piątek, 1 sierpnia 2014

Rozdział II

Witam. Powiem szczerze, że nie jestem zadowolona z rozdziału, ale pisałam go kiedyś, kiedyś, a teraz nie chce mi się poprawiać... Nie ważne. Miłego czytania oraz prosiłabym o komentarze.



Chodziłem zdenerwowany po gabinecie dyrektora. Dumbledore zdecydował za mnie, jak spędzę drugą połowę zasłużonego czasu wolnego. Nareszcie miałem chwilę na odpoczynek po nieznośnych dziesięciu miesiącach spędzonych z tępymi bachorami, a koniec końców będę musiał zajmować się jakimś gówniarzem. Spojrzałem na Albusa z nieukrywaną niechęcią. Siedział w fotelu za biurkiem i pochłaniał nałogowo te swoje cholerne cytrynowe dropsy. Uśmiechał się do mnie, jak gdyby nigdy nic. Cholerny starzec.
Wyjaśnij mi jeszcze raz, dlaczego muszę być to ja? — mówiłem szybko, starając się opanować głos. — Dobrze wiesz, że nie lubię dzieci, a one nie lubią mnie. Minerwa ma dobre kontakty z bachorami, niech to będzie ona.
Oparłem się o biurko rękami — musiałem coś z nimi zrobić, gdyż jeszcze bym go uderzył. Prychnąłem pod nosem, śmiejąc się z siebie. Sam się oszukiwałem, nie tknąłbym Albusa. Szanowałem tego człowieka, wręcz podziwiałem, lecz w gorszych chwilach (takiej jak ta) uwielbiałem uwalniać swoje emocje poprzez obrażanie go. Oczywiście nigdy nie ośmieliłem się zrobić tego nagłos.
Chcę byś, to był ty — odpowiedział spokojnie, całkowicie ignorując moje zdanie.
Dlaczego? — zapytałem przez zaciśnięte zęby.
Uważam, że właśnie ty będziesz odpowiednią osobą, by wprowadzić to biedne dziecko w nasz świat. Bądź tu przed jedenastą. Jako że mi pomagasz, od dzisiaj możesz się teleportować z i do Hogwartu.
Cóż za dobroć z twojej strony, Albusie. — Słowo Albusa Dumbledore'a było święte. — Miejmy nadzieję, że żaden wilkołak na mnie nie poluje i będę mógł się jutro pojawić w szkole. Chociaż z drugiej strony nie byłoby to, aż tak złe.
Po tych słowach teleportowałem się. Nienawidziłem odwiedzać gabinetu dyrektora. Za każdym razem, gdy zjawiałem się w biurze Albusa, dowiadywałem się o absurdalnych rzeczach, mogących doprowadzić mnie do samobójstwa. Nawet hybryda Pottera-i-Blacka nie była tak dobra w mojej destrukcji. 
***
Ostatni dzień wolności spędzałem w swoim domu w Walii. Siedziałem na kanapie, popijając wino. Skupiłem swoją uwagę na szkarłatnym płynie, obserwując, jak obija się o kryształowe ścianki kieliszka. Byłem wzburzony, przez co zdecydowanie trudniej mi się myślało. Na taki stan nie mogłem sobie pozwalać. Odetchnąłem głęboko, starając się pokonać wściekłość. Nie podziałało.
Przeczesałem włosy palcami, zaciskając mocno powieki. To się nie działo, Albus nie mógł mi tego zrobić, powtarzałem w głowie jak mantrę. Przetarłem twarz, wypuszczając głośnio powietrze z płuc. Przez najbliższy miesiąc musiałem użerać się z głupim bachorem. Fakt, nie miałem nic do roboty, nie miałem rodziny ani przyjaciół (nie licząc Lucjusza oraz Henricha), mogłem spokojnie wypełnić powierzone mi zadanie. Problem leżał w tym, że dwumiesięczna przerwa była mi potrzebna do okiełznania mojego piekielnego temperamentu. Albus widocznie o tym zapomniał i zwalił mi na głowę jakąś durną istotkę. Sama myśl o użeraniu się z tym dzieciakiem przyprawiała mnie o mdłości. Załamany, jęknąłem głośno, przeklinając się za brak stanowczości wobec Dumbledore'a. Nigdy nie potrafiłbym mu odmówić, prawdopodobnie nie miałem też do tego prawa.
Po opróżnieniu butelki drogiego wina stwierdziłem, iż jednak nie był to odpowiedni alkohol, do upicia się.
Możliwe, że nie będzie aż tak źle? — zacząłem mówić do siebie, jak miałem w zwyczaju. — Zrobię kilka groźnych min a on... Ona... Cholera, nawet nie wiem, jaka to płeć. W każdym razie i tak będzie przerażone, każdy jest. Jestem pieprzonym postrachem Hogwartu. Chryste, o czym ja mówię...
W swoim krótkim monologu dostrzegłem paplanie alkoholika. Choć umysł wydawał się trzeźwy, to jednak nie panował nad słowami, które opuszczały moje usta. Zaśmiałem się histerycznie, po czym odstawiłem silnie kieliszek na niski stolik.
Mijały kolejne minuty, a ja siedziałem na kanapie, wpatrując się w ciemny krajobraz za oknem. W końcu wstałem i ruszyłem niepewnym krokiem do sypialni. Położyłem się na dwuosobowym twardym łóżku o barwach Slytherinu. Całe mieszkanie skąpane było w najróżniejszych barwach szlachetnej uspokajającej zieleni. Przed zaśnięciem udało mi się wyciszyć umysł, zablokować wszystkie niepożądane myśli. Leżałem na plecach i wpatrywałem się w sufit niczym w niebo zalane najpiękniejszymi gwiazdami.
***
O godzinie dziewiątej obudziły mnie nieznośne promienie słońca. Skrzywiłem się, zerkając na niezasłonięte okna...
Cholerna jasność — mruknąłem, mrużąc oczy.
Podniosłem się i siadłem na skraju łóżka. Rozejrzałem się dookoła nieprzytomnym wzrokiem, przecierając kark. Przejechałem po suchych ustach, myśląc w tamtej chwili tylko o szklance lodowatej wody. Opadłem do tyłu, zaraz tego żałując. Ból głowy rozszedł się po całym ciele, paraliżując mnie na ułamek sekundy. Jęknąłem cicho, wracając do pozycji siedzącej.
Poprzedniej nocy zmarnowałem dziesięcioletnie wino na pijackie żale, a rano nawet nie potrafiłem się pozbierać. Starzałem się i przerażało mnie to. Przejechałem rękoma po pomiętej szacie, zaraz sięgając do szafki nocnej, w celu wyciągnięcia z niej tak zwanego kolokwialnie „eliksiru na kaca”. Wypiłem go jak najszybciej, delektując się idealnym chłodem napoju. Zaledwie po kilku minutach ból minął, ale nie wstyd — na to nie było eliksiru.
Muszę uwarzyć nowe porcje „lekarstwa” — mruknąłem i zapisałem w głowie ważną informację. Zostały tylko trzy fiolki mikstury, a nie wiedziałem, kiedy ponownie najdzie mnie ochotą na schlanie się. — Lepiej, gdybym po prostu przestał pić — dopowiedziałem z kpiną.
Rozciągnąłem się, co za skutkowało cichym strzyknięciem w plecach. Podniosłem się z łóżka i skierowałem się do łazienki. Przemyłem twarz, następnie odkręciłem kurki, nalewając wody do wanny. Włączyłem Beethovena, zanurzając się w gorącej wodzie. Moje ciało od razu zrobiło się czerwone od wysokiej temperatury, woda parzyła mnie, odczuwałem ból, lecz to mi nie przeszkadzało. To dziwaczne drażnienie skóry działało na mnie odprężająco. Przez posługę u Czarnego Pana uzależniłem się od cierpienia, mniejszego, jak i większego.
Siedziałem w wannie, dopóki woda nie zrobiła się całkiem lodowata. Gdy wyszedłem z łazienki, było już po dobrze dziesiątej. Ubrałem się, w swoje tradycyjne czarne szaty i zabrałem się do sprzątania po wczorajszym piciu. Zignorowałem swój ból, wypijając jedynie filiżankę zielonej herbaty i teleportowałem się do Hogwartu.
Już chwilę później patrzyłem obojętnym wzrokiem na Albusa, który karmił swojego płomiennego feniksa. Ptak wyglądał żałośnie, niedługo miał spłonąć, aby móc odrodzić się na nowo. Dlaczego ludzie tak nie potrafili? My się spalaliśmy i zostawała po nas tylko kupka szarego proszku, nic więcej.
Dyrektor odwrócił się z uśmiechem, przez co przeszedł mnie dziwaczny dreszcz. Starzec zasiadł w swoim czerwonym fotelu.
Witaj, Severusie — odezwał się łagodnie. Kiwnąłem głową na przywitanie i powiedziałem:
Ubolewam nad tym, że żaden wilkołak nie zjawił się w moim domu, by zakończyć moje marne życie i uniemożliwić mi przybycie tutaj. Naprawdę...
Bardzo pozytywne myślenie, mój przyjacielu. Domyślam się, że chcesz się czegoś dowiedzieć o osobie, którą będziesz się opiekować przez najbliższy miesiąc?
Tak, wręcz usycham z ciekawości — odpowiedziałem ironicznie, uśmiechając się drwiąco.
Rozumiem — zaczął, ignorując mój ton głosu. — Twoją podopieczną jest Marika Snape.
Chwila...
Maszyny w moim mózgu zaczęły pracować na najwyższych obrotach. Mógłbym przysiąść, że Albus słyszał śrubki trzeszczące, kiedy w końcu doszło do mnie, co dyrektor powiedział.
Marika Snape. Snape? Drogi Merlinie, to musiał być żart, bardzo kiepski żart... Albus się ze mną droczył, nie było innego wyjścia. Jedno zerknięcie w jego niebieskie oczy powiedziało mi, iż ten mówił poważnie. Niestety, tak absurdalne słowa wydostające się z ust Dumbledore'a zazwyczaj okazywały się prawdą. Cholera jasna!
Nie mogłem tracić nad sobą kontroli, starałem się uspokoić, ale nie potrafiłem. Wściekły patrzyłem na dyrektora, milcząc. Bez słowa usiadłem naprzeciwko mężczyzny, czekając na jego słowa; na jakiekolwiek wyjaśnienie.
To tylko zbieżność nazwisk. Nie bój się, mój chłopcze, jeśli zda wszystkie testy, po jej przybyciu do Hogwartu ogłoszę to, aby nie było żadnych obiekcji.
Oczywiście, że tak, tego byłem pewien, nie miałem żadnych wątpliwości! To jednak mnie nie uspokajało, chyba też nie myślał, że załatwi tak całą sprawę.
Albusie, prosisz mnie o matkowanie jakiejś gówniarze mimo tego nazwiska? Dlaczego w ogóle ją tu ściągasz? Wiesz, że nie obejdzie się bez plotek. Nikt nie da wiary, iż nie mamy ze sobą żadnego powiązania. Nawet jeśli nie wierzą, iż mogłem kogoś mieć, to nie znaczy, że nie nazwą jej moją córką.
Marika ma szesnaście prawie siedemnaście lat, ty trzydzieści. Jeśli ktokolwiek zna podstawy matematyki, to wątpię, aby pomyślał, że Severus Snape w wieku czternastu lat zapłodnił jakąś dziewczynę. — Zaśmiał się. Moje spojrzenie w tamtej chwili mogłoby ciąć szkło. Uspokoiłem się, przynajmniej powierzchownie.
Ufam Ci, Albusie...
Wcale mu nie ufałem (w każdym razie nie do końca), ale liczyłem, że jeśli to powiem, może Albus mnie zwolni z tego zadania. Uświadomi sobie bezsens sytuacji i to jak bardzo nie nadawałem się do niańczenia dzieci.
Wiem. — Jednak nie doszedł do takiej konkluzji. — Jeśli chodzi o Marikę, to raczej nie będziesz miał z nią problemów. Ma naprawdę dobre oceny, jest także dobrze wychowana.
Z eliksirów także? — Zignorowałem drugą część zdania.
Interesujące, choć raczej nic specjalnego... Zapewne u nauczycieli z Ministerstwa Magii nie trudno o wysokie stopnie.
Najlepsza jest co prawda z zielarstwa, ale z eliksirów niewiele gorsza.
Zobaczymy, jak poradzi sobie na moich lekcjach. O ile zda testy — dokończyłem szeptem.
Sevrusie, proszę bądź dla niej... Miły. Uprzejmy. Znośny. Nie taki jaki potrafisz być dla Gryfonów. — Spojrzał na mnie przenikliwie znad połówek okularów. —Chorowała bardzo długi czas, była bliska śmierci i raczej nie ma żadnych bliższych znajomych, na których mogłaby się wesprzeć.
Nagle coś we mnie drgnęło. Oczywiście, że tak, nie byłem robotem, wiedziałem co to empatia. Dziewczyna prawie trafiła na tamtą stronę wcześniej niż powinna i miała zacząć żyć od nowa, a ja, Severus Snape, zostałem wybrany, by wprowadzić to dziecko na nową drogę. Albus był (czasem) wielkim idiotą.
Postaram się — powiedziałem bez większego przekonania. Nie mogłem obiecać niczego dyrektorowi, ale skoro dziewczyna rzeczywiście potrafiła się zachowywać, to nie widziałem powodu, dla którego miałbym traktować ją gorzej od Krukonów.
Chyba już wiesz wszystko, co najważniejsze, Severusie. Masz jakiekolwiek pytania?
Miałem ich niezliczenie wiele, tylko kiedy chciałem któreś zadać, myśl uciekała mi i milczałem dalej.
Nie, nie mam.
W takim razie zostało ci tylko jedno: musisz ją poznać — rzekł z zadowoleniem, po czym nas teleportował. 
***
Tak, jak myślałam, rodzice byli zadowoleni. W końcu miałam wyrwać się z domu, zdobyć przyjaciół, zaczerpnąć zapachu życia. Rodzice przez te wszystkie lata martwili się, że brak znajomych źle wpłynie na moją psychikę. Wszystko miało się zmienić w Hogwarcie, o ile nie zostanę jakimś szkolnym dziwakiem lub nie odtrącą mnie z powodu przeszłości. Zrobiłam kilka głębokich wdechów, zaciskając dłonie w pięści. Czarne scenariusze (na moje nieszczęście) były moją specjalnością.
Najpierw musiałam zdać testy, ale to nie stanowiło raczej większego problemu. Do tamtej pory zajmowałam się tylko malowaniem oraz nauką. Znałam każdy temat prawie perfekcyjnie, uczyłam się materiału na bieżąco, a nawet i do przodu. Lubiłam to. Gdy zaczęłam indywidualne nauczanie, zobaczyłam, jakie życie mugoli jest nudne i nieraz szare. Czarodziejska rzeczywistość wydawała się bajeczna. Kiedy byłam mała, mama nie raz czytała mi książki o krwiożerczych wampirach i pięknych elfach, ale nigdy bym nie pomyślała, że one naprawdę istnieją. Już nie wspominając o zaklęciach, które tak bardzo ułatwiają oraz urozmaicają życie.
Nie mogłam doczekać się przyjazdu do Hogwartu. Nareszcie czekały mnie prawdziwe lekcje, a nie to, co przeżywałam z tą imitacją nauczycieli. I jeszcze mecze Quidditcha! W końcu mogłam polatać na miotle, zobaczyć jak to jest. Las, jezioro, zamek, Hogsmeade! Wszystko pragnęłam zobaczyć.
Rozmyślałam o swoim nowym przyszłym życiu, siedząc na kanapie i czekając na gości. Przyłapałam się na tym, że od czasu do czasu przygryzałam ze zdenerwowania wargę. Zerknęłam na zegar ścienny, była już dokładnie jedenasta. Do drzwi ktoś zapukał.
Niesamowita punktualność... — mruknęłam do siebie tak.
Podbiegłam do drzwi i otworzyłam je. Przed nimi stała dobrze już mi znana osoba — Albus Dumbledore. Po prawicy dyrektora pojawiła się groźnie wyglądająca postać. Chudy, wysoki mężczyzna o czarnych, tłustych włosach, ziemistej cerze i haczykowatym nosie wpatrywał się we mnie z niechęcią. Ubrany był w długą hebanową szatę. Nie wyglądał zbyt przyjemnie, choć stwierdzenie to stanowiło spore niedopowiedzenie.
Czułam, że stoję przed swoim własnym katem, choć mogłam trochę przesadzać. Był po prostu przerażający, przypominał mi czarnego kruka, zasiadającego na bezlistnym, spróchniałym drzewie. Próbowałam się do niego uśmiechnąć, ale czułam, iż mój gest uprzejmości tylko bardziej rozdrażni mężczyznę. Odwróciłam wzrok od profesora i skupiłam się na dyrektorze.
Dzień dobry, proszę wejść.
Dzień dobry — odpowiedział radośnie, przekraczając próg mieszkania. Za nim poruszał się „człowiek od śmierci”.
Gdy znaleźli się w środku, Dumbledore zajął to samo miejsce co ostatnio. Drugi mężczyzna stanął obok kanapy i zaczął się rozglądać po salonie. Na jego twarzy było widać zniesmaczenie. Nie musiałam być Sherlockiem Holmesem, aby wiedzieć, iż nie był zachwycony pobytem w moim domu. Poczułam się znowu jak na lekcjach z nauczycielami z ministerstwa.
Nie chce pan usiąść? — zwróciłam się niepewnie, ale z szacunkiem do mrocznej postaci.
Dziękuję, postoję — odpowiedział cicho, jednak na tyle głośno, aby usłyszeć każde jego słowo. Miał ostry, niski głos, przesiąknięty negatywnymi uczuciami.
Usiadłam na kanapie i odwróciłam się twarzą do dyrektora. Albus widząc to, odezwał się, zaczynając:
To jest twój przyszły nauczyciel eliksirów: Severus Snape.
Chwila ciszy, musiał dać mi minutkę, na ogarniecie tego, co usłyszałam. Zerknęłam na profesora Snape'a zaskoczona. Niefortunna zbieżność nazwisk musiała go doprowadzić do szału, o dziwo nie byłam zaskoczona, wręcz go rozumiałam. Z drugiej strony nie było moją wina, iż nazywałam się tak, a nie inaczej.
Czy nasze wspólne nazwisko nie przysporzy Profesorowi Snape'owi kłopotów, dyrektorze?
Nie, nie bardzo mnie to obchodziło. Sama nie chciałam mieć problemów już na samym początku szkoły.
Oczywiście, że nie. — Uśmiechnął się pocieszająco. — Wszystko załatwię. W tej chwili to nieistotne. Za dwa dni odbędzie się pierwszy test. Z czego chcesz najpierw zdawać? Wybór należy do ciebie.
Myślę, że z eliksirów.
Eliksiry są trudną dziedziną naukową, lecz sprawiały mi najwięcej radości. Tylko zielarstwo mogło konkurować z ważeniem mikstur.
Dobrze. — Dyrektor zerknął przelotnie na młodszego mężczyznę. — Test rozpocznie się o godzinie dziewiątej, profesor Snape przybędzie po ciebie piętnaście minut wcześniej. Ubierz się, w co chcesz, na sali będą tylko trzy osoby — ty, twój dotychczasowy nauczyciel eliksirów i Severus.
Rozumiem. Testy będę mieć codziennie przez tydzień?
Tak. Praktyczne i teoretyczne. Jak mówiłem, nie masz się czego bać. Pójdzie ci z pewnością rewelacyjnie. Jeśli tak się stanie, a nie wątpię w to, Severus będzie do twojej dyspozycji. Zostanie twoim przewodnikiem po Alei Pokątnej.
Spojrzałam profesora Snape'a, który z kolei wpatrywał się w Dumbledore'a z gniewną obojętnością (tylko on był do tego zdolny). Byłam zdziwiona i zaciekawiona decyzją dyrektora, ale pierwsze uczucie zdecydowanie wygrywało. Liczyłam na miłego opiekuna, będącego po części moim przyjacielem. Bardzo szczeniackie i naiwne podejście do sprawy, za to logiczne. Snape nie był logiczny, nie pasował do tej sprawy.
Czy coś się stało, Mariko? — zapytał troskliwie dyrektor. Tak, stało się.
Nie, nic.
Uśmiechnęłam się. Maska radości stawała się kłopotliwa.
Cieszę się. — Wstał, przejechał po szacie dłonią, jakby chciał ją wyprostować lub strzepać niewidzialny kurz. — Mam jeszcze trochę zajęć na dzisiaj, więc będę się zbierał. — Snape zrobił krok ku wyjściu. — Nie, Severusie, ty zostajesz. Zapoznaj się ze swoją nową uczennicą. W końcu musisz nadrobić te pięć straconych lat.
Dyrektorze... mogę z panem na słowo? — wysyczał Snape przez zęby.
Odeszli na bok, wymienili zaledwie dwa zdania, gdyż zaraz Dumbledore powiedział na głos coś niezrozumiałego i po chwili już go nie było. Mężczyzna, który pozostał w domu, szeptał do siebie pod nosem. Po chwili usiadł na drugim krańcu kanapy.
Dwie równie blade postacie, ubrane w równie ciemne stroje i mające takie same kruczoczarne włosy patrzyły na siebie z niechęcią pomieszaną z obojętnością. Z tego nie mogło wyniknąć nic dobrego. Nawet nie domyślali się, iż spotkali się już w przeszłości. 
***
Naiwny, głupi Albus — zakląłem cicho.
Usiadłem obok dziewczyny zdenerwowany. Dumbledore mógł mnie uprzedzić o moim dłuższym pobycie o biednej istotki, domyślam się jednak dlaczego mnie o tym nie poinformował. Sprzeciwiałbym się, a on nie miał ochoty tracić czasu na moje bezsensowne spieranie się, skoro Albus i tak postawiłby na swoim. Doskonały manipulant... Nie chciałem zaprzątać swojej głowy lalkarzem-dyrektorem, zamiast tego wolałem myśleć o tym, co mógłbym w tamtej chwili robić... Teoretycznie wszystko było lepsze od siedzenia obok młodej czarownicy. Nie rozumiałem jej (choć bardziej Albusa). Zawracała głowę najpotężniejszemu czarodziejowi tamtych czasów swoją nudną, przeciętną osoba. Takich jak ona było tysiące. Miała przecież wykształcenie, a pracę w świecie magii i tak by dostała. Tylko wciągnęła mnie w swoje problemy... A właściwie nawet nie ona — Dumbledore.
Dziewczyna wpatrywała się na mnie, bez problemu to wyczułem. Również spojrzałem na nią, analizując czarownicę. Obojętny wzrok, trochę ukrytej niechęci. Kąciki ust lekko uniesione w górę, czyli pragnie nawiązać jakikolwiek kontakt, nie skreśliła mojej postaci do końca (jaka szkoda). Wyprostowana, na pierwszy rzut oka pewna siebie, lecz mocno zaciśnięte dłonie w pięści zdradzały niepokój czarownicy. Możliwe, że maluje, opuszki palców ubrudzone w niebieskiej farbie. Dobrze Albusie, zrobię to, co do mnie (nie)należy i cię posłucham. Będę MIŁY.
Dlaczego eliksiry?
Właśnie — dlaczego?
Wydaje mi się, że je po prostu lubię. Są interesujące. Jeśli je zdam jako pierwsze, będę usatysfakcjonowana.
Mówisz to żeby mi się podlizać? — zapytałem z kpiną w głosie.
Nie. Wolę zyskać pana uznanie tym, co zrobię, a nie podlizywaniem się.
Zmarszczyła brwi. Wyglądała tak, jakby się powstrzymywała, by nie powiedzieć czegoś więcej. Mądrze.
W jakim domu chcesz się znaleźć? — ciągnąłem znudzonym głosem rozmowę. Skrzyżowałem ręce na piersi, nie spuszczając wzroku z panny S.
Nie myślałam o tym... To ma jakieś znaczenie? — zapytała niepewnie.
Oczywiście, że ma. Chciałabyś zostać przyjęta do Gryffindoru? — ostatnie słowo wręcz wysyczałem. Drogi Merlinie, jak przyjęcie do domu mogło nie mieć znaczenia?
Puchoni są lojalni, ja nie wiem, czy taka jestem. Nie miałam przyjaciół i nigdy nie znalazłam się w sytuacji, w której mogłabym to stwierdzić. Gryfoni odważni... Nie bałam się śmierci, gdy umierałam. To się liczy?
Interesująca postawa, musiałem to przyznać. Nie często można było spotkać szesnastoletnie dziecko mówiące o śmierci z taką beztroską.
Nie wiem, czy to się liczy. Nie jestem Tiarą Przydziału — odrzekłem. Nie potrafiłem, a raczej nie chciałem znaleźć lepszej odpowiedzi.
Hmm... chyba jednak wiem. Chciałabym trafić do Slytherinu — powiedziała z lekkim uśmiechem.
Dlaczego?
Slytherin był najlepszym domem, lecz jednocześnie najgorszym. Ma w sobie mrok, który nie każdy potrafi okiełznać. Voldemort był tego najlepszym przykładem, w gruncie rzeczy ja także.
Tylko z jednego prostego powodu, profesorze. Kocham kolor zielony.
Uniosłem nieznacznie brwi zdziwiony odpowiedzią czarownicy. Wybieranie domu z powodu koloru wydawało się wyjątkowo głupie, nawet jeśli zieleń jest piękna.
Jestem opiekunem Ślizgonów.
I co? Zadowoleni są z pana uczniowie?
Grzeczniej, nie zapominaj, z kim rozmawiasz — poczułem dziewczynę, na co ta się lekko skrzywiła. — Zadowoleni czy nie, przynajmniej nie zachowują się jak zwierzęta wypuszczone z zoo. Nie są jak Gryfoni.
Marika uśmiechnęła się szeroko. Zdezorientowany, odebrałem ten gest jako kpinę. Spiorunowałem dziewczynę wzrokiem, ale w tamtej chwili nie robiło to na niej większego wrażenia.
Czy mógłbym wiedzieć, co cię tak rozbawiło? — wysyczałem.
Pan, profesorze. — Mała, bezczelna gówniara. — I ten pana zabójczy wzrok, kiedy pan mówi o Gryfonach. Musi ich pan naprawdę nienawidzić. Nie chciałabym zostać jednym z nich.
Muszę cię zmartwić, z taką bezczelnością i arogancją, wyglądasz na szablonowego Gryfona.
Nie jestem bezczelna... Trochę. Przepraszam.
Zaliczyłabyś szlaban, gdyby nie fakt, że nie znajdujemy się w szkole. Porządkowanie słojów z wnętrznościami zwierząt, wydawałoby się odpowiednią karą. I czyszczenie kociołków.
Ohyda... — skomentowała krótko. Niesmak miała wypisany ma twarzy. Czułem, iż nie ominie jej ten rodzaj rekreacji.
Bądź przygotowana na szlaban, panno Snape.
Westchnąłem ciężko w duchu. Snape, Snape, Snape. To było zbyt absurdalne, byłem pewien, że nigdy się do tego nie przyzwyczaję. Nigdy.
Mam nadzieję, że profesor Dumbledore dosadnie wszystkim wytłumaczy, że to tylko zbieżność nazwisk.
Nie odpowiedziałem, nie miałem ochoty rozpoczynać kolejnego wątku rozmowy, szczególnie kiedy temat dotyczył MOJEGO nazwiska. Podniosłem się, poprawiając szatę.
Zjawię się u ciebie za dwa dni w czwartek, przed dziesiąta. Nie zaśpij, bądź gotowa i czekaj na mnie — poinstruowałem Marikę.
Tak jest, profesorze.
Również wstała i posłała mi, nie dokończa szczery uśmiech.
Do widzenia.
Nie czekając na odpowiedź, zniknąłem.

32 komentarze:

  1. Świetny rozdział <3 Tak dużo Severusa w Severusie :)
    Nie mogę się doczekać kolejnego. Znajomość Mariki i Snape'a taś niewinnie sie zaczęła xD
    Weny życzę :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje ^^ Staram się "idealnie" odwzorować Severusa.
      Kolejny w przyszłym, tygodniu.Tak.. Nawet nie wiesz jak to się skończy hyhyhy xd
      Dziękuję za komentarz.
      Pozdrawiam,
      Pani Snape

      Usuń
  2. Nie umiem komentować opowiadań noo :c ale jednym słowem mogę napisać, że jest to Boskie *-* czekam na kolejny rozdział :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję <3 Dla mnie nawet taki komentarz duuużo znaczy ^^
      Pozdrawiam.

      Usuń
  3. Denerwuje mnie to, iż w połowie zmieniasz narrację i nie chodzi mi o tekst podzielony gwiazdkami tylko o to:
    Chodziłem zdenerwowany po gabinecie dyrektora. Ten stary drań za mnie zdecydował co będę robił przez drugi miesiąc wakacji. Nareszcie mam czas na odpoczynek po tylu miesiącach spędzonych z tymi głupimi bachorami, a teraz jeszcze będę musiał się zajmować jakimś gówniarzem. Spojrzałem na niego ze złością. Albus siedział za swoim biurkiem jedząc te swoje cholerne cytrynowe dropsy. Uśmiechał się do mnie jak gdyby nigdy nic. Cholerny starzec.

    -Wyjaśnij mi jeszcze raz. Dlaczego muszę być to ja? - mówił szybko, ze zdenerwowaniem. - Dobrze wiesz, że nie lubię... dzieci, a one nie lubią mnie. Minerwa ma dobre kontakty z bachorami, niech to będzie ona.- Oparłem się o biurko rękami, musiałem coś z nimi zrobić, bo jeszcze bym go uderzył...

    -Chce byś to był ty. - Odpowiedział spokojnie ignorując całkowicie moje zdenerwowanie. Aż mnie ręce świerzbią... Albo różdżka.

    -Dlaczego do cholery? - powiedziałem przez zaciśnięte zęby.


    Najpierw Sev opowiada w sposób "pamiętnikowy", a później - nagle - zaczyna mówic jak o innej osobie.
    Zdarzyło ci się to dwa razy. Po za tym rozdział bardzo wciągający i ciekawy. Czekam na następny :) ~Panna Riddle

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tu nie ma zmiany narracji... Osoba opisuje w danej chwili co czuje, robi, myśli. Normalna pierwsza osobowa narracja. Jedynie literki uciekły w słowie " mówił".

      Dziękuję i pozdrawiam ^^

      Usuń
  4. Nie zawiodłaś mnie! To już coś :* Niestety znowu zauważyłem tu błędy oraz mnóstwo błędów interpunkcyjnych. Ale tak jak wcześniej wspominałem, nie jest to ważne. Czytało się to wspaniale. Może czytam to o 2 w nocy (dodam o innej porze, bo póki co piszą to offline :D ) i nie rozumuję tak jak powinienem, ale podobało mi się to i jestem bardzo ciekawy, jak rozwinie się znajomość Seva i Marrie. Znowu występowały pomniejszone niektóre litery, co denerwowało wzrok, ale przy tak wspaniałym opowiadaniu, to pestka! Gratulacje i pozdrowienia od

    Twojego Superraśnego chrześniaka, Maćka Riddle

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja swoich błędów nie widzę, beta oprawiała. Miała zły dzień, także nie ma się co dziwić, że cos poszło źle. Cieszę się, że się podoba i jakoś cię to zaciekawiło ^^ Pomniejszone litery to nie moja sprawka ;;

      Pozdrawiam,
      Pani Snape, twoja chrzestna

      Usuń
  5. Marrie kochanie moje (popierdoliło mnie chyba xD)
    Piszę tutaj za wszystkie twoje wpisy. Nadal uważam że powinnaś pisać dalej :3 Chcę więcej. Mimo że kilka razy czytałam, nadal są genialne!!!
    Czekam na więcej!
    Kath xD

    OdpowiedzUsuń
  6. Może to dziwne, ale jak dotąd najlepiej mi się czytało ten rozdział. Jest prawdziwy Severus, może z wyjątkiem alkoholu. No i Maroka, która jak widać nie do końca ma w sobie wszystko z Gryfona. Pojawił się też dyrektor ze swoimi intrygami... on chyba nigdy się nie zmieni ;)
    Croy http://black-redstart.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie alkohol pasuje mi do Severusa gdyż on chce zapomnieć niektóre rzeczy, ale mu się nie udaje. Z czasem będzie mniej pił. Marika - nie chce o niej za dużo jak na razie mówić, bo on ma całkiem rozbudowana historie. Albus >< Tak, on się nigdy nie zmieni.

      Usuń
  7. Ha! Ten rozdział był jeszcze lepszy niż poprzedni i wiesz, co? Urzekłaś mnie nim. Ale tak całkiem serio i mam ogromną nadzieję, że nie zepsujesz tego ;)
    Severus – geniusz xD A Albus… hm… Mam o nim takie zdanie: stary manipulator, który wszystko poświęci, by wygrać wojnę, ALE w sumie ktoś taki jest potrzebny i, jakby nie patrzeć, robi dobrze. Dla Większego Dobra, ech.
    Hihihi, zbieżność nazwisk, mówisz? xD A ja właśnie się zastanawiałam, dlaczego w twoich one-shotach ona nazywa się Snape, skoro nie jest jeszcze jego żoną. I myślałam nad tym, i myślałam, i myślałam, i nic xD A ty mi tu teraz, że to po prostu zbieżność nazwisk? Pff. xD Ale to w ogóle ciekawy pomysł.
    Eliksiry, eliksiry… ♥ Mam nadzieję, że zda śpiewająco, żeby Severus mógł ją trochę docenić xD
    No i tak… Rozmowa Severus/Marika była naprawdę dobrze napisana, z pomysłem, bez sztuczności i taka… szczera, ciekawa, pełna niedopowiedzeń, ale w końcu chyba o to chodzi, nie? :D
    No i, podoba mi się podejście Mariki to domów w Hogwarcie. Osobiście dla mnie również byłoby to ogromnie ważne, ale mimo to uważam, że Marika jest wyjątkowa mądra. I to, że chciałaby się znaleźć w Slytherinie, bo lubi zielony, jest takie prozaiczne, a jednak skłania do refleksji na temat tego, że przecież uczniowie to uczniowie i te podziały nigdy nie są takie do końca dokładne. Wystarczy spojrzeć na Petera – gdzie z nim do Gryffindoru? Albo taki Lockhart – ten debil do mojego ukochanego Ravenclawu? Chyba ktoś się mocno uderzył w głowę. Tiara Przydziału nie jest taka wszechwiedząca i, cóż, to nawet dobrze.
    Naprawdę ten rozdział był… och, no, po prostu genialny ♥
    Pozdrawiam, życzę weny,
    Basia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Severus zawsze pozostanie geniuszem.
      Albus - mam o nim takie samo zdanie i nie chce nić mówić, ale on ciągle mąci i będzie. Takie jego zadanie...
      Cod o nazwiska to nie chce nic mówić, bo to skomplikowane, ale na pewno nie zbieżność, tak jak twierdzi Marrie a Albus się z tym zgadza... O nie - kuwa za dużo napisałam o tym...
      Nie mogłam zrobić niczego za dużo... Marika jest nieufna, ale chce być miła. Snape nie chce być miły, ale ciekawość... Wiesz ślizgon sto pro :d
      Raczej osoba, która straciła możliwość pójścia do Hogwartu a teraz nagle ją odzyskała nie będzie wybrzydzać... Ale jakby miała już odpowiadać to Slytherin, bo zieleń :D Ja myślę, że w Peterze było dużo z gryfona, ale się wypaliło z czasem. Lockhart miał zapał do nauki, ale był mentalnym kretynem... Wbrew pozorom nauczył się jednego zaklęcia i to perfekcyjnie. Kocha książki i sam je pisze - mimo wszystko to prawda, ze się z nimi namęczył. Nie zapomnijmy, że jest zarozumiały, a osoby z tego domu takie są w mniejszym lub większym stopniu. Luna to chyba wyjątek, który potwierdza regułę.
      Dziękuję, cieszę się, ze się podoba <3
      Pozdrawiam,
      Marika Snape

      Usuń
  8. Mariko, czemu az tak odmlodzilas Severusa? Powinien byc troszke starszy... Ale to Twoje opowiadanie, rob jak chcesz :D
    Pierwsza uwaga: Nie wolno zmieniac rodzaju narratora w trakcie rozdzialu! Albo caly czas piszesz w pierwszej osobie albo w trzeciej.
    Po drugie: Snape ciagle "choleruje", doslownie. Sa inne wyrazenia, nie ograniczaj sie, haha :D
    Tresciowo rozdzial mi sie podoba. Interesuje mnie ta rzekoma zbierznosc nazwisk... I tak myspe ze cos sie za tym kryje!
    Pozdrawiam,
    Tristesse

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie odmładzam... Akcja się dzieje rok przed przybyciem Harry;ego do Hogwartu, czyli ma trzydzieści lat... żadne odmładzanie ^^
      Ach tak wiem, ale w jakimś komentarzu wyjaśniłam dlaczego jest taki błąd. To nic wesołego mieć dziwny program i komputer ;;
      On "choleruje", bo może XD Serio go tak widzę XD
      Wspólne nazwisko to też inna bajka ^^
      Pozdrawiam,
      Marika

      Usuń
    2. Wybacz z tym czasem akcji, dopiero jak zauważyłam, że Draco ma 10 lat to się skapnęłam xD W takim razie wszystko jest w porządeczku :3
      Pozdrawiam i zapraszam do mła x3
      http://hogwart-moimi-oczami.blogspot.com/

      Usuń
  9. Bardzo fajny rozdział :3
    Pierwsze koty za płoty ! :D
    Już się biorę za czytanie kolejnego ! ^^

    OdpowiedzUsuń
  10. Severus jak to Severus. Wspaniale wczułaś się w jego postać.;D
    Jestem ciekawa wyników testu z Eliksirów. Lecę czytać dalsze rozdziały. ;>
    Pozdrawiam, Braknes.

    OdpowiedzUsuń
  11. Łaaał! To jest świetne! + Masz super poczucie humoru! <3 Lecę dalej :3

    OdpowiedzUsuń
  12. Ach... Alkoholizm Severusa. Chyba faktycznie powinien ograniczyć spożywanie alkoholu. Przynajmniej eliksir na kaca, by mu się tak szybko nie kończył.
    M.

    OdpowiedzUsuń
  13. Ufff, to znowu ja xD
    Widać jakieś zmiany gdy porównuje się ten rozdział do poprzedniego(przede wszystkim takie, że przestaję siebie zmuszać do czytania :P)
    Rozdział fajny ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie jakichś tam wielkich zmian nie widać...Ale chodzi Ci o historię, czy styl pisania?

      Usuń
    2. O styl pisania.
      Widać wyraźnie że jest mniej błędów.

      Usuń
  14. Tak jak Ci obiecałam- przeczytałam :D co prawda na razie dopiero pierwsze dwa rzozdziały, ale bardzo mnie zaciekawiłaś, więc już mam ochotę przeczytać ostatni rozdział żeby wiedzieć, jak to się skończy :P (nie umiem pisać recenzji ;--; Po prostu piszę to co myślę xDD)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pisanie o tym o czym się myśli nie jest złe - pewnie tak powstała większość dzieł :D
      Bardzo się cieszę, że ci się podoba ^^

      Usuń
  15. Tak, jak mówiłam, zabrałam się za czytanie. Pomysł ciekawy, szczerze powiem, że mam ochotę czytać dalej. Pojawiają się jeszcze błędy, ale są one dużo rzadsze, niż w pierwszych miniaturkach.
    Severus w ff często ma zmieniony charakter, czego bardzo nie lubię. Twój sposób przedstawiania jego postaci jest mocno zbliżony do oryginału, co jest bardzo dużym plusem.
    Jestem szczerze ciekawa, jak wszystko potoczy się dalej, więc biorę się za dalsze czytanie :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Nigdy nie umiem komentować rozdziałów:/
    Co tu dużo mowić? Rozdział jest genialny, początkowo byłam negatywnie nastawiona do blogów o takiej tematyce, jednak przez to, jak genialne odwzorowałaś charakter Snape'a zaczęłam je lubić [ twój baaaaaardzo lubię ]
    Jestem ciekawa, co sie stanie dalej więc czytam dalej:3

    OdpowiedzUsuń
  17. cos pieknego jest w tej historii. Marica ma charakterek a Sev.. no wprost genialnie go kreujesZ. to upijanie sie- super;))
    www.czarnekrolestwo.blog.pl

    OdpowiedzUsuń
  18. Pomyślałam sobie, że będę czytać jeden rozdział dziennie (w miarę możliwości). Masz betę, więc wypisywanie błędów pozostawię jej, nie będę jej odbierać pracy. xD Tylko fabuła i kreacja. :)
    Wypowiedzi Snape'a są nieco zbyt ostre, ale lepiej podkreślić charakter, niż go zmiękczać, bo od tego już niewielki krok do stworzenia papierowej postaci bez osobowości. Nie podobają mi się tylko te monologi wewnętrzne, przynajmniej w tym rozdziale, bo wydają mi się zbyt niedojrzałe. Snape był złośliwy i nie szczędził chamskich uwag ludziom, których nie lubił, ale to był raczej rodzaj maski. W środku był bardziej zharmonizowany.
    Jednak ten "alkoholizm" Snape'a jest w pewnym sensie możliwy. Nigdy o nim tak nie myślałam, ale może w tym coś być. Może nie alkoholizm, ale raczej częste topienie "smuteczków" w trunkach, nawet ktoś taki jak Snape musi się oderwać od problemów, a to jest oczywiste, że Mistrz Eliksirów miał ich sporo.
    Przypuszczam, że Dumbledore w pewien sposób zażartował sobie ze Snape'a, przydzielając mu Marikę. Od razu o tym pomyślałam, kiedy tylko Dumbledore wspomniał mu o nowym uczniu. xD Ha, dopiero się ucieszy, kiedy zobaczy Marikę! Żeńska wersja Severusa Snape'a.
    Ucieszyło mnie to, że Marika od razu nie padła z zachwytu na widok Snape'a. Powiem szczerze, że trochę się obawiałam tego, jak będą wyglądać początkowe relacje Marika-Severus. O Snape'a się nie obawiałam, bo wiem, że nie wykastrowałabyś go drgającym sercem na widok nowej uczennicy, jakimiś motylami w brzuchu... Takie rzeczy tylko w kiepskim Sevmione (ewentualnie w Dramione, gdzie wspomniane motylki oblegają brzuch Dracona). Ale trochę się niepokoiłam o Marikę - nie myślałam o jakimś zachwycie, ale raczej o neutralności i uprzejmym zainteresowaniu. Na książkowego Snape'a nie da się patrzeć z uprzejmym zainteresowaniem, a na Twojego to już na pewno. Taka chłodna ocena jest okej.
    Nie podoba mi się to, jak Snape nazwał Dumbledore'a. Owszem, mógł się na niego zirytować, mógł go nazwać nawet szalonym miłośnikiem dropsów, ale Twoje określenie jest za mocne i za prostackie na Snape'a, przynajmniej skierowane pod adresem Dumbledore'a, którego Mistrz Eliksirów cenił i bardzo szanował. Jestem pewna, że miałby do niego wielki szacunek nawet wtedy, gdyby nie wróciłby na łono Zakonu Feniksa.
    Snape rozmawia z Mariką trochę tak, jakby był jej rówieśnikiem. Pytania o preferowany dom w ogóle nie powinno być; Snape'a nigdy nie obchodziły takie sprawy, a jeśli już, to nie przeszłoby mu przez gardło takie zapytanie, NO, chyba że na miejscu Mariki byłby Draco.
    Trochę się zawiodłam, że Snape nie zrugał jej w myślach za uzasadnienie pytania o Slytherin. Już sobie wyobrażam tę bogatą wiązankę złośliwości (może niekoniecznie wypowiedzianych na głos), a już z pewnością słyszę jego prychnięcie. Musisz trochę popracować nad myślami bohatera-narratora pomiędzy dialogami (piszesz w pierwszej osobie, a to jednak do czegoś zobowiązuje), to jest piekielnie ważne, bo pokazuje nam prawdziwy charakter postaci. To, że w dialogach słodzi, nie musi być prawdą. Umbridge byłaby najlepszym przykładem: niby słodzi, niby uczniom "kociaczkuje", "słodziaczkuje", ale w jej wnętrzu musi hulać niezłe tornado. U Snape'a jest podobnie, choć różnica tkwi w pokazywaniu emocji - Umbridge cały czas kłamie, a Snape tylko zataja emocje i swoje prawdziwe myśli. Niby to samo, ale jednak jest różnica.

    OdpowiedzUsuń
  19. Ups, brakło mi miejsca.
    Mam nadzieję, że szlaban to tylko takie żarty, bo to zahacza o schematy. Drobne dotknięcie schematów czy zgrabne wybrnięcie z nich też jest dobre, ale niekiedy ciężkie w realizacji, więc najlepiej w ogóle ich nie macać, bo taki przykładowy szlaban może być początkiem jakiegoś uczucia, co jest mocno schematycznie (nie tylko w Sevmione, ale i w większości Dramione). Ale odpowiedź na to pytanie uzyskam dopiero jutro wieczorem. Podsumowując: rozdział czytało się lekko i z łatwością. Przeciętniacy mogliby się z takiego komentarza ucieszyć, ale po Tobie oczekuję czegoś więcej. Łatwo ogląda się seriale pod tytułem "Szkoła", "M jak miłość" czy inne cuda. Fajne na odmóżdżenie i zakończenie ciężkiego dnia. Fajne i lekkie, ale to idzie w parze z brakiem jakiejś wznioślejszej emocji, a tego poszukuję w sztuce. Choćby to miało mną wstrząsnąć czy obrzydzić, zdecydowanie bardziej wolę szoknąć o drugiej w nocy po całym dniu wykładów, niż z lekkością położyć się spać i za dwa dni zapomnieć, o czym był Twój rozdział. Jednak wiem, że wielu autorów ma problemy z interesującym początkiem, Anne Rice całkowicie zmaściła początek swoją karierę, powierzając Louisowi narrację w "Wywiadzie z wampirem", robiąc z tej książki fajną, komercyjną i lekką opowiastkę, ale później bardzo się wyrobiła, więc mam nadzieję, że z Tobą będzie podobnie (oczywiście proporcjonalnie do wieku i umiejętności). :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Hej:)
    Ni to zacznę od tego, za strasznie spodobała mi się twoja kreacja Snape. Zrobiłaś z niego osobę taka jaką jest czy też jaką znamy. Noże czasami zachowywał sięzbyt ostro jak na niego, ale to tylko dodało subtelności i uroku całej postaci. A tak w ogóle udało mi się odgadnąć, że tym nauczycielem będzie Snape po prostu taka mądra ja ( a tak na serio no to chyba raczej było to do przewidzenia, że to będzie on).
    Ten rozdział bardziej mi się spodobał niż poprzedni, bo było w nim dużo emocji, a ja lubię jak tak jest. Marika się stała taka zadziorcza i pewna siebie, chociaż nie do końca, bo się stresować całym tym spotkaniem. Widać, że chce dobrze wypaść przy Snapie, ale próbuje tego nie okazywać. Fajnie się czyta o pijanym Snapie xD.
    Kończę swoją wypowiedź i lecę czytać dalej, i oczywiście pozdrawiam.
    ~The princess of the moon

    OdpowiedzUsuń

Layout by Alessa