, który mnie zostawił w ciąży, jest dość... bolesne. — Kobieta odwróciła wzrok.
Nie sądziłam, abym mogła wybaczyć mężczyźnie, który mnie spłodził. Nazywanie go ojcem sprawiało mi trudność, Alan był godny tego tytułu, Bezimienny nie. Zostawił mnie, zostawił matkę. Jak z takim czynem na sumieniu mógł żyć?
Dlaczego podarował mi różdżkę? — zadałam kolejne pytanie.
Nie mam pojęcia, wiem jedynie, że to jego różdżka. Wysłał ją z listem, gdy miałaś dwa lata. Wiadomość brzmiała: „Choć jedno niech się wychowa na godnego mnie potomka”. Cztery lata później dostałam wiadomość, że nie żyje. Nie wiem, dlaczego to zrobił. Nie interesował się tobą w ogóle. Po twoim urodzeniu zniknął bez żadnej wiadomości i odezwawszy się dopiero po tak długim czasie. Chciałam go wymazać z pamięci, nic ci o nim nie mówić. Chciałam znaleźć Ci ojca, który da ci to wszystko, czego on nie chciał ci podarować... — mówiła szybko, nieskładnie, jąkała się. Spuściła głowę, chcąc ukryć swoje zażenowanie.
Mamo, Alan jest wspaniałym ojcem. Lepszego nie mogłabym mieć, naprawdę — uśmiechnęłam się pocieszająco.
Szczerą prawdą było to, co powiedziałam. Alan jako ojciec spełnił swoją funkcję w stu procentach. Inni mogli mi jedynie pozazdrościć.
Też tak myślę — mruknęła pod nosem. — Biedny, musi zostać w pracy na noc. — Chciała zmienić temat... Ech, musiałam ją jeszcze pomęczyć.
Mamo jeszcze jedno pytanie. Jak on się nazywał?
Chciałam poszukać o nim informacji, dowiedzieć się czegoś o nim, jak i o moich przodkach. Patrzyłam na Alicję wyczekująco. Kim on był?
Tego się ode mnie nie dowiesz. — Uniosła głowę, lustrując mnie wzrokiem. Jej spojrzenie mówiło tylko: „Nie naciskaj. I tak się nie dowiesz”.
Dlaczego? Powiedz mi. Powinnam wiedzieć...
Nie ma mowy — odrzekła twardo. Już dawno się pozbierała.
Nie warto było ciągnąć tego dalej, ten temat został już zakończony. Od niej nie wyciągnę nazwiska ojca.
Zanim skończyłam mówić, w myślach pojawiały mi się najróżniejsze pomysły w jaki sposób zdobyć informacje o ojcu. Spojrzałam raz jeszcze na różdżkę. Choć jedno niech się wychowa na godnego mnie potomka. To zdanie było jednoznaczne — posiadałam przyrodnie rodzeństwo. Serce z każda sekundą biło mi coraz szybciej, podniecenie nie pozwalało logicznie myśleć. To naprawdę okrutne dowiedzieć się po tylu latach, że ma się brata lub siostrę. Pocieszający był fakt, iż okazało się, że nie jestem magiczna z przypadku. Świat obcy mugolom zawsze należał do mnie, nie musiałam dłużej czuć się obco przy innych czarodziejach. Nie miałam nigdy nic do mugolaków, sama nim „byłam” przez większość życia, jednak krew półkrwi wydawała się lepsza.
A jak spotkanie z nauczycielem? — zapytała, przerywając ciszę Alicja.
Westchnęłam głośno, przypominając sobie sytuację sprzed paru godzin. To jak Snape patrzył na mnie z niechęcią, jak miał ochotę ode mnie uciec już w pierwszej chwili, gdy tylko przekroczył próg domu. Ten facet mnie nienawidził.
To był Severus Snape, nauczyciel eliksirów.
Snape? — Uniosła brwi, zaciekawiona.
Tak. Zabawnie, że mamy to samo nazwisko prawda?
Trochę... — mruknęła, myśląc nad czymś.
Trochę? Bardzo zabawne, tak zabawne, że można byłoby się zabić, a raczej można, było zostać zamordowanym — przez Snape'a.
I co dalej?
Na początku nie było zbyt interesująco...
To znaczy?
Nie wyobrażasz sobie nawet tego, jak on na mnie patrzył. Myślałam, że wyssie mi dusze... Po prostu był przerażający. Z pewnością nie był zadowolony, że musiał tutaj przyjść.
Z jakiego, więc powodu dyrektor wybrał właśnie jego?
Uniosłam brwi.
I mnie o to pytasz? Naprawdę? — Alicja zaśmiała się. — W każdym razie później było jeszcze gorzej. Dumbledore...
... profesor Dumbledore — poprawiła mnie.
... zostawił nas samych — zignorowałam jej uwagę — i nie mieliśmy innego wyjścia, jak tylko sobie na „spokojnie” porozmawiać. Niby nie rzucił na mnie żadnej klątwy, choć wydaje mi się, że miał na to wielką ochotę. Nawet jeśli to nie jest gorszy od tych z ministerstwa.
Cieszę się, że jakoś doszliście do porozumienia — odetchnęła z ulgą. — Nie wydaje mi się, żeby ktokolwiek był od nich gorszy. W końcu nie będę musiała ich przyjmować do domu.
A jak ich widywać codziennie.
Właśnie, a teraz idę spać — ziewnęła, po czym się przeciągnęła. — Jestem padnięta. Dobranoc mała.
Nie jestem już wcale taka mała — odpowiedziałam nadąsana. — Dobranoc.
Alicja już wchodziła na górę, gdy nagle się odwróciła.
Kiedy testy?
W czwartek.
Jutro mam wolne... To znaczy, idę do pracy około drugiej, więc jeśli chcesz się wybrać na małe zakupy, to nie ma sprawy.
No jasne, że chcę. — Zakupy dobra rzecz o ile nie trzeba niczego przymierzać.
W takim razie bądź gotowa o ósmej.
Uśmiechnęła się, zaraz znikają za drzwiami swojej sypialni. Po chwili sama wstałam, wdrapując się na górę. Po codziennych, wieczornych czynnościach położyłam się, jednak nie potrafiłam zasnąć.
Wpatrywałam się w sufit, próbując o niczym nie myśleć, a było to piekielnie trudne zadanie. Jeden z najbardziej fascynujących dni mojego życia dobiegł końca, a ja nie wiedziałam co robić.
Snape... Pomimo jego wrodzonego cynizmu, gburowatości oraz wredoty to byłam mu wdzięczna. Nie robił tego sam z siebie, jednak z koniec końców stał się moim opiekunem. Ojciec... Trudno było myśleć o tym człowieku pozytywnie. W sumie, na tamtą chwilę w ogóle nie chciałam, by zajmował mój umysł swoją obecnością.
Rodzeństwo... Zastanawiałam się, czy wiedzieli o moim istnieniu? A jeśli tak czy szukali mnie kiedyś? A może według nich umarłam? To bardzo możliwe, skoro sama sądziłam, że umrę.

***

Kolejny dzień był dość normalny, co niestety oznaczało i nudę. Będąc z Alicją w galerii, zastanawiałam się, jak wyglądała ulica Pokątna. Sklepy mugolskie wydawały się pozbawione życia pomimo wielkiego ruchu. Szarość, brak jakiegokolwiek uroku, zwykła nudna codzienność.
Zakupy rozpoczęłyśmy do sklepu odzieżowego. Wszystkie ubrania, które kupiłam, były skąpane w zielonych lub czarnych barwach. Zaopatrzyłam się także w kilka hebanowych koszul — potrzebowałam czegoś eleganckiego, a do sukienek nie byłam przyzwyczajona. Nigdy nie zwracałam uwagi na swoją garderobę, to nie było najważniejsze, nie byłam też pasjonatką tracenia czasu nad tak nieważnymi sprawami.
Sklep plastyczny oraz księgarnia nie zostały pominięte. To najważniejsze miejsca w całej galerii, gdzie wydawałam najwięcej pieniędzy. Na szczęście Alicja, jak i Alan nigdy nie narzekali na koszt moich zainteresowań.
Miałam wielkie szczęście, nie każdy posiadał takich rodziców. Bywały i gorsze dni, jednak nigdy nie potrafiłam powiedzieć, że ich nie chcę. Zastępowali mi przyjaciół przez te kilka lat, poświęcili się bezgranicznie. Zarywali noce czy zaniedbywali pracę, abym nie czuła się samotna, by czuwać przy moim łóżku. Kochałam ich.
Po powrocie domu pobiegłam na górę, ubrania wrzuciłam do szafy, a książki ustawiłam na ściennej półce, zawalonej już innymi lekturami. Rozstawiłam sztalugę wraz z płótnem na środku pokoju, chcąc coś koniecznie namalować, aczkolwiek nie miałam pojęcia co. Zamknęłam oczy, odetchnęłam... Wiedziałam, że wena sama przyjdzie i tym razem się nie pomyliłam. Pędzel sam zaczął tańczyć po płótnie, piętnując go barwnymi farbami. Tworzenie czegoś z niczego — wiedziałam, jak czuł się Mickiewicz podczas Wielkiej Improwizacji.
Gdy skończyłam, odeszłam od sztalugi, aby ocenić swój własny twór. Oczy Snape'a. Czarne, pełne nienawiści i pasji. Wpatrywały się na mnie z płótna. Czułam obecność profesora w tamtej chwili, to było przerażające. Chwyciłam za obraz, chowając je za innymi. Nie chciałam więcej go widzieć. Odstawiłam sztalugę na swoje miejsce, wybrałam przypadkową książkę i zaczęłam czytać.

***

Bez celu przemierzałem salon w tą i z powrotem, jakby na coś czekając. Nie byłem zdenerwowany ani specjalnie zadowolony. Obojętność oraz neutralność z nutką frustracji. Nuda mnie dopadła, wyżerała od środka. Cholernie nieprzyjemne uczucie. Chciałem poczytać, jednak nie posiadałam żadnej książki, której już bym nie przewertował. Wycieczka do księgarni także nie była najlepszym wyjściem — nie chciałem tamtego dnia mieć żadnego kontaktu z ludźmi. Wyjątkowo nie ciągnęło mnie także do eliksirów, a od studiowania czarnej magii musiałem odpocząć. Nie miałem zamiaru stać się drugim Czarnym Panem.
Brak znajomych oraz przyjaciół miał jednak jakąś wadę. Moje życie było jedną wielką wadą. Nie chciałem czuć potrzeby, aby z kimś porozmawiać, nie chciałem potrzebować ludzi. Jednak chcąc nie chcąc, byli mi potrzebni, by mówić im, że nie są. Skomplikowany żywot Severusa Snape'a.
Upadłem ciężko na fotel, wpatrując się w okno. Ciemność opanowała świat, szare chmury, przysłoniły słońce. W pomieszczeniu panował półmrok. Ogień w kominku trzaskał co jakiś czas, oświetlając salon słabym światłem. Cienie niczym demony tańczyły radośnie na ścianie, nie przejmując się moim podłym humorem. Miałem dość wieczorów, podczas których załamywałem się swoim marnym żywotem. Alkohol jakby mi zbrzydł, nie chciałem pić znowu sam.
Przetarłem oczy, następnie kark. Podniosłem się z gracją, zamierzając skierować się do łazienki, by odbyć długą, odprężająca kąpiel, licząc jednocześnie na to, iż się utopię. Moje plany skreśliło pukanie do drzwi. Wzdrygnąłem się, idąc otworzyć intruzowi.
Lucjuszu, mówiłem ci, żebyś się zapowiadał.
Wysoki mężczyzna z długimi blond włosami stał w progu, uśmiechając się szelmowsko. Jego niebanalna uroda kuła mnie w oczu.
Witaj, Severusie. — przywitał się, ignorując moją uwagę. — Dzisiaj masz dwóch gości, twój chrześniak się stęsknił.
Zza Lucjusza wyszedł dziesięcioletni chłopiec niesamowicie podobny do swojego ojca. Jego niebieskoszare oczy błyszczały się radośnie.
Witaj, wujku Severusie. — uśmiechnął się. Zrobiło mi się lżej na duszy. To było dziwne, naprawdę bardzo dziwne.
Witaj Draco. Niesamowicie wyrosłeś. Już niedługo przerośniesz ojca.
Ten się uśmiechnął jeszcze szerzej, wypychając do przodu dumnie pierś, na co Lucjusz przewrócił oczami.
Wejdźcie.
Ustąpiłem miejsca gościom, aby weszli do środka. Zamknąłem drzwi i jednym machnięciem różdżki sprawiłem, iż na stoliku pojawiło się wino, kremowe piwo i kieliszki.
Lucjusz zasiadł z gracją na jednym z foteli, opierając swoją laskę o stolik. Zazdrość aż się we mnie tliła, arystokratą trzeba się po prostu urodzić. Jego postawa, chód, wymowa, wygląd oraz wszystko inne było takie... doskonałe. Moje starania były znikome, nie mógłbym dorównać Lucjuszowi, byłem w tanie jedynie patrzeć.
Draco zajął miejsce na kanapie, machając wesoło nogam. Jego uwagę przykuło kremowe piwo. Usiadłem obok chłopca, czochrając mu włosy. Ten, dąsając się, zaczął je szybko poprawiać.
Co was do mnie sprowadza? — zwróciłem się do Lucjusza, nalewając mu wina. — Oczywiście nie licząc tęsknoty malca.
Ej! Wcale nie jestem mały — prychnął chłopiec.
Twoje zajęcie w czasie wakacji — wyjaśnił Lucjusz.
Uniósł swoje jasne brwi, czekając na jakąś reakcje z mojej strony. Zacisnąłem pięści, starając się nie wybuchnąć. Lucjusza jak zawsze wszystko wiedział, nic się przed nim nie mogło ukryć. Czasem tak bardzo przypominał mi Albusa... Merlinie, broń! To całkiem dwa różne charaktery, jednak ich wiedza o wszystkim, co działo się dookoła, była podoba. Irytowało mnie to niemiłosiernie. Moje życie stało się dla nich otwartą księgą.
Jak się dowiedziałeś? — Tak naprawdę nie musiałem nawet pytać. W końcu Mylfoy pracował w ministerstwie, znał samego Króla Idiotów — Knota.
Czyli to prawda, że masz wprowadzać szlamę w świat magii?
Nie dało się nie zauważyć wymalowanego obrzydzenia na twarzy arystokraty. Wzdrygnął się lekko, upijając łyk wina.
Nawet ten smak nie poprawia mi samopoczucia. A już miałem nadzieję, że Knot z tej swojej głupoty oszalał i zaczął coś bełkotać. Wielka szkoda.
Tak. Przez resztę wakacji, będę niańczyć jakąś... Szlamę — szepnąłem.
Nie lubiłem tego słowa, wręcz go nienawidziłem. Gdyby nie ono... Na tamtą chwilę nie było to ważne.
Polecenie Albusa..
Nie potrafisz mu się postawić? — firmowy uśmieszek Malfoya zawitał na jego twarzy.
Dobrze znał odpowiedź, a jednak musiał poruszyć drażliwy temat. Byłem niczym pies Dumbledore'a — żadna niespodzianka. Gdyby Czarny Pan nadal żył, to Lucjusz stałby się jego zwierzątkiem... Czym byśmy się różnili? Malfoy mógł tylko korzystać z chwilowe wolności.
Wiesz, że muszę to wszystko robić. Myślisz, iż dobrowolnie chce poświęcić swój czas na zajmowanie się jakąś głupią gówniarą? — Pytanie czysto retoryczne.
No cóż, nie spodziewałem się innej reakcji z twojej strony na to... Interesujące spędzenie czasu — zaśmiał się. — Przynajmniej nie będziesz się nudziło. Dziękuj Albusowi na kolanach, za znalezienie ci zajęcia. W końcu w twoim życiu coś się dzieje.
Drań, świetnie się bawił.
Niesamowicie śmieszne, Lucjuszu. — Dolałem mężczyźnie wina, po czym sam upiłem dość duży łyk. Alkohol pomagał.
A ja? — upomniał się chłopiec, zapomniany przez dorosłych. Przysłuchiwał się naszej rozmowie, czekając na swój napój.
Cała butelka dla ciebie, tylko nie wypij od razu. — Uśmiechnąłem się lekko do chłopca. Jako jedyny może widzieć, jak moje usta wykrzywiają się w coś tak nienaturalnego.
Dziękuję, wujku. — Otworzył piwo kremowe, nalewając ostrożnie napój do szklanego kieliszka.
W przyszłym roku do Hogwartu — mruknąłem do Lucjusza, patrząc ciągle na Dracona.
Myślałem nad wysłaniem go do Durmstrangu, ale Narcyza nalegała na tę imitację szkoły, nazywaną Hogwartem. Zresztą Draco też chce tam iść. Nie rozumiem ich...
Trafi na pewno do Slytherinu, nie ma innej możliwości. Pod moimi skrzydłami się rozwinie.
Tak to jeden z powodów, dla których mój syn chce się tam wybrać. On Cię uwielbia, Severusie.
Mądrego, a przede wszystkim dobrego masz syna, nie zniszcz tego Lucjuszu. —Spojrzałem na przyjaciela srogo.
Tak, tak — odpowiedział obojętnie. — Minęło dziesięć lat od upadku Czarnego Pana, Potter w takim razie jest w wieku Dracona. W przyszłym roku prawdopodobnie będziesz go gościł w Hogwarcie.
Przestałem oddychać, nie potrafiłem się nawet ruszyć. Nazwisko Chłopca-Który-Przeżył niosło ze sobą bolesne wspomnienia, czułem obrzydzenie i odrazę za każdym razem, kiedy dane mi było o nim słyszeć.
Lucjuszu nie czas i miejsce o tym.
Ten tylko kiwnął głową, aczkolwiek nie był zadowolony z braku odpowiedzi. Rozmowa stała się o wiele przyjemniejsza oraz luźniejsza, niekoniecznie dzięki alkoholowi. Lucjusz po wypiciu jednej butelki pozbył się na chwilę maski arystokraty.
Poczułem, jakbyśmy wrócili do dawnych lat spędzonych w Hogwarcie. Dla mnie to zawsze był dom, nie ważne jak bardzo bolesne wspomnienia łączyły się z nim. Potter, Black, a nawet Albus nie zniszczyli mojej miłości do tego miejsca.
Wraz z Lucjuszem przekroczyliśmy niestety granice, upijając się (nie do końca). Starszy Malfoy jak zwykle popisał się swoją silną głową; odpornością na procenty. Dawałem zły przykład Draconowi.
Minęło kilka godzin, prywatne przyjęcie zostało zakończone. Lucjusz bez większego problemu teleportował się do Malfoy Manor, a ja w o wiele lepszym humorze, leżałem już na swoim łóżku. Nawet nie zdążyłem się umyć, czy przebrać, gdyż zaraz usnąłem.

51 komentarzy:

  1. Jezu, C-U-D-O-W-N-E!
    Sama mam bloga i wiem co to znaczy niedosyt komentarzy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że się podoba :D
      Oh tak... Niby początek i każdy mi mówi, ze się rozkręci, ale jednak! :D
      O czym piszesz?

      Usuń
  2. I kolejny świetny rozdział :)
    Masz wspaniałe pomysły, podoba mi się, że jest tak długi :)
    Błędy błędami, nie będę się znowu czepiać, bo szczerze to zaczyna mnie to nudzić :P
    Marie i jej mama jak najlepsze przyjaciółki :P
    Podoba mi się opis ich świetnych kontaktów, to, w jaki sposób spędzają ze sobą czas <3
    Namalowane oczy Snape'a powiadasz? To już coś znaczyć musi, nie mów mi, że ta notka nic nie wnosi :)
    Akcja nie jest za szybka, ani za wolna co mnie cieszy :P
    Snape myśli, że Marrie będzie w Gryffindorze? Ciekawe, bardzo ciekawe :)

    Domek na drzewie *.*
    Aż chce się usiąść, powspominać dzieciństwo <3
    Rysunek z różdżką i tiarą w gwiazdki, potem znaleziona różdżka od tajemniczego ojca... Kim on jest?
    Lucek :D
    I młody Draco :P
    Piwo Kremowe <3
    Ledwie zaczęłam czytać Twojego bloga i już czytając napotykam Sevikę :P
    Kurde, kolejny komentarz bez ładu i składu... Przepraszam Cię, czuję, że cię zawiodłam ;c Ale ostatnio nie umiem się skupić, chyba za mało śpię :P
    Pozostaje mi życzyć weny, braku kłopotów z internetem ;P
    Pozdrawiam,
    ~Rose Lily Evans :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :D
      Oj pomysłów mam dużo a moja beta mnie pochwaliła, więc myślę, że są dość dobre.
      Błędy... Zycie dyslektyka jest trudne, bo sama ich nie widzę a mój program na kompie (ten jest dobry) nie podkreślił nic na czerwono prócz imion.
      Czytałam trochę ff - nie dużo, ale jednak - i w większości postać ma złych rodziców, nie interesują się nią, nie zadowoleni są z życia. Ja osobiście chce pokazać jak kontakty z rodzicami są ważne ^^ Mimo tego, że moje dzieciństwo nie jest kolorowe.
      Ano oczy Severusa. One są cudowne i nawet jego największy wróg musi to przyznać, a artysta tym bardziej.
      Snape jeszcze nic nie wiem, taki bardzo... :D

      Domek na drzewie... Niespełnione marzenie, które spełniło się w moim ff.
      Myślę, że większość wie :D
      Młody Draco... Chce pokazać jakim był niewinnym dzieckiem. Akcja w końcu mnie skupi się tylko na mnie i Severusie :D
      Jak Sevika? Już widać Sevike? ;;O nie ;;
      Oj ten komentarz jest cudowny, naprawdę. Nawet " ." by mnie zadowoliło, gdybym wiedziała, ze ktoś czyta <3

      Również pozdrawiam,
      ~Marika Snape

      Usuń
    2. Dlatego mówię, że błędów się nie czepiam, bo nudzi mnie moja czepialskość :P
      Większość osób pisząc blogi zawiera w nich albo sytuacje przybliżone do jego przeżyć, albo marzenia, które skrycie siedzą na dnie serca, właśnie wtedy do historii oddając- świadomie lub nie- cząstkę siebie dodaje się szczyptę magii, która przyciąga czytelnika <3
      Co do Twojego dzieciństwa- rozmawiałyśmy już o tym i wiem, co czujesz ;)

      Ja mogę powspominać budowę domku na drzewie- piękne czasy *.*
      Ale oczywiście starsi bracia odebrali mi całą radość i zakazali mi tam wchodzić ;_;
      Oj był, był, mała, niewinna, bezbronna fretka <3
      Tylko Ty i Sev... Czekam, czekam :D
      Nie jestem pewna, czy taki cudowny
      Czytam, czytam ;)

      Usuń
    3. Cóż nawet jeśli autor nie wie to zawsze zamieszcza w swojej twórczości cząstkę siebie. Porównałabym to do horkruksa - "Nie wszystek umrę"

      No tak, przynajmniej ty wiesz ^^

      Źli bracia ;; Jak mogli co zabronić... Jednak i tak zazdroszczę... Ja nawet nie miałam możliwości by taki zobaczyć..

      Ja i Sev... Jeju kiedy to będzie... Naprawdę daleko..
      Cudowny. Dla mnie przynajmniej. Wiem co się podoba i mnie motywuje do pisania ^^

      Usuń
    4. Jeżeli dla Ciebie jest cudowny to ja się cieszę :)
      Co do "horkruksa" to samą twórczością zostawia po sobie ślad, niekoniecznie tą cząstką. Mnie chodziło o tą magię, którą przekazuje się wraz z pokazaniem swoich przeżyć lub pragnień we fragmentach ;)
      Co mi z oglądania go skoro nie mogłam do niego zajrzeć? To jak z Zakazanym Owocem. Tyle że ja nie zerwałam go, jak było w przypadku Ewy :P
      Czekam nadal!! Chcę więcej Seviki <3

      "To co, że trochę jest nie ten tego, i że tak jakby ma pchły" :P
      "Kraina Lodu" na serio ogłupia :P

      Usuń
    5. Chodziło mi ogóle. Każdy chce zostać w pamięci ludzi. Niektórym się udało ^^
      Ale jednak.. ;; Ja widziałam takie jedynie na szklanym ekranie telewizora i tak serduszko bolało, bo nie wiedziała, czy taki domek na drzewie jest w ogóle możliwy ;;
      To się na razie nie doczekasz ;;

      Nie wiem, nie oglądałam ;;

      Usuń
  3. Naprawdę bardzo ciekawy blog. ;)
    Snape'a odwzorowałaś naprawdę doskonale.
    Tak samo wredny a zarazem ciekawy,tajmniczy -jak w książce.
    Czekam na kolejny rozdział w napięciu-bo naprawdę się do tego nadajesz Marika :D Piszesz bardzo ciekawie, wciągająco wręcz. Urzekło mnie to,że opisywane jest przez Snape'a jak i przez Marike -genialnie xd :D
    Bardzo ciekawy rozdział, może nic się nie dzieje.. ale jednak jakieś ważne fakty zostają wyłożone,tajemniczy Ojciec,różdżka,Marika półkrwii czaownicą,
    to że za rok Draco i Harry idą do Hogwartu... :D
    Bardzo fajnie opisujesz uczucia bochaterów. No nic. To tyle z mojej strony :D Pozdrawiam i czekam na rozwój wydarzeń :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ^^
      Staram się Severusa odwzorowywać jak najlepiej. Jest to moja ulubiona postać, naprawdę bardzo bliska także no...
      Cieszę się, że jest ciekawe oraz, ze wciąga. Bałam się, ze już na początku ludzie stwierdza, że jest nudne i beznadziejne, ale jakoś się udało postawić pierwszy krok :D Raczej nie widzę innej możliwości jak pisać za tą dwójkę ^^
      Cóż niby dla czytelników nic ważnego, ale sama wiem, ze to ważne wątki ^^

      Także pozdrawiam i dziękuję za komentarz <3

      Usuń
    2. A jednak moja czepialskość da się we znaki, przepraszam, ale muszę.
      czarownicą*
      bohaterów*
      Cholera, popadam w nałóg? Oby nie, nie chcę za każdym razem taka być ;_; :P

      Usuń
    3. Bohaterów.. ten wyraz mnie prześladuje .. Polonistka kazała mi go napisać 1000 razy bo zrobiłam w nim błąd. :D Czarownicą-zwykła literówka :D Nie przepraszaj, :) wiem,mój błąd ,jednak każdy człowiek ma prawo do błędu.

      Usuń
    4. Wiem, wiem, ale ja już tak mam. Nie mogę się powstrzymać ;_;
      Nie panuję nad tym :|

      Usuń
  4. Nie znalazłem żadnych błędów. Więc idzie ci coraz lepiej! Oczywiście za błędy językowe, można uznać wulgaryzmy, ale należą do części twoje fenomenalnego stylu, więc zostaw wszystko tak jak jest. Jedyne co mi tak nie odpowiada to Severus. Jakoś nie potrafię sobie wyobrazić tego książkowego, w roli tego twojego. Nie wiem, czemu, ale ta niby jego wredota to wszystko, a mi mimo wszystko to jakoś nie pasuje. Ale to pewnie tylko moje urojenia. Pisz dalej! Powodzenia i pozfrawiam

    Chrześniak, M. Riddle

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wulgaryzmy musza być <3 Wbrew pozorom kocham <3
      Ano Severus moim zdaniem jest dobrze odwzorowany. Może ci nie pasuje, bo zawsze widziałeś w nim nauczyciela, większość scen z nim w książce działo się właśnie podczas lekcji. Ja tu pokazuje człowieka poza pracą, który jest zniewolony nawet w wakacje przez Albusa ^^
      Cieszę się, ze ci się podoba chrześniaku ^^

      Pozdrawiam.

      Usuń
    2. Już wiem, o co chodzi! Przed snem, myślałem o cioci pracy iiiiii... Chodzi oto, że Snape jest dla mnie za bardzo młodzieżowy. On, taki cały czas poważny, miał język, jak z średniowiecza, a tutaj tak trochę jest strasznie unowocześniony. Zwroty typu friends forever, chyba mi do niego nie pasują. Wulgaryzmy jeszcze ujdą, bo możliwe, że jako nauczyciel po prostu nie mogliśmy go poznać z takiej strony, ale jest tu kilka właśnie takich zwrotów, jakimi my posługujemy się na codzień, lecz on jako stary chłop (sorry, wujaszku), prawdopodobnie takiej gwary młodzieżowej, nie używał.

      Dziś przychodzę do cioci na obiad :* Maciek Riddle <3

      Usuń
    3. Tak przy uczniach jest jak ze średniowiecza. Przy uczniach. Jak ma być taki przy Albusie, który jest od niego 70 lat starszy, a jest bardziej rozluźniony? Lub przy starym przyjacielu? Nie wchodzisz w ogóle w jego postać i niestety twoje rady są bezsensu dla mnie, także wybacz..

      Usuń
  5. Ojej, ojej...
    Był Lucjusz ^^ i Draco...jeeeej :D
    Było piwko kremowe i domek na drzewie...łiiiiii
    Ale ten tekst powalił mnie na kolana:

    -Tak kurwa, friends forever.
    ♥♥♥ c:
    ~Saru~

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lucjusz i Draco to ważne postacie, choć przez jakiś czas i nie będzie w ogóle...

      Ano nie ty pierwsza "zachwycasz" się tym fragmentem xd

      Usuń
  6. Nie wiem czemu, ale mój komentarz się nie dodał, więc piszę jeszcze raz xd

    Bardzo fajny rozdział i czekam na więcej. :)
    Trochę rozumiem Severusa, który ludzi potrzebuje po to, żeby im mówić, że nie są mu do niczego potrzebni. ^^
    Do tego wątek Lucjusza i Draco, mam nadzieję, że się jeszcze nieraz pojawia. I Draco jeszcze mały, niewinny chłopiec. xd
    Jest trochę literówek, ale ze za bardzo nie rzucają się w oczy to się nie przejmuj, a styl masz fajny, do tego z każdą notką będzie coraz lepszy.
    Weny! :*
    ~Hermione z "wszy"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a i porównanie błysków w oczach albusa do okruchów gwiazd było takie słodkie ^^

      Usuń
    2. Ja także go rozumiem. Ogóle mam z nim wiele wspólnego (szczególnie dzieciństwo).
      Oj Draco i Lucjusz jeszcze się pojawią, tego bądź pewna ^^ Tak... Najgorsza dla mnie będzie ta przemiana... ;;
      Dziękuję, naprawdę motywujące słowa ^^
      Tyko nie Albus i słodkie xd
      Dziękuję za komentarz.

      Pozdrawiam,

      ~Marrie

      Usuń
  7. Komentarz mi się wcześniej nie dodał :( Twój blog jest Z A J E B I S T Y. Cudownie przedstawiłaś Severusa i Marikę. I te teksty Seva <3 aaaahh... Uwielbiam. Czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział :*
    Pozdrawiam
    Bean Sidhe :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Awww bardzo się cieszę, ze się podoba. Staram się ich odwzorować jak najlepiej (Marikę też, w końcu to ja). Tekst ma najlepsze teksty :D
      Również pozdrawiam,
      Marika Snape

      Usuń
  8. Jeju... Twój blog jest.. osdjbsfuwegrbds
    Świetny!
    Te teksty bohaterów, uhuhu <3
    Cóż, chyba każdy bloger ma taki czas, że doznaje niedosytu komentarzy czy obserwacji ;ww;
    Postaram się wpadać częściej, może natknę się na następne części!
    Miłego dnia ✌
    ☼☼☼☼☼☼☼☼☼☼☼☼☼☼☼☼☼☼☼☼☼☼☼☼☼☼☼☼☼☼☼☼☼☼☼☼☼
    Zapraszam do mnie, bardzo, ale to bardzo serdecznie.
    http://muzykaismylife.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej dziękuje :3
      Cóż pisanie za Snape'a to sama przyjemność :D
      Ano no chyba każdy, nie sądziłam, ze i mnie to dopadnie ;;
      I nawzajem ^^

      Wpadnę na pewno :D

      Usuń
  9. Pamiętam, jak jeszcze czytałam tą o wiele krótszą, przepełnioną błędami wersję. Czytałam tamte 3 rozdziały z wielką trudnością.

    Lecz teraz tekst jest pozbawiony większości błędów i czyta go się bardzo przyjemnie. Wszystko w tekście zdaje się prowadzić do tego, że Sevika powstanie, ale to po jakiejś wielkiej odmianie Snape'a. Przynajmniej ja tak czuję. Ale oczywiście nie zmieni się jego charakter, o nie... Marrie wie co robi... c;

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, tamto to było szkicem właściwie... Teraz jest wiele dodane, zmieniona no i nie ma większości błędów.
      Charakter Severusa się nie zmieni... Czy ogólnie jakaś przemiana będzie? Pewnie tak, bo jak inaczej by ze mną był co nie zmienia faktu, że Lily będzie kochał dalej.
      Pozdrawiam i dziękuję za komentarz.

      Usuń
  10. Świetna notka *.*
    Czekam na dalsze części :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, niedługo będzie <3
      Pozdrawiam,
      Marika ^^

      Usuń
  11. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  12. więc tak ...
    przeczytałam wszystkie trzy rozdziały na raz, w ciągu jakiejś pół godziny.

    oczywiście bardzo, już na samym wstępie, podoba mi się Twój styl.

    jednak, są przeskoki od osoby pierwszej do trzeciej, nie są aż tak notoryczne ale są.
    to jest jedyne moje "czepianie się" bo jak na mnie przystało, zawsze muszę się czegokolwiek czepić.

    poza tym piszesz świetnie, bardzo przyjemnie się to czyta i również bardzo płynnie. choć zwykle unikam parringów z Severusem, a praktycznie w ogóle ich nie czytam bo obecne a chwili obecnej w sieci pary z nim są dla mnie obrzydzające, to pomysł na Sevikę bardzo mi się podoba.
    fakt, iż Severus klnie jak szewc bardzo mnie rozbawia ale i, wedle mojej opinii, jest bardzo na miejscu. równolegle do tego miło czyta się Twoje opisy postaci, szczególnie spodobał mi się pogląd Snape'a na Lucjusza jak i wątek jego sympatii do Draco, o wyglądzie czy charakterze Mariki oraz głównego męskiego bohatera nie wspominając.

    oczywiście czekam na kolejne rozdziały, liczę, że czwórka pojawi się niedługo. a zaraz po niej piątka itd.

    pozdrawiam i życzę Ci dużo weny !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciesze się, ze się podoba.

      Dobrze, że się czepiasz, bo masz powody. Na początku pisałam w trzeciej osobie, bo myślałam, że tak jest łatwiej. Pomyliłam się i musiałam wszystko poprawiać. Oczywiście przez mój komputer lub program zapisały się niektóre zdania , ale chyba tego nie zauważyłam, a beta nie wychwyciła. Teraz będę bardziej pilnować ^^ Przepraszam za to.

      Ano ja też omijam z nim ff, gdyż każdy to jakieś sevmione czy sevinny. Bezsens i obrzydlistwo >< Cieszę się, że Sevika ci się podoba :D
      Oj ja widzę Severusa tylko w takiej wersji. Mimo tego, że dla uczniów mówi ostro, poważnie, jednak on ma tu 30 lat, nie jest dziadkiem wręcz przeciwnie jest młody i ma ostry język :D Dla mnie Lucjusz i Draco to jego rodzina... Będzie cierpieć później przez niektóre rzeczy ;;

      Rozdział czwarty powinien być jutro... O ile zachce mi sie poprawiać :D

      Dziękuję za komentarz i pozdrawiam,
      Marika Snape

      Usuń
  13. Hej, hej, kochana! :* ♥
    Haha, friends forever xDDDD O matko, mój brzuch xDDDD
    Co za człowiek z tego Albusa, ech…
    Alicja i Alan… Pięknie brzmi :D
    No, no. Czyli tak – Marika jest półkrwi. Ma przyrodnie rodzeństwo. Nie wie, kim jest jej ojciec. Ale ja stawiam… hm… wszystkie moje książki (zważ, jak cenne to dla mnie! xD), że jej ojcem jest jakiś czarodziej z rodziny czystej krwi, tej „arystokracji”, który, gdy dowiedział się o dziecku, zwiał z obawy przed wydziedziczeniem (no bo jak to: dziecko z kobietą-mugolem?!). Taka moja mała teoria :3
    Oczy Seva, mrr <3 To musi wyglądać przerażająco… Może chciałabyś sama coś takiego namalować? Same oczy? ;) :D To musiałoby być ładne.
    Severus, jacie, jesteś cudny xD
    Lucjusz, Lucjusz… W sumie to lubię go, ale nie jakoś, żebym go kochała. Co do Dracona, to lubię tego małego, ale już im był starszy, tym mniej go lubiłam xD Ale taki dziesięcioletni szkrab to coś cudnego ♥
    Hm, ciekawi mnie, gdzie ostatecznie trafi Marrie. Na pewno Slytherin albo Gryffindor, ale nie mam tu pewności ze względu na rozbieżne cechy jej charakteru i upodobania. Kolor zielony, ach :D Mam dwie ściany w pokoju takie… A dwie mam żółte. Osobiście wolę kolor niebieski. Ale zielony też śliczny xD Dobra, dobra, już się zamykam! xD
    Czekam na coś nowego z niecierpliwością! ;)
    Pozdrawiam, życzę weny, bla, bla, bla… xD
    Basia

    P.S. Wiem, że cię to boli, ale może kogoś innego, kto będzie tu przypadkiem to zainteresuje :D Zapraszam na bloga: http://snape-granger-inna-historia.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  14. Każdy się śmieje z tego momentu ;; Sama mam beke :D
    Ja nie będę komentować Albusa >< Pisząc oś o nim mam nerwy ><
    Alan - musiałam gdzieś wpieprzyć to imię, no musiałam! ;;
    .... -nie wypowie się nie chce nic zdradzać.
    Ej no czuje zazdrość >< :D Oczy Severusa... Nie będę wstanie, prędzej Alana...
    Lucjusz to moja druga ulubiona postać także musiał być, a Draco... Chce pokazać jak bardzo się zmienił przez głupie zasady czystrokrwistych...
    Chyba nikogo by to nie zaskoczyło, gdyby to był Slytherin... Ludzie to ja :D Ja mam granatowo-fioletowe... Tak miał być czysty granat >< W przyszłości będę mieć cały zielony dom.
    Dzisiaj nowy rozdział :D Dziękuje i również pozdrawiam,
    Marika Snape

    P.S. Boli... ;;

    OdpowiedzUsuń
  15. Z rozdziału na rozdział wychodzi ci coraz lepsza historia. Dialog między Severusem i Dumbledore'm jest świetny! "Friends forever" xD
    Zaskoczyłaś mnie tym ojcem Mariki. Kto to będzie? I w jaki sposób uda jej się to odkryć?
    Draco! <3 Uwielbiam go, a tu jego młodsza słodka wersja się pojawiła... No i Lucjusz, mam nadzieję, że jeszcze zmieni podejście co do Mariki.
    Czekam na ciąg dalszy i zaczynam cię obserwować ;)
    Croy http://black-redstart.blogspot.com/
    P.S. Zapewne masz już dość tego mojego czytania w kratkę, trochę mi to zajeło przyznaję ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciesze się, ze potrafię zaciekawić czytelnika... A dialogi Albusa i Severusa bardzo płynnie mi się pisze. Potrafię się w obu wczuć ^^
      Ojciec jest tu kluczowy, ale ciii.
      Draco i Lucjusz się jeszcze pojawią. Chce pokazać jak Draco z czasem się zmienił...

      Bardzo dziękuję za obserwację :D

      P.S. W ogóle mi to nie przeszkadza ^^

      Usuń
  16. Aleja pokątna? Czy to nie miala byc przypadkiem ulica? ;p
    Rozdzial bardzo fajny, o wiele mniej bledow niz w poprzednim.
    Mam wrazenie ze Severus jest zbyt chamzki. Marika w sumie tez, ale to Twoja postac i mozesz ja kreowac jak chcesz. Do Seva jednak musialam sie przyczepic, wybacz :<
    Czemu Alicja nie chce powiedziec Marice jak mial na imie jej ojciec? To calkowicie bez semsu, nie rozumiem jej zachowania.
    Podejrzewam ze Severus i Marika to rodzenstwo. Nie wiem czemu. Sa bardzo podobni i to magiczme mazwisko ktore ich laczy...
    Pozdrawiam,
    Tris

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem... W głowie zawsze miałam "Aleja" i jakoś tak mi zostało ;;
      Severus zawsze jest chamski... Marika siedziała w domu pięć lat i jedynie kontakt miała z nauczycielami, którzy ją tępili. Ona troszkę od nich przejęła.
      Logiczne jak się zna historię - ja znam ^^
      Nie >< Przecież to Sevika. SS/MS ;;

      Pozdrawiam,
      Marika

      Usuń
    2. Ale... ale... ale rodzeństwo xD

      Usuń
  17. Świetny ! Jak z resztą każdy ! <3
    Kocham to opowiadanie... Po prostu kocham :3

    OdpowiedzUsuń
  18. Świetny! Genialny! Cudowny! <3

    OdpowiedzUsuń
  19. Po raz kolejny cudowny rozdział. Severus powinien iść na odwyk. Tak samo jak Albus.
    Obaj uzależnieni. Jeden od alkoholu, drugi od cytrynowych dropsów.
    M.

    OdpowiedzUsuń
  20. Teraz jedyne, co mnie gryzie to to, że Severus zachowuje się tak... Otwarcie?
    Czuję od niego brak jego osobowości. Chwilami jest na luzie, potem zachowuje się jak rozkapryszone dziecko i na wszystko narzeka. Był on osobą kryjącą swoje uczucia i nie pragnął ich przed nikim wyjawić.
    Sama mam problemy z zachowaniem osobowości postaci :/
    Ale tak to nawet fajny rozdział, choć niezbyt ciekawa tematyka(jak dodatkowe chaptery w Naruto >.<)
    _____________

    elstella-x.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  21. rozdzial bardzo fajny i potrzebny, w koncu ladnie sie wypelnily te luki czasowe,;) kurcze. kim jest Snape dla Mariki?
    www.czarnekrolestwo.blog.pl

    OdpowiedzUsuń
  22. Piszesz, że ten rozdział jest krótki, ale nie wydaje mi się, aby taki był, przynajmniej w stosunku do poprzedniego. Mogę nawet powiedzieć, że jest trochę dłuższy. :)
    Snape mówi do siebie. Doskonale go rozumiem, też ze sobą rozmawiam, trzeba przecież od czasu do czasu porozmawiać z kimś inteligentnym. Taki żarcik-kosmonaucik, hehe. xD
    *Królowa Sucharów*
    Niepotrzebnie wspominasz w myślach Snape'a o jego mroczności i grozie, ponieważ to jest dla niego oczywiste. Inaczej by było w trzeciej osobie, bo narrator już nie jest tego taki pewien. Trochę mi się to skojarzyło z pewnym błędem, który popełniła Kamana, opisując swojego Toma (też w pierwszej osobie). Pisała, jaki to on nie jest sprytny i inteligentny, ale to brzmi bardzo nienaturalnie, ponieważ osoba, która jest o tym przekonana, nie musi sobie tego powtarzać.
    Nie można dostać apopleksji serca, bo apopleksja to udar mózgu. :/ Poza tym forma "apopleksja serca" nie występuje w słowniku. Można dostać albo apopleksji, albo ataku serca (ewentualnie ataku apopleksji, ale to też brzmi trochę koślawo). Musisz sprawdzać takie rzeczy, bo błędy merytoryczne (zwłaszcza tak proste) są chyba gorzej odbierane od jakiegoś drobnego ortografa.
    Już pod poprzednim rozdziałem pisałam, jak mi się podoba to, że zrobiłaś ze Snape'a amatora mocniejszych trunków. To nawet pasuje do wizerunku tego Snape'a, którego wykreowałaś, bo posiada on jakiś charakter (miejscami przebija się jeszcze swego rodzaju niedojrzałość, ale to można bardzo prosto usunąć). Jednak brakuje mi tutaj opisu jego podpicia. Nie mówię, że musi od razu narzygać na wszystko, co znajduje się w promieniu dwóch metrów, nie musi się przewracać, ale ognista whisky czy podobny alkohol musi mieć wpływ nawet na Snape'a, który ma (wychodzi na to) dość mocną głowę. Mogą to być jakieś nieskładne myśli, jakieś powtórzenia czy takie dopowiadania, urwane zdania, "mamrotanie" do siebie w myślach, że o czymś pomyślał, ale zapomniał... Możesz opisać też typowo fizyczne objawy - jakiś zamazany obraz, czkawkę, miłe rozgrzanie... Co chcesz. :) Nie trzeba pić alkoholu, żeby dobrze pisać o takich rzeczach. Nie miałam w ustach kropli alkoholu, ale nadrabiam tę "niewiedzę" poprzez obserwację i zwyczajne pytanie znajomych o to, jak się czują po alkoholu. xD Taki drobny, kilkuwersowy opis niby niczego do opowiadania nie wniesie, ale podkreśli autentyczność. No i Twój profesjonalizm, bo osoby, które zajmują się sztuką (czy to muzyka, malowanie, taniec, czy pisanie) muszą mieć otwarte oczy. Oczywiste musi być dla nich, że to, co tworzą, musi być dobre. Mogą mieć do dzieła krytyczne podejście (zazwyczaj tak jest - nie pamiętam, abym ostatnio była zadowolona z tego, co napisałam, wiem, że stać mnie na więcej, ale nie potrafię sprecyzować, co dokładnie bym zmieniła), ale podchodzą do jego tworzenia tak, jakby od tego zależał los całego świata. Nie ma w sztuce miejsca na bylejakość, a TYM BARDZIEJ nie ma w nim miejsca na ignorancję. Nawet wtedy, kiedy są to tak z pozoru nieistotne fakty, jak mały opis podchmielenia. :)
    *znowu będę dzieliła komentarz na części*
    Pomijając moje filozoficzne wywody (wiedziałam, że w końcu nadejdą, ale nie podejrzewałam, że to będzie pod trzecim rozdziałem ;_;) i zawracanie tyłka...

    OdpowiedzUsuń
  23. Trochę za dużo wspominasz o Marice. *nie, jednak nadal zawracam tyłek* Rozumiem, że jest to ważny temat, w końcu Twoje opowiadanie jest stricte pairingowe (adres bloga mówi sam za siebie - Sevika. I to nie jest zwykła Sevika, tylko ONLY Sevika, ale nie bierzmy tego tak dosłownie). Wiem, wszędzie próbuję przemycić jakieś swoje rady, które wręcz wpycham ludziom do gardeł, ale przypuszczam, że Severus i Albus mają naprawdę wiele innych, ważniejszych tematów do rozmów. Snape ma zabić Dumbledore'a! Jestem pewna, że chciał mu to wyperswadować nie raz i nie dwa. Może mogliby o tym pogadać? Albo o czymś jeszcze innym? W końcu Dumbledore otrzymuje od Severusa regularne raporty o tym, co robi Voldemort, a Voldemort z pewnością oczekuje od Severusa regularnych raportów dotyczących Zakonu, więc tematy między wspomnianą dwójką są naprawdę wielobarwne. Wiem, że to jest dość trudne odwrócić się plecami do swojego głównego bohatera, sama dość długo z tym walczyłam, bo miałam tyle do powiedzenia o swoich OC, że mogłabym tylko o nich pisać, ale wypada od czasu do czasu wspomnieć o czymś innym. To jest jakaś odmiana marysuizmu, nie musi to dotyczyć bohatera (Twoja postać może nawet nigdy nie stać obok Mary Sue), ale odnosi się do autora, który albo nie chce, albo ma problem z wymyśleniem fabuły dla innych bohaterów i po prostu dla opowiadania. Pisanie o OC jest właśnie o tyle trudniejsze od pisania o bohaterach z kanonu, że trzeba się oddalić od nawijaniu o swojej nowej postaci, więc wymaga to dodatkowego obmyślenia tych prostych, corozdziałowych wątków, ale w momencie, kiedy już sobie to przyswoisz i spróbujesz, stanie się to dla Ciebie tak naturalne, że jeszcze się sama z siebie będziesz śmiać. Tak, jak ja śmieję się z siebie. xD
    Popatrz, nie skończyłam jeszcze oceniać jednej części (dzielę sobie rozdział na części po tych gwiazdkach), a już jest drugi komentarz, czyli jednak ten rozdział nie jest taki krótki. Albo ja jestem dziś trochę bardziej rozgadana, taka opcja też istnieje.
    Chyba wolę świat opisywany z perspektywy Mariki, przynajmniej na chwilę obecną. Wzbudza we mnie pozytywne uczucie, a Snape wydaje mi się nieco przerysowany. Jego myśli jeszcze są okej, ale sposób, w jaki rozmawia z Dumbledore'em... Tego niestety nie kupuję. xD
    Jeśli bawisz się metaforą, musisz "cudzysłowować" każdego wyrazu, który jest metaforą, więc zielony dywan jako trawa może spokojnie sobie istnieć bez cudzysłowu. :)
    Pomysł z różdżką nie jest czymś, co urywa pośladki, ale absolutnie nie jest czymś, co mogłoby być dla fabuły obojętne. A już tym bardziej obojętne dla stosunków między postaciami. Gdybym to ja się dowiedziała, że mój ojciec to czarodziej i zostawił mi różdżkę, natychmiast ogarnęłyby mnie wątpliwości. Może warto pociągnąć ten wątek?
    Miło, że w drzwiach pojawił się Lucjusz i Draco (choć ten "wujek Severus" trochę mi zamieszał w głowie - to było z ironią? Czy Malfoy naprawdę tak się do niego zwraca? Bo chyba mi umknęło...), może nareszcie pojawi się jakiś poważny temat.
    Nope, chyba jednak nie pogadają. :/ Wątpię, aby Malfoy pofatygował się do Snape'a, aby mu powiedzieć, że czuje się zniesmaczony szlamą w Hogwarcie. I po co tam Draco? Musisz wczuć się w postać dorosłego. Wiem, że to nie jest proste, ale problemy nastolatków brzmią w ustach dorosłych bardzo naiwnie. A skoro już mają takie poglądy, to niech chociaż wypowiadają je jakoś tak... bardziej elokwentnie albo twardo. Rzucanie "szlamami" i "pieprzeniami" na prawo i lewo nie jest tego oznaką, ponieważ dorosły nie musi podkreślać każdym swoim słowem, że jest już dorosły i może przeklinać. To jest raczej domeną nastolatków.

    OdpowiedzUsuń
  24. Okej, podsumowując: nie jest to rozdział aż tak nieznaczący, jak piszesz na górze, aczkolwiek ja na Twoim miejscu wyciągnęłabym z tego więcej:
    1. emocji,
    2. naturalności,
    3. opisów.
    No i oczywiście dojrzałości bohaterów, ale do tego jest potrzebne zagłębienie się w postać. Trochę się tego obawiam, bo w Twoim opowiadaniu (jak na obecną chwilę) masz bardzo niewielu bohaterów, a jedynie Snape i Marika posiadają jako tako ulepione charaktery. Rodzina Mariki to papierowi bohaterowie... Lucjusz tak samo. Rozumiem niezdecydowanie co do OC, ale jednak Malfoyowi mogłaś zostawić trochę tego cynizmu i ukrytej pod maską elegancji wulgarności. Stereotypowi arystokraci właśnie tak są kreowani, a Rowling niestety tego nie złamała. Jak jutro wrócę z Krakowa, to przeczytam czwarty rozdział, mam nadzieję, że spostrzegę progres. xD

    OdpowiedzUsuń
  25. Uwielbiam te twoje porównania *-* są takie fajne i adekwatne do rzeczywistości. Rozdział jest na pewno dłuższy od poprzedniego. Na początku można było pomyśleć, że rozdział jest typowym ,, zapychaczem", ale wcale tak nie jest. Samo spotkanie Lucjusza i Dracona ze Snapem jest bardzo ciekawe. Spodobały mi się te opisy arystokratycznosci Lucjusza, a jeszcze bardziej od nich jego dialogi ze Snapem, który najchętniej by wybuchnąć i rozwalił wszystko co stoi na jego drodze. Zainteresowała mnie Twoja kreacja postaci Dracona, choć tak naprawdę ja nienawidzę tek postaci, ale u ciebie wyszedł mały uroczo-arystokratyczny chłopczyk, który chce być traktowany jak dorosły, chociaż nim nie jest. Nie wydaje się on zagubiony, wręcz kipi pewnością siebie i taką jakąś elegancją księżniczki. Te połączenie jest komiczne, oczywiście w dobrym znaczeniu. Snape oczywiście wkurzony taki trochę jak bomba zegarowa (przynajmniej ja go takiego widzę). Dumbledore oczywiście wyszedł na dropsiarza, kto jak kto, ale on by mógłby jeść non stop.
    No to tyle. Cieplutko pozdrawiam.
    ~The princess of the moon

    OdpowiedzUsuń

Layout by Alessa